Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Schizofreniczny szaman

Na facebooku moja znajoma wrzuciła linki do dwóch artykułów , ktore uważam są bardzo wartościowe w wiedzę i też odpowiedzią na zadawane nie raz przeze mnie samą pytania do opiekuna.

Opiekun nie potrafił mi odpowiedzieć na zadane pytania w taki sposób jak w tych artykułach ale jak w przypadku spotkania szamana z szpitalem psychiatrycznym  podobne obrazy otrzymywałam.

Czułam ,że Ci ludzie – nie wszyscy zasługują na miano chorych psychicznie ale sama kiedyś przeszłam leczenie związane z ,,głosami,, w głowie ale akurat mój kierunek obrany w stronę rozwoju duchowego pomógł mi poradzić sobie nie tylko z ,,tamtym,, problemem ale takrze pomógł mi zrozumieć ,że jest to właściwy kierunek drogi dla mnie. 10299541_10152452984058738_1641058039061487549_n

Schizofreniczny szaman, dezintegracja osobowości

O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana „Psychologia, wychowanie a obłęd”. Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu, a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości.

 

Jacek Sieradzan pisze:

„Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych. W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą”

 

Dezintegracja: tradycja szamańska a psychiatria

Problem, o którym pisał Andrzej Skulski w swoim artykule „Od inkwizycji do psychiatrii – niechciana prawda” zwrócił moją uwagę na tendencję traktowania przez współczesną psychiatrię czarowników, czarownic i szamanów jako schizofreników. Tę tendencję zauważyłem już kilka lat temu, jednakże nie zdawałem sobie sprawy z podobieństw przeciwnych obozów inkwizycji i psychiatrii jako takiej. Sądziłem, że podejście psychiatrii do tzw. chorych psychicznie bierze się z niewiedzy typowej dla samej nauki, która ma manierę odrzucania wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z życiem duchowym. Jedyna różnica jest taka, że współcześni szamani żyjący w naszej kulturze, u których zdiagnozowano schizofrenię, nie mają oparcia w mapie, jaką dysponują szamani w tradycjach, które kultywowały lub wciąż kultywują to zjawisko. W kulturze plemiennej, w której istnieje funkcja szamana, człowiek przechodzący proces rozpadu (śmierci) i ponownych narodzin ma oparcie w całej tradycji, jak i w przewodnikach – starszych szamanach lub duchach (np. tzw. głosy). W naszej kulturze, jak zauważył pan Skulski, skutecznie wytępiono tę linię przekazu, przez co ludzie predysponowani do funkcji szamana zostali pozbawieni korzeni, wsparcia w bardzo trudnym procesie inicjacyjnym. Mało tego, wmówiono im, w co uwierzyli (jakżeby inaczej, skoro mają tylko dwa źródła nie-wiedzy – religię i jej następczynię, psychiatrię), że proces, który przechodzą, jest chorobą, czymś nienormalnym i szkodliwym dla ich zdrowia. Sami psychiatrzy, odcinając się od wielotysiącletniej tradycji szamańskiej odcięli się też od kopalni wiedzy na temat samego zjawiska inicjacji szamańskiej. Oczywiście szamanizm bada się, ale są to badania z punktu widzenia osób, które nie doświadczają samego procesu inicjacyjnego. Tym czasem istotne jest w tym procesie, by osobę doświadczającą dezintegracji przeprowadzał ktoś doświadczony, kto sam wcześniej przeszedł ten sam proces. Psychiatria od początku podeszła do zagadnienia z postawą potępiającą, nierozumiejącą zjawiska i z góry zakładającą, że proces transformacji, któremu towarzyszą takie zjawiska jak głosy i wizje, jest chorobą. Doszło do absurdu – osoby doświadczone w tej materii, które zostały wyszkolone w linii przekazu mającej korzenie w prehistorii, zostały uznane za niekompetentne i niegodne zaufania. Jaki był tego efekt? Tradycja szamańska została niemal doszczętnie wytępiona w kulturze Zachodu. Linia przekazu, tak istotna dla tej tradycji, została przerwana przez wielowiekowy holokaust. Dziś osoby, które są ze swej natury powołane do funkcji szamana, są napiętnowane, pozbawione szansy na zdrowe przejście procesu inicjacyjnego do końca, zawieszone gdzieś pomiędzy fazą rozpadu a niemocy. Tylko nielicznym udaje się przejść proces do końca, nie mając oparcia w tradycji, która dawałaby odpowiednie techniki i przygotowanych do tego przewodników.

Nie twierdzę, że wszyscy, którym przyczepiono etykietkę schizofrenika, to potencjalni szamani, zawieszeni w połowie procesu i skazani na dożywotnie uzależnienie od systemu psychiatrycznego. Twierdzę, że współczesna psychiatria popełnia karygodny błąd, żeby nie powiedzieć – zbrodnię, lecząc coś, czego sama nie rozumie. Oczywiście wiem, że psychiatria nie przyzna się do błędu, tylko będzie dalej brnąć w swoim samouwielbieniu.

 

Podobieństwa i różnice

Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:

1. Głosy i wizje;

2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);

3. Zmiana osobowości;

4. Odmienne stany osobowości;

5. Ból i ekstaza.

więcej artykułu na stronie http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman_dezintegracja_osobowosci

 

 Co widzi szaman w szpitalu dla psychicznie chorych?
Przedstawia Malidoma Patrice Somé

Szamańska wizja choroby psychicznej

Według szamanów choroba psychiczna jest sygnałem „narodzin uzdrowiciela” – wyjaśnia Malidoma Patrice Somé. Psychiczne zaburzenia są więc wypadkami lub kryzysami duchowymi, i takie traktowanie ich może się stać pomocą w narodzinach nowego uzdrowiciela.

To, co ludzie zachodu nazywają chorobą psychiczną, plemię Dagara traktuje jako „dobrą wiadomość z innego świata”. Osoba, która przechodzi kryzys, została wybrana jako medium, które ma przekazać wiadomość wysłaną ze świata ducha do wspólnoty. „Zaburzenia psychiczne, wszelkiego rodzaju zaburzenia zachowania – sygnalizują, że dwie niekompatybilne energie wmieszały się w jedno pole” – mówi dr Somé. Takie zakłócenia dzieją się dlatego, że dana osoba nie uzyskuje pomocy, aby poradzić sobie z obecnością takiej energii.

Malidoma Somé przyjechał do USA w 1980 r., aby ukończyć studia i wkrótce po przyjeździe miał się dowiedzieć, jak ten kraj radzi sobie z chorobami psychicznymi. Jeden z jego kolegów, ze studiów, został wysłany do szpitala dla psychicznie chorych z powodu depresji. Poszedł więc go odwiedzić.

„Byłem zszokowany. Pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy, jak inaczej traktuje się ludzi, którzy wykazywali takie same symptomy jak ci, których pamiętam ze swojej wioski.” Najbardziej uderzyło Somé to, że w symptomach widziano patologię, czyli taki stan pacjenta, który musi być natychmiast przerwany. A to było kompletnie w opozycji do tego, jak taką sytuację traktuje jego kultura. Kiedy rozejrzał się po ostrym oddziale szpitala i zobaczył pacjentów w kaftanach bezpieczeństwa, naładowanych lekami, wrzeszczących po kątach, pomyślał: „To w tej kulturze tak traktuje się uzdrowicieli, którzy próbują się narodzić? Jaka strata! Jaka strata, że osoba, która została wybrana, by reprezentować moc z innego świata, właśnie idzie na stracenie.”

Innymi słowy, czyli wyjaśniając sprawę umysłom zachodnim: my na Zachodzie nie tylko nie uczymy się, jak radzić sobie ze zjawiskami duchowymi, ale nawet nie uznajemy ich istnienia, czyli, inaczej, istnienia świata duchowego; zdolności parapsychologiczne są oczerniane. Kiedy energie ze świata duchowego wstępują w psychikę człowieka Zachodu, nie posiada on żadnych narzędzi do tego, by zintegrować ten stan i rozpoznać, co się z nim dzieje. Wynik tego może być przerażający. Bez odpowiedniego kontekstu i braku asysty, w radzeniu sobie w przełomie przejścia z innego świata rzeczywistości, widziana tylko dla celów praktycznych, taka osoba będzie uznana za obłąkaną. Wysokie dawki środków psychotropowych nasilają problem i przeciwdziałają integracji, która mogłaby doprowadzić do rozwoju duchowego takiej osoby, która otrzymała energie tego typu.

Na oddziale dr Somé widział „istoty” krążące nad pacjentami – dla większości niewidzialne „byty”, ale dla szamana, czy medium, oczywiste zjawiska. „One powodowały kryzys u tych ludzi” – mówi. Aby móc nawiązać połączenie – próbowały pozbyć się leków i ich działania z ciała ludzkiego, a to nasilało ból u pacjenta. „Te istoty działały prawie jak, powiedzmy, jakaś koparka w polu tych ludzi. Były dosyć zajadłe. A pacjenci wrzeszczeli na całe gardło” – powiedział. Nie mógł dłużej na to patrzeć i wyszedł. Więcej na stronie http://www.taraka.pl/szaman_w_szpitalu_dla_psychicznie_chorych

Reklamy

29 czerwca 2014 - Posted by | artykuły wyszukane

1 komentarz »

  1. to wszystko co tu piszą to tylko pewien punkt widzenia …nie każde zaburzenie psychiczne …może i zwiastuje rozwinięcie duchowości i zdolności szamańskich ..współczesna medycyna już odkryła,że leki w wielu przypadkach tak naprawdę nie działają co najwyżej otępiają..Z wieloma pacjentami jest więc prowadzona psychoterapia na wielu płaszczyznach niestety często z miernym skutkiem …zdaje się,że by objawiły się pewne zdolności potrzeba czegoś jeszcze…czynnika którego przynajmniej dziś nie potrafimy określić…

    Komentarz - autor: Altea | 29 czerwca 2014 | Odpowiedz


Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: