Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

rozwój duchowy…

kiedy stajemy przed tym wyzwaniem i obieramy ten kierunek drogi -szukamy w nim oparcia , zrozumienia ,oświecenia…

niby jest to częścia naszej natury.. czymś do czego dąży kazda istota.. cos co jest naszym przeznaczeniem… ale kiedy stajemy na tej drodze okazuje sie że czasem nie wiemy jak nią iść..

zaczynamy szukać ,czytać i odnajdywać ludzi ktorzy mogą nam pokazać – jak tą drogą podążać… potrzebujemy drogowskazu…

to co chcę opisać tutaj jest moją drogą wewnętrzną..  i sądzę ,ze nie jedego z Was…

  nie umiem inaczej wyrazić tego co czułam i co czuję dzis…. więc dlatego  po prostu -opowiem..

zawsze w naszym życiu dzieje sie cos co kieruje nas na tą drogę – na drogę rozwoju duchowego… swój poczatek opisałam w ,,kim jestem,, ale tu nie o tym chcę pisać…

jak każdy na poczatku szukałam punktu zaczepienia…. zaczełam czytać książki ,analizowac swoje zycie i to co wskazywało na jakieś uzdolnienia .. coś na czy mogłabym sie skupić..

odrazu na drodze pojawiają sie -mistrzowie.. ja miałam o tyle dobrze że dobrano mi takich którzy mogli wnieść cos w moje życie.. zaczełam od reiki… potem uzdrawianie duchowe..  spotkania .. wspolna praca..

byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie.. najbardziej zależało mi na wiedzy wiec zawsze słuchałam ,chłonęłam doświadczenia innych.. ale czasem ktoś lub cos odwracało moją uwagę od danej sytuacji lub rozmowy.. potem byłam zła ,ze nie mogłam w tym uczestniczyć.. no ale .. -dziś wiem ,ze mój opiekun to robił bo nie chciał abym słuchała czegoś co do niczego mi sie nie przyda…a moze zmącić moją wiarę…

 dążyłam dalej do wiedzy… niby wszystko bardzo dobrze rozumiałam.. ale zdarzały sie takie chwile kiedy brakowało mi …. słów..

tak po prostu ich nie było.. siedziałam z arkuszami na kolanach i z wahadełkiem w ręku patrząc na to co mam przed sobą i nie widząc nic.. nie wiedziałam co robić ., kogo o co pytać.. i jak sie za to zabrać..

ten brak wiary w to co robię popychał mnie na kolejne kursy… na kolejne spotkania i dalej chłonełam tą wiedzę.. potem nagle przyszło =zwątpienie.. w sens tego czym sie zajmuje ponieważ nic nie mogłam z tą wiedzą zrobić. słuchałam mistrzów.. podziwiałam ich za niesamowitą wiedzę ,za otwartość i bezpośredniość i tak patrzyłam na większość z naszej ,,grupy,,   ja nigdy sie nie odzywałam… bo co miałam powiedzieć?

tak spędziłam kilka lat… nie dużo -może z 4…  dyplomy wrzuciłam do piwnicy uważając że ze mnie fachowiec jak z koziej  d… trąba..

nie wierzyłam ,ze mogę coś potrafić.. i wiem ,ze tak też mnie odbierano w grupie… ale sama na to zapracowałam..

    zdarzały sie sytuacje na kursach po których marszczyłam brwi zastanawiając sie czy to rzeczywiście moze być -prawda. jakoś ja czułam inaczej.. 

zaczął sie we mnie też jakiś dziwny -bunt przed wiedzą i narzucaniem mi reguł i zasad..czułam ,że to nie do końca mi pasuje ale milczałam.. zaczełam w środku buntować sie  mówiąc sobie ,ze ktoregoś dnia opracuję sobie właśną metodę i tą bede rozumieć i nią -pracować…

ale potrzebowałam mistrzów i przewodników..  nie wierzyłam w siebie…

nagle moim przebudzeniem i wstrząsem okazał sie -właściwie już ostatni kurs w jakim barałam udział.. ale miał on dla mnie wtedy ogromną wagę..

po tym spotkaniu prowadzący powiedział mojej mistrzyni i organizatorce cos co wywołało ogólne poruszenie nie tylko w grupie ale też i w moim wnetrzu… 

zorganizowałam u siebie spotkanie.. jeśli dobrze pamiętam -noc Kupały… na drugi dzień prosto w oczy moja mistrzyni i ktoś w kim czułam w jakimś sensie oparcie powiedziała mi  stojąc przede mną -że nasz mistrz po kursie  powiedział ,ze z całej naszej grupy tylko ja i jeden z chłopaków mamy największy potencjał.. i powiedziała mi z żalem -powiedz –dlaczego właśnie ty??

nie rozumiałam oczym  mówi..?!.  moze to śmieszne ale szukałam w słowniku słowa –potencjał  ,bo miałam taką pustke w sobie że nie rozumiałam – co to oznacza….

to było moje ostatnie spotkanie w tym gronie…. to moja decyzja..  dopiero po wszystkim dobry znajomy powiedział mi co sie stało w grupie ,ze zaczeli jeden drugiego sprawdzać kto z jakiego poziomu jest i kim jest…  poczułam sie wypalona.. na tej drodze…

nie musze chyba mówic -dlaczego… dla mnie to była fałszywa droga duchowego oświecenia…rywalizacja ? o co?   ja czułam sie zwykłą istotą ktorej bardzo brakowało wiary w siebie.. i do tej pory to czuję ale teraz przynajmniej wiem …. dlaczego..

weszłam na drogę samotnego mistrza… 

 były jeszcze odzewy towarzystwa uważającego ,że mam kłopoty i coś sie do mnie przyczepiło.. że powinnam przyjechać na kolejny kurs i uzdrowić siebie… a ja po prostu -przestraszyłam sie myśląc ,że jak to okaże sie prawdą to mogę zatracić siebie… nie pojechałam -ze strachu..

owszem ,.nie powiem że nie toczyłam walki i że nie było chwili kiedy upadałam prosząc o litość i łaski.. ale teraz wiem czym to było -moją drogą i moimi ograniczeniami.. czymś do czego musiałam dojść ale sama…

gdybm była w błędzie to na tych wszytkich kursach ktos dostrzegł by to z czym miałam sobie poradzić..napewno istoty ,ktore nam pomagają nakierowały by pomoc abym uwolniła siebie od ciężaru a tego nikt nie widział.. a kiedy prosiłam o pomoc to nikt nic nie mógł zrobić.. miałam jawną zasłonę… za którą nikt nie mógł sięgnąć..

gdyby nie pomoc istot światła nie przepracowałabym tego jak dla siebie przewidziałam..  te kursy były tylko wprowadzeniem,, zaznajomieniem mnie w temacie i podporą.. ale całą drogę i uwalnianie musiałam przejść w pojedynkę..

dopiero kiedy osiągnęłam kolejną lekcję , która poszerzyła mi świadomość dostałam do ręki książki które dokładnie opisują taką drogę jaką przebyłam.. i są to piękne opowiadania mistrzów którzy swoją drogę przebyli właśnie -w samotności… w pojedynkę… tylko oni i siła i miłóść Ojca….

dziś czytam te książki z ogromnym szacunkiem dla drogi jaką przebyli autorowie tych publikacji…  ponieważ wiem czym ona jest..  droga ,którą tak bardzo poszukujemy  biegnie przez nasze serce.. 

nie będę odwodzić innych od podążania tą droga w grupach i w oparciu o mistrza.. to nie dlatego to opisałam ale dlatego ,że czasem cos na pozór bardzo dla /nas właściwego okazę sie czymś zupełnie innym..  opierajmy sie na innych autorytetach ale nie zatracajmy w tym siebie…

gdyby nie reakcja mojej mistrzyni na zaistniałą sytuację to może nadal byłabym w cieniu innych i za zasłoną własnych nieśmiałości..?? ograniczeń…

 pokazała mi właściwą drogę..  dodała mi odwagi abym odeszła od grupy..

ale nadal mam cos do przepracowania w tym -temacie… spotkałyśmy sie całkiem niedawno a ja spuścilam oczy jak dziecko ktore boi sie odkrycia -prawdy? tego kim jestem i czym sie zajmuję..   że mimo wszystko poszłam dalej i odnalazłam swoją drogę..

nie chcę sie nikomu tłumaczyć.. nie czuję potrzeby…

ale  jest jeszcze coś..coś do zrobienia… a sam temat -rywalizacji budzi we mnie jakieś dziwne odczucia … wewnętrzny krzyk..

Reklamy

19 stycznia 2011 - Posted by | moje rozważania | , ,

2 komentarze »

  1. Alaneiz:) jesli chodzi o mnie to nie zrobilam ani jednego kursu duchowego:) Mialam zamiar, ale pojechalam na wstepne spotkanie i poczulam, ze to nie dla mnie.. Ludzie, od ktorych mialam sie niby czegos nauczyc wydali mi sie strasznie pomieszani i zagubieni, ale jakby nie zdawali sobie z tego sprawy.. mialam wrazenie, ze zyja w jakims amoku.. zle sie czulam w tych energiach.. Ach, bylo jeszcze Reiki, ale po pierwszym stopniu nie chcialam juz innych.. i schronienie od Olego Nydahla, ale na tym tez sie w sumie skonczylo.. medytowalam dalej, ale po swojemu.. ew. korzystajac z ksiazek, ktore jak czulam sa mi podsylane z gory.. Cale zycie szlam wlasnie taka swoja indywidualna droga i dlatego zle sie czulam w szkole, czy w takiej normalnej pracy.. w ktorej wytrzymalam moze (tak lacznie) z pol roku? zamiast tego powolalam do zycia wlasna, choc rowniez nie za bardzo formalna organizacje, znana swego czasu jako ruch na Rzecz Ochrony Ziemi Greenangels i tak dzialalam przez kilka lat.. to mi bardziej odpowiadalo.. gdyz rzeczywiscie dawalo mi wieksza mozliwosc robienia tego co bylo dla mnie w tamtym czasie najwazniejsze.. a rywalizacji naprawde bardzo nie lubie.. dlatego wlasnie dokonywalam takich wyborow, dzieki ktorym moglam jej uniknac.. i dlatego swego czasu zrezygnowalam chociazby z kariery modelki, a mialam bardzo ciekawe propozycje, szanse na sukces.. wybralam jednak spokojne i proste zycie w domku na wsi z mezem i dziecmi.. teraz znow od kilku lat mieszkam w bardzo odludnym miejscu.. mam meza, dzieci, a wiec trudno powiedziec, abym byla odludkiem.. jakies czas temu na rok czasu znow sie mocniej odcielam, zupelnie zrezygnowalam z kontaktow nawet ze znajomymi, bylam zmeczona internetem, zgielkiem swiata, itd.. za to duzo czasu spedzalam w ogrodzie, z roslinami.. a teraz.. troche sie dziele tym co czuje, ale tylko tym co w danej chwili jest dla mnie wazne.. i z mysla, ze Ci, ktorych chce odnalezc? i tak mnie po tym rozpoznaja.. ze sie odnajdziemy chocby dzieki temi co pomiedzy slowami.. to tak w skrocie.. pozdrawiam Cie serdecznie:)

    Komentarz - autor: liviaether | 20 stycznia 2011 | Odpowiedz

  2. rozumiem Ciebie znakomicie..
    pierwszą osobą ,którą spotkałam na swojej drodze była niesamowita kobieta -Mira ,którą poznałam na targach ezoterycznych.. ona mi powiedziała ,ze nie potrzeba mi żadnych kursów.. i wiem ,ze mi ich nie było trzeba..
    nie pracuję ani reiki ani jako radiesteta…i choć takie plany snułam ,że mogę kiedyś badać radiestezyjnie -nie dane mi było ruszyć do pracy..
    ale jak sama dostrzegasz i to o czym piszę jest –brakiem wiary w siebie.. myślałam ,ze kiedy sie czegoś nauczę będę odważniejsza.. że kiedy posiadę jakąś technike lepiej będę mogła poradzić sobie z uzdrawianiem siebie.. i jak to napisałam -nie potrafiłam z tego skorzystać.. dlaczego?? ; bo to nie było mi potrzebne ale że upierałam sie to dane mi było to osiągnąć.. zawsze dostawałam pieniądze na kursy..
    na końcu dotarło do mnie ,że moja droga jednak jest inna a wszystko czego chciałam sie nauczyć -jest od wieków we mnie…
    ale aby to zrozumieć potrzebowałam tego doświadczenia…
    jesteś inna niż ja -odważna ,pewna siebie.. ja zawsze miałam z tym problem.. dlatego potrzebowałam podparcia .. czasu.. aby to odnaleźć w sobie.. to czego nie widziałam przez wieki swojego istnienia.. i czuję że to jest od dawien dawna… i wiem ,że kiedy próbowano mi pomóc -wcześniej -ja uważałam ,że sama sobie z tym poradzę.. ale jednak nie poradziłam… dostałam pomoc..
    w tym życiu też mam to wszystko co sobie zaplanowałam.. i czuję że odzyskuje siebie…
    gdy patrzę na swoje życie oczami mojego opiekuna to nie widze w nim tego co on w nim widzi..
    tej siły ,odwagi i ciężkiej pracy jaką wykonałam .
    a kiedy ktoś mi dziekuje za to -kim jestem to płaczę.. i spuszczam oczy.. to jest to -czego całe wieki nie widziałam.. bo walczyłam.. goniłam za siłą i odwagą.. a ona była cały czas we mnie..
    nigdy mi jej nie brakowało.. ale ja ciagle czułam sie słaba.. – brak wiary w siebie .. i niskie poczucie swojej wartosci.. to były moje najważniejsze ograniczenia … i nadal są ale teraz już nie gonię i nie walczę ale próbuję to odnaleźć w sobie..

    Komentarz - autor: alaneiz | 20 stycznia 2011 | Odpowiedz


Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: