Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

księgi akaszy..

są tu fragmnety analizy mojej pamięci ,ktora podczas czytania książki Michael Newtona -,,wedrówka dusz ,,zaczeła przebijać sie przez zasłonę mojej ,,amnezji,, nałożoną na  życiu obecnym..

 

Michael Newton… Filozofia Wschodu utrzymuje, że każda myśl, słowo i czyn ze wszystkich przeszłych wcieleń, wraz ze wszystkimi wydarzeniami, w których braliśmy udział, zostały zapisane w Księgach Akaszy. Z po­mocą skrybów można w nich także ujrzeć przyszłe wydarzenia. Słowo „Akasza” zasadniczo oznacza esencję wszelkiej pamięci wszechświata, która zapisuje każdą energetyczną wibrację egzystencji, jak audiowizu­alna taśma magnetyczna. Omawiałem już związki pamięci boskiej, nie­śmiertelnej i świadomej. Nasza ludzka koncepcja duchowych bibliotek jako miejsc poza czasem, w których poznajemy niewykorzystane oka­zje i naszą odpowiedzialność za przeszłe uczynki, jest przykładem ist­nienia takich związków. Mieszkańcy Wschodu wierzą, że substancja wszystkich przeszłych, obecnych i przyszłych wydarzeń zostaje zacho­wana w cząsteczkach energii, a następnie można ją odzyskać w świę­tych duchowych siedzibach dzięki odpowiedniemu zestrojeniu wibra­cji. Mam wrażenie, że koncepcja posiadania przez każdego z nas oso­bistych, duchowych rejestrów nie poczęła się w Indiach ani gdziekol­wiek indziej na Wschodzie. Jej początek tkwi w naszych duchowych umysłach, posiadających wiedzę o istnieniu takich zapisów, pochodzą­cą z okresu pomiędzy kolejnymi wcieleniami

Jeśli chcemy opisać to co tu jest zapisane to najpierw powinniśmy wyjaśnić sposób postrzegania tych ksiąg Akaszy –przez nas i przez istoty duchowe.

My jesteśmy istotami ,które tworzą ,nadzorują i maja wgląd w te księgi życia a opis tego jest z perspektywy  widzenia tego przez dusze –z drugiej strony tego zagadnienia.

Ty wiesz ,jak wyglądało to z perspektywy własnego przeżycia tu na ziemi. Nataniel miał możliwość wglądu w te księgi . to jest obraz –jak film.

Co spotyka dusze, które popełniły czyn samobójczy, choć miały zdrowe ciała? Otóż okazuje się, że czują się one niejako pomniejszo­ne w oczach przewodnika i swoich kolegów z grupy, bowiem złama­ły podjęte zobowiązanie. Zmarnowały okazję, wobec tego nie mają po­wodu do dumy. Życie jest darem, a wybranie przeznaczonego nam cia­ła wymagało naprawdę dużo wysiłku. Jesteśmy zatem kimś w rodza­ju jego kustosza, co oznacza, iż obdarzono nas zaufaniem. Moi pacjen­ci nazywają to zawarciem umowy. Zwłaszcza wówczas, gdy samobój­stwo popełnia młoda, zdrowa osoba, nasi nauczyciele uznają to za akt wielkiej niedojrzałości i wykręcenie się od odpowiedzialności. Nasi mistrzowie duchowi zaufali naszej odwadze i umiejętności radzenia sobie z trudnościami

 ==============================================================================

 

Dr N. – Gdzie się teraz znajdujesz?

P. (nieco zdezorientowana) – Jestem w miejscu, gdzie się studiu­je… wygląda gotycko… kamienne mury, długie marmurowe stoły…

Dr N. – Dlaczego sądzisz, że znajdujesz się w tego rodzaju bu­dynku?

P. (milczy) – W jednym z moich wcieleń żyłam w Europie jako mnich, (w dwunastym wieku) Uwielbiałam stary klasztor jako miej­sce, w którym można się było oddawać spokojnemu studiowaniu. Wiem już teraz, gdzie jestem. W bibliotece wielkich ksiąg… zapi­sów.

Dr N. – Wiele osób nazywa je Księgami Życia. Czy to masz na myśli?

P. – Tak, wszyscy ich używamy… (przerywa) Jakiś zatroskany sta­ry człowiek w białej szacie zbliża się do mnie… krąży wokół mnie.

Dr N. – Co on robi, Amy?

P. – Ma ze sobą zwoje papieru. Patrzy na mnie, potrząsa głową i mruczy.

Dr N. – Czy wiesz, dlaczego się tak zachowuje?

P. – Jest bibliotekarzem. Mówi do mnie: „Wcześnie się pojawiłaś”.

Dr N. – Jak myślisz, o co mu chodzi?

P. (milczy) – O to, że… nie mam przekonujących powodów, by znaleźć się tu za wcześnie.

Dr N. – Przekonujących powodów…?

P. (przerywa mi) – Jakiegoś strasznego bólu nie do zniesienia, niezdolności do dalszego funkcjonowania.

Dr N. – Rozumiem. Powiedz mi, co robi bibliotekarz.

P. – Widzę olbrzymią, otwartą przestrzeń z długimi stołami, przy których siedzą dusze; wszędzie widać księgi, lecz na razie nie idę do tego pomieszczenia. Starzec zabiera mnie do jednego z małych prywatnych pokoi położonych na uboczu, gdzie możemy poroz­mawiać nie przeszkadzając innym.

Dr N. – Co o tym sądzisz?

P. (z rezygnacją potrząsa głową) – Przypuszczam, że w tej chwi­li potrzebuję specjalnego potraktowania. Mały pokój jest prawie pu­sty, stoi tam tylko niewielki stolik i krzesło. Starzec przynosi wielką księgę, którą stawia przede mną jak ekran telewizyjny.

Dr N. – Co masz z nią robić?

P. (gwałtownie) – Uważać na to, co robi starzec! Umieszcza przede mną swój zwój i rozpościera go. Następnie wskazuje na se­rię linii przedstawiających moje życie.

Dr N. – Nie śpiesz się i wyjaśnij mi, co znaczą dla ciebie te linie.

P. – To linie życia – moje linie. Grube, szeroko oddzielone linie re­prezentują główne doświadczenia życia i wiek, w jakim najpraw­dopodobniej się wydarzą. Cieńsze linie przepoławiają linie główne i reprezentują różnorodność innych… okoliczności.

Dr N. – Słyszałem, że cieńsze linie są możliwościami działania będącymi przeciwieństwem prawdopodobieństwa. Czy o to ci chodzi?

P. (milczy chwilę) – Zgadza się.

Dr N. – Co jeszcze możesz mi powiedzieć o grubych i cienkich liniach?

P. – Gruba linia przypomina pień drzewa, natomiast cieńsze linie są jego gałęziami. Wiem, że gruba linia była moją główną ścieżką. Starzec wskazuje tę linię i beszta mnie nieco za to, że obrałam śle­pą uliczkę.

Dr N. – Choć Archiwista gniewa się na ciebie, te linie rzeczywi­ście reprezentują serię twoich wyborów. Z karmicznego punktu widzenia każdy z nas od czasu do czasu wybiera niewłaściwe od­gałęzienie drogi.

P. (gorączkowo) – Owszem, ale to jest poważne. W jego opi­nii nie popełniłam jakiegoś drobnego błędu. Wiem, że obchodzi go to, co robię, (chwila ciszy, po czym pacjentka krzyczy) MAM OCHOTĘ TRZASNĄĆ GO PO GŁOWIE JEGO CHOLERNYM ZWOJEM. MÓWIĘ MU: „IDŹ I SAM POPRÓBUJ MOJEGO ŻYCIA!”

Masz wrażenie ,że to przeżycie jest ci bliskie.? I to prawda. Ale to inaczej rozegramy ,bo ktoś uważa ,ze na to jeszcze nie czas. Czytaj dalej. A później omówimy przeczytany materiał…

Uwaga: Następnie Amy mówi mi, że twarz mężczyzny łagodnie­je i wychodzi on na kilka minut z pokoju. Amy sądzi, że dał jej czas na opanowanie się, lecz starzec wraca z nową księgą. Jest ona otwarta na stronie, na której widać Archiwistę jako młodego mężczyznę, rozry­wanego pazurami lwów na rzymskiej arenie za swe przekonania religij­ne. Następnie bibliotekarz odkłada tę księgę i ponownie otwiera księgę Amy. Pytam ją, co widzi.

P. – Pojawia się kolorowy, trójwymiarowy obraz. Starzec po­kazuje mi pierwszą stronę z widokiem wszechświata składające­go się z milionów galaktyk. Potem widać Drogę Mleczną… i nasz układ słoneczny… żebym pamiętała, skąd pochodzę – tak jakbym mogła o tym zapomnieć. Odwracamy kolejne strony.

Dr N. – Co widzisz dalej?

P. – Och… słupy kryształów… ciemne i jasne, w zależności od rodzaju wysyłanych myśli. Teraz przypominam sobie, że ro­biłam to już wcześniej. Jeszcze więcej linii… i obrazów… mogę je przesuwać w czasie swoim umysłem, do przodu i do tyłu. Choć starzec i tak mi przy tym pomaga.

 Dr N. – Jak zinterpretowałabyś znaczenie tych linii?

P. – Tworzą one wzorce obrazów życia w takiej kolejności, w jakiej pragnie się na nie patrzeć – w jakiej potrzebuje się na nie patrzeć.

Dr N. – Nie chcę cię ponaglać, Amy. Po prostu opowiadaj, co te­raz robicie.

P. – Dobrze. Starzec odwraca stronę, a ja, niczym na ekranie, wi­dzę siebie w wiosce, którą niedawno opuściłam. To właściwie nie jest obraz -jest to tak rzeczywiste, żywe. Jestem tam.

Dr N. – Czy uczestniczysz w tej scenie, czy też ją obserwujesz?

P. – Można robić obie te rzeczy, ale teraz mam po prostu obser­wować scenę.

Dr N. – No dobrze, Amy. Prześledźmy zatem tę scenę, którą przedstawia ci starzec.

P. – Będziemy patrzyli na… inne możliwości wyboru. Po obej­rzeniu tego, co zrobiłam nad stawem, kiedy odebrałam sobie ży­cie, w następnej scenie znowu jestem nad brzegiem stawu, (ury­wa) Tym razem nie wchodzę do wody i nie topię się. Wracam do wioski, (po raz pierwszy śmieje się) Nadal jestem w ciąży.

Dr N. (śmieje się wraz z nią) – Dobrze, odwróć stronę. Co dzie­je się teraz?

P. – Jestem z moją matką, Iris. Mówię jej, że noszę w sobie dziec­ko Thomasa. Wcale nie jest tym tak zaszokowana, jak się obawiałam, co nie znaczy, że nie jest na mnie zła. Daje mi reprymendę. A po­tem… płacze wraz ze mną, trzymając mnie w objęciach, (pacjentka kontynuuje ze łzami w oczach) Mówię jej, że jestem porządną dziew­czyną, tyle że zakochałam się.

Dr N. – Czy Iris powiadamia twojego ojca?

P. – To jedna z możliwości na ekranie.

Dr N. – Pójdźmy tym tropem.

P. (milczy) – Przeprowadzamy się wszyscy do innej wioski i mówimy jej mieszkańcom, że jestem młodą wdową. Wiele lat później wyjdę za mąż za starszego mężczyznę. Czasy są bardzo ciężkie. Mój ojciec wiele stracił wskutek przeprowadzki, więc jesteśmy jeszcze ubożsi niż przedtem. Lecz tworzymy jedną ro­dzinę, a nasze życie stopniowo staje się lepsze, (znowu zaczyna płakać) Moja córeczka była taka piękna.

Dr N. – Czy tylko tę alternatywę obecnie studiujesz?

P. (zrezygnowana) – O nie. Patrzę teraz na kolejny wariant. Wra­cam znad stawu i przyznaję się, że jestem w ciąży. Rodzice wrzesz­czą na mnie, po czym zaczynają się kłócić i wzajemnie obwiniać o to, że do tego doszło. Mówią mi, że ani myślą opuszczać wioski i naszego małego gospodarstwa, na które tak ciężko pracowali, tylko dlatego, że zostałam zhańbiona. Dają mi trochę pieniędzy na podróż do Londynu, gdzie mam spróbować znaleźć pracę jako służąca.

Dr N. – Co z tego wynikło?

P. (z goryczą) – To, czego się spodziewałam. Londyn nie był­by dobrym rozwiązaniem. Włóczę się po ulicach, sypiając z przy­godnie poznanymi mężczyznami, (przeszywa ją dreszcz) Umieram młodo, a dziecko zostaje znajdą i wkrótce także umiera. Straszne…

Dr N. – No cóż, w tych alternatywnych wersjach przynajmniej próbowałaś przeżyć. Czy widzisz jeszcze jakieś inne możliwości wyboru?

P. – Zaczynam czuć się zmęczona. Archiwista pokazuje mi ostat­nią możliwość. Sądzę, że to nie koniec, ale na moją prośbę po­przestaniemy teraz na tym. W tej scenie moi rodzice nadal uważa­ją, że powinnam od nich odejść, lecz czekamy z tym na pojawie­nie się w naszej wiosce wędrownego handlarza. Zgadza się zabrać mnie ze sobą swoim wozem, bo mój ojciec dał mu trochę pienię­dzy. Nie udajemy się do Londynu, tylko odwiedzamy inne wioski w naszym hrabstwie. W końcu znajduję służbę przy rodzinie. Mó­wię tym ludziom, że mój mąż został zabity. Handlarz dał mi mie­dzianą obrączkę i potwierdził prawdziwość mojej historii. Nie je­stem pewna, czy mi uwierzyli. To nie ma znaczenia. Osiedlam się w tym miasteczku. Nie wychodzę za mąż, lecz moje dziecko ro­śnie zdrowo.

Dr N. – Do jakich wniosków dochodzisz, obejrzawszy alterna­tywne możliwości wyboru?

P. (ze smutkiem) – Niepotrzebnie się zabiłam. Teraz o tym wiem. Myślę, że wiedziałam o tym przez cały czas. Tuż po śmierci po­wiedziałam sobie: „Boże, co za głupota, teraz będę musiała przejść przez to wszystko jeszcze raz!” Kiedy stanęłam przed swoją Radą, zapytano mnie, czy chciałabym wkrótce przejść nowy test. Poprosi­łam o trochę czasu do namysłu.

Ponieważ zmarnowałam przyznane mi ciało, wyznaczy­łam sobie pewnego rodzaju pokutę. W czasie wolnym nie mogę pójść do pokoju muzycznego, który uwielbiam, lecz sie­dzę sama w bibliotece. Przeglądam tam swoje poprzednie ży­cia i wybory, jakich dokonałam, a które skrzywdziły zarówno mnie, jak i innych.

Na opisanie tego, w jaki sposób przeglądają minione wydarzenia, badani używają słowa „ekran”. W małych pokojach konferencyjnych i bibliotece znajdują się stoły z rozmaitymi księgami wielkości ekra­nów TV. Te tak zwane księgi mają trójwymiarowe, kolorowe ekrany. Pewna pacjentka wyraziła to chyba najtrafniej: „Te zapisy wydaj się być książkami posiadającymi stronice, lecz w istocie są to warstwy energii, które wibrując tworzą żywe obrazy wydarzeń”.

to było … niesamowite uczucie, gdy przypomniałam sobie te ekrany..  jak one naprawdę przedstawiają widok ,,życia,, …sceny ,ktore są fragmentami zdarzeń..  wczułam sie nie tylko w zapis z tej książki ale odnalazłam to jako prawdę w sercu swoim…. to naprawdę jest cieżko przenieść na słowa…  ponieważ one nie odzwierciedlają tego jak to naprawde ma sie do rzeczywistosci…

******************************************************************************************

wkleję tu jeszcze kilka słow na temat -akaszy -jakie znalazłam w innym źródle

Kronika Akaszyrodzaj kosmicznej pamięci, banku informacji w którym zapisane są wszystkie wydarzenia. Rozwijając odpowiednio zdolności parapsychiczne można czerpać z Kroniki Akaszy informacje. Słowo akasza pochodzi z sanskrytu (akaśia) i oznacza przenikająca (tu: dochodzącą do każdej informacji) substancję. W Kronice Akaszy zapisywane jest wszystko razem z myślami, ideami i emocjami. Ponoć niektórym jasnowidzom udaje się penetrować pokłady Kroniki Akaszy.

Kronike Akaszy nazywa sie też często pamięcią przyrody bądź księgą Lipików. Słowo akasza wzięło sie od nazwy materii sfery mentalnej, i nie jest do końca zgodne z prawdą, bowiem mimo że akaszę odczytuje sie z tej strefy, to nie przynależy ona do niej.

Jeszcze mniej trafnym określeniem jest nazwa: kronika świata astralnego, gdyż kronika ta znajduje sie daleko od sfery astralnej. W astralu można znaleźć jedynie jej zniekształcone fragmenty.

Trzeba powiedzieć, że odbicia kroniki są dostępne w sferach: buddhi, mentalnej i astralnej. Jak to sie dzieje że powstają owe odbicia można sie dowiedzieć w literaturze na ten temat. Zacznijmy od sfery astralnej: jak już powiedziano, fragmenty kroniki i jej odbicia istnieją w tej sferze w sposób fragmentaryczny i zniekształcony . To tak jakby włożyć przedmiot do wody – też zmienia swoją długość, wielkość, załamuje sie , bądź faluje (stąd nie przez przypadek symbolem astralu jest woda!). Co więcej w świecie astralnym nigdy nie możemy mieć stanu który choć odrobinę byłby podobny do spokojnej powierzchni wody – tu wszystko faluje, zmienia sie i porusza. Dlatego jasnowidz który dysponuje tylko jasnowidzeniem astralnym (a takich jest większość, nawet wśród sławnych proroków i wizjonerów!) nie może polegać na swoich wizjach jako na odzwierciedleniu realnych wydarzeń! Stąd tylu np Napoleonów i Klepatr – a każda ma swoją historie.

W świecie mentalnym z kolei panują odmienne warunki i niepodobna pomylić sie przy odczytywaniu. Inaczej mówiąc każdy jasnowidz który posługuje sie wzorkiem mentalnym widzi to samo i to samo opisuje – nie tak jak w astralu – każdy widzi swoje i to jeszcze przez pryzmat swojej podświadomości, bądź świat symboli i archetypów….. Poza tym każdy jasnowidz widzi przedmiot jakby całą swoją istotą – nie tylko zmysłami – rozumie wszystko dokładnie CO SIE DZIAŁO, BĄDŹ CO ZACHODZIŁO W UMYSŁACH innych ludzi. To nie tak jak w sferze fizycznej – że każdy opisuje widziany wypadek inaczej, subiektywnie…… Problem za to może stworzyć przeniesienie wizji z poziomu mentalnego na słowa……..

Poza tym w sferze astralnej zazwyczaj widzi sie pojedyncze obrazy, no niekiedy obdarzone ruchem. W sferze mentalnej za to widzi sie już dokładnie całe wydarzenia – w zależności jak wygodniej – albo ogląda sie jakby sie oglądało aktorów na scenie. Albo można sie znaleźć wśród „aktorów” i oglądać wszystko jakby „od wewnątrz” (przytaczany przykład: jeśli zapragnąłby widzieć lądowanie Juliusza Cezara w Bretanii to natychmiast znalazłby sie na brzegu morza wśród legionistów, a całe zdarzenie widziałby tak jak ono było w 55 roku pne). Nie ma możliwości wpływania na wydarzenia, ani też nikt z „aktorów” nie jest świadomy jego obecności. Jedyne na co ma wpływ to prędkość, z jaką dramat rozgrywa sie przed jego oczami. Co więcej nie tylko widzi co sie dzieje, ale też słyszy i rozumie co mówią, a nawet wie co myślą.

W pewnym szczególnym przypadku obserwator ma możność nawiązania intymniejszego kontaktu z kroniką. Gdy obserwuje scenę w której sam w przeszłości uczestniczył, otwierają sie przed nim dwie drogi:

1. może odnieść sie do wydarzeń w zwykły sposób – jako obserwator o doskonałym widzeniu, wrażliwości i rozumieniu. 2. może raz jeszcze utożsamić sie z dawno nieżyjącą postacią (którą był) i przeżyć ponownie myśli i uczucia dawnych czasów. Odnajduje ongiś w świadomości powszechnej tę cząstkę, z którą sam był związany.

Osobiście dochodzę stąd do wniosku że w prawidłowo przeprowadzonym Regresingu adept doświadcza właśnie Kroniki Akaszy – bowiem jeszcze raz przeżywa dane wydarzenia, rozumiejąc je, przebaczając sobie i rozwiązując problem, a na koniec na zawsze uwalniając sie od tego co zaszło kiedyś.

Oczywiście w regresingu nie zawsze dojdzie sie aż tak daleko, czasem jest to tylko astral bądź forma symboliczna.

Natomiast w sferze buddhi kronika akaszy jest czymś więcej niż tylko zwykłym zapisem pamięci! Bowiem w tej sferze nie ma już ograniczenia ani przestrzeni (to to już w ogóle mało kto jest w stanie pojąć – najpierw trzeba zacząć od pojęcia świata astralnego i mentalnego, żeby dojść do sfery buddhi wink2.gif Obserwator w tej sferze nie musi przeglądać długiego łańcucha zdarzeń (tak jak w mentalnym – gdzie jakby przekłada kolejne karty kroniki, w zależności co chce odczytać). Otóż w buddhi wszystko dzieje sie w wiecznym teraz! Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Przeszłość i przyszłość dzieją sie równocześnie w teraz!!!! Wszystko na raz w teraz!

Reklamy

22 października 2010 - Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam |

1 komentarz »

  1. […] kiedyś już poruszyłam temat ksiąg Akaszy i fragmnety które tam przedstawiałam pochodziły z ksiażki Michaela Newtona -wędrówki dusz….   https://alaneiz.wordpress.com/2010/10/22/ksiegi-akaszy/ […]

    Pingback - autor: Akasza.. kim Oni są?? « Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci… | 11 marca 2011 | Odpowiedz


Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: