Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Programowanie umysłu

Zmiana Twojego toku myślenia nie zajdzie poprzez myślenie o niej.

Zachodzi ona wtedy kiedy trenujesz swój umysł tak jak trenujesz swoje ciało ćwicząc na siłowni. Wiele osób wie jak ważne jest trenowanie ciała, ale nie zdaje sobie sprawy, że tak samo możemy trenować umysł.

Każdy z nas posiada w sobie niesamowity i bardzo precyzyjny mechanizm, który pozwala nam osiągnąć wszystko co chcemy. Problemem jest to, że nikt nie nauczył nas jak go użyć. Mechanizmem tym jest nasz umysł.

W tym artykule powiem Ci o sile umysłu. Dowiesz się jak umysł pracuje i czy współpracuje z nami osiągając to czego chcemy, czy działa przeciwko nam budząc w nas wątpliwości we wszystkim co robimy.

Na początek chcę, żebyś zdał sobie sprawę z tego, że Ty nie jesteś umysłem, a jest on częścią Ciebie która ma Ci pomagać. Podobnie jak np. ręka. Nie jesteś ręką, ale jest ona twoją częścią która ma Ci pomagać w życiu.

Jeśli chcesz tworzyć swoje życie musisz nauczyć się kontrolować swój umysł bo inaczej on będzie kontrolował Ciebie.

 

więcej na stronie : http://sukceszpasja.pl/programowanie-umyslu/?utm_source=facebook&utm_medium=ppc&utm_campaign=1026-blog-programowanie-umyslu&utm_content=Ad+4

Reklamy

3 września 2017 Posted by | Uncategorized | Dodaj komentarz

System, w którym tkwimy

Spotkało mnie niesamowite doświadczenie , które w jakiejś formie w mojej świadomości pozmieniało mój punkt widzenia na ,,życie,, i wcielenia na ziemi. system4

Prowadziłam sesje regresji szukając u osoby, która do mnie przyszła -powodów jego programu odrzucenia,  kiedy nagle punkt jego świadomości przeniósł się na ,,statek,, kosmiczny znanej mu cywilizacji, z którą sam miał chyba dużo wspólnego.

Opisał mi te istoty. Powiedział, że je zna.

Na ten statek zaciągnęła go tęsknota.

Istota, która zaczęła odpowiadać na pytania jakie ta osoba zadawała jej podczas tego spotkania była dosyć zaawansowana rozwojowo i rzeczowo odpowiadała tłumacząc to o co pytał ,,M,, podczas sesji a także odpowiadał na zadane przeze mnie pytania.

Niesamowite w tej sesji było także to, że ,,M,, w myślach czytał i moje pytania, na które odpowiadał mi od razu kiedy tylko je odebrał. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam telepatii z kimś wcielonym w takiej formie i to podczas sesji, którą sama prowadziłam.

Większość dialogu toczyła się telepatycznie a ja otrzymywałam już tylko tłumaczenie odpowiedzi i właśnie wyjaśnienia, kiedy zaskoczona byłam przekazem , że właśnie ,,M,, zadał takie i takie pytanie.

Trans był naprawdę głęboki a świadomość klienta całkowicie zatraciła naszą rzeczywistość.

Czas jaki nas zaskoczył po całym tym transie zamknął się w dwóch godzinach. To moja najdłuższa a zarazem najbardziej niesamowita sesja jaką udało mi się do tej pory przeprowadzić. Nawet nie wiem kiedy ten czas tak uleciał.

Miewałam sesje pełne niesamowitych przeżyć, spotkań na innych planetach a także odwiedzałam statki kosmiczne .

Ta była naprawdę wyjątkowa.

Istota mówiła, że są z 9 gęstości. Ze tak naprawdę naszą ziemię otacza masa niewidzialnych statków ale jest pakt , którego im nie wolno złamać więc tak naprawdę statki, które są widywane są to statki szaraków czyli Zeta reticuli.

Tych statków o których mowa my nie zobaczymy ale są one w pogotowiu, gdyby trzeba było wkroczyć do akcji ratowania ziemi i ludzi. Zapytany o to ile ich jest podał sumę 400 jednostek.

Często też powtarzał nam, ze dobrze mają ci nieświadomi bo oni nie przeciwstawiają się ,,systemowi,, za co są oczywiście nagradzani.  Ze to ten system rządzi ziemia. Mówił o implantach, że większość z nas rodzi się już z nimi w ciele a jak jest inaczej to szybko w młodym wieku są one instalowane. Jest to dla lepszej kontroli .

Tak naprawdę dusze po śmierci są cały czas pod władaniem tego systemu. Ja to dopiero teraz zrozumiałam.

Kiedyś oglądałam taki filmik na youtube rosyjskiego pochodzenia , w którym system i poszczególne warstwy gęstości  były bardzo fajnie opisane. Wtedy czułam, że tu zawarta jest prawda ale podczas tej sesji poczułam to zdecydowanie mocniej.

Mówił  też(ta istota ze statku) , że w sumie nie jest trudno z tego systemu się wydostać ale wszystko jest tak robione aby ludzie myśleli, ze jest to aż niemożliwe.

Mówił też o tym czym jest karma i że to jest sztuczny twór właśnie wymyślony przez system dla kontroli jednostek .

Kiedy zadałam pytania o czakry to odpowiedz była podobna do tej, którą gdzieś już w środku miałam czyli taka, że czakry służą do kontroli, tworzenia emocji oraz pozwalają im na uzyskiwanie pożywienia. (Mam tu na myśli istoty negatywnego pochodzenia, które znacznie przewyższają liczebność bytów w przylegającym wymiarze przy ziemi.)

Mówił też o tym, że to co my nazywamy duszą tak naprawdę jest to zaawansowana technologia. Nic więcej nam o tym nie powiedział . Nie wszystko też zapamiętałam i w tym jednym przypadku żałowałam, że nie nagrywam tej sesji.

Kilku krotnie powtarzał M, że on musi już wracać bo jego tam w ogóle być nie powinno. Kilka razy naciskał abyśmy wrócili ale M ciągle zadawał pytania.

Dzięki temu dostaliśmy wiedzę, która dała nam do myślenia.

Już kiedyś prowadziłam podobne rozmowy z istotami, które pomagały mi uporządkować moje życie i po uwalniać zalegającą energię z moich poprzednich żyć.

Podczas tej sesji padły podobne słowa i przypomniało mi się ,że o niektórych rzeczach już wiem a teraz ponownie zaczęłam o tym wszystkim myśleć.

Ta sesja chyba na bardzo długo zapadnie w mojej pamięci i jestem wdzięczna opiekunom, że to mi przypadła rola prowadzącego tą regresję.

system3

 

Tkwiąc gdzieś w tej ,,innej,, energii po tym spotkaniu, dnia następnego wyruszyłam na wycieczkę z dziećmi i mamą na półwysep Helski.

Wsiedliśmy na katamaran i zajęliśmy najwyższy poziom na tym statku. Kiedy odbiliśmy od brzegu i wydostaliśmy się już z portu na morze, doświadczyłam wtedy dziwnego odczucia.

Dla kogoś, kto oglądał Truman show zrozumiałe będzie moje odczucie , które właśnie pojawiło się w tamtej o to chwili.

Rozejrzałam się po ludziach siedzących dookoła mnie. Nagle uświadomiłam sobie, ze ja tych ludzi znam. Ze ja ich widywałam w swoim życiu – to na targu, to w sklepie czy na stoisku na rynku , kiedy to pracowałam jako pomoc i ochrona na stoisku koleżanki.

Poczułam się jakbym grała w jakimś filmie a ci ludzie właśnie w tej chwili wraz ze mną odgrywają jakąś grę. Ze oni są świadomi tego po co tam są oprócz mnie bo oni jakby grali tło dla mojego doświadczenia. Zatkało mnie. Poczułam się jak Truman .

Zeszłam na inne piętro statku a tam już nikogo nie rozpoznawałam.

Jakie jest prawdopodobieństwo zbiegu okoliczności, że ci wszyscy ludzie akurat na ten rejs tego dnia przypadkiem się umówili ?

Mam odczucie, że ja miałam to dostrzec.

Ja miałam odkryć ukryty matrix czy właśnie życie jak w tym filmie Truman show.

Poczułam ,że komuś zależało w tym momencie aby moja świadomość się poszerzyła aby tą grę dostrzec.

Myślę ,że to miała być kontynuacja tej sesji z dnia wcześniejszego. Istota ta wyraźnie mówiła ,że życie nie jest tym co tak naprawę widzimy.

Jest to system, do którego my należymy bo został on stworzony do kontroli nad nami.

10 sierpnia 2017 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Jak odróżnić głos duszy od głosu rozumu

23 lipca 2017 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, Uncategorized | Dodaj komentarz

Schodzimy na ziemię po to aby sie uczyć

15 lipca 2017 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, Uncategorized | Dodaj komentarz

Świat astralny

15 lipca 2017 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, Uncategorized | Dodaj komentarz

Agharta-żyjemy wewnątrz czy na zewnątrz

Natrafiłam na serię ciekawych publikacji na temat płaskiej ziemi. Czym bardziej nad tym rozmyślam tym więcej stoi za tą teorią niż jej przeciw. Choć nie powiem, że wiedzę tą przyjęłam bezkrytycznie…… Resztę zostawiam ocenie każdego z Was z osobna i powiem, że warto obejrzeć to wszystko do końca

19 grudnia 2016 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, duchowa świadomość | Dodaj komentarz

To ,co zyskujesz

Tak niewielkie a zarazem tak ogromne przesłanie , w tych kilku słowach. Tak trafnie ujęte to ,co zmienia się w Nas samych podczas naszej ziemskiej wędrówki. Człowiek niejednokrotnie zastanawia się nad sensem osiągniętego celu. Kiedy już się go ma w zasięgu ręki tak naprawdę sam cel jest tylko celem -kolejnym celem osiągniętym lub motywującym Nas do działania. Ilu z Nas tak naprawdę zastanawia się nad tym jak zmieniamy się my sami podczas tej drogi ?

life ar

4 listopada 2015 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Prawa wszechświata

 imagesCAD6WWSM Prawa wszechświata nie są wymyślone przez istoty według ich własnych sposobów myślenia i własnego interesu. Prawa wszechświata wynikają z samej przestrzeni i są dyktowane przez jej fizykę. Ta z kolei pochodzi od najwyższej inteligencji, z której wszechświat się wywodzi. W Hiperfizyce – informacyjnym modelu rzeczywistości, inteligencja ta została nazwana Rdzeniem.

Poniżej przedstawione zostały niektóre, najważniejsze prawa, uszeregowane tak, aby czytelnik, mógł je łatwo zrozumieć. Podział ten jest jednym z wielu możliwych. Sensem takiego ujęcia jest dostosowanie praw do ludzkiego sposobu myślenia, przyzwyczajonego do ścisłego segregowania i dosłownego formułowania. Przede wszystkim jednak człowiek ściśle rozgranicza siebie od nie siebie, a prawa wszechświata nie czynią tego rozgraniczenia, dlatego aby dla człowieka były one zrozumiałe, wprowadziłam sztuczny podział na Prawa przestrzeni i Prawa istot.

  • Prawa przestrzeni są w zasadzie prawami fizyki i przedstawiają mechanizmy działania wszechświata.
  • Prawa istot wynikają z praw przestrzeni ale bezpośrednio dotyczą relacji pomiędzy przestrzenią a istotami oraz wzajemnymi relacjami istot.

Ostateczną kategorią praw są po prostu treści Rdzenia, które istota świadoma czuje wewnętrznie.

Prawa przestrzeni

1. Prawo hierarchii

Konstrukcja przestrzeni jest hierarchiczna. Jej hierarchiczność wynika z budowy fraktalnej wszechświata.

Hierarchia jest uszeregowaniem zbioru według ważności jego elementów.

Hierarchia we Wszechświecie jest określona przez zasięg oddziaływania jednostki, co jednocześnie odzwierciedla jej ważność, w całości zbioru. Poziom w hierarchii określa poziom odpowiedzialności.

Hierarchia we wszechświecie nie wiąże się ze zbiorem przywilejów tylko odzwierciedlaniem poziomu świadomości. Jest on ścisłe związany z poziomem fraktalnym. To z kolei samo przez się powoduje układ hierarchiczny, bowiem w porządku fraktalnym jedno zawiera się w drugim. Wobec tego hierarchia nie jest tworzona sztucznie poprzez wybór, ale tworzy się sama według autentycznego oddziaływania jednostki i właśnie fraktalnego zawierania.

Istoty będące wysoko w hierarchii nie władają innymi istotami (wg prawa samostanowienia i indywidualności) tylko tworzą dla nich warunki rozwoju pilnując aby prawa wszechświata były przestrzegane. Te z kolei w zasadzie przestrzegają się same bo wynikają z samej fizyki przestrzeni.

2. Prawo przyczyny i skutku

Każde działanie powoduje wywołanie skutku. Działanie to również myśl, emocja i uczucie wyrażone bądź nie wyrażone.

Żadna akcja w przestrzeni nie zostaje niezauważona.

To prawo łatwo dostrzec bo oczywista jest zależność, pomiędzy działaniem a jego skutkiem, nawet jeśli skutek w danym momencie nie jest zauważony. Nie ma co liczyć na to, że cokolwiek będzie „darowane”.

W filozofii wschodu to prawo zostało nazwane prawem karmy. Karmę jednak rozumie się w odniesieniu do losów człowieka biorąc pod uwagę jego całą ewolucję (wszystkie inkarnacje). Prawo przyczyny i skutku jest również prawem fizyki i to z niego wywodzą się pozostałe zależności. Jest prawem uniwersalnym dla wszystkich poziomów wszechświata.

Z tego prawa wynika również istnienie długu nulifikacyjnego. Napięcia powstałe na przestrzeni a będące wynikiem jakiegoś działania muszą kiedyś zostać zrównoważone.

3. Prawo odbicia

Mówi o tym, że skutek działa wtórnie na przyczynę.

Każde działanie powoduje wysłanie impulsu w przestrzeń. To z kolei zaburza jej równowagę. Jeśli impuls po drodze nie zostanie zrównoważony to przestrzeń odpowie podobną siłą i wartością ale skierowaną w przeciwną stronę, tzn. do nadawcy impulsu, w ten sposób się równoważąc. Jeśli impuls zostanie zrównoważony to i tak skutek jaki wywołał odbije się w przestrzeni zmieniając ją. Ta zmiana z kolei wtórnie działa na nadawcę impulsu.

Ta właściwość przestrzeni została zauważona i sformułowana w postaci przysłów: „Co posiejesz to zbierzesz”, „Co prześlesz – wróci do Ciebie”.

4. Prawo synchronizacji

W przestrzeni łączyć się mogą jedynie elementy wzajemnie pasujące do siebie.

Takie elementy odnajdują się w przestrzeni . To co ma się wzajemnie odnaleźć jest określone w warunkachprzestrzeni fazowej i Diamentowych Siatek Świadomości.

Dosłownie zasadę tę widać w chemii gdzie dane substancje łatwo łączą się ze sobą a z innymi się nie połączą. Paracelsus zauważył, że w leczeniu „podobne przyciąga podobne”. Na tej podstawie powstała homeopatia.

Na zasadzie synchronizacji występuje zjawisko przekazywania informacji u ludzi w jakiś sposób ze sobą połączonych. Np. wzajemne dzwonienie do siebie w tym samym momencie, czy „przypadkowe” spotykanie się wtedy, gdy takiego spotkania się oczekuje. Również odczuwanie stanu innego człowieka, z którym „nadajemy na tych samych falach”.

Na zjawisku synchronizacji oparta jest również empatia z tym, że tutaj celowo odbiorca dostosowuje się do informacji, którą chce odebrać.

5. Prawo potrzeby (braku)

Przestrzeń dąży do równowagi wyrównując swoje braki.

Treści i materia płyną tam gdzie jest „dziura”. Np. powietrze przepływa od wyższego ciśnienia do niższego. Stężenia w roztworach się wyrównują poprzez przepłyniecie substancji ze stężenia wyższego do stężenia niższego, itp. Jeśli środowiska nie są odizolowane to warunki w nich się wyrównają.
Z tego prawa i z prawa przyczyny i skutku wynika sprzężenie zwrotne, które jest podstawowym regulatorem wszystkich zjawisk.

W życiu człowieka to prawo decyduje o jego zasobach. Nie dostanie bowiem więcej niż to wynika z jego autentycznych potrzeb. Te natomiast są podyktowane potrzebami jego ewolucji i struktury. Jeśli posiadanie dóbr, wiedzy, relacji itp. jest potrzebne w danym momencie ewolucji to przestrzeń zaspokoi tę potrzebę i dobra zostaną dostarczone. Jeśli posiadanie jest zbędne lub nawet niewskazane – to człowiek tego nie dostanie choćby bardzo chciał. „Chcenie”, bowiem nie jest powodem do zapewnienia dóbr. Tym powodem jest tylko potrzeba.

6. Prawo niepowielania

Nie dozwolone jest tworzenie identycznych kopii czegokolwiek.

Przestrzeń jest idealnie antysymetryczna. Nie ma w niej dwóch identycznych obiektów. Jeśli by się takowe pojawiły, wówczas zaburzyłyby przestrzeń w znacznym stopniu. Przestrzeń posiada mechanizmy wewnętrzne nie dopuszczające do takiej sytuacji.

Ze względu na to prawo problematyczne jest tworzenie klonów istot. Być może z tego powodu klonowanie się nie udaje. Klon będzie przez przestrzeń odrzucany. Z drugiej jednak strony trudno jest albo wręcz niemożliwe stworzenie identycznego klonu, chociażby ze względu na przesunięcia w czasie pomiędzy momentem pobrania wzoru a jego realizacją. Zanim powstanie klon według informacji pobranej od oryginału to oryginał znacznie się już zmieni. Ale wysokie podobieństwo pomiędzy obiektami może również „nie podobać się” przestrzeni.

7. Prawo dwu budulca

Istota może budować siebie wyłącznie z siebie.

Znaczy to, że zasięg jej dyspozycji dotyczy tylko drugiej i piątej gęstości. Z materii i informacji tych gęstości powstaje czwarta gęstość (umysł) i trzecia (ciało).

Działanie na gęstości pierwszej, szóstej i siódmej jest wyłącznie prowadzone za zgodą najwyższych instancji hierarchii wszechświata. Jest to bowiem ingerencja w same podstawy przestrzeni, a do tego, istota będąca na ścieżce ewolucyjnej, nie ma wystarczających kompetencji. Dlatego nie można bezpośrednio dysponować potencjałami, które są na przestrzeni fazowej ani treściami, które są wypadkową potencjałów i programów głównego Logosa (Diamentowych Siatek Świadomości). Tym bardziej nie można dysponować samymi treściami Rdzenia.

Prawa istot

Prawa te dotyczą istot w trakcie ich ewolucji. Są obwiązujące dla istot na równoległych poziomach ewolucyjnych. Mogą być zachowane jeśli działanie istot mieści się w prawach przestrzeni. Jeżeli istota prawa te przekroczy, to zgodnie z prawem hierarchii, wyższe poziomy mogą ingerować w rzeczywistość, w celu przywrócenia równowagi, chwilowo odbierając istotom prawa.

1. Prawo do istnienia

Istota ma prawo do istnienia we wszechświecie i do osiągnięcia nieśmiertelności.

Bycie nieśmiertelnym nie jest wcale oczywiste i wielu istotom nie udaje się jej osiągnąć. Trzeba spełnić mnóstwo warunków przestrzeni a to wymaga przejścia przez trudną drogę rozwoju.

2. Prawo do życia

Istota powołana do istnienia jako istota strukturalna ma prawo do zachowania swojej struktury na tych gęstościach na jakich się manifestuje.

Istoty ludzkie rozumieją to jako prawo do życia w świecie materialnym czyli w trzeciej gęstości. Jednak dotyczy to nie tylko tzw. ciała materialnego ale również innych ciał na innych gęstościach. Szczególnie chodzi o ciało na piątej gęstości, które jest długotrwałą bazą programową i treściową dla istoty.

Istoty wzajemnie nie mają prawa odbierać sobie życia, ale mają prawo skutecznie bronić się przed zamachem na siebie. Skutecznie – to znaczy – można odebrać komuś życie w samoobronie jeśli zabija się agresora. Agresor ma świadomość tego czym ryzykuje i godzi się na to ryzyko. W takim razie to agresor zadecydował o swojej śmierci.

3. Prawo do wcielania się

Istota świadoma ma prawo do wcielania się w światy niższych gęstości niż piąta oraz ma prawo do decydowania o tych wcieleniach.

Istota powołana do ewolucji ma prawo do rozwoju i prawo do zapewnienia warunków do tego rozwoju. Ponieważ koniecznym warunkiem rozwoju jest wcielanie się, to istota ma prawo warunek ten spełnić.

Istota na odpowiednio wysokim poziomie rozwoju sama decyduje o rodzaju swojego wcielenia. Jednak dopóki nie osiągnie tego poziomu to inne istoty lub istota decydują o wcieleniu. Tego kto spełnia tę rolę nazywamy opiekunem. Opiekun jest zobowiązany działać na korzyść podopiecznego prowadząc jego ewolucję w skuteczny sposób.

O istocie bez indywidualności pochodzącej z egregora decyduje mechanizm egregora.

4. Prawo do rozwoju

Tam, gdzie żyją istoty powinny być zapewnione warunki do rozwoju.

Istota, aby móc osiągnąć nieśmiertelność (według prawa do istnienia), musi się rozwijać. Przestrzeń tworzy możliwości nauczenia się przez istotę tego, czego ona wymaga.

Warunki do rozwoju to możliwość nabywania doświadczeń i życia pełnego treści. Nie znaczy to, że warunki mają być cieplarniane. Często jest wręcz przeciwnie. Trzeba przejść trudne lekcje i zaliczyć wiele ciężkich testów.

Utrudnianie rozwoju jest kosmicznym przestępstwem.

5. Prawo do ekspansji

Istota ma prawo do rozbudowywania siebie i rozszerzania swojego wpływu.

Ekspansja jest rozwojem skierowanym na zewnątrz. Istota mając prawo do rozwoju ma jednocześnie prawo do ekspansji. Ekspansja polega na rozbudowywaniu struktur i zajmowaniu coraz wyższych poziomów fraktalnych wszechświata. Jest również zgodne z zajmowaniem coraz wyższej pozycji w hierarchii wszechświata.

6. Prawo do indywidualności

Istota ma prawo do izolowania się od zunifikowanej masy przestrzeni tworząc samą siebie.

Jest to prawo zgodne z prawem rozwoju. Istota ma prawo do budowania indywidualności zgodnie ze swoim ewolucyjnym przeznaczeniem. Ma też prawo do traktowania jej jako jednostkę indywidualną bez względu na to, czy podlega jakimś większym strukturom (np. egregor) czy organizacjom (np. cywilizacja).

7. Prawo do wolnej woli

Istota ma prawo wyrażania swojej woli i postępowania zgodnie z nią.

Istota ma prawo do robienia czegokolwiek lecz wszystkie jej decyzje będą miały stosowne konsekwencje.

Istota teoretycznie może robić cokolwiek, ale i tak nie jest w stanie przekroczyć ograniczeń samej przestrzeni, w danym jej miejscu i czasie. Nie ma też takiej potrzeby, bo jej struktura i myśli są głównie materializacją tej przestrzeni, z której się składa. Przestrzeń zostawia jednak minimalny procent dowolności i w tym zakresie istota może decydować zgodnie ze swoją wolą. Jest to procent dostatecznie duży, aby miał znaczenie, a dostatecznie mały, aby utrzymać stabilność przestrzeni i środowiska.

Każda podjęta decyzja jest krokiem w określonym kierunku oraz jest przyczyną dalszych skutków.

8. Prawo do kontaktu

Każda istota ma prawo do nawiązania kontaktu z innymi istotami.

Bycie w relacjach jest koniecznością we wszechświecie. Istota w pełnej izolacji nie ma szans na przetrwanie. Konieczna jest wzajemna wymiana treści między istotami.

Z tego prawa jednak nie wynika obowiązek nawiązywania niechcianych kontaktów. Do harmonijnych relacji potrzebna jest pewna kompatybilność struktur i treści. Jednak nie ma kłopotu w tym, aby każda istota znalazła inne istoty, jej odpowiadające.

9. Prawo do zmiany

Istota ma prawo do zmiany samej siebie i do wybrania kierunku dalszego rozwoju.

Ma prawo do zmiany swoich programów a przez to swojego charakteru. Może uśmiercić część siebie i na to miejsce powołać inne struktury tworzące inną postać.

Na bazie tego prawa istoty prowadzą swój świadomy rozwój. Nazywany jest on popularnie (nie do końca prawidłowo) rozwojem duchowym.

„Rozwój duchowy,” a właściwie rozwój świadomości, polega na obserwacji mechanizmów (programów) jakie kierują istotami. Na podstawie tej wiedzy można świadomie usunąć niechciane programy, a na ich miejsce, wprowadzić inne.

Można również zadecydować jakimi treściami będziemy żyli i jakich potencjałów używali, a jakich nie używali. Jednak zbyt pochopne i szybkie izolowanie się od potencjałów i treści prowadzi do powiększania cienia czyli tej sfery w istocie, która nie jest wyrażona. Decydowanie o tej sferze jest już ingerencją w przestrzeń fazową (podstawą wszelkiego bytu – można powiedzieć, że jest to sfera Rdzenia czyli Boga.). Według prawa wolnej woli możemy robić cokolwiek, ale należy pamiętać, że konsekwencji każdego naszego czynu, a nawet myśli, nie unikniemy. Wcześniej czy później cieniem należy się zająć. Jeśli jednak świadomie zajmiemy się nim to po swojemu możemy poprowadzić zmianę. Jeśli tego nie zrobimy cień sam upomni się o nas i przeprowadzi nas przez piekło. (Patrz prawo dwu budulca).

Nie należy udawać przed sobą, że cienia nie mamy, bo wyjściowo każda istota została wyposażona w potencjały i treści, które z punktu widzenia aktualnego jej stanu są niepożądaną zaszłością, z którą jednak należy sobie poradzić. „Rozświetlenie” cienia jest warunkiem dopuszczenia do rozwoju na wyższych poziomach egzystencji.

10. Prawo do śmierci

Każda indywidualna istota ma prawo do decydowania o śmierci części swojej struktury.

Prawo to należy rozumieć nie tylko jako prawo do śmierci ciała fizycznego, ale również jako doprowadzanie części własnych struktur do unicestwienia, w celu przeprowadzenia zmiany siebie. Prawo do śmierci jest prawem wykonawczym prawa do zmiany.

Śmierć jest składnikiem i konsekwencją życia. Mając więc prawo do decydowania o życiu (prawo indywidualności, prawo do wolnej woli) istota ma też prawo do decydowania o śmierci.

Z treścią tego prawa łączy się prawo do eutanazji. Zabranianie eutanazji jest, zgodnie z tym prawem, wykroczeniem.

To istota wie do jakiego momentu jej życie ma sens i przynosi jej ewolucyjną korzyść. Nikt nie ma prawa decydowania za istotę o tak ważnych dla niej
posunięciach. To wewnętrzne mechanizmy samej istoty mają decydować o życiu bądź jego zakończeniu.

Mówiąc o eutanazji mam tu na myśli zdecydowanie o zakończeniu życia w przypadku gdy nie rokuje ono szans na rozwojową przyszłość. W tej chwili eutanazję zawęża się do zdecydowania o śmieci w sytuacji gdy człowiek właściwie jest już w procesie umierania, a nie może dokonać aktu śmierci ponieważ jest na siłę podtrzymywany przy życiu.

Jest to wobec niego karygodne przestępstwo.

Odmianą eutanazji jest samobójstwo. Człowiek popełniając ten czyn wypełniła swoją wolę. Istnieje tutaj jednak prawdopodobieństwo, że kierował się wpływami zewnętrznymi bardziej niż wewnętrznymi. W takiej sytuacji samobójstwo działa na niego bardzo niekorzystnie ponieważ zostawia go w stanie zaburzonym, którego nie może już uregulować.

11. Prawo do samoanihilacji

Jest to prawo do zrezygnowania ze swojego istnienia i doprowadzenie do całkowitego wymazania siebie ze struktur wszechświata.

Jest to prawo do śmierci posuniętej dużo dalej. W przypadku śmierci usuwana jest tylko jakaś struktura istoty. W anihilacji usuwana jest cała istota.

12. Prawo do repolaryzacji

Istota ma prawo do zmiany kierunku swojego rozwoju. Może pójść w kierunku dążącego do rozkładu lub rozwoju.

Każda istota ma prawo do rozwoju i z takim wewnętrznym programem jest powołana do ewolucji. Jednak w jej trakcie może się repolaryzować i dążyć w odwrotnym kierunku.

Są dwa przeciwstawne kierunki rozwoju – dążenie w kierunku rozkładu na pierwszą gęstość i dążenie do rozwoju – na siódmą gęstość. Niektóre istoty wybierają wariant rozkładu.

13. Prawo do szacunku i godności

Istota ma prawo czuć się w pełni godną istnienia bez względu na to w jakim stanie znajduje się aktualnie. Inne istoty są zobowiązane dochować szacunku wobec niej.

Każda istota w stosunku do innej istoty powinna okazać szacunek i nie dopuścić do uszczuplenia jej godności.

Każda istota ma prawo zawalczyć o szacunek dla siebie i zachowanie godności adekwatnymi do sytuacji metodami, tak aby skutecznie wyegzekwować prawo dla siebie i przy tym nie uszczuplić godności istocie, której dotyczy ta egzekucja.

14. Prawo do doświadczania i popełniania błędów

Istota po to żyje we wszechświecie aby doświadczała i uczyła się.

Istocie nie wolno odmawiać możliwości doświadczania i popełniania błędów.

To prawo jest wypadkową innych praw.

Istota może wybierać sobie doświadczenia i popełniać błędy podczas tych eksperymentów, ale jednocześnie musi pamiętać, że za każdą swoją decyzję poniesie stosowne konsekwencje. Niekonieczne są one wyrokiem śmierci. Nie istnieje coś takiego jak wieczne potępienie za wykroczenie przeciwko prawom ziemskim.

Popełnianie błędów jest wkalkulowane w skutki uboczne uczenia się. Istota ma prawo do poprawy tych błędów bez druzgocących dla siebie konsekwencji. Jest to prawo bez którego istoty nie miałyby odwagi doświadczać a przez to i uczyć się.

15. Prawo do informacji zwrotnej

Istota ma prawo do otrzymania informacji o skutkach swojego postępowania.

Istota mając prawo do rozwoju wręcz musi otrzymywać informację o drodze, która do rozwoju prowadzi. Droga ta jest wyznaczona przez program wszechświata.

Istota ma prawo do otrzymania informacji o tym, jakie skutki powoduje jej działanie. Skutki te zwykle przyjmują postać kary i nagrody – po prostu informacji zwrotnej.

Całokształt istoty powoduje odpowiednie do jej stanu oddziaływanie na środowisko i odpowiedź tego środowiska zwrotnie skierowane na nią. Ten mechanizm został nazwany karmą. Jest to efekt prawa odbicia – dostajesz zwrot tego, co dałeś.

Zafałszowywanie informacji zwrotnej do istoty jest manipulacją. Często się zdarza, że dla chwilowego bezpieczeństwa i wygody inne istoty nie przekazują „winowajcy” właściwej informacji zwrotnej przez co pomylona zostaje kara z nagrodą bo dla „winowajcy” działanie przyniosło pożądany skutek. Istota w takiej sytuacji nabywa fałszywego obrazu tego, co rozwojowe i nierozwojowe, a to prowadzi do utrudnienia jej rozwoju.

16. Prawo do samostanowienia

Zarówno pojedyncza istota, jak i grupa istot ma prawo do izolacji od standardowych, w danym środowisku i przestrzeni, wzorców w celu kreowania własnego losu i rozwoju.

Istota najlepiej wie jakie jest jej przeznaczenie i jakim doświadczeniom w danym momencie powinna podlegać. Wobec tego inne istoty nie powinny uzurpować sobie prawa do decydowania o niej. Jednak egzekwując swoją koncepcję na życie nie może łamać praw innych istot.

Istota ma prawo również do zdecydowania o tym, czy chce pójść ścieżką rozwoju, czy też drogą rozkładu. Zgodne z prawem do śmierci i anihilacji.

Te same zasady dotyczą grup istot – rodzin, narodów, cywilizacji itp.

Autor: Joanna Rajska

3 czerwca 2015 Posted by | artykuły wyszukane | Dodaj komentarz

Sprawdzenie rzeczywistości-pożywka dla myśli

2 czerwca 2015 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Kłamstwo w którym żyjemy

2 czerwca 2015 Posted by | Uncategorized | | Dodaj komentarz

Myśli przyczyną Twojego cierpienia

22 grudnia 2014 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Matryca energetyczna

24 listopada 2014 Posted by | ciekawe filmiki lub programy | Dodaj komentarz

Mali tyrani

Każdy z Nas znajdzie w swoim życiu takie doświadczenia kiedy ktoś z otoczenia wpływa na nas w taki sposób ,że nie tylko niszczy Nasze życie ale doprowadza je czasem do totalnej ruiny wywołując lawinę bólu ,smutku i łez. Często kończy się to ,,depresją,, lub innymi czynami które mają Nas niby wyswobodzić z tego bólu i cierpienia.

Oczywiście jestem jedną z takich osób ,która też przeszła i nadal gdzieś jest w tym doświadczeniu ,które w jakiś sposób dokładnie tak wpływa na mój proces myślowy wyniszczając mnie od środka powodując walki z niesprawiedliwością i totalnym przygnębieniem.

Wiem ,że schematy lubią się powtarzać więc i ja trwam w takim doświadczeniu które po raz kolejny staje mi na drodze aby mi coś uświadomić i abym coś przepracowała w sobie.

Niby z jednej strony wiem w czym rzecz i wiem ,z czym powinnam popracować ale z drugiej strony jest to dla mnie trochę niejasny proces.. Myślę ze wielu z Nas walczy wewnątrz siebie z takim o to przekonaniem trzymając kurczowo się starych przekonań nie dopuszczając do zmian postrzegania.

Niby oczywiste że ludzie są naszym zwierciadłem i pokazują nam nasze oblicze  ale kiedy spojrzę na to w inny troszkę sposób a mianowicie na to ,że mam po prostu być ,,sobą,, i nie starać się być kimś, kim ktoś inny chciałby abym była to doświadczenie nabiera sensu.

Powinno wzrosnąć poczucie pewności siebie i określenie własnych potrzeb a nie poddawanie się sugestii innych do ustawiania wszystkiego pod nich burząc moją koncepcję bycia sobą. Oczywiście nie ujmując mi ,że nie dość że na to pozwalam to jeszcze przyjmuję pozycję ofiary 😉 cierpiąc wewnętrznie katusze wyniszczania mnie bo nie jestem w stanie sprostać czyimś wyimaginowanym potrzebom. No i nie sprostam ponieważ w tym wszystkim nie ma ,,mnie,, .

Pięknie obrazuje to rozdział Carlosa Cascanedy –Mali Tyrani , który w niezmiernie ważny sposób otworzył mi drogę do lepszego pojęcia czym tak naprawdę są Ci ludzie na naszej drodze i jak powinniśmy podejść do przepracowania tego co Nas w życiu spotyka.

Ten fragment książki ,, wewnętrzny ogień,, poświęcam tym ,którzy tak jak ja zmagają się w swoim życiu – z małym tyranem abyśmy po raz kolejny spojrzeli na to co Nas otacza w doświadczeniu z nowym obrazem sytuacji i nauczyli się być prawdziwymi wojownikami 😀

– Chciałem sprowokować twoje poczucie własnej ważności – wyjaśnił, marszcząc czoło. –
Poczucie własnej ważności jest naszym największym wrogiem. Zastanów się tylko: to, że czujemy się
obrażeni przez uczynki naszych bliźnich, osłabia nas. Poczucie własnej ważności domaga się, byśmy carlos
spędzali większość życia obrażeni na kogoś. Nowi widzący uważali, iż wojownicy powinni dołożyć
wszelkich wysiłków, by wymazać poczucie własnej ważności ze swego życia. Postępowałem zgodnie
z ich zaleceniami. Na wiele sposobów starałem się przekonać cię, że jeśli nie mamy poczucia własnej
ważności, nie jesteśmy podatni na zranienie.

– Nie można zwalczyć poczucia własnej ważności miłymi słówkami –

– Poczucie własnej ważności nie jest prostym ani naiwnym problemem – wyjaśnił don Juan. – Z
jednej strony jest ono esencją wszystkiego, co w nas dobre, a z drugiej – wszystkiego, co najgorsze.
Aby się pozbyć tego, co przegniłe, konieczna jest mistrzowska strategia. Widzący przez wieki nauczyli
się cenić niezwykle wysoko tych, którym to się udało.
Poskarżyłem się, że choć pomysł wykorzenienia przekonania o własnej ważności chwilami bardzo
do mnie przemawia, w gruncie rzeczy pozostaje niezrozumiały; polecenia don Juana dotyczące tego,
jak się go pozbyć, wydawały mi się tak niejasne, że nie potrafiłem ich zastosować.
– Mówiłem ci wielokrotnie – odparł – że po to, by wstąpić na ścieżkę wiedzy, trzeba mieć wielką
wyobraźnię. Widzisz, na tej ścieżce nic nie jest tak jasne, jak byśmy sobie mogli życzyć.
Poczułem wewnętrzny opór i zacząłem się upierać, że jego zalecenia przypominają mi imperatywy
kościoła katolickiego. Przez całe życie powtarzano mi, jakim złem jest grzech, aż w końcu stałem się
cynikiem.
– Dla wojowników zwalczenie poczucia własnej ważności jest kwestią strategii, a nie zasad –
odrzekł. – Twój błąd polega na tym, że traktujesz to, co mówię, w kategoriach moralności.
– Uważam cię za bardzo moralnego człowieka, don Juanie – odrzekłem.
– Po prostu zauważyłeś moją nieskazitelność, to wszystko.
– Pojęcie nieskazitelności, podobnie jak pozbycie się przekonania o własnej ważności, jest dla
mnie zbyt niejasne, by mogło mieć jakąkolwiek wartość – upierałem się.
Don Juan zakrztusił się śmiechem. Poprosiłem, żeby mi wyjaśnił, na czym polega nieskazitelność.
– Nieskazitelność to nic innego jak właściwe wykorzystanie energii. Moje stwierdzenia nie mają nic
wspólnego z moralnością. Oszczędzałem energię i dlatego jestem nieskazitelny. Aby to zrozumieć,
sam musiałbyś zgromadzić dość energii.
Przez dłuższy czas siedzieliśmy w milczeniu. Chciałem przemyśleć to, co usłyszałem. Naraz don
Juan znów się odezwał.
– Wojownicy sporządzają sobie strategiczne inwentarze – powiedział. – Spisują wszystko, co robią,
a potem decydują, które z tych rzeczy można zmienić, by zmniejszyć ilość zużywanej energii.
Stwierdziłem, że taka lista musiałaby zawierać wszystkie czynności, jakie tylko istnieją. Don Juan
odrzekł cierpliwie, że strategiczny inwentarz, o jakim mówi, zawiera tylko wzorce zachowania, które
nie są konieczne do naszego przetrwania i dobrego samopoczucia.
Natychmiast przyczepiłem się do tego, że przetrwanie i dobre samopoczucie to kategorie, które można interpretować na nieskończenie wiele sposobów, gdyż nie sposób wypracować jednolitej
definicji określającej, co jest albo nie jest niezbędne do dobrego samopoczucia i przetrwania.
Mówiąc to czułem, że tracę rozpęd. W końcu uzmysłowiłem sobie jałowość własnych argumentów i
urwałem. Wówczas don Juan stwierdził, iż na strategicznej liście wojownika poczucie własnej
ważności jest pozycją, która pochłania najwięcej energii, i dlatego wojownicy dokładają tylu starań, by
je wykorzenić.
– Jedną z największych trosk wojownika jest uwolnienie tej energii, by móc ją wykorzystać do
stawienia czoła nieznanemu – ciągnął don Juan. – Zwrócenie tej energii w nowym kierunku to właśnie
nieskazitelność.
Powiedział, że najbardziej efektywną strategię wypracowali widzący z czasów konkwisty,
niekwestionowani mistrzowie skradania się. Składa się ona z sześciu powiązanych ze sobą
elementów. Pięć z nich nazywa się atrybutami wojownika. Są to: kontrola, dyscyplina, wytrwałość,
wyczucie odpowiedniego czasu i wola. Dotyczą one świata wojownika, który wciąż zmaga się z
poczuciem własnej ważności. Szósty element, chyba najważniejszy ze wszystkich, należy do świata
zewnętrznego: jest to mały tyran.
Spojrzał na mnie pytająco, sprawdzając, czy zrozumiałem.
– Zupełnie nie pojmuję – stwierdziłem. – Powtarzasz przez cały czas, że la Gorda odgrywa rolę
małego tyrana w moim życiu. Kto to jest mały tyran?
– Mały tyran to prześladowca – odrzekł. – Ktoś, kto ma władzę nad życiem i śmiercią wojownika
albo po prostu irytuje go niezmiernie.
Na twarzy don Juana pojawił się promienny uśmiech. Powiedział, że nowi widzący opracowali
własną klasyfikację małych tyranów; choć to pojęcie dotyczy jednego z ich najpoważniejszych i
najważniejszych odkryć, nowi widzący traktowali je z humorem. Don Juan zapewnił, że wszystkie
klasyfikacje nowych widzących zabarwione są odrobiną złośliwego humoru, humor jest bowiem jedyną
metodą przeciwstawienia się odczuwanemu przez ludzką świadomość przymusowi sporządzania list i
nużących klasyfikacji.
Nowi widzący, zgodnie ze swą praktyką, uznali za stosowne postawić na samym szczycie
hierarchii pierwotne źródło energii, jedynego władcę kosmosu, i nazwali je po prostu tyranem.
Wszyscy inni despoci i postacie obdarzone władzą znajdują się, rzecz jasna, o wiele niżej w
klasyfikacji i nie zasługują na miano tyranów. W porównaniu ze źródłem wszechrzeczy nawet
najbardziej przerażający tyrani ludzcy są tylko klownami; dlatego też nazwano ich małymi tyranami,
pinches tiranos.
Istnieją dwie grupy małych tyranów. Pierwsza składa się z tych, którzy prześladują nas i ściągają
na nas nieszczęścia, ale nie powodują niczyjej śmierci. Nazywa się ich drobnymi małymi tyranami,
pinches tiranitos. Druga grupa to ci, którzy tylko doprowadzają nas do rozpaczy i śmiertelnie irytują.
Tych nazywa się tyranami – płotkami, repinches tiranitos, albo kapryśnymi tyranikami, pinches
tiranitos chiguititos.
Uznałem tę klasyfikację za niedorzeczną. Byłem pewien, że don Juan wymyślał hiszpańskie nazwy
od ręki. Zapytałem go o to.
– Absolutnie nie – odrzekł z rozbawieniem na twarzy. – Nowi widzący tworzyli znakomite
klasyfikacje. Niewątpliwie jednym z najlepszych jest Genaro; gdybyś uważnie go obserwował, to
zrozumiałbyś, co nowi widzący myślą o swoich klasyfikacjach.
Zapytałem, czy mnie nie nabiera. Zaśmiał się donośnie na widok mojego zmieszania.
– Nawet by mi to nie przyszło do głowy. Genaro mógłby tak zrobić, ale nie ja, szczególnie że wiem,
jak poważnie traktujesz wszelkie klasyfikacje. Rzecz w tym, że nowi widzący traktowali wszystko bez
śladu szacunku.
Dodał, że drobni mali tyrani dzielą się dalej na cztery klasy. Jedna stosuje przemoc i brutalność.
Następna wprowadza wielki niepokój przez obłudny, pokrętny sposób postępowania. Trzecia męczy
smutkiem. A ostatnia wprawia wojowników we wściekłość.
– La Gorda jest klasą sama dla siebie – dodał. – To mała płotka w akcji. Potrafi cię zirytować i
rozwścieczyć jak nikt inny. Potrafi cię nawet uderzyć. Przez to wszystko uczy cię zachowywać
dystans.
– To niemożliwe! – zaprotestowałem.

– Jeszcze nie poskładałeś w całość wszystkich fragmentów strategii nowych widzących – odparł. –
Gdy już to zrobisz, zrozumiesz, jak skuteczną i sprytną metodą jest wykorzystanie małego tyrana.
Mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że ta strategia nie tylko pozbawia wojownika poczucia
własnej ważności, ale też przygotowuje go do zrozumienia, że jedyne, co liczy się na ścieżce wiedzy,
to nieskazitelność.
Powiedział, że nowym widzącym chodziło o ostateczny manewr, w którym mały tyran pełni rolę
górskiego szczytu. Poszczególne atrybuty wojownika przypominają alpinistów, którzy spotykają się na
górze.
– Zwykle wykorzystuje się przy tym tylko cztery atrybuty – ciągnął. – Piąty, wola, zawsze
zachowywany jest na ostateczną konfrontację, gdy wojownik staje przed plutonem egzekucyjnym, jeśli
mogę się tak wyrazić.
– A dlaczego robi się to w ten sposób?
– Bo wola należy do innego obszaru, do sfery nieznanego. Pozostałe cztery atrybuty odnoszą się
do tego, co znane, czyli do obszaru, w którym działają mali tyrani. W gruncie rzeczy właśnie obsesja
manipulowania tym, co znane, sprawia, że ludzie stają się małymi tyranami.
Don Juan wyjaśnił, że tylko widzący, którzy są jednocześnie nieskazitelnymi wojownikami i po
mistrzowsku opanowali wolę, potrafią wykorzystywać wszystkie pięć atrybutów. Jednoczesne ich
użycie jest mistrzowskim manewrem, którego nie da się wykonać na etapie zwykłych ludzkich działań.
– Cztery pierwsze atrybuty w zupełności wystarczą, by poradzić sobie nawet z najgorszym małym
tyranem – mówił. – Oczywiście pod warunkiem, że się takiego znajdzie. Jak już wspominałem, mały
tyran jest zewnętrznym elementem, który pozostaje poza naszą kontrolą i być może jest to właśnie
najważniejszy element ze wszystkich. Mój dobroczyńca mawiał, że wojownik, który natrafi na małego
tyrana, jest szczęściarzem. Chciał przez to powiedzieć, że dobry los wprowadza małego tyrana na
naszą ścieżkę, bo jeśli tak się nie stanie, to trzeba samemu jakiegoś poszukać.
Powiedział, że jednym z największych osiągnięć widzących z czasów konkwisty było odkrycie
schematu, który nazwał trójstopniową progresją. Dzięki zrozumieniu natury człowieka doszli oni do
niepodważalnego wniosku, że jeśli widzący nie ugnie się w konfrontacji z małym tyranem, to na pewno
uda mu się bezkarnie stanąć twarzą w twarz z nieznanym, a wówczas będzie potrafił znieść nawet
obecność niepoznawalnego.
– Przeciętny człowiek będzie uważał, że kolejność tego zdania powinna zostać odwrócona –
ciągnął don Juan. – Widzący, który nie ustępuje przed nieznanym, z pewnością poradzi sobie także z
małym tyranem. Ale tak nie jest. Właśnie to założenie zniszczyło niezwykłą wiedzę starożytnych
widzących. Teraz już jesteśmy mądrzejsi. Wiemy, że nic nie utemperuje ducha wojownika lepiej niż
konieczność zadawania się z niemożliwymi do zniesienia ludźmi obdarzonymi władzą. Tylko w takich
warunkach wojownik potrafi wykształcić w sobie trzeźwość umysłu i spokój wewnętrzny, które pozwolą
mu znieść napór nieznanego.
Zacząłem gwałtownie protestować. Powiedziałem, że moim zdaniem tyrani mogą wzbudzić w
swoich ofiarach jedynie poczucie bezradności albo brutalność równą ich własnej. Wspomniałem o tym,
że przeprowadzano niezliczone eksperymenty, których celem było zbadanie wpływu fizycznych i
psychicznych tortur na psychikę ofiar.
– Sam powiedziałeś, na czym polega różnica – odparował don Juan. – Chodzi o ofiary, nie o
wojowników. Kiedyś myślałem tak jak ty. Powiem ci, dlaczego zmieniłem zdanie, ale najpierw wróćmy
do tego, co mówiłem o czasach konkwisty. Widzący z tego okresu nie mogliby sobie wymarzyć
lepszych warunków. Hiszpanie byli małymi tyranami, przy których widzący musieli wykorzystywać
wszystkie swe umiejętności; po przejściach z konkwistadorami byli w stanie poradzić sobie absolutnie
ze wszystkim. Mieli masę szczęścia. W tamtych czasach małych tyranów spotykało się co krok. Ale te
wspaniałe lata obfitości minęły i wszystko się zmieniło. Mali tyrani już nigdy nie osiągnęli takiego
znaczenia; tylko wówczas mieli nieograniczoną władzę. Mały tyran, który ma nieograniczoną władzę,
jest niezastąpionym elementem w szkoleniu mistrza widzenia. Niestety, w naszych czasach większość
widzących musi się bardzo starać, by znaleźć godnego tyrana. Większość z nich musi się zadowolić
małą płotką.
– A czy ty znalazłeś małego tyrana, don Juanie?
– Miałem szczęście. To mnie odnalazł wielki mały tyran. Wtedy jednak czułem się tak jak ty teraz:
nie potrafiłem uważać się za szczęściarza.
Don Juan powiedział, że jego przejścia zaczęły się na kilka tygodni przed pierwszym spotkaniem z

dobroczyńcą. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat i dostał pracę jako robotnik w cukrowni. Zawsze był
bardzo silny, toteż nie miał kłopotu ze znalezieniem pracy fizycznej. Pewnego dnia, gdy przesuwał
ciężkie worki z cukrem, podeszła do niego jakaś kobieta po pięćdziesiątce. Była bardzo dobrze
ubrana, wyglądała na zamożną i odznaczała się dominującym sposobem bycia. Przyjrzała się don
Juanowi, powiedziała coś do brygadzisty i odeszła. Następnie brygadzista podszedł do don Juana i
zaproponował, że za pewną opłatą zarekomenduje go do pracy w domu właściciela cukrowni. Don
Juan jednak nie miał pieniędzy. Brygadzista z uśmiechem odrzekł, że to nie jest powód do
zmartwienia, bo będzie miał ich dużo w dniu wypłaty. Poklepał don Juana po plecach i zapewnił, że
praca dla szefa jest wielkim zaszczytem.
Don Juan był wtedy prostym, niewykształconym Indianinem, żył z dnia na dzień i nie tylko uwierzył
w każde słowo brygadzisty, ale wręcz uznał, że jest to cud zesłany przez dobrą wróżkę. Obiecał, że
zapłaci tyle, ile brygadzista zażąda, ten zaś wymienił dużą sumę, która miała być spłacona w ratach.
Zaraz potem sam zaprowadził don Juana do domu położonego dość daleko za miastem i zostawił
go tam z innym brygadzistą, wielkim, brzydkim i ponurym mężczyzną, który zadawał mnóstwo pytań.
Wypytywał o rodzinę don Juana, a gdy ten odpowiedział, że nie ma żadnej, mężczyzna uśmiechnął
się z zadowoleniem, pokazując zepsute zęby.
Obiecał, że don Juan dostanie dobrą pensję i będzie mógł nawet odłożyć trochę pieniędzy. Nie
będzie miał żadnych wydatków, ponieważ ma zapewniony nocleg i wyżywienie.
Śmiech tego człowieka był przerażający. Don Juan poczuł, że musi natychmiast uciekać. Rzucił się
pędem do bramy, ale mężczyzna zastąpił mu drogę. W ręku trzymał rewolwer. Pochylił się i wbił lufę w
brzuch don Juana.
– Jesteś tu po to, żeby zaharować się na śmierć – oznajmił. – I pamiętaj o tym.
Szturchając don Juana kijem, postawił go przed boczną ścianą domu i oznajmił, że jego ludzie
pracują codziennie od świtu do nocy bez żadnej przerwy. Następnie kazał mu wykopać dwa olbrzymie
karcze drzew. Dodał jeszcze, że gdyby don Juan próbował uciekać albo powiadomić władze, zastrzeli
go, a gdyby ucieczka jednak się powiodła, przysięgnie w sądzie, że don Juan próbował zamordować
szefa.
– Będziesz tu pracował do śmierci – powiedział. – A potem inny Indianin zajmie twoje miejsce,
podobnie jak ty sam zajmujesz miejsce zmarłego Indianina.
Don Juan opowiadał, że dom przypominał fortecę. Wszędzie pełno było uzbrojonych ludzi z
maczetami. Zajął się więc pracą i próbował nie myśleć o swoim losie. Pod wieczór mężczyzna wrócił i
kopniakami, bo nie podobał mu się wyzywający wyraz oczu don Juana, doprowadził go do kuchni.
Zagroził, że jeśli don Juan nie będzie mu posłuszny, podetnie mu ścięgna ramion.
W kuchni stara kobieta podała mu jedzenie. Don Juan był tak zdenerwowany i przestraszony, że
nie mógł jeść, ale kobieta poradziła, żeby jadł, ile tylko może. Musi być silny, powiedziała, bo jego
praca nie będzie miała końca. Przestrzegła go przed losem jego poprzednika, który zmarł zaledwie o
dzień wcześniej. Był zbyt słaby, by pracować, i wypadł z okna na pierwszym piętrze.
Don Juan pracował w domu szefa przez trzy tygodnie, a brygadzista przez cały ten czas znęcał się
nad nim, nie dając mu chwili wytchnienia. Zmuszał go do wykonywania wszystkich najcięższych i
najbardziej niebezpiecznych prac, grożąc nożem, pistoletem albo pałką. Codziennie wysyłał go do
czyszczenia stajni, w których stały zdenerwowane ogiery. Każdego ranka don Juan był przekonany,
że to już jego ostatni dzień na tym świecie. A przetrwanie oznaczało tylko tyle, że następnego dnia
znów będzie musiał przechodzić to samo piekło.
W końcu don Juan poprosił o wolne pod pretekstem, że musi pojechać do miasta, by zapłacić
brygadziście z cukrowni pieniądze, które był mu winien. Tutejszy brygadzista odrzekł jednak, że don
Juan nie może przerwać pracy nawet na chwilę, bo jest po uszy w długach już tylko dlatego, że praca
w tym domu jest przywilejem.
Don Juan uświadomił sobie, że znalazł się w beznadziejnym położeniu. Zrozumiał, o co w tym
wszystkim chodziło. Obydwaj brygadziści byli w zmowie. Zabierali prostych indiańskich robotników z
cukrowni, doprowadzali ich do śmierci pracą ponad siły i dzielili się ich zarobkami. Gdy to wszystko do
niego dotarło, wpadł w taką złość, że z krzykiem przebiegł przez kuchnię i wpadł do domu, wprawiając
w osłupienie brygadzistę i pozostałych robotników. Don Juan wybiegł z domu przez frontowe drzwi i
prawie udało mu się uciec, ale brygadzista dogonił go na drodze, postrzelił w pierś i zostawił rannego,
by tam umarł.
Śmierć jednak nie była przeznaczona don Juanowi; jego dobroczyńca znalazł go na drodze i

pielęgnował aż do wyzdrowienia.
– Gdy opowiedziałem całą historię dobroczyńcy – mówił don Juan – ten nie potrafił pohamować
podniecenia. Powiedział, że taki brygadzista to skarb, którego nie wolno zmarnować i że kiedyś będę
musiał wrócić do tego domu. Jego zdaniem miałem niesłychane szczęście, bo znalazłem jednego na
milion małego tyrana obdarzonego niemal nieograniczoną władzą. Uznałem, że staruszek zwariował.
Dopiero po latach zrozumiałem do końca, o co mu chodziło.
– To jedna z najokropniejszych historii, jakie kiedykolwiek słyszałem – stwierdziłem. – Czy
naprawdę wróciłeś do tego domu?
– Oczywiście, że tak, w trzy lata później. Mój dobroczyńca miał rację. Taki mały tyran zdarza się
raz na milion i nie mogłem stracić okazji.
– A jak ci się udało tam wrócić?
– Dobroczyńca opracował strategię wykorzystującą cztery atrybuty wojownika: kontrolę,
dyscyplinę, wytrwałość i odpowiednie wyczucie czasu.
Dobroczyńca wyjaśnił don Juanowi, jak ma wykorzystać kontakt z tym człowiekiem-bestią. Przy tej
okazji zapoznał go także z czterema pierwszymi krokami na drodze wiedzy. Pierwszy krok to decyzja
o rozpoczęciu nauki. Gdy już uczniowie zmienią swoją wizję siebie i świata, mogą uczynić drugi krok i
stać się wojownikami, to znaczy ludźmi zdolnymi do niezrównanej dyscypliny i samokontroli. Gdy
wojownik posiądzie już wytrwałość i wyczucie odpowiedniego czasu, może uczynić trzeci krok, to
znaczy stać się człowiekiem wiedzy. Z kolei człowiek wiedzy, który nauczy się widzieć, czyni czwarty
krok i staje się widzącym.
Dobroczyńca uznał, że don Juan znajduje się na ścieżce wiedzy już wystarczająco długo, by
opanować co najmniej dwa pierwsze atrybuty: kontrolę i dyscyplinę. Don Juan podkreślił, że obydwa
te atrybuty odnoszą się do stanu ducha. Wojownik jest skupiony na sobie, nie w egoistyczny sposób,
lecz przez to, że dogłębnie i nieustannie bada własne wnętrze.
– Wówczas nie mogłem jeszcze posiąść dwóch pozostałych atrybutów – ciągnął don Juan. –
Wytrwałość i wyczucie czasu nie są wyłącznie wewnętrznymi stanami. Są one domeną człowieka
wiedzy. Dobroczyńca zademonstrował mi je przez swoją strategię.
– Czy to znaczy, że sam nie potrafiłbyś stawić czoła małemu tyranowi? – zapytałem.
– Jestem pewien, że dałbym sobie radę, chociaż zawsze miałem wątpliwości, czy potrafiłbym to
uczynić z talentem i radością. Mojemu dobroczyńcy sterowanie sytuacją sprawiało radość.
Korzystanie z małego tyrana powinno nie tylko służyć udoskonaleniu ducha wojownika, ale też dawać
radość i szczęście.
– W jaki sposób potwór, jakiego opisałeś, mógłby stać się źródłem radości dla kogokolwiek?
– On nawet się nie umywał do prawdziwych potworów, które napotkali nowi widzący w czasie
konkwisty. Wszystko wskazuje na to, że kontakty z nimi sprawiały tym widzącym nieziemską radość.
Udowodnili oni, że nawet najgorsi tyrani mogą stać się źródłem szczęścia, oczywiście pod warunkiem,
że człowiek jest wojownikiem.
Don Juan wyjaśnił, że błąd popełniany przez przeciętnych ludzi w konfrontacji z małymi tyranami
polega na tym, iż nie mają oni strategii, na której mogliby się oprzeć; śmiertelnym błędem jest to, że
przeciętni ludzie traktują siebie zbyt poważnie; własne działania i uczucia, a także uczynki małych
tyranów, wydają im się najważniejsze na świecie. W przeciwieństwie do nich, wojownicy mają dobrze
przemyślaną strategię i są wolni od poczucia własnej ważności. Zrozumieli już, iż rzeczywistość jest
tylko naszą interpretacją, i to pomogło im ograniczyć poczucie własnej ważności. Właśnie ta wiedza
dawała nowym widzącym zdecydowaną przewagę nad prostodusznymi Hiszpanami.
Gdy don Juan uświadomił sobie, że mali tyrani traktują siebie śmiertelnie poważnie, a wojownicy –
nie, był już pewien, że uda mu się pokonać brygadzistę.
Zgodnie ze strategicznym planem dobroczyńcy postarał się o pracę w tej samej cukrowni co
poprzednio. Nikt już nie pamiętał, że pracował tam w przeszłości; ubodzy wieśniacy przychodzili do
cukrowni i znikali z niej bez śladu. Strategia zakładała, że don Juan okaże gorliwość do pracy, jeśli
ktokolwiek pojawi się szukając następnej ofiary. Okazało się, że do cukrowni przyszła ta sama kobieta,
co przed laty. Także i tym razem zwróciła uwagę na don Juana. Teraz był on jeszcze silniejszy
fizycznie.
Wszystko odbyło się według tego samego schematu. Strategia wymagała jednak, by don Juan

odmówił brygadziście zapłaty za pośrednictwo. Mężczyzna, któremu nigdy nikt się nie przeciwstawił,
był zdumiony i zagroził, że zwolni don Juana z pracy. Don Juan odpowiedział mu groźbą. Rzekł, że
pójdzie prosto do domu tej kobiety i spotka się z nią. Wiedział, że kobieta, która była żoną właściciela
cukrowni, nie miała pojęcia o praktykach brygadzistów. Powiedział brygadziście, że wie, gdzie ona
mieszka, bo pracował na otaczających dom polach przy ścinaniu trzciny cukrowej. Mężczyzna zaczął
się targować. Don Juan zażądał od niego pieniędzy za zgodę na pracę w domu właścicielki.
Brygadzista poddał się i wręczył mu kilka banknotów. Don Juan doskonale zdawał sobie sprawę, że
zgoda brygadzisty była tylko wybiegiem, który miał go ściągnąć do domu.
– Tym razem także sam mnie tam zaprowadził – opowiadał don Juan. – Była to stara hacjenda.
Mieszkali w niej właściciele cukrowni – bogacze, którzy albo wiedzieli, co się dzieje pod ich dachem,
ale nic ich to nie obchodziło, albo byli zbyt zobojętniali, by cokolwiek zauważyć. Ledwie dotarliśmy na
miejsce, wbiegłem do domu, by poszukać właścicielki. Znalazłem ją, padłem na kolana i w podzięce
ucałowałem jej dłoń. Obydwaj brygadziści byli wściekli.
– Brygadzista w domostwie zachowywał się tak, jak poprzednio. Ale teraz już byłem odpowiednio
wyposażony, by sobie z nim poradzić; miałem kontrolę, dyscyplinę, wytrwałość i wyczucie właściwej
chwili. Wszystko poszło zgodnie z planem dobroczyńcy. Dzięki samokontroli potrafiłem spełnić nawet
najbardziej idiotyczne żądania brygadzisty. W takich sytuacjach przede wszystkim wyczerpuje nas
lekceważenie naszego poczucia własnej wartości. Każdy człowiek, który ma w sobie choć odrobinę
dumy, czuje się rozdarty wewnętrznie, gdy ktoś mu udowadnia jego bezwartościowość.
– Wykonywałem wszystkie polecenia z przyjemnością. Byłem radosny i silny. Nic mnie nie
obchodziła duma ani strach. Zachowywałem nieskazitelność wojownika. Odpowiednie nastrojenie
ducha, gdy ktoś po tobie depcze, to właśnie kontrola.
Don Juan wyjaśnił, że strategia dobroczyńcy wymagała, by zamiast użalać się nad sobą, jak czynił
to wcześniej, natychmiast wziął się do roboty i poznał wszystkie mocne punkty, słabości i dziwactwa
brygadzisty.
Okazało się, że największą jego siłą była gwałtowna natura i śmiałość. Postrzelił don Juana w biały
dzień, na oczach tłumu ludzi. Jego wielką słabością było to, że lubił swoją pracę i nie chciał narażać
się na ryzyko jej utraty. W żadnym wypadku nie poważyłby się zabić don Juana w biały dzień w
obrębie domostwa. Innym słabym punktem była jego rodzina. Miał żonę i dzieci, które mieszkały w
chacie w pobliżu hacjendy.
– Zbieranie takich informacji, gdy ktoś cię bije, to dyscyplina – wyjaśnił don Juan. – Ten człowiek
był prawdziwym wrogiem. Nie zasługiwał na miłosierdzie. Według nowych widzących idealny mały
tyran nie ma żadnej cechy, która mogłaby odkupić jego winy.
Don Juan stwierdził, że strategia dobroczyńcy prowadziła do opanowania dwóch pozostałych cech
wojownika, których wcześniej nie posiadał: wytrwałości oraz wyczucia odpowiedniej chwili. Wytrwałość
polega na cierpliwym czekaniu bez pośpiechu i niepokoju – na prostym, radosnym wstrzymywaniu
odwetu.
– Codziennie musiałem się płaszczyć – ciągnął don Juan – i czasami płakałem pod biczem
brygadzisty. A jednak byłem szczęśliwy. Strategia dobroczyńcy pomogła mi żyć z dnia na dzień, nie
czując nienawiści do tego człowieka. Byłem wojownikiem. Wiedziałem, że czekam, i wiedziałem, na co
czekam. W tym właśnie leży wielka radość bycia wojownikiem.
Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan systematycznie dręczył swego prześladowcę uciekając
się pod opiekę wyższej instancji; podobnie widzący nowego cyklu w czasach konkwisty chronili się za
tarczą kościoła katolickiego. Czasami zwykły ksiądz był potężniejszy od magnata.
Tarczą don Juana była kobieta, która dała mu pracę. Za każdym razem, gdy ją widział, klękał przed
nią i nazywał ją świętą. Błagał, by dała mu medalik z wizerunkiem swojej patronki, do której mógłby się
modlić o jej zdrowie i pomyślność.
– Dostałem medalik – ciągnął – i to wprawiło brygadzistę we wściekłość. A gdy udało mi się
przekonać wszystkich służących do wieczornej modlitwy, niewiele brakowało, żeby dostał apopleksji.
Chyba właśnie wtedy postanowił mnie zabić. Nie mógł pozwolić mi dalej działać. Ja zaś
zorganizowałem wówczas wspólne odmawianie różańca przez wszystkich służących w domu.
Właścicielka uznała mnie za niezwykle pobożnego człowieka. Od tamtej pory nie spałem spokojnie ani
nie spędzałem nocy we własnym łóżku. Każdego wieczoru wchodziłem na dach. Dwukrotnie
zauważyłem stamtąd brygadzistę, który szukał mnie w środku nocy z morderczym wyrazem twarzy.
– Codziennie wysyłał mnie do stajni. Miał nadzieję, że ogiery stratują mnie na śmierć, ja jednak

oparłem o ścianę w kącie kilka ciężkich desek i chroniłem się za nimi. On o tym nie wiedział, bo od
zapachu koni dostawał torsji – była to jeszcze jedna z jego słabości, najbardziej zabójcza, jak się
miało okazać.
Don Juan powiedział, że wyczucie czasu steruje wyzwoleniem wszystkiego, co wcześniej było
wstrzymywane. Kontrola, dyscyplina i wytrwałość stanowią tamę, za którą wszystko się gromadzi, a
wyczucie odpowiedniej chwili jest śluzą w tej tamie.
Jedyną bronią brygadzisty była agresja, którą terroryzował robotników. Gdy zneutralizowało się
jego agresję, stawał się niemal zupełnie bezradny. Don Juan wiedział, że brygadzista nie odważy się
go zabić w obrębie domostwa, więc pewnego dnia obraził go w obecności innych robotników i w
zasięgu wzroku właścicielki. Nazwał brygadzistę tchórzem, który śmiertelnie obawia się żony swego
pana.
Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan poczekał na taką właśnie chwilę i wykorzystał ją do
odwrócenia sytuacji. Niespodziewane rzeczy zawsze zdarzają się w taki sposób. Najniższy z
niewolników zaczyna wykpiwać tyrana, ośmiesza go w obecności ważnych osób, szydzi z niego, a
potem ucieka, nie zostawiając tyranowi czasu na zemstę.
– Brygadzista oszalał z wściekłości, ale ja już pokornie klęczałem przed właścicielką. – opowiadał
don Juan.
Gdy kobieta weszła do domu, brygadzista i jego przyjaciele zawołali don Juana na tyły domu,
rzekomo do pracy. Brygadzista był blady z gniewu. Don Juan odczytał jego zamiary z tonu głosu. Udał
posłuszeństwo, ale zamiast pójść za dom, pobiegł do stajni. Miał nadzieję, ze konie narobią hałasu i
właściciele przyjdą sprawdzić, co się dzieje. Wiedział, ze brygadzista nie ośmieli się go zastrzelić, bo
wystrzał byłby zbyt głośny, a on za bardzo się bał utraty pracy. Don Juan wiedział też, ze brygadzista
nie wejdzie do pomieszczenia, w którym znajdują się konie, chyba, ze zostanie sprowokowany ponad
wszelką wytrzymałość.
– Wskoczyłem do zagrody najdzikszego ogiera, a mały tyran, oszalały z furii, wyciągnął nóź i rzucił
się za mną. Natychmiast schowałem się za swoją ochroną z desek. Koń kopnął go raz i było po
wszystkim.
– Spędziłem w tym domu sześć miesięcy i przez ten czas wyćwiczyłem się w czterech atrybutach
wojownika. Dzięki nim odniosłem sukces. Ani razu nie użalałem się nad sobą i nie łkałem z
bezsilności. Byłem radosny i spokojny. Miałem znakomitą samokontrolę i dyscyplinę i na własnej
skórze przekonałem się, jaką przewagę daje nieskazitelnemu wojownikowi wytrwałość oraz wyczucie
odpowiedniej chwili. I ani przez moment nie życzyłem temu człowiekowi śmierci.
– Dobroczyńca powiedział mi coś bardzo interesującego. Wytrwałość to wstrzymywanie siłą ducha
zapłaty, o której wojownik wie, ze słusznie się komuś należy. Nie znaczy to, ze wojownik przez cały
czas knuje intrygi wymierzone w innych albo myśli o tym, jak wyrównać przeszłe rachunki. Wytrwałość
jest zupełnie niezależną cechą. Jeśli wojownik posiada kontrolę, dyscyplinę i wyczucie chwili,
wytrwałość jest gwarancją, ze odda to, co należne, temu, kto na to zasłużył.
– Czy zdarza się, ze mali tyrani zwyciężają w konfrontacji z wojownikiem i niszczą go? –
zapytałem.
– Oczywiście. Był taki okres, na początku konkwisty, gdy szeregi wojowników zostały
zdziesiątkowane. Ginęli jak muchy. Mali tyrani mogli skazać na śmierć kogo tylko chcieli, wyłącznie dla
kaprysu. Ta presja posłużyła znacznemu wyrafinowaniu sztuki widzących.
Don Juan powiedział, ze w tych czasach widzący, którzy przeżyli, musieli wytężyć całą swą moc,
by znaleźć nowe metody działania.
– Nowi widzący wykorzystali małych tyranów. – mówił don Juan, wpatrując się we mnie
nieruchomo. – nie tylko po to, by pozbyć się poczucia własnej ważności, ale też po to, by dokonać
niezmiernie wyrafinowanego manewru prowadzącego do zniknięcia z tego świata. Zrozumiesz to
później, gdy dowiesz się więcej o opanowaniu świadomości.
Powiedziałem, ze najbardziej interesuje mnie to, czy obecnie, w naszych czasach, mali tyrani,
jakich on nazywał drobnymi płotkami, mogą pokonać wojownika.
– Zawsze może się tak zdarzyć. – odrzekł. – Tylko ze nie pociąga to za sobą tak dramatycznych
konsekwencji jak kiedyś. Teraz wojownik zawsze może odzyskać siły albo wycofać się i wrócić
później. Ale jest jeszcze inny aspekt tego problemu. Porażka z rąk drobnej płotki nie jest śmiertelna,
lecz druzgocąca. Symbolicznie jednak stopień śmiertelności jest tu równie wysoki. Chcę przez to

powiedzieć, ze wojowników, którzy ugną się przed drobną płotką, niszczy ich własne poczucie porażki
i bez wartościowości. Dla mnie jest to równoznaczne z wysoką śmiertelnością.
– A po czym poznaje się porażkę?
– Każdy, kto przyłączy się do małego tyrana, ponosi porażkę. Działanie w gniewie, bez kontroli i
dyscypliny, brak wytrwałości, to porażka.
– Co się dzieje z wojownikiem, który poniósł porażkę?
– Albo na nowo zbiera siły, albo rezygnuje z poszukiwania wiedzy i na resztę życia dołącza do
szeregów małych tyranów.

23 listopada 2014 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

Oświecone EGO

Kiedyś już ten film na blogu zamieszczałam ale warto przypomnieć go po raz kolejny .. Warto obejrzeć go sercem.

https://picasaweb.google.com/104375611327815743405/AdyashantiOswieconeEgo#5732818246962878354

15 listopada 2014 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Potrzeba uważności

Temat ten chodzi za mną już od kilku lat i praktycznie nie potrafiłam go dobrze zrozumieć do chwili kiedy zafascynowana 10406994_700512003353683_4957065812450606968_n sposobem wyrażania tego co ludzi tak naprawdę ,,opętuje,, czy co ludźmi kieruje przekazał w swoich książkach poprzez nauki don Juana Carlos Castaneda.  Większość ,,ezoteryków,,  choć nie tylko Oni walczą z jakąś potrzebą rywalizacji co oczywiście prowadzi do dalszych działań w postaci kłótni czy wręcz nawet wchodzenia na ścieżki wrogiej postawy.  Zawsze zastanawiałam się czemu tak się dzieje skoro w duchowości chodzi przede wszystkim o to aby porzucić wszelkie walki i stopić się poprzez współodczuwanie z drugą osobą. I tak tam u góry wszyscy jesteśmy ,,jednym,, i pochodzimy z tego samego źródła a tu na ziemi walczymy jakbyśmy chcieli pokazać,  że jesteśmy lepsi od innych . Tak naprawdę jest zupełnie inaczej ale w poniższym fragmencie można dostrzec to z czym tak naprawdę się zmierzamy i co powinniśmy sobie uświadomić. Skłoniło do tej analizy i mnie moje własne życie i kłótnia, która tak naprawdę nie miała innego podłoża jak treść zawarta w książkach o Don Juanie. polecam …

Byłem zdziwiony, że się do mnie odezwał, bo spędziłem w tym domu już kilka dni, a on dotychczas

nawet się ze mną nie przywitał.

Gdy wychodziliśmy z domu, zatrzymała nas la Gorda. Prosiła, byśmy ją ze sobą zabrali, i nie

chciała przyjąć odmowy do wiadomości. Don Juan odrzekł bardzo surowo, że musi porozmawiać ze

mną sam na sam.

– Będziecie mówili o mnie – powiedziała la Gorda. Ton jej głosu, a także gesty, zdradzały

podejrzliwość i irytację.

– Masz rację – odparł don Juan sucho i wyminął ją, nie oglądając się. Poszedłem za nim. W

milczeniu dotarliśmy do rynku. Gdy don Juan usiadł, zapytałem go, cóż takiego jest w la Gordzie, o

czym mielibyśmy rozmawiać. Nadal czułem się nieprzyjemnie na wspomnienie złowieszczego wzroku,

jakim nas obrzuciła przy wyjściu.

– Nie będziemy rozmawiać o la Gordzie ani o nikim innym – odrzekł. – Powiedziałem tak, bo

chciałem sprowokować jej ogromne poczucie własnej ważności. I poskutkowało. Jest na nas wściekła.

O ile ją znam, będzie teraz gadać do siebie tak długo, aż wzbudzi w sobie pewność i poczuje do nas

słuszną urazę za to, że nie zabraliśmy jej ze sobą i wyszła na idiotkę. Nie zdziwiłbym się, gdyby nas

zaatakowała tu, na tej ławce.

– O czym będziemy rozmawiać, jeśli nie o la Gordzie? – zapytałem.

– Wrócimy do rozmowy rozpoczętej w Oaxaca. Zrozumienie wyjaśnień dotyczących świadomości

wymaga od ciebie wielkiego wysiłku i chęci do przechodzenia z jednego stanu świadomości w drugi.

W czasie tej rozmowy potrzebuję twojej absolutnej koncentracji i cierpliwości.

Pół żartem poskarżyłem się, że przez ostatnie dwa dni, gdy nie chciał ze mną rozmawiać, czułem

się zbity z tropu. Spojrzał na mnie unosząc brwi i uśmiechnął się przelotnie. Uświadomiłem sobie, że

chce mi pokazać, iż wcale nie jestem lepszy od la Gordy.

– Chciałem sprowokować twoje poczucie własnej ważności – wyjaśnił, marszcząc czoło. –

Poczucie własnej ważności jest naszym największym wrogiem. Zastanów się tylko: to, że czujemy się

obrażeni przez uczynki naszych bliźnich, osłabia nas. Poczucie własnej ważności domaga się, byśmy

spędzali większość życia obrażeni na kogoś. Nowi widzący uważali, iż wojownicy powinni dołożyć

wszelkich wysiłków, by wymazać poczucie własnej ważności ze swego życia. Postępowałem zgodnie

z ich zaleceniami. Na wiele sposobów starałem się przekonać cię, że jeśli nie mamy poczucia własnej

ważności, nie jesteśmy podatni na zranienie.

Naraz oczy don Juana rozbłysły. Miałem wrażenie, że z trudem powstrzymuje się od śmiechu,

choć nie widziałem do tego żadnych powodów. W tej samej chwili jednak zaskoczyło mnie

niespodziewane, bolesne uderzenie w prawy policzek. Zerwałem się z ławki. La Gorda stała za moimi

plecami. Rękę nadal miała uniesioną, a twarz czerwoną z gniewu.

– Teraz przynajmniej będziesz miał jakieś usprawiedliwienie, żeby gadać o mnie, co tylko zechcesz

– krzyczała. – Ale jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz mi to prosto w twarz!

Wydawało się, że ten wybuch zupełnie ją wyczerpał.

Usiadła na cemencie i zaczęła szlochać. Don Juana ogarnęła niewytłumaczalna radość, ja z kolei

wpadłem we wściekłość. La Gorda rzuciła mi groźne spojrzenie, po czym zwróciła się do don Juana i

powiedziała potulnie, że nie mamy prawa jej krytykować.

Don Juan śmiał się tak bardzo, że zgiął się wpół i omal nie spadł na ziemię. Nie był w stanie się

odezwać. Dwa czy trzy razy próbował coś do mnie powiedzieć, a w końcu wstał i odszedł, nadal

trzęsąc się ze śmiechu.

Miałem zamiar pobiec za nim, wciąż wściekły na la Gordę – w tej chwili wydawała mi się godna

pogardy – ale przydarzyło się coś niezwykłego. Zrozumiałem, że la Gorda i ja jesteśmy przerażająco do siebie podobni. Nasze poczucie własnej ważności było monstrualne. Zdziwienie i wściekłość, jakie

mnie ogarnęły, gdy mnie uderzyła, bardzo przypominały jej gniew i podejrzliwość. Don Juan miał rację.

Ciężar poczucia własnej ważności jest okropną zawadą.

Przepełniony euforią, pobiegłem za don Juanem. Po policzkach spływały mi łzy. Zrównałem się z

nim i powiedziałem, co sobie uświadomiłem. Oczy rozbłysły mu kpiną i zachwytem.

– Co mam zrobić z la Gorda? – zapytałem.

– Nic – odrzekł. – To, co sobie uświadamiasz, zawsze należy tylko do ciebie.

Kiedy po przeczytaniu tego i kilku innych fragmentów z tej książki uświadomiłam sobie w czym tkwi szczegół pewnych sytuacji w moim życiu zrozumiałam ,że tak naprawdę nikt inny oprócz mnie samej nie może wiedzieć jak to odbieram i jak rozumiem zawartą treść ponieważ jest ONA oparta tylko i wyłącznie na podstawie moich –nie czyichś innych a moich własnych przeżyć z obecnego oraz minionych inkarnacji i tu na ziemi i w innych wymiarach.

Zawsze ale to zawsze zrozumiem treść według własnego doświadczenia i zarzucając komuś że nic nie rozumie jest błędem ponieważ ani ja nie wiem jak rozumie to ktoś inny ani w drugą stronę ponieważ mimo wspólnej treści analiza jest przeprowadzana wedle własnego sposobu pojmowania życia i doświadczeń. Możemy mbgyieć bliskie wspólne doświadczenia które są do siebie bardzo podobne ale i tak każda jednostka odbierze to na podstawie własnej interpretacji i każda z biorących udział w tym zdarzeniu ma rację i jej wersja jest prawdą.

Teraz co do samego tematu czyli poczucia ważności – nie pamiętam, w której to części nauk było ale pięknym stwierdzeniem jest to ,że tak naprawdę żadna ludzka istota nie jest więcej warta niż żuk czy inne zwierzę. To my uważamy że jesteśmy najważniejsi ale jest to błędem w pojmowaniu . Zawsze to wiedziałam ale teraz jakbym dojrzała wewnętrznie do skupienia swojej uwagi dokładnie na tym znaczeniu.  Patrzę na każdą roślinę i zwierzę w zupełnie innej perspektywie a ludzie ,którzy uważają inaczej są dla mnie zwykłymi tyranami. O małych tyranach w następnej części 😀

Fragment z książki Carlosa ,,Wewnętrzny ogień,,

7 listopada 2014 Posted by | Uncategorized | | Dodaj komentarz