Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

droga w nadzmysłowe światy J A S

 

Wiesz, że pojęcie odległości w świecie astralnym jest całkiem inne niż w świecie fizycznym. Tam to jest dalekie, co ci jest obce, z czym cię nie wiąże nic lub niewiele. Natomiast bliskie jest to, co ci jest pokrewne z czym cię łączy podobieństwo lub zainteresowanie. Dlatego spostrzegasz tam przede wszystkim siebie samego, bo przecież ty jesteś sobie najbliższy. W świecie fizycznym także patrzysz na siebie i także uważasz siebie za bliskiego sobie. Ale wszystko, o czym mówisz „ja”, zaliczasz do swego wnętrza. Gdy mówisz „czuję, pragnę”, uważasz to pragnienie lub uczucie za coś, co mieści się w tobie. Na zewnątrz tego nie widzisz, nie przychodzi to do ciebie, lecz wychodzi z twego wnętrza. W świecie astralnym twoje własne uczucia i nastroje, które tam spostrzegasz imaginacjami, widzisz na zewnątrz siebie jako coś przedmiotowego, istniejącego poza tobą. Musisz dopiero stopniowo oswajać się z tym, że to, co widzisz tam jako zjawiska przedmiotowe, jest twoim wnętrzem. Musisz przyzwyczaić się do takiego patrzenia na siebie samego, jakbyś ty był zewnętrznym przedmiotem, na który patrzy ktoś inny.

===============================================

W obecnych czasach ludzie nadużywają mowy, nie posługują się nią po to, aby wyrazić wrażenia, jakie na nich wywierają zdarzenia zewnętrzne, ani też by wyrazić stan duszy, lecz po to, aby ukryć i zataić stan swej duszy przed innymi. Dlatego też marnują te siły wewnętrzne, które mają służyć do ożywiania czakry krtaniowej (czakra vishuddha) i dlatego tej cza-kry nie mogą rozwinąć. Ty jednak umiesz już „zatrzymywać w duszy słowo” i dzięki temu potrafisz doprowadzić do rozkwitu twoją czakrę 16-płatkową.

===============================

Zaczynasz teraz jaśniej pojmować czym jest to rozszczepienie osobowości, o którym wspominałem ci dawniej. Przypatrz się tylko różnicy między tobą dzisiejszym, a tobą sprzed lat siedmiu. Wówczas zachowywałeś się w życiu podobnie jak inni ludzie, to znaczy: myśl, uczucie i wola były w tobie związane ze sobą w pewien sposób wszczepiony ci przez wychowanie i stosowanie się do otoczenia. Gdy spostrzegłeś pociągający przedmiot, budził on twą żądzę i obmyślałeś środki, jakimi mógłbyś go zdobyć. Inaczej mówiąc, przedmiot przez wywieranie wrażenia na twym ciele astralnym pobudzał je do drgań; związane z nim ciało myślowe pracowało nad sposobami zaspokojenia żądzy, a wreszcie ciało eteryczne, ściśle związane z tamtymi, wpływało swoją wolą na ciało fizyczne zmuszając je do działań, aby zdobyć ten przedmiot upragniony.

Teraz już tego nie ma. Przedmiot, choćby najbardziej upragniony dla innych, wywiera wprawdzie wrażenie na twych zmysłach, ale na tym koniec. Wrażenie to może jest nawet silniejsze dla ciebie niż dla innych, bo masz wysubtelnione zmysły fizyczne, ale to wrażenie nie budzi – jeżeli nie chcesz – ani twego uczucia, ani myśli, ani woli. Wrażenie to dochodzi przez zmysły do twej świadomości, ale nie pobudza cię do niczego. Przyjmujesz je po prostu do wiadomości, jak jakąś wiadomość z zewnątrz, którą zajmiesz się dopiero później. Jedynie ty sam osądzasz, czy masz odpowiedzieć na to wrażenie i jak masz odpowiedzieć: myślą, uczuciem czy wolą. Jesteś wolny, jesteś zupełnie oswobodzony. Nic z zewnątrz nie zmusza cię do myślenia, do odczuwania lub do działania.

Mistrz poda ci tylko warunki, którym masz sprostać, wskaże ci wyniki, jakie masz osiągnąć, ale żadnych środków mechanicznych ci nie dostarczy. „Nie możesz pójść tą drogą, nim się nią sam nie staniesz” – mówi Guru do przyjętego ucznia, a czeladnikowi mówi już inaczej: „Tyś jest ścieżką”. Porównaj teraz z tym słowa Chrystusa: „Jam jest droga, prawda i żywot” [„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

 

Teraz podam ci jeszcze trzy, zaczerpnięte (F) z „hali nauki”, są to:

„Nim słyszeć zdoła twe ucho, musi w nim zniknąć wrażliwość”.

„Nim głos przed Mistrzem przemówi, niech straci możność ranienia”.

„Nim dusza stanie przed Mistrzem, krew serca ma spłukać ci stopy”.

Gdy szczerze zabierzesz się do wykonywania tych ćwiczeń, stopniowo zaczniesz rozumieć czym jest kontemplacja i jaki jest jej związek ze stanem samadhi. Na stopniu dharany miałeś koncentrację, na stopniu dhjany medytację, a dopiero na stopniu samadhi masz kontemplację. Takie pogrążenie się zupełne i zatopienie się, które nazywamy kontemplacją, jest możliwe dopiero po dojściu do stopnia samadhi. Musisz być wówczas panem nie tylko swej uwagi – bo to opanowałeś dzięki dharanie – nie tylko umieć medytować – bo do tego doszedłeś na stopniu dhjany – lecz ponadto, musisz pogrążać się całkiem w przedmiot twego rozmyślania, „rozpamiętywać” go, żyć w nim, stawać się nim samym. Dawniej nazywano to „zapamiętywaniem się” w czymś, co było określeniem bardzo trafnym. Kontemplacja będzie dopiero wtedy doskonała, gdy zapamiętasz się najzupełniej w przedmiocie twej medytacji, gdy stracisz na ten czas pamięć siebie.

Jeżeli naprawdę doszedłeś do samjamy, to znaczy, jeżeli doszedłeś do niej nie czytaniem tylko i rozumieniem czym ona jest, to osiągnąłeś coś niesłychanie doniosłego. Po prostu doświadczalnie sprawdziłeś, że duch istnieje. Sprawdziłeś, że nie tylko mózgiem można myśleć, lecz i duchem, że nie tylko w ciele fizycznym można być świadomym siebie, lecz i poza nim, a nawet poza ciałem eterycznym i astralnym. Sprawdziłeś, że poza tym, co dotychczas nazywałeś swoim „ja” istnieje drugie „ja”, nie tylko równie rzeczywiste jak tamto, ale i nieskończenie wartościowsze od niego.

To drugie „ja”, czyli twoja jaźń wyższa

 

 Teraz także potrafisz zrozumieć całą prawdziwość zdania, z którym spotkałeś się zapewne już poprzednio, a które może uważałeś za twierdzenie raczej teoretyczne, niż możliwe do ściśle praktycznego zastosowania. Zdanie to brzmi: Gdy stawiasz jeden krok ku wiedzy, postaw jednocześnie trzy kroki ku uszlachetnieniu się moralnemu. Bez takich trzech kroków w kierunku oczyszczenia się etycznego, twój krok w kierunku wiedzy byłby bezcelowy. Rozumiesz bowiem, że tę wiedzę, to poznanie wyższe możesz osiągnąć tylko wtedy, gdy potrafisz wznieść się do wyżyn tej wiedzy. A wznieść się zdołasz tylko wtedy, gdy nie będzie cię obciążał balast materialny, gdy ciała twe wszystkie będą tak czyste, że nic w nich nie znajdzie się niskiego, co by je w dół, ku ziemi spychało.

Drabina, po której uczeń wstępuje, składa się z cierpień i bólów, a zwyciężyć je może tylko potęga cnoty… Dolny koniec drabiny stoi w grząskim błocie twych grzechów i błędów, a nim zdołasz przekroczyć przepaść głęboką materii, musisz obmyć nogi w wodzie zaparcia się siebie. Zważ, abyś brudną stopą nawet na szczebel dolny nie stąpnął. Biada temu, kto stopami nieczystymi zbrudzi drabinę. Brud lepki przyschnie i przyklei nogi wstępującemu, jak łowi się na lep ptak nieopatrzny, a przez to dalszy postęp w górę powstrzyma” (D). Oto słowa poetyczne, ale głęboko prawdziwe, z „Głosu ciszy” Bławatskiej wyjęte.

Nic dziwnego, że po takich początkowych przeżyciach, będziesz cierpiał z powodu zaćmienia duchowego, o którym ci wspominałem już dawniej. Okresy takiego zaćmienia będą cię opanowywać wtedy zwłaszcza, gdy i z zewnątrz bić będą w ciebie gromy, które chętnie nazwałbyś gromami zawistnego losu. Nawiedzi cię albo choroba, albo zmartwienia materialne, albo niespodziewane pogorszenie warunków, w których żyłeś dotychczas spokojnie, a równocześnie z tym – lub raczej na skutek tego – popadniesz w ów znany ci już z dawniejszych doświadczeń, okres zaćmienia duchowego. Wydawać ci się będzie, że opuścili cię wszyscy i wszystko. Odczujesz to nawet jako krzywdę osobistą mniemając, że skoro jesteś już tak „wysoko na ścieżce”, to należą ci się jakieś „prawa szczególne” i jakieś udogodnienia życiowe. Zwątpisz w celowość twych dążeń, zwątpisz nawet w istnienie światów wyższych, chociaż już tyle razy wchodziłeś w nie dawniej. Będziesz się czuł najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie, samotnym i bez oparcia w kimkolwiek, aż dojdziesz wreszcie do przekonania, że oparcia musisz szukać nie na zewnątrz, lecz tylko w samym sobie, że ty właśnie masz być oparciem nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich wokół ciebie. Dopiero w takiej chwili zacznie znikać to zaćmienie duchowe, rozpraszane światłem twoim własnym.

Takie zaćmienia będą dla ciebie groźne tylko na początku. Im więcej ich przetrwasz, tym bardziej się z nimi oswoisz i tym dzielniej – chociaż będą coraz groźniejsze – stawisz im czoło. Dopiero, gdy wyrobisz w sobie taki hart ducha, że wszędzie i zawsze zdołasz polegać na sobie samym wyłącznie, bez oglądania się na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz, dopiero wtedy ujrzysz jasno i niewątpliwie, że nie tylko ty sam jesteś na świecie. Ujrzysz innych, którzy równie mozolnie jak ty przebijają się przez ciemność ku światłu. Ujrzysz ich wyżej lub niżej od siebie, ale odczujesz, że z nimi tworzysz łączność; że wszyscy razem idziecie wspólnie do jednego celu… do światła!

Reklamy

28 października 2010 - Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | , ,

Brak komentarzy.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: