Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Pierwsza Ziemia – Lyra (Gwiazda z Systemu Vega)

 

Dzięki wspaniałym poświęceniem się ze strony mojej mamy w przetłumaczeniu tekstu ze strony

http://www.nibiruancouncil.com/html/3earths.html mogę z gorącym sercem polecić poniższy artykuł całkowicie pochodzący z powyższego źródła. Tłumaczenie Miaune imagesCA2LNYXF

Pierwszą była ziemia w konstelacji Lyra – jaka jest historia jej powstania i upadku?

Odpowiedź jest w książce, „Jesteśmy Nibiruans”.

Dawno temu, zanim czas jaki znamy się zaczął, Założyciele Wszechświata,  wysoko rozwinięte dusze, które już ukończyły wiele uniwersalnych gier, jako bogowie stwórcy, postanowili stworzyć własny wszechświat.

Spotkali się w dwunastu, zadając sobie pytanie, jaką „grę” wybrać, aby stworzone dusze mogły się rozwijać, gdy powstanie nowy wszechświat, co w duchowej ewolucji  jest pragnieniem każdej duszy.

W końcu, po długich rozważaniach, wybrali grę znaną jako „Integracja polaryzacji.” Ta gra jest jedną z wielu z opracowanych przez Boskiego Stwórcę. Polega ona na integracji Światła i Ciemności, aby doświadczyć wszystkiego, co on / ona doświadczył.

Gdy wybór został dokonany, wiedzieli, że muszą pozyskać indywidualistów z doświadczeniem w tej grze, aby pomóc duszom w rozwoju w nowym wszechświecie. Osobnicy, którzy zgodzą się, by stać się jej częścią zobaczą przez to jej zakończenie.

Założyciele wysłali więc wezwanie do wszystkich wszechświatów, do wszystkich dusz, które ukończyły co najmniej jedną grę Integracja polaryzacji. Ich połączenie zostało odebrane przez dziewięćdziesiąt jednostek, dusz wysoko rozwiniętych, które niedawno ukończyły tę grę i szukały innego miejsca do pracy, aby kontynuować swoją duchową ewolucję. Ta grupa dziewięćdziesięciu składała się z czterdziestu pięciu Carians i czterdziestu pięciu Felines.

Przybyli oni do obecnego Wszechświata i na spotkaniu z Założycielami zaczęli ustawiać grę. Grupa dziewięćdziesięciu wybrała jednego przedstawiciela spośród siebie aby zasiadła w Radzie i działała jako łącznik pomiędzy ich grupami i założycielami . Wybraniec jest znany nam jako Devin. Devin (prawdziwe nazwisko jest Devaine) był patriarchą grupy (rodziny) Feline.

Jako nowy dom, Carians dostali planetę w gwiazdozbiorze Oriona, podczas gdy Felines dla siebie miały planety w konstelacji Lyra.
 
Tak więc grupa dziewięćdziesięciu została podzielona i udała się na swoje planety, aby rozpocząć grę. Carians miało stanowić Ciemność a Felines Światło.

Przez wieki, obie grupy rozwinęły fizyczną formę, w którą mogli się wcielić, by móc żyć na powierzchni ich planetarnych domów. Obie utworzone czyste (królewskie) linie w swojej rasie ciągle rosły. Przez wieki, poprzez mieszańców z innych form życia na ich planetarnych domach stworzyli nową rasę istot. A potem, kiedy ta nowa rasa stała się uznanym elementem ich społeczeństw, Carian / Gady przybyli do konstelacji Lyra i skolonizowali sąsiednią planetę Feline / ludzi. W ten sposób, byli gotowi do pierwszego eksperymentu wielkiej integracji. Nazywamy to „Pierwszy Wielki Ziemski Eksperyment”.

Ten pierwszy wielki eksperyment występował na planecie w 3D, takiej samej jak ziemia i to był dom  ludzi /kotów. Jako że ich technologia postępowała ludzie/koty nauczyli się, jak tworzyć tunele czasoprzestrzenne i dokonywać podróży kosmicznych. Wkrótce obie rasy podróżowały w przestrzeni kosmicznej, odwiedzając nawzajem swoje planety.

Obie grupy zostały ponownie połączone, ale dotyczyło to już wielu nowych ludzi, a właściwie ich potomstwa. Z czasem obie linie królewskie  zaczęły się mieszać aranżując małżeństwa dla tworzenia przymierza. Wszystko szło dobrze do pewnego czasu.

Poprzez mieszanie ras, powstały nowe rasy i wkrótce rozwinął się system kastowy. Była rodzina królewska, kasta kapłańska, naukowcy i wojskowi. Pozostała część populacji składała się na kastę robotników.

Nie jest jeszcze do końca jasne, jak to wszystko się stało, kto doprowadził do nieporozumienia między dwoma rodzinami królewskimi, które było przyczyną Pierwszej Wielkiej Wojny Galaktycznej, ale wiem jedno: to był brak porozumienia dotyczący szczegółów w komunikacji z udziałem kilku uczestników. Ktoś porozumiał się z  kimś innym w związku z czymś, ale zaniedbał uzgodnić wszystkie szczegóły. Powiedziano mi, że przybył w sprawie sojuszu. To nie było do ​​końca jasne, brakowało szczegółów umowy. Więc uczucia zostały zranione, co zaprowadziło do braku zaufania a następnie steamroll* z Ludzi / kotów przypuścił pierwszy atak na ich gadzich sąsiadów.

 

Cofając się trochę w czasie, przed Wielką Galaktyczną Wojną, było kilka drobnych wojen obu dynastii na małą skalę. Tak mi powiedziano, kiedy mój ojciec Shimabala i ojciec Jehowahs ‚, Cobazar zginęli. Wszyscy byliśmy nieopierzonymi nastolatkami, gdy nasi ojcowie zginęli. Aż do tego czasu byliśmy bardzo blisko siebie.

Przywołałam sobie wspomnienia odwiedzania Jehowah w jego ulubionej jaskini i wspólną wielogodzinną zabawę. Te wspomnienia są pełne ciepłych, kochających uczuć. Teraz, gdy przyjmujemy obowiązki przywództwa jesteśmy natychmiast przeciwstawiani sobie do pewnego stopnia, chociaż wojna, która zabiła naszych ojców skończyła się i moje małżeństwo z Jehowah jest częścią, która cementuje przymierze, które przynosi pokój dla naszych rodzin. I mimo, że wybuchnie kolejna wojna, nie walczymy ze sobą, starając się zachować swoje osobiste połączenia ze sobą pomimo chaosu, który trwa wokół nas.

Druga Ziemia – Plejady


Druga ziemia w Plejadach – – – co stało się z tą planetą i jakie są dowody jej zniszczenia? Odpowiedź jest w książce, Jesteśmy Nibiruans.

Nadszedł koniec pierwszej wojny galaktycznej, po zniszczeniu naszej planety, mój brat Devin, ja i Jehowah uciekliśmy razem z dużą grupą ludzi w jednym z naszych ostatnich pozostałych gwiezdnych statków, Pelegai.

W końcu osiedliliśmy się w nowej gromadzie gwiazd później nazwanych Siedem Sióstr, Plejady. Żyliśmy na tym statku i spędzaliśmy dużo czasu na założeniu kolonii na powierzchni planety. Nazwaliśmy nasz nowy dom Avyon po swojej praojczyźnie. To była piękna błękitna planeta, podobnie jak nasza poprzednia, z dwoma słońcami.

Życie się rozwijało i my także. Miasta zostały zbudowane, cywilizacje przychodziły i odchodziły. Ostatecznie pozostawiliśmy planetę tym, którzy przyszli z nami. Zostaliśmy Starożytnymi dla nich, oryginalnymi założycielami naszej cywilizacji na tej planecie. Ale jak zwykle, z czasem fakty zostały wypaczone tak, że pisana historia nie odzwierciedlała rzeczywistych zdarzeń.

Z czasem ta planeta stała się znana w całym kosmosie i inne cywilizacje przybywały w odwiedziny, niektórzy po prostu z ciekawości lecz inni z programem podboju. Mieszkańcy planety rozwinęli się do poziomu podróży kosmicznych, trochę bardziej niż jesteśmy dzisiaj. Rozwinęli się bez chorób i różnic społecznych,  stworzyli jednolity rząd, ale była to prawie mentalność ula. Każdy myślał i działał jako jeden, ale w swoich działaniach nie wyrażał ciemnej strony swojej natury. Oni wyrażali tylko jaśniejszą stronę, ponieważ to było normą społeczną.

Nastąpiła duchowa stagnacja, ze względu na powstrzymywanie ciemnej strony, męskiej strony i nie używania trzech niższych czakr. W rezultacie, na poziomie nieświadomości duchowej wywoływało to współzawodnictwo tych, którzy byli ich całkowitym przeciwieństwem. Należało coś zrobić z tym zatrzymanym rozwojem.

Na początku zaczęto mówić o pokoju, ale szybko uświadomiono sobie, że więcej zyskają przejmując planetę, niż starając się współpracować z rasą ludzi, nie mogli zrozumieć ich życia.

Minęło wiele lat, ale z czasem ich prawdziwy program został ujawniony dzięki wysiłkom ruchu oporu. Gdy tylko słowo zostało wyeliminowane i wszystkie próby negocjacji nie powiodły się, ludzie przypuścili pierwszy atak, próbując odpędzić ten wyścig od swojej planety. W nieustannych wysiłkach, aby odeprzeć wroga udało się zniszczyć planetę. Ocaleni uciekli do wielu miejsc w galaktyce i na ostatecznie ustalone kolonie na innych planetach.

Trzecia Ziemia – Plejady (Nasza obecna ziemia)

Ta ziemia, na której obecnie żyjemy – jaka przyszłość nas czeka? Jaki jest większy obraz i plan na przyszłość? Odpowiedzi są w książce, Jesteśmy Nibiruans.

 

Tak jest dzisiaj, w tym procesie wznoszenia się. Pierwsze dwie ziemie nigdy się nie wzniosły. Wierzę, że wielu z nas dziś na tej ziemi uczestniczyło w jednym lub w obu poprzednich eksperymentach. I ze względu na wiedzę zgromadzoną z naszych poprzednich doświadczeń z powodzeniem wzniesiemy Ziemię, ludzi i planety.

Czego brakowało nam wcześniej, to współczucia i akceptacji innych, różnych od siebie. Dowiedzieliśmy się, że polaryzacja do światła i ciemności nie pozwalają nam odczuwać współczucia i utrzymania pokoju. Tylko poprzez włączenie światła i ciemności w nas i odpowiadające im zjawiska w naszej rzeczywistości, będziemy mogli wypełnić Trzeci wielki eksperyment z powodzeniem w takt planety i wszystkich ras zaangażowanych, znacznie dalej niż zaplanowano rozwój duchowy.

 

 

*Steamroll – zwrot nieprzetłumaczalny – brak takiego słowa w jakimkolwiek słowniku – podobne słowo steam-roller oznacza walec parowy.

 

 

Reklamy

3 sierpnia 2013 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

Zeitgeist

19 czerwca 2013 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

egoizm

Życie własnym życiem nie jest egoizmem.
Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami,
żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności.
[ A.De Mello]
228358_393497677395181_359482984_n

23 grudnia 2012 Posted by | duchowa świadomość, fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

spotkanie rady plemienia ;)

Charles Eisenstein

Dawno, dawno temu, był sobie świat położony z dala od naszego. Nie wiadomo jak daleko od nas się znajdował – w przestrzeni, czasie czy może nawet poza czasem. Ludzie zamieszkujący tamten świat żyli w stanie uniesienia i glownaradości, jakich w naszym świecie mogą doświadczać tylko nieliczni – podczas tych ulotnych chwil, gdy potrafią dostrzec potencjał życia i umysłu.

Pewnego dnia szaman plemienny tamtego świata zwołał naradę. Gdy wszyscy zebrali się wokół niego, przemówił uroczyście: “Przyjaciele, istnieje świat, który potrzebuje naszej pomocy. Nazywają go Ziemią i właśnie ważą się jego losy. Jej mieszkańcy osiągnęli punkt krytyczny w swoim zbiorowym przebudzeniu i bez naszej pomocy ich narodziny nie zakończą się szczęśliwie. Kto jest chętny do wzięcia udziału w naszej misji do tego miejsca i czasu, by służyć pomocą tamtejszej ludzkości?”

“Opowiedz nam więcej o tej misji” – poprosili.

“Cieszę się, że pytacie, ponieważ jest to spawa wysokiej wagi. Wprowadzę was w trans. Będzie on tak głęboki, że stracicie poczucie tego, kim jesteście. Będziecie żyć jak zamieszkujący Ziemię ludzie i na początku całkowicie zapomnicie o swoim pochodzeniu. Zapomnicie nawet naszego języka oraz nie będziecie pamiętać własnego imienia. Pozbawieni zdolności do zachwytu i dostrzegania piękna, które panują w naszym świecie oraz pozbawieni wszechogarniającej miłości, odczujecie ich wielki brak, nie zdając sobie przy tym sprawy, czego tak naprawdę wam brakuje. To co dla nas jest normalne – miłość i piękno – będziecie odczuwać jedynie jako tęsknotę w sercu. Gdy będziecie tak żyć zagłębieni w tym boleśnie popsutym świecie, wasze wspomnienia przybiorą formę intuicyjnej wiedzy, że jednak jest możliwy świat piękniejszy, niż ten, który będzie was otaczał.

W okresie dorastania, wasza wiedza będzie nieustannie kwestionowana. Na milion sposobów będzie wam wmawiane, że świat zniszczenia, przemoc, ciężka praca, niepokój i degradacja są normalnością. Może się zdarzyć, że będziecie całkowicie osamotnieni – pozbawieni sprzymierzeńców dzielących tę samą – jak wy – wizję lepszego świata. Może się również zdarzyć, że popadniecie w głęboka rozpacz, jakiej my w naszym świecie Światła nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Jednak cokolwiek by się nie stało, zawsze towarzyszyć wam będzie iskierka mądrości, która nigdy was nie opuści. Pamięć o prawdziwym pochodzeniu zostanie zakodowana w waszym DNA. Iskierka ta będzie się w was nieustannie tlić, aż do czasu, gdy stanie się zalążkiem przebudzenia.

Wiedzcie jednak, że pomimo odczuwanej samotności, tak naprawdę nie będziecie sami. Ześlę wam wsparcie i pomoc, które jednak wy będzie postrzegać jako cud – jako coś, co przekracza granice waszego pojmowania. Na kilka chwil, godzin lub dni będziecie doświadczać przebudzenia, które pozwoli wam odczuwać radość i piękno takimi, jakimi one są w istocie. Mimo, że planeta Ziemia i jej mieszkańcy pogrążeni będą w cierpieniu, wciąż będzie można dostrzegać tam piękno, jego projekcję z przeszłości i przyszłości i owo piękno będzie obietnicą tego, co jest możliwe i przypomnieniem tego co jest prawdziwe.

dalsza część tego wspaniałego opowiadania na http://alteazgwiazd.wordpress.com/2012/08/15/spotkanie-rady-plemienia/#comment-50  ZAPRASZAM!

30 listopada 2012 Posted by | duchowa świadomość, inspiracja | Dodaj komentarz

umierające delfiny

Wczorajsze moje serwowanie po internecie nakierowało mnie na kilka artykułów dotyczących masowej smierci i samobójstwa delfinów oraz innych dużych ssaków . Film który naprawdę mną wstrząsnął zamieszczam po krótkim streszczeniu materiału 😉 –niestety jako link do całego artykułu

Od kilkunastu lat zdarzają się z różną częstotliwością przypadki nagłych wypłynięć na płyciznę dużej ilości ssaków morskich. Są to zwykle delfiny, ale czasami zdarzają się również większe osobniki zaliczane do wielorybów jak na przykład grindwale. Nie ma pewności, co do przyczyn takich dramatycznych zachowań zwierząt morskich.

Widok plaży zasłanej konającymi waleniami robi wrażenie i tym bardziej nie pozwala na przejście do porządku dziennego nad tak niepokojącym zjawiskiem. Naukowcy, którzy próbują rozpoznać przyczyny tego zjawiska sugerują, że może to być efekt błędów nawigacyjnych. Jeśli tak to nie sposób nie zadać pytania o przyczyny tych błędów. Próba odpowiedzi na to pytanie prawie zawsze będzie nas prowadzić w kierunku wytłumaczenia opierającego się o uznanie tego zjawiska za związane z ruchem biegunów magnetycznych.

Inne próby zamierzenia się z tym zagadnieniem prowadziły w kierunku uznania tego zjawiska za … naturalne. Nowoczesna nauka już tak ma, że gdy dochodzi do obszaru nieznanego to zamiast go badać stwierdza się rytualnie, że no cóż to, co prawda dziwne, ale już tak czasem bywa.

Nagłe masowe samobójstwa morskich ssaków mogą być również związane z działalnością marynarek wojennych różnych państw ze szczególnym wskazaniem na Stany Zjednoczone. Okazuje się, że ludzie zanieczyszczają oceany na różne sposoby, jedną ze szczególnie niebezpiecznych emisji jest hałas, szczególnie w ultradźwiękach. Po prostu sonary mające za zadanie detekcję łodzi podwodnych powodują ból u zwierząt.

Odgłosy emitowane przez armię są dodatkowo uzupełnianie rozmaitymi bojami pomiarowymi. Efekt jest taki, że zwierzęta morskie posługujące się ultradźwiękami trafiają czasami na kakofonię dźwięków, co zmusza je do nurkowania głębiej, aby je trochę wyciszyć. To powoduje jednak, że wzrasta ilość azotu w ich organizmach. Według badaczy może mieć to związek z niewytłumaczalnymi przypadkami wypłynięć na plaże zdezorientowanych waleni. art.http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/samobojstwa-ssakow-morskich-moga-byc-powodowane-przez-dzialalnosc-czlowieka

Znalazlam kilka podobnych sytuacji z delfinami

Dziwne zachowanie delfinów u wybrzeży Kalifornii.

Około 2000 delfinów uciekało przed łodzią rybacko-wycieczkową (uczestnicy tych wypraw łowią ryby i oglądają wieloryby). Zazwyczaj delfiny lubią płynąć razem z łodzią. Nie wiadomo, jaki był powód tej paniki…

Film ktory pokazuje wyskakujące delfiny wprost na plażę http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/kilkadziesiat-delfinow-wyskoczylo-plaze-w-brazylii

Na dniach doszło do masowej śmierci pingwinów … oraz iluś tysięcy ryb

Zastanawiam się co jest przyczyną … może i jest to HAARP a może nasze słońce…

Burza magnetyczna – nagłe i intensywne zmiany pola magnetycznego Ziemi (magnetosfery). Zaburzenia te powodowane przez koronalne wyrzuty masy ze Słońca, powstające w czasie trwania rozbłysków (burz słonecznych), wywołują gwałtowne zmiany parametrów fizycznych wiatru słonecznego. Te z obłoków cząstek naładowanych, które przemieszczają sie w kierunku Ziemi, docierają tam przeważnie po 20-70 godzinach i natrafiają na ziemską magnetosferę. Powodują także istotne zmiany w jonosferze w czasie burzy magnetycznej, która może trwać około dwóch dni. Rozróżnia się początkową fazę dodatnią i następującą potem bardziej długotrwałą ujemną.

Dziwne zachowanie delfinów wyskakujących na plażę miało miejsce 7 marca tego roku a w miediach tego dnia ogłoszono kolejną pojawiającą się burzę magnetyczną http://zmianynaziemi.pl/wideo/trwa-burza-magnetyczna-najwiekszy-napor-nastapi-8-marca-2012 – czy to można nazwać przypadkiem?

Ciekawa jestem czy te wszystkie śmierci i samobójstwa można połączyć z tym własnie wpływem aktywności słonecznych na naszą planetę.. Przy okazji szukając i czytając materiały dotyczące powyższego tematu natrafiłam na artykuł

Na 2013 r. przypada maksimum aktywności słonecznej. Według ekspertów nie zwiększa to prawdopodobieństwa wystąpienia gigantycznej eksplozji na Słońcu, ale faktem jest, że koronalne wyrzuty masy naładowanych cząstek w kierunku Ziemi będą częstsze. Według raportu NAS szansa na mega burzę wynosi 6-7 proc. Jeśli do niej dojdzie, skutki mogą być opłakane, porównywalne z uderzeniem w Ziemię meteorytu.

więcej na ten temat http://www.tvnmeteo.pl/informacje/ciekawoski,49/amerykanie-szykuja-sie-na-najwieksza-katastrofe-w-historii,54347,1,0.html

Wiem ,że te zwierzęta te opuszczają już wymiar ziemski i przenoszą się w wyższe światy ale mimo wszystko patrzenie na akt paniki tak inteligentnych ssaków jakimi są delfiny jest przykre i przygnębiające..

Z drugiej strony po przeczytaniu poniższego artykułu zaczynam znowu zastanawiać sie czy to jednak słońce 😉

http://radtrap.wordpress.com/2012/05/07/haarp-bron-konca-swiata/

15 sierpnia 2012 Posted by | duchowa świadomość | 1 komentarz

Rozwiązanie karmy rodzinnej

fragment ze strony http://jeszua.blogspot.com/2011/05/uwalnianie-sie-od-swojej-rodziny.html

postanowiłam go tu zamieścić z własnych osobistych powodów.. jest to tylko fragment całego przekazu ale dla mnie ten fragment pozwolił na przypomnienie sobie mojej osobistej ścieżki stromą górą na szczyt ,której nikt ze mną nie mógł dzielić ..Zburzyłam pokoleniową karmiczną klątwę ,której zaburzenie spowodowało ogromne zmiany w rodzinie mojego męża i swoją obecnością wniosłam conieco zmian na ziemię która pamiętała stare warunki i sposoby przejawiania sie pewnych wzorców.

 była ONa moją osobistą drogą do własnego wnętrza.. a na samej górze odnalazłam moją świetlaną rodzinę i grupę dusz tak bliską mojemu sercu jak w poniższym przekazie.. polecam ten o to fragmnet

Zadaniem świetlnych pracowników pod względem ich rodziny, jest stać się tym, kim są. 

 Kiedy to uczynią, zakończą pomyślnie swoją misję.  Nie jest ich zadaniem zmieniać ich rodzinę; to nie jest twoim zadaniem, aby zmieniać cokolwiek na zewnątrz poza sobą.  Nie jesteś tu po to, aby ulepszać świat.  Jesteś  tu, aby obudzić siebie.  I tak, kiedy to zrobisz, świat stanie się lepszym miejscem, ponieważ twoje światło będzie mu świecić i przyniesie również innym radość i oświecenie.  Ale nie skupiaj się na świecie, czy to jest twoja rodzina czy jakiś inny związek, w który wchodzisz.

Prawdziwą pracą jest uwolnienie wszystkich tych kawałków strachu i złudzeń opartych na ego, które ty sam zaabsorbowałeś tak głęboko jako dziecko.  Rozpoznawanie tych energetycznych odcisków, które częściowo stworzyły twoją osobowość i uwalnianie tych części, które nie należą do ciebie jest wyzywającym i intensywnym procesem.  To jest tak, jak obieranie wszystkich warstw cebuli; to są ponowne narodziny.

Przez podkreślanie głębi tego wewnętrznego procesu, tych drugich narodzin, nie mam tu zamiaru, aby was zniechęcić.  Z drugiej strony chciałbym, abyście mieli głęboki szacunek dla siebie.  Jesteście najdzielniejszymi wojownikami, jakich znam.  Jesteście pionierami, którzy przez zapalenie swego własnego światła w miejscu ciemności i wrogości, torują drogę dla nowej świadomości na Ziemi.

Nie jest twoją pracą zapalać światła w czyimkolwiek sercu.  Decyzja należy do nich.  Możesz zaoferować iskrę, możesz dać przykład, ale w żadnym wypadku nie jesteś odpowiedzialny za czyjeś przebudzenie.  To jest ważne, aby to uwypuklić, zwłaszcza w związku z waszą rodziną.   Często czujesz instynktownie jako dziecko i bardziej świadomie jako dorosły, że masz ratować swoich rodziców od ich  strachów i złudzeń.  Ponadto, często myślisz, że zawiodłeś w tym przedsięwzięciu.  Czujesz, że naprawdę nie byłeś w stanie pomóc swoim rodzicom w sposób, w jaki sobie wyobrażałeś.

Ten sposób myślenia opiera się na błędnej percepcji, na czym naprawdę polega prawdziwe pomaganie i jakie jest twoje zadanie w związku z twoimi rodzicami.  W rzeczywistości sytuacja jest taka. Od twoich narodzin, zaczynasz absorbować energie swoich rodziców bardzo mocno tak, jakby były twoimi własnymi.  Nie łatwo możesz rozróżnić, gdzie ty się zaczynasz, a gdzie oni się kończą.  Ponieważ absorbujesz również ich strachy i złudzenia, stykasz się intymnie z ich emocjonalnymi obciążeniami.  Możliwe, że te obciążenia były im przekazane przez kilka generacji z każdej strony rodziny.  Może były karmiczne przyczyny, oznacza to, że taka sama kwestia powtarzała się wielokrotnie, aż „zaklęcie zostało odczynione”.  To możesz nazwać karmą rodzinną.  Mogły to być kwestie związane z zachwianiem równowagi między męską i żeńską energią, czy energiami wynikających ze starych tradycji niewolnictwa, czy kwestii dotyczących pewnych chorób, itd.  Tego rodzaju karmiczne obciążenie jest rozwiązane wtedy, kiedy energia zablokowana wewnątrz zostaje uwolniona i wtedy nie przechodzi do następnego pokolenia.  Karma rodzinna jest rozwiązana, kiedy przynajmniej jeden członek rodziny przerywa połączenie przez uwolnienie siebie z emocjonalnego obciążenia, które absorbował od dzieciństwa i to mogło nawet być w jego genach.

Członek rodziny, który „odczynia zaklęcie” robi to przede wszystkim przez pomaganie sobie.  Tak jest, gdy skupienie jest na twoim własnym wewnętrznym wzrastaniu i ekspansji.  Ten wzrost i ekspansja ma wpływ na „energię rodziny”.  Otwiera to możliwości dla członków tej rodziny, aby również znaleźli wyjście.  Świetlny pracownik, który uwolnił się emocjonalnie od ślepej uliczki, dostarcza innym w tej rodzinie energetycznego szlaku.  Osiąga on to przez swoją wewnętrzną pracę i tym, czym dzięki temu promieniuje, nie przez próby czy popychanie innych do zmian i posuwania się do przodu.  Co on oferuje swojej rodzinie energetycznie, to jest możliwość na zmianę.  Jego energia odzwierciedla możliwość zmiany dla nich i to jest wszystko, co on powinien zrobić.

Czy członkowie rodziny wykorzystają ten szlak, całkowicie zależy od nich.  Nigdy nie jesteś za to odpowiedzialny, ani twoja duchowa misja nie zależy od czyjejś decyzji do zmiany.  Mogłeś uwolnić się z karmicznego obciążenia, którym twoja rodzina cię obarczyła i być za to wyśmiany czy odrzucony przez nich, a mimo to twoja misja będzie całkowicie udana.  Zmiażdżysz hipnotyczną kontrolę, której karmiczny wzorzec wisi nad pokoleniami rodziny.  A jeśli masz dzieci, emocjonalne obciążenie nie będzie na nich przeniesione. Taka jest misja twojej duszy.

Wyobraź sobie, że mieszkasz w dolinie, która jest całkiem jałowa i wysuszona.  Wszyscy z twojego społeczeństwa mówią ci, że nie możesz opuścić tej doliny – że to jest wszystko, co jest.  Wydaje się, że jesteś jedynym, który pamięta, że istnieją dużo bardziej żyzne i zielone ziemie niż ta.  Więc po wielu rozważaniach, decydujesz się popróbować swojego szczęścia i wydostać się z tej doliny. Wspinaczka w górę wymaga wielkiej ilości siły i energii.  Nie tylko dlatego, że droga jest bardzo stroma, nie ma tam żadnych znaków drogowych, żadnych wskazówek.  Kiedy wspinasz się, zostaje po tobie przetarty szlak. W pewnym momencie wydostajesz się z tej doliny i krajobraz, który leży przed tobą obezwładnia cię radością i sensem rozpoznania.  Wiedziałeś, że jest coś tam, co wyglądało dużo bardziej jak Dom, niż ziemia, na której się urodziłeś.  Entuzjastycznie spoglądasz w dół i szukasz swojej rodziny.  Chciałbyś,  aby się do ciebie dołączyli i zachwycali się tymi wspaniałymi widokami.  Chciałbyś podzielić się swoim zwycięstwem.  Ale nikogo tam w dole nie widzisz, a kiedy zauważasz daleko jakichś ludzi, oni wcale nie wyglądają na zaciekawionych twoją podróżą.

To jest to, co zdarza się często duszom świetlnych pracowników.  Proszę was, abyście nie opłakiwali straty swojej rodziny w tym względzie.  Zaoferowaliście im wielką usługę przez wyjście z doliny, przez zrobienie przejścia i zostawienie szlaku.  Ten szlak zostanie tam i będzie użyty pewnego dnia przez kogoś, kto zechce wspiąć się z tej specyficznej doliny.  Ten szlak jest przestrzenią energetyczną, którą dla nich udostępniłeś.

To budowanie tego szlaku było twoim celem, gdy urodziłeś się z tymi rodzicami i w tej rodzinie.  Nie jest twoim celem, aby wyprowadzić rodzinę z tej doliny, czy też wynieść ich stamtąd na swoich ramionach!  To nie jest twoje zadanie.  Ilekroć próbujesz metaforycznie przenieść czy wyciągnąć swoich rodziców czy rodzinę na górę po tym stromym wzgórzu, utrudniasz swój własny rozwój i ewentualnie będziesz rozczarowany i pozbawiony złudzeń.  To nie jest sposób duchowego wzrostu i alchemii.  Ci, których kochasz i chcesz dzielić z nimi swoje światło, mogą zdecydować, aby mieszkać w tej dolinie przez następne stulecie albo dłużej.  To zależy od nich.  Ale pewnego dnia, w ich własnym czasie, odkryją mały szlak, który prowadzi pod górę i pomyślą: “Hej, to jest interesujące, idźmy pod górę i spróbujmy; już nie mam dobrej zabawy tu na dole”.  I wyruszą.  Zaczną swoją własną podróż wewnętrznego wzrostu, swoją własną wspinaczkę do światła.  I czyż to nie jest cudowne, czyż nie jest to szczególnie cenne, że oni znajdą oznaczenia i szlak, którymi mogą się kierować?  Będą musieli przedostawać się przez swoje własne zmagania, ale zauważą zostawione dla nich światło przewodnie, które oświetli ich podróż.  Jako pionier oczyściłeś przejście przez dzikie i nieznane terytoria i droga utorowana przez ciebie będzie używana z wdzięcznością i szacunkiem.

Aby naprawdę być wolnym i odzyskać swoje mistrzostwo jako niezależna duchowa istota, musisz odpuścić swoją rodzinę, w której się urodziłeś.  Musisz ich odpuścić nie tylko jako ich dziecko, ale także jako ich rodzic.  Niech wyjaśnię to podwójne powiązanie.  Dziecko w tobie musi uwolnić nadzieję, że twoi rodzice zaoferują ci bezwarunkową miłość i bezpieczeństwo.  Musi ono zwrócić się po to do ciebie i musisz mu pomóc odpuścić gniewną, smutną i rozczarowaną część dziecka, które czuje się zdradzone przez swoich rodziców.  To jest część dziecka.  Również musisz odpuścić część ciebie, która chce być rodzicem swoich rodziców.  To jest typowe dla duszy świetlnego pracownika, że w pewnym momencie, gdy dorosną, zaczynają czuć się rodzicami swoich rodziców.  Z powodu ich wrodzonego pragnienia by nauczać i uzdrawiać i ich rozwiniętej duchowej świadomości, często wyraźnie widzą strachy i złudzenia swoich rodziców i chcą ich uzdrowić.  To może spowodować dużo walki z twoimi rodzicami, ponieważ twoje pragnienie by im pomóc, jest często splecione z nieświadomą potrzebą rozpoznania, kim naprawdę jesteś. Innymi słowy, zranione dziecko przez ciebie przemawia, kiedy próbujesz pomagać swoim rodzicom i to prowadzi do katastrofy, kiedy próbujesz pomagać innym przez swoje zranione części.  W rezultacie będziesz bardziej zraniony, a twoi rodzice będą zdenerwowani i zagubieni.

Odpuszczenie twoich rodziców oznacza uwolnienie się od pragnienia, aby ich zmienić.  Musisz zrozumieć, że nie jest twoim zadaniem, aby ich gdzieś doprowadzić.  Twoja misja polega na interesowaniu się własną drogą – to wszystko.  Po tym, jak naprawdę rozstaniesz się ze swoimi rodzicami, odpuszczając podwójne powiązanie, zauważysz, że nowa przestrzeń otwiera się pomiędzy tobą a nimi, dużo bardziej wolna i otwarta.  Jeśli jeszcze żyją, stosunki z twoimi rodzicami mogą stać się mniej napięte, ponieważ energie wyrzutów i poczucia winy opuszczą scenę.  Z drugiej strony, możesz poczuć, że nie chcesz już ich odwiedzać tak często.  Może być brak wspólnych zainteresowań.  W każdym przypadku, poczujesz się wolniejszy w tych relacjach, ustanawiając swój własny kurs przez życie, bez potrzeby ich aprobaty czy skłonności do gniewu i irytacji, gdy oni się z tobą nie zgadzają.

W twoim życiu możesz teraz nawiązywać kontakt z ludźmi, którzy należą do twojej „duchowej rodziny”, twoja duchowa rodzina nie ma nic wspólnego z biologią, genami albo dziedzicznością.  To jest rodzina bratnich dusz.  Często znasz ich z minionych żyć, w których łączyła was przyjaźń, miłość albo wspólna misja. Jest bardzo łatwo ci być z nimi w dobrych stosunkach, ponieważ łączy was wewnętrzne podobieństwo; należycie do tej samej rodziny.  To jest pewnego rodzaju doświadczenie powrotu do Domu.  To, co sprawiało, że czułeś się najpierw inny i samotny wśród innych ludzi, teraz staje się fundamentem twojego połączenia i wzajemnego rozpoznania.  Tworzenie silnej więzi z twoją duchową rodziną jest prawdziwym źródłem radości w ziemskim życiu.  Kluczem do pozwolenia temu na wejście do twojego życia, to znalezienie swojej własnej drogi „poza doliną” i rozpoznanie światła wewnątrz. Gdy możesz dostrzec swoje własne światło w środowisku, które nie odbija go z powrotem do ciebie, stajesz się niezależny i wolny.  Uwolniony od karmicznych aspektów swojej historii, strachów i złudzeń, które cię wstrzymywały, przyciągniesz związki do swojego życia, które opierają się na miłości i szacunku, i które odzwierciedlają twoją rozbudzoną boskość.

27 października 2011 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

świetlany pracownik..

Często zastanawiacie się, na czym naprawdę polega praca świetlnego pracownika. Co to oznacza: rozprzestrzeniać światło, czy też przynosić uzdrowienie innym ludziom? Jest to pytanie, którym chciałbym się zająć dzisiaj. Przede wszystkim musimy bliżej się przyjrzeć relacji pomiędzy ludźmi, w której jedna z tych osób pomaga drugiej. Chciałbym wykazać, że coś dziwnego dzieje się w waszym społeczeństwie jeśli chodzi o rozróżnienie, jakie się wprowadza pomiędzy zdrowym i chorym, czy też pomiędzy całym a uszkodzonym.
Gdy idziecie do lekarza z jakimś problemem zdrowotnym, jesteście „chorą osobą, która potrzebuje leczenia”. Lekarze mają wiedzieć coś, czego wy nie wiecie. Oni są ekspertami, a wy bardzo łatwo nabieracie odczucia, że wasze zdrowie jest w ich rękach. Całkiem podobnie jest wtedy, gdy macie problemy emocjonalne lub mentalne. Gdy ludzie widzą terapeutę, psychologa czy uzdrowiciela, milcząco zakładają, że ci fachowcy mają jakąś ponadprzeciętną wiedzę czy umiejętności, które pomogą im rozwiązać ich problemy. Sam sposób, w jaki definiowana jest relacja pomiędzy pacjentem a doktorem, czy też klientem i terapeutą, sprawia, że coś wydarza się w sposobie postrzegania siebie samych w obydwu zaangażowanych w to stronach.
Ustalając tę relację tak, że jedna osoba wydaje się mieć większa wiedzę i wgląd, niż ta druga, sugeruje się ludziom, że klient potrzebuje terapeuty/uzdrowiciela/lekarza by dostać to, czego mu brakuje, a czego nie może dać sobie sam. Przyjmuje się, że terapeuta jest cały i zdrowy, i dostarcza światła i uzdrowienia komuś, kto jest chory i/lub zdekompletowany. Z tego punktu widzenia terapeuta lub uzdrowiciel wyprzedzają klienta i posiadają coś, co mogą przekazać komuś, komu brakuje tej wiedzy czy możliwości.

Z perspektywy duchowej pogląd ten jest fałszywy i zniekształcony. Od samego początku ustawia was w niewłaściwej pozycji. Jednakże jest to pogląd głęboko zakorzeniony w waszym społeczeństwie, w odniesieniu zarówno do fizycznej, jak i psychicznej opieki zdrowotnej. Zauważcie jak łatwo poczuć się kimś mniejszym niż osoba, do której idziecie po poradę natury medycznej czy duchowej. To wy jesteście tymi, którzy mają problem, a oni tymi, którzy posiadają rozwiązanie. Jest to powszechna pułapka dla tych, którzy na co dzień zajmują się pomaganiem innym – tak bardzo identyfikują się z rolą pomagającego, że nie umieją się od niej uwolnić. Określają siebie za pomocą tej roli i to sprawia, że uzależniają się od klientów czy pacjentów, a pacjenci od nich. Klient może mieć poczucie, że potrzebuje pomocy kogoś, kto ma ich wyleczyć czy uzdrowić, ale ten, kto pomaga, potrzebuje też klienta – aby podtrzymać swój wizerunek tego, kto pomaga: znającej się na rzeczy, potężniejszej osoby, która ma chęć podzielić się swymi osiągnięciami z ludźmi w potrzebie. W takiej sytuacji w łatwy sposób powstają niezrównoważone relacje, które koncentrują się wokół władzy i zależności.
Praca na rzecz światła jest czymś zupełnie innym. Aby zrozumieć, na czym to naprawdę polega, czy też na czym polega duchowe uzdrawianie, musicie porzucić tradycyjny wizerunek „terapeuty, który pomaga klientowi” czy „lekarza, który leczy pacjenta”. Musicie porzucić sam pomysł, że pomaganie polega na dawaniu czegoś komuś. Sam pogląd, że tej drugiej osobie czegoś brakuje, szkodzi ich uzdrawiającemu procesowi. Prawdą jest, że jedynym sposobem by innym ludziom pomóc, jest uświadomienie im ich własnej mocy i możliwości samouzdrowienia. Oznaką dobrego nauczyciela jest to, że jawi się raczej jako mniejszy, niż jako większy. Prawdziwi nauczyciele zachęcają was, abyście odzyskali swą moc i nie sugerują, że jesteście mali, biedni i zależni od kogokolwiek innego. Prawdziwi nauczyciele nigdy nie występują w roli autorytetów. To głupie. Prawdziwym darem uzdrowiciela jest uświadomienie innej osobie jej wewnętrznego autorytetu – faktu, że jest ona bożą iskrą i posiada już całą wiedzę, jakiej potrzebuje.
Prawdziwe uzdrawianie jest bardzo proste. Nie wymaga rozbudowanych metod i wiedzy. Mówię tu o uzdrawianiu duszy. Oczywiście, problemy fizyczne mogą wymagać pomocy ekspertów w dziedzinie medycyny, którzy posiadają bardzo konkretną wiedzę i umiejętności. Jednakże uzdrawianie duszy jest bardzo proste. Jeśli zejdziecie do korzeni zarówno psychicznych, jak i fizycznych problemów ludzi, natraficie tu gdzieś na pogląd, że są oni bezradni, niegodni, niewarci miłości, samotni i skazani na niepowodzenie.
Fundamentalnym powodem problemów jest to, że ludzie czują się odłączeni od swojej prawdziwej istoty, od iskry boskiego światła, którą naprawdę są. Uzdrawianie ludzi polega na pomocy w otwieraniu dostępu do pamięci o Domu, na przypomnieniu im o ich doskonałym pięknie, sile i niewinności.
Jak to zrobić? Przede wszystkim nie istnieje tu żadna ustalona metoda czy lekarstwo. Nie jest to mechaniczna procedura. Jest to przekaz energii, który może wydarzyć się na wiele sposobów. Wrócę jeszcze do tego. Po drugie, nikt nie wyzdrowieje, jeśli nie zdecyduje się otworzyć na to uzdrawianie. Nie można siłą nikogo wyleczyć. To ich własna decyzja. W rzeczywistości prawdziwe uzdrawianie jest czymś w rodzaju cudu: to narodziny nowej świadomości w duszy. Jest to dziełem każdej z tych osób i nie da się tego przewidzieć z wyprzedzeniem.

W życiu każdego człowieka istnieją momenty, w których staje przed wyborem pomiędzy ciemnością i światłem. Ciemność reprezentuje poddanie się samo-osądzaniu, samo-nienawiści, negatywnemu myśleniu i strachowi. Światło reprezentuje otwarcie się na dobroć, przebaczenie, radość i obfitość, które są prawdziwymi oznakami boskości. Wybór należy do was. Nawet jeśli najpiękniejszy anioł zaprasza was, byście uwolnili się od przeszłości i wkroczyli w królestwo Boga, co oznacza ponowne stopienie się z iskrą Światła, którą jesteście, to wy o tym decydujecie. Jeśli wciąż jesteście pogrążeni w bardzo negatywnych obrazach siebie lub innych ludzi, jeśli ulegacie wpływowi strachu i gniewu, możecie nawet nie zauważyć tego anioła. Tak naprawdę anioł uzdrawiania zawsze jest blisko was. Jest nim wasza wyższa czy też prawdziwa jaźń, wasza boskość, która stara się wam przypomnieć o tym, kim jesteście.
Czasami spotykacie w waszym życiu ludzi, którzy spełniają przez chwilę rolę uzdrawiających aniołów. Mogą nawet nie być tego świadomi, ale przypominają wam o tym, kim naprawdę jesteście. Dzięki sposobowi, w jaki was słuchają albo rozmawiają z wami, iskra waszego prawdziwego „ja” pojawia się nagle w waszej świadomości i czujecie się radośni i zainspirowani po tym, jak mieliście z nimi kontakt. Może zainspirować to was do wybrania drogi światła i podjęcia życiowych decyzji, które służą waszej wyższej jaźni, waszej prawdziwej pasji i miłości życia. Obecność anioła może posłużyć wam jako przypomnienie i stanowić klucz do zmiany waszego życia, ale nawet wtedy jest to wasza decyzja, by zawierzyć i dokonać tego skoku w nieznane. Tylko wy możecie sprawić, by wydarzył się cud!
Możecie spotykać uzdrawiające anioły w waszym życiu, i prawdopodobnie też sami byliście w wielu przypadkach takim aniołem dla innych ludzi, nawet jeśli o tym nie wiedzieliście. Chcę w ten sposób ukazać, na czym polega działalność świetlnego pracownika. Nie chodzi tu o leczenie czy naprawianie ludzi, nie chodzi o proponowanie rozwiązań dla ich problemów. Nie chodzi o uczenie ich określonych umiejętności, ani o wiedzę czy zasady etyczne. Wszystkie te działania wychodzą z założenia, że czegoś im brakuje, że są mali i bezradni. Duchowe uzdrawianie odwraca ten obraz do góry nogami.
To, co ofiarowujecie komuś, jeśli ma to stanowić duchowe uzdrawianie, jest tak naprawdę zmianą sposobu postrzegania. Zamiast skupiać się na ich problemach, ich sprawach i ich poczuciu słabości, koncentrujecie się na ich esencji, ich całości, ich promiennym, olśniewającym pięknie. Jeśli duchowy uzdrowiciel ma rzeczywiście coś komuś dać, to jest to dar prawdziwej wizji. Jeśli umiecie spojrzeć poza czyjś ból, gniew, strach i samo-destruktywne zachowanie, i ujrzeć w ich twarzy anioła światła, obdarzacie ich czymś bardzo cennym. Widząc ich prawdziwą esencję, delikatnie przywołujecie ją i zapraszacie, by się ukazała. Gdy dostrzegacie czyjąś prawdziwą moc i wewnętrzne światło – nawet jeśli nie pokazują oni tego na powierzchni – w pewien sposób wołacie tę osobę po imieniu. Nie ma nic potężniejszego niż usłyszenie swojego prawdziwego imienia.

wybrane fragmenty ze strony http://jeszua.blogspot.com/2011/07/sciezka-pracownika-swiata.html

Bóg nie jest ograniczony przez formy. Bóg jest czystą, stwórczą świadomością, i łączy się z formami materialnymi w czasie i przestrzeni, by doświadczać życia na niezliczone sposoby. Poczujcie teraz kim jesteście w tym wielkim, boskim przepływie: jedną iskrą światła w oceanie żywej świadomości – ale iskrą niezniszczalną, która obdarza całość swym unikalnym wkładem. Poczujcie nizniszczalną moc w sobie, jest ona tu na wieki. Jesteście częścią Boga.
Wasza świadomość jest w boski sposób twórcza. Wybieracie swoją życiową ścieżkę i doświadczenia. Nawet jeśli często nie odczuwacie tego w ten sposób, będąc w ludzkiej formie, głęboko w waszym środku istnieje siła stwórcza, która projektuje pewne kluczowe wydarzenia w waszym życiu i przyciąga do was doświadczenia, których macie doznać, po to, aby rozumieć, wzrastać i rozwijać się. W istocie nigdy nie jesteście ofiarami tego świata. W swoim rdzeniu nigdy nie jesteście tak naprawde bezradni czy załamani. Ponieważ w tym rdzeniu istnieje iskra Boga, który mówi „tak” doświadczeniom, przez jakie przechodzicie w swej cielesnej formie, i który wie, że możecie się z nich uczyć, aby wasza świadomość stawała się jeszcze szersza i bardziej współczująca.

Obejmijcie tę wewnętrzną siłę stwórczą, która przyciągnęła was do życia, jakiego teraz doświadczacie. Obejmijcie swoje życie ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami. Macie moc, by przeżyć je dobrze. Waszym największym spełnieniem będzie to, że przypomnicie sobie kim jesteście, wciąż będąc w ludzkiej formie, pośród wymagań życia na Ziemi. Przypomnienie sobie, kim jesteście, pozwoli waszej iskrze boskiego światła w pełni połączyć się z waszą ludzką jaźnią. Oddanie się tej iskrze nieograniczonego, stwórczego światła wewnątrz was zmieni wasze życie i życie innych ludzi również.
Wy, którzy czytacie te słowa, i czujecie się przyciągani do energii Chrystusowej, jesteście tymi, którzy tęsknią za tym, by świecić swym wewnętrznym światłem na świat. Tęsknicie za przejawianiem się jako pracownicy światła, co oznacza, że czujecie pragnienie rozprzestrzeniania światła i podnoszenia świadomości na Ziemi. Wasza pasja jest czysta i prawdziwa; pochodzi ona z rdzenia tego, kim jesteście, z waszej duszy. To ta iskra Boga wewnątrz was prowadzi was ku temu pragnieniu, gdyż dla Boga naturalne jest dzielenie się radością, światłem i współczuciem. Zawsze, kiedy czujecie się szczęśliwi, wyrażając to, kim naprawdę jesteście, czujecie również szczęście Boga, ponieważ wy i Bóg w sercu jesteście jednością!

zapraszam wszystkich do całego przekazu

27 października 2011 Posted by | duchowa świadomość | Dodaj komentarz

truman show…

dziś podczas rozmowy z moją znajomą wynikł bardzo ciekawy temat ktory chciałabym rozwinąć tutaj.. na blogu..

zaczełyśmy rozmowę od bardzo przyziemnych spraw a po chwili zamysł tego tematu pociagnał mnie w jakąś przestrzeń gdzieś ponad nami .. czytałam co do mnie pisze ale patrzyłam w jakiś punkt i samo to doświadczenie pozwoliło mi spojżeć na życie ziemskie trochę w inny sposób…

dostrzegałam to już wielokrotnie ale dzis uświadomiłam sobie po raz kolejny jak zmienia sie ,,widzenie świata,, kiedy człowiek sie budzi…

jak w tytule… sądzę że wielu z nas oglądało ten film.. z Jimem Carreyem w roli głównej..

  dzis dokładnie tak zobaczyłam ziemskie życie…  niby wielu z Nas to wie ale inaczej jest to w jednej chwili zobaczyć z innej perspektywy .. jakbym staneła przed tymi dużymi telewizorami i zobaczyła ludzi w codziennej bieganinie i żyjących w iluzji świata fizycznego uważając go za jedyną prawdziwą rzeczywistość…

kiedy człowiek sie budzi to w pierwszech chwili nie wie ktora rzeczywistosć jest tą prawdziwą..  nie wie czy to co nas otacza jest snem czy prawdą…  ale kiedy już to odnajdzie zaczyna patrzeć na otacząjący go świat jakby widział go po raz pierwszy… a ludzie którzy gonią za codziennością życia fizycznego nie potrafią zobaczyć nic po za tym co widzą..

 co sie czuje? złość ,żal?  czy raczej bezsilność?? narasta w nas jakiś bunt i w pierwszej chwili czujemy sie oszukani.. jak Truman.. ale za wszelką cenę chcemy wydostać sie po za ograniczającą nas rzeczywistość…

chyba w takim punkcie jestem… choć czasem może i mam odczucie że trochę dalej ale z bliska jest ONA dokładniej taką chwilą jak ta o której mówię

choć strach przed nieznanym czasem paraliżuje moje kroki to ciekawość prawdy pozwala mi wejsć na takie schody do góry.. jak Truman zobaczył w swoim śnie na jawie… w swoim życiu jakie prowadził w tym filmie

tracę przy tym czasem poczucie rzeczywistości ale ma już to inne podłoże… gubię sie w projekcie życia na ziemi… patrząc na ludzi otępionych iluzją jaka ich otacza i czuję sie tym czasem przytłoczona..

ja przez cały czas myślałam że idę w drogę w pojedynkę a tu okazuje sie że mimo wszystko przez cały czas jestem połączona ze wszystkim i we wszystkim jestem… ale jako odrębna jednostka 

coraz mniej bywam w zatłoczonych miastach… a jak jestem to nie wychylam sie po za swoją rzeczywistość.. i jestem wtedy jak inni -będąca w iluzji swojego życia…. ale nie zawsze.. czasem zatrzymuję i sie i jestem obserwatorem… wychodze po za tą ściśle określoną ramę społeczeństwa… 

wiecie co sie zmieniło? czasem nie rozumiem o czym Ci ludzie mówią… w jakim języku rozmawiają.. to juz jest chyba cecha ludzi przebudzonych…  patrzysz będąc świadoma innej rzeczywistości … spuszczam głowę i idę dalej przed siebie.. .jak w filmie przeżywam swoją iluzję życia… coraz bardziej przenikam światy…. jak w matrixie..

4 lutego 2011 Posted by | duchowa świadomość | , , | 4 Komentarze

masowa śmierć zwierząt..

 

mogę powiedzieć że bardzo rzadko udzielam sie w tematach , które budzą … zainteresowanie większej ilości społeczeństwa    (zazwyczaj wynika z tego zbyt dużo zamieszania i chaosu i zaczynam słuchać opini innych a nie własnego serca)     ale ten temat zwierząt bardzo mnie zainteresował.. może nie z powodu -wyjaśnienia -dlaczego tak sie dzieje choć jest w tym ukryty taki powód ..  ale zaciekawienie tym tematem spowodowały nadchodzace zmiany jakie sama czuję… w otoczeniu ,w atmosferze.. w sferze ducha..

parę dni temu na moim forum Miaune podsuneła -link.. do tego włąsnie tematu.. i dziś zasiadłam aby o tym -porozwarzać..              

 może podeprę swoje rozmyślania tym tekstem który czytam..

 źródło.. http://www.schodamidonieba.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=880:zupenie-jak-na-flash-forward&catid=44:swoje&Itemid=53

Zacznę od tego, że nikt na razie nie zaproponował przekonywującego wyjaśnienia masowej śmierci zwierząt. I jest to znaczące, biorąc pod uwagę fakt, że pierwsze  doniesienia o śmierci ptaków pochodzą z połowy grudnia 2010,  a po ptakach z Arkansas (31 grudnia 2010), kiedy zrobiło się  głośno o całym zwierzęcym dramacie, zanotowano ponad 50 przypadków śmierci różnych zwierząt na całym świecie.

Wiadomo, że ginęły ptaki wolno żyjące, ginęły też ptaki w niewoli (800 papug z Afryki Południowej zmarło kilka dni temu w czasie transportu samolotem), giną miliony ryb, zginęły kraby, giną koniki polne w ilościach rzędu setek tysięcy, ginął gady i różne gatunki morskich zwierząt. Wiadomo też, że ginął wszędzie, czyli w Ameryce, w Chinach, w Indiach, w Australii, w Europie i w Afryce. Ginął o różnych porach i wciąż w niewyjaśnionych okolicznościach. Dzisiejsze doniesienia (14 stycznia) to tysiące marteych ryb w Morzu Kaspijskim.

Nie stwierdzono NIGDZIE choroby u ptaków. Stwierdzono w wielu przypadkach ślady traumy, szoku, wstrząsu a także uszkodzenia narządów oddechowych i często połamane kości. W przypadku ryb pojawiały się pojedyncze doniesienia o ich zatruciu lub chorobie, ale nie zostały one potwierdzone w statystycznie istotnej ilości przypadków.

…. Faktem jest, że wiele wskazuje na zbliżające się przebiegunowanie Ziemi i tak naprawdę nikt z nas nie wie, jak to przebiega. Poprzednie było około 700 tysięcy lat temu…

bardzo ciekawym tekstem jest ten który zamieszczam poniżej..

Teraz w skrócie istota przekazu Jeffreya:
Każda forma życia na naszej planecie – a także cała nasza planeta, nasze Słońce i wszystkie gwiazdy i galaktyki dookoła  – są manifestacją DUSZ. Różnych dusz, większych i mniejszych, starszych i młodszych. Dotyczy to także nas – ludzi, oraz zwierząt. Nasze ciała – podobnie jak i ciała zwierząt, – jak mówi Jeffrey – są  AVATAREM swojej duszy, która się tak właśnie manifestuje w naszej trójwymiarowej materialnej rzeczywistości. Dusze są wielowymiarowe, więc to, co znamy jako ciało, jest tylko jedną z wielu ich manifestacji. I są dusze pojedyncze – „okupujące” jeden wehikuł (ciało), ale i są dusze zbiorowe – zajmujące więcej niż jedno fizyczne ciało. I tak ptaki, ryby, mrówki, insekty – są  manifestacją duszy zbiorowej, czyli takiej, która się manifestuje pod postacią wielu ciał jednocześnie.

Każde ciało żyje, o ile dusza jest do niego „podpięta”. Jeżeli dusz z jakichś powodów przestaje być „podpięta”, ciało umiera. Dotąd przekazuję wiedzę, która nie jest żadną sensacją, wielu z nas jest zaznajomionych z takim widzeniem rzeczy. Ale zaczyna być ciekawie, jeżeli się tę wiedzą połączy z masową śmiercią zwierząt.

Albowiem, jeżeli dana dusza się „odpina” to giną jej AVATARY, czyli ciała, które są jej manifestacją w naszym świecie. To jest intrygujące spostrzeżenie, albowiem to jest pierwsza znana mi koncepcja, która tłumaczy dlaczego ginie tylko JEDEN gatunek ryb w danej rzece, tylko JEDEN gatunek ptaków, albo tylko CZĘŚĆ jakiejś większej grupy – a nie jej CAŁOŚĆ!. Wszelkie koncepcje typu zatrucie, HAARP, linie pola magnetycznego i tym podobne nie mają sensu w przypadku opisywanych przypadków, albowiem te zjawiska musiałyby dotyczyć WSZYSTKICH gatunków ryb, czy ptaków na danym terenie, a nie tylko wybranych. Więc to jest pierwsze – moim zdaniem interesujące – spojrzenie na kwestię masowej śmierci zwierząt. Ma też jedną ciekawą zaletę – zupełnie pomija technologię i szuka rozwiązania na poziomie duchowym.

Teraz pytanie, które stawia Jeffrey brzmi: DLACZEGO niektóre dusze się „odpinają” od swoich AVATARÓW? I czy one się „odpinają”, czy coś/ktoś je „odpina”? Tutaj się zaczynają SCHODY – dla jednych DO NIEBA, dla innych niekoniecznie. Otóż Jeffrey nawiązuje do znanych przekazów  o tajemniczej fali energii, która zmierza w stronę Ziemi. Te przekazy krążą wśród społeczności alternatywnych od kilku lat, choć najbardziej chyba nagłośnił je JAMES z WINGMAKERS, o czym niegdyś pisaliśmy na Schodach. Tak czy owak różne źródła zapowiadają falę nieznanej nam energii, która ma omyć naszą planetę gdzieś na przełomie 2011/2012 i… hm… zresetować nas, nazwijmy to w ten sposób. Jeffrey twierdzi, że dla wielu wysoko rozwiniętych dusz, które się manifestują właśnie w postaci zbiorowych AVATARÓW moment uderzenia tej fali w Ziemię będzie bardzo niebezpieczny. I że to jest powodem, dla którego owe dusze się „wypinają” ze swoich manifestacji…

kiedy po raz pierwszy natrafiłam na opis masowych śmierci wiedziałam ,że stoi za tym jakieś ,,pole magnetyczne,, -tak to czułam…   potem pojawiła się wzmianka odnośnie zaobserwowanych statków zmierzających w naszą stronę czułam ,ze moje sny związane z tym co ma sie wydarzyć -nie są fikcją a wizją przyszłości..( o tym pisałam już tu na blogu )

 wiele dusz opuszcza ten wymiar..  i myślę że to sie zacznie nasilać..

tak jak w tym artykule jest to napisane –  Jeffrey twierdzi, że dla wielu wysoko rozwiniętych dusz, które się manifestują właśnie w postaci zbiorowych AVATARÓW moment uderzenia tej fali w Ziemię będzie bardzo niebezpieczny. I że to jest powodem, dla którego owe dusze się „wypinają” ze swoich manifestacji… mam poczucie prawdy z tym związane..

kiedy ja zaczełam swoją pracę nad s0bą wielokrotnie powtarzano mi -że mam mało czasu.. zresztą dzis już nie tylko mnie tak mówią.. (opiekunowie lub istoty prowadzące) czas co dla niektórych dobiega końca..

 mam odczucie też ,ze to co napisane jest w tym artykule że zacznie sie w maju tego roku- jest też prawdą.. trochę mnie to martwi.. .ale sądze że to strach… przed zmianą ,która i tak mnie czeka 

 kiedy mimo wszystko gdzieś w świadomości jest przybliżony ,,obraz,, lub ,,określony czas,,  to łatwiej jest przystosować sie do tego.. myśląc o dacie 21.12.2012 ma sie to poczucie czasu.. wiem ,ze jest to błędna ocena ale….

to tylko data jak jedna z wielu… 

 sądze ze 90% rozwijających sie duchowo też gdzieś podświadomie o tym pamięta.. ale kiedy pojawia sie data -za 4 miesiące… to wkrada sie strach… i to poczucie ,że naprawdę mam mało czasu…

wczorajszej nocy miałam kolejny sen … związany ze statkami….  wyraźnie je słyszałam.. ale kiedy miałam stanąć oko w oko z istotą która weszła do mojego dom -strach wybudził mnie ze snu….  był tak bardzo realistyczny i tak dobrze go pamiętam…

statków nie było widać.. ktoś mi powiedział że one są jakby za zasłoną wymiaru i nie mogę ich zobaczyć ale bardzo dobrze je słyszę..  kiedy po obudzeniu sie zobaczyłam kontem oka przesuwającą sie postać w nogach mojego łóżka byłam gotowa wyskoczyć z łóżka i zapalić światło.. ale usłyszałam –to tylko my.. od opiekuna..  odebrali w mgnieniu oka mój strach….

gdyby któryś zechciał mi sie pokazać w tamtej chwili to chyba bym zawału dostała.. .. naprawdę nie radzę sobie z tym -strachem..  

          dlaczego tak boję sie tych statków?   jeżeli tak samo jest z tymi ,,duszami zbiorowymi,, i one też czują strach przed tą energią to rozumiem je dlaczego opuszczają te ciała.. ale biorąc też i pod uwagę to ,że giną w traumatyczny sposób to raczej bym też powiedziała -ze ktos im w tym pomaga.. moze w ten sposób zaczeły sie juz pierwsze -przeniesienia ?  w wyższy wymiar?  wybrane gatunki… ?

a może przesieldenia na nową planetę?

mam odczucie ,ze ja bardzo dobrze wiem -co sie dzieje…  dlaczego tak jest… ale skoro nie mogę o tym pisać? bo czuję nagle pustkę w głowie ? to znaczy że wystarczy to co napisałam…  jest wiele prawd i wiele powodów.. wiele też poziomów postrzegania.. sądzę że indywidualność nasza daje nam sznasę odnalezienia prawdy dla siebie… 

 tej która jest..

                                                                                 uzupełnienie

dzis analizując owy sen przypomniałam sobie ,że owa postać przenikając drzwi mojego domu stwarzała pole światła które pojawiło sie z jej wejściem .. Ona stwarzała to światło które pozwalało jej przenikać materię..
ale po chwili ono wyblakło.. ta postać miała na sobie skafander… tego jestem pewna i była niskiego wzrostu..
przypomniałam sobie tez co poprzedziło słowa opiekuna – to tylko my – kiedy kontem oka zobaczyłam przesuwającą sie postać w lewą stronę łóżka to ktoś nałożył mi jeszcze jeden obraz -idących 3 szarych w stronę mojej osoby w tym łóżku.. i wtedy poczułam ogromny strach… to był obraz podsunięty.. choć teraz już nie jestem tego pewna … ale czuję ,ze to sie wydarzyło … moze i nawet tamten pamiętnej nocy kiedy obudziłam sie sparaliżowana.. to było jak cofnięcie w czasie..
ale to wszystko nakłada sie na siebie tu i teraz.. i kiedy ktoś by mnie zapytał czy naprawdę oni byli wtedy czy teraz -nie odpowiem.. bo nie wiem..

Cd nastąpi

28 stycznia 2011 Posted by | duchowa świadomość | 12 Komentarzy

kody duszy…

temat ten przyszedł tak niespodziewanie ,ze w pierwszej chwili byłam zaskoczona jego treścią.. ale dziś rozumiem już z czym miałam okazję sie zmierzyć i co w sobie odkryć..  i jak niespodziewanie zmieniło to moje postrzeganie… 

parę dni temu odpisując na komentarz Livi : http://salontajemnic.wordpress.com/

mam czasem odczucie ,ze ja znam to wszystko ,ze to pamiętam ale ta błona która zasłania mi to co znajduje sie za nią uniemożliwia mi -zobaczenie..
nie wiem ,czy dane mi jest doświadczyć powrotu tej pamięci tu na ziemi.. zdaję sobie sprawę ,ze mogę nigdy tu ,w tym wymiarze nie dojść do prawdy którą nosze w sobie.. wiem ,że mam założone kody ktorych nie da sie rozszyfrować .
są pewne bariery ,których nie przejdę.. bo sama się przed tym zabezpieczyłam..
i tego jestem pewna bo to -pamiętam..
teraz dochodze też do innych prawd… lęków przed hipnozą itp.. przed ingerencją innych osób … w moje istnienie tutaj.. jasnowidzów ,wróżek itp…
że ktoś po prostu złamie te zabezpieczenia ,które w jakis sposób mnie chronią i dają mi poczucie bezpieczeństwa..
jeżeli cos dzieje sie na bezpiecznej płaszczyźnie czy poziomie czuję totalny spokój.. tak samo jeśli chodzi o różnych ludzi ,uzdrowicieli którzy mają czyste intencje -też czuję spokój a nawet opiekunowie kontaktowali mnie z takimi ludzmi..
coś kiedys musiało sie wydarzyć.. dla mnie- co sprawia że sie boję.. skoro dzis jestem tu gdzie jestem to znaczy ,że udało mi sie wydostać.. z tego miejsca… ale jednak cos sercem pamiętam… i lęki powracają..

 dostałam wgląd w swoją pamięć i zrozumienie dlaczego reaguję na pewne zdarzenia w taki a nie inny sposób..

poczułam nagle jak ta prawda mnie przenika…jak jest częścia mnie…

zauważyłam już niejednokrotnie w swoim życiu że są pewne bariery ,które nie pozwalają mi przejść progu.. który założony daje mi ograniczenie bycia w ściśle określonych ramach.. są one dość gumowe ale… kiedy siegam wyżej .. nad swoją głowę po wiedzę i kontakt ze swoją wyższą istotą -czuję zaporę… to tak jakbym zajżała w pustkę… to taka przestrzeń w której nie ma nic… żadnej pamięci ,zapisu zdarzeń ,wiedzy ,obrazów… pusto…

większość swojego życia zastanawiałam sie -co mnie blokuje… próbowałam obejść te blokady ,oczyszczałam to wahadełkiem ,szukałam na arkuszach powodów ,przyczyn i sposobów odblokowania tego…  czy cos sie zmieniło? tak..

podpowiedzi które wtedy dostawałam były wogóle po za zasiegiem mojego zrozumienia ale dzis gdy sobie to przypomniałam -rozumiem- wszystko pokazywało mi na -pierwotne programowanie duszy, programy z przed wcielenia, program opuszczenia ,oddzielenia … że to co jest we mnie pochodzi z ,,innego świata,, jakby z przed wyjścia z raju…  jedyną drogą jest rozmowa z duszą… ale ja wtedy nie potrafiłam tego zrobić..

zaczełam być świadoma energii , wpływów jej na nasze życie , miejsc ktore potrafią ,,oblepić ,,nasze ciało a także doświadczyć jak bardzo nasze myśli potrafią przygniatać i obciążać nas samych… nie ma znaczenia jak nazywasz te energie -ale one istnieją naprawdę.. 

dopiero teraz rozumiem ,.ile takich barier w swoim obecnym życiu pokonałam ale zupełnie inne ,,warunki,, sprawiły że te bariery zostały przekroczone.. nie moja praca wahadłem , nie praca z arkuszami ale otwartość serca ,która z każdą chwilą zrozumienia wartości życia pokonywała kazdą dzielącą mnie przeszkodę od bycia taką jaką jestem.. czystą sobą .. czyli rozumienia życia z poziomu serca….

kiedy osiągnełam pewnien poziom ,ktory wytyczyłam sobie na swojej drodze -usłyszałam głos opiekuna… pomógł mi zobaczyć co w sercu swoim trzymam…

wtedy przyszedł kolejny etap zrozumienia ,ze owe kody i blokady są założone przeze mnie i przeszkody z ktorymi walczyłam myśląc ,ze ktoś inny mi to robi są mną… są moją barierą.. moim ograniczeniem w postrzeganiu świata ,życia i istnienia każdej istoty.. (to są blokady ,które ciągnę za sobą od dawien dawna i cały czas nad tym pracuję ,zmienia sie tylko sposób postrzegania ich przez otwieranie siebie i poszerzanie swojej świadomości)  dlaczego siebie ograniczyłam? dlaczego stworzyłam pustą przestrzeń? dlaczego w taki sposób ?

 był to jeszcze etap mojej drogi w ktorym usilnie starałam sie ,,ratować ,,innych z czarnych sieci złych mocy…. dopiero kiedy zrozumiałam czym jest prawo karmy… czym jest doświadczanie i nauka zrozumiałam ,że ingerując w życie innych wkraczam w ich wolną wolę… nie ma przypadków bycia tutaj .nie ma przypadków i złych losów.. to nasz wybór… i kiedy stanełam przed samą sobą z przed podjecia decyzji doświadczenia tego wcielenia -zrozumiałam ,że nic w tym życiu nie jest po to aby zrobić mi krzywdę a drogą którą obrałam dla pokonania swoich słabości ,ograniczeń i uwolnienia siebie od więzów przeszłości… tu pojawiły sie moje kody….

nie potrafiłam wejść w zapis tego czego one tyczą ale otwarcie mogłam powiedzieć ,ze wiem ,ze jeszcze nie czas na…. i że kiedy zostana spełnione warunki ktore mają sie pojawić to dopiero przejdę na dalszy etap.. i ja sama zabezpieczyłam siebie przed ucieczką lub złym wyborem…  zrozumiałam ,ze moje lęki przed poznaniem przyszłości i ingerencją innych ,,ludzi,, w moje życie moze zniszczyć to co sobie ułożyłam jako plan tego wcielenia…. całe życie sie tego wystrzegałam a spotkanie sie z jasnowidzem czy inną osobą zajmującą sie ,,wgladem w życie,, wywoływało reakcje wycofywania sie i strachu… że cos mogą odkryć.. (strach to chyba najlepsza zasłona)

podjęłam nie jednokrotnie złe wybory -taka jest moja opinia.. każdy z Nas jest sędzią dla siebie samego i aby móc zmierzyć sie z możliowścia wyboru założyłam sobie tą przestrzeń pustą abym nie siegała do pamięci już raz podjętych decyzji.. abym jako ja -czysta dusza wybrała to co jest dla mnie najlepsze…  nie pamietając …

co sie okazało? kiedy po raz kolejny analizowałam swoją drogę tu na ziemi podczas tego wcielenia okazało sie ,ze wybrałam tak samo.. przyczyna leżała gdzie indziej… w zapisie … w mojej duszy…..

teraz kiedy patrzę na to wszystko z miejsca w którym jestem -rozumiem… dlaczego zablokowałam siebie… i rozumiem ,ze każdy z Nas czasem błednie określa sytuacje..  już nie spuszczam głowy jak kiedyś.. nie cierpię w środku… ale podnoszę głowę do góry ze łazmi i mówię -wiem.. rozumiem… i to mnie opuszcza… czuje sie tak jakbym zdejmowała bardzo ciezki pancerz.. który nie tylko ograniczał moje czucie , poznanie miłości ale przede wszystkim -akceptację samej siebie.. taką jaką jestem…

czułam sie nie doskonała ,czułam sie słaba… i pamietam siebie jako tą ,ktora wybierała ciezkie wcielenia ,pracowała ponad siły aby zdobyć tą siłę ,wytrwałość i pewność siebie…

te kody które były moim zabezpieczeniem przed wejściem wgląb mnie i ukryciem tego co w sobie skrywam nie były wcale po to abym czuła sie bezpieczniejsza… były moim ograniczeniem w byciu -czystą istotą.. w akceptacji siebie jako tą która zostałam stworzona…  wszelkie braki ktore chciałam uzupełnić wbrew pozorom nimi nigdy nie były…

a jak to zrozumiałam ?

 parę dni temu opowiadałam Jonahan.. mojej dobrej znajomej ,jak odkryłam w sobie te zabezpieczenia i jak cieszę sie ,że byłam na tyle silna aby zalożyć je przed zejściem tutaj.. i że daja mi tyle bezpieczeństwa.. po chwili czuję jak moja twarz sie zmienia i słyszę –one wcale Ciebie nie chronią.. one zawsze Ciebie ograniczały.. i zobaczyłam to…. zrozumiałam jak bardzo sie myliłam…

ale gdyby nie ta cała droga…. to nie zrozumiałabym …. moze już zbyt długo targałam na sobie ten pancerz? może już czas był na to abym przeszła na kolejny etap na kole ewolucji?  

KODOWANIE DUSZY>> to nasz indywidualny oscylacyjno wibracyjny kod…

 na który składa sie  wszystko czego doświadczyliśmy ,tego kim byliśmy i tego czego nauczyliśmy sie na naszej drodze ewolucji..  ale ten pierwotny kod ,ktory nadany nam jest przy stworzeniu jest czystym programem ,tą czystą esencją duszy…                        jak dziecko.. które z czasem nabiera nawyków i nie zawsze są one właściwym ,,wspołgrającym programem z tym naszym wibracyjnym kodem..  dlatego przeróżne sytuacje jakie nas spotykąją pomagają nam rozegrać to w taki sposób aby nasz kod -ten własciwy odzyskał swą wibracyjną siłę.. wszystko co nas spotyka jest po to aby po raz kolejny być sobą..  czystą esensją duszy.. pierwotnym kodem…  ale gdyby nie poznanie … próby innych ról … przeróżne scenariusze życia nie potrafilibyśmy docenić -jak pięknymi istotami jesteśmy…

nie potrafie tego wyrazić słowami..  nie potrafię tego opisać… ale wiem jaka jestem.. jak patrzę na wszystko ,jak to odbieram ,jak czuję i kiedy jestem sobą…  chyba po raz pierwszy czuję sie szczęsliwa ,że taka własnie jestem.. ja.. tą którą sie stałam.. przy stworzeniu… zaistnieniu…

najważniejsza jest czakra 4 ..

 pozwolić pełnej mocy miłości na dotarcie do mojego serca i …uwierzyć w siebie

18 stycznia 2011 Posted by | duchowa świadomość | , , , | Dodaj komentarz

wojownik światła…

Każdy wojownik światła bał się kiedyś podjąć walkę.

 Każdy wojownik światła zdradził i skłamał w przeszłości.

 Każdy wojownik światła utracił choć raz wiarę w przyszłość.

Każdy wojownik światła cierpiał z powodu spraw, które nie były tego warte.

Każdy wojownik światła wątpił w to, że jest wojownikiem światła.

 Każdy wojownik światła zaniedbywał swoje duchowe zobowiązania.

 Każdy wojownik światła mówił „tak”, kiedy chciał powiedzieć „nie”.

 Każdy wojownik światła zranił kogoś, kogo kochał.

 I dlatego jest wojownikiem światła. Bowiem doświadczył tego wszystkiego i nie utracił nadziei, że stanie się lepszym człowiekiem.”

 

kiedy usiadłam dziś przed komputerem… czułam pustkę , ból i smutek…

zaczełam szukać czegoś co wyjaśni mi mój stan… 

nie mogłam uwierzyć ,ze zaczełam szukać w przegladarce -grafiki-  ciemnej strony…  wojowników nocy ,rycerzy mroku..

… i poczułam że za czymś bardzo tęsknię.. 

 wiem  ,że w moim sercu jest gdzieś ukryty.. obraz.. postaci w ciemnej szacie z założonym na głowę kapturem.. . wędrowcem który nocą przemierzał górskie szlaki i doliny w poszukiwaniu swojej miłości … i z misją ,którą wytyczył mu ktoś  u ,,góry,, –  podążał przed siebie…

jest jakby częścią mnie… kimś kogo czuję sercem i z kim jestem związana uczuciowo.. od dziecka o nim śniłam.. widywałam go w pelerynie , ciemnej szacie na czarnym koniu..  stał na jakimś wzgórzu.. a potem odwracał sie i odjeżdzał..

czuję też , że jakaś część mnie samej wędrowała razem z nim po górskich szlakach.. walczyła po stronie światła… ..sprzeciwiając sie złu… i stawiając czoła wszelkim ciemnym stworom..   choć on sam nigdy nie uważał siebie godzien bycia istotą czystą..   był wojownikiem nocy…

kiedy oglądałam filmy fantazy… i pojawiały sie postaci które walcząc po stronie dobra skrywały swoją twarz za zasłoną szaty ,kaptura… czułam jak moje serce na jedną chwile zatrzymuje swoje bicie… pamiętam też ,że kiedy czytałam ,,mnicha,, Williama Hallahana to z zapartym tchem wczuwałam sie w rolę -Tymoteusza.. który szukał odkupienia ratując.. dzieci z purpurową aurą…Tymoteusza wysłano na ziemię pod postacią maga ,ktory miał wędrować przybierając strój kapłanów wszystkich religii -hinduskiego mnicha ,chrześcijańskiego pastora lub księdza ,rabina, muzułmańskiego mędrca.. zawsze w towarzystwie bullmastiffa…

….kroki ,teraz wyraźne ,zdecydowanie zmierzały w jego kierunku .z początku był to amorficzny kształt schodzący w dół zbocza. ubrany w jakaś ciemną szatę …twarz miał ukrytą w cieniu głęboko nasunietego kaptura…  fragment z ,,mnicha,,  

  ta książka stała mi sie bardzo bliska.. jakby odkrywała jakaś część mnie samej ,która budząc sie odnajdywała swoje powołanie.. na ziemi ..

mineło spopro czasu od dnia kiedy odłożyłam ją na półkę.. może nawet i z 15 ziemskich lat? może więcej? ale jakiś czas temu powróciła pamieć i tęsknota… i znowu postać z marzeń sennych powróciła..

   widzę Go jako strażnika mocy , rycerza ktory nie ujawnia swojego imienia ale podąża ścieżką światła i staje na skraju mroku walcząc z niesprawiedliwością i ciemną stroną… a potem znika…  rozpływa sie w świetle słońca… a ja budzę sie każdego dnia czując jego oddech i obecność .. jego energię obok mnie.. czuję jak pochyla nademną swoją głowę..  ale nie widzę jego oczu… skrywa swoją twarz.. pod zasłoną kaptura..

mogłabym powiedzieć sercem ,że wizje które pojawiają sie przede mną są częścią mojego doświadczenia ,częścią mnie samej a pamięć która otwiera okno swojego istnienia ….  jest nie tylko prawdą jaką nosze w sobie ale jest.. częścią dalszej mojej wędrówki… jaką prowadzę…

czasem czuję siebie   strażnikiem  lecz nie pamietam czego strzegę …    wojownikiem światła który podąża ścieżką wytyczoną mi przez ,,Boga,, 

 wędrowcem ,ktory spełniając swoją misję szuka utraconej części siebie… i miłości…. chyląc głowę przed Bogiem i czując sie winna  lecz nie pamiętam już za co….                           ale nadal szukając odkupienia podążam… przed siebie z misją którą obrałam …

 …… jesteśmy jednym i tym samym…..

któregoś dnia podniosę sie z rzeczywistości w której trwam… i razem z nim powrócę do światła… i już nie osobno ale razem pod postacią wojowników światła będziemy tą drogą -podążać…

5 stycznia 2011 Posted by | duchowa świadomość | , , , | 2 Komentarze

tęsknota za domem….

 

Podczas przechodzenia ze świata dusz do jakiegoś świa­ta fizycznego jest tak, jakby otworzyły się  drzwi i widzisz ścia­ny czegoś, co wydaje się być korytarzem, rurą wirującą w obie strony.Potem otwierają się następne drzwi, typu portalowego, i już jesteś na miejscu. M.Newton 

 

 

 czym jest miejsce za którym tak tęsknię?  który świat sercem pamietam?

 

  gdzie jest ten świat?  …

***********************************************************

pamiętam istoty ,ktore prowadziły tam życie… nasze istnienie było oparte na innych zasadach niż na ziemi.. nie pamiętam pożywienia jakie jada sie tu ale miejsca gdzie ładowalismy sie ,,światłem,, i zasilaliśmy nasze ciała…

pamiętam tych ,którzy sprawowali nad nami kontrole -istoty w długich szatach ktore nazywaliśmy -mistrzami….  niektórzy wyglądem przypominali mędrców..inni znacznie młodsi w wyglądzie naszych -przełożonych… opiekunów..

  wiem ,że pobieraliśmy tam nauki… że nasze życie było tylko poczatkiem istnienia i nauki w tamtym wymiarze ..przygotowaniem….

 nie pamiętam siebie jako dziecka.. ale jako -nastolatke…(tak mogę określić siebie wzgledem czasu ziemskiego) jakby od takiego czasu nastapiło moje wcielenie…  ale wiem ,że byłam młodą duszą.. ..  dostałam ciało ,ktore miało mi pomóc na drodze doświadczania… 

  od tamtego życia mineło wiele ,wiele wcieleń… ale mogę określić to tak… jakbym po prostu z tamtego świata wyruszyła w ,,świat,, aby zebrać nauki , osiągnąć zrozumienie i doświadczenie ktore jest i było mi potrzebne … do własnego wzrostu…. do dojżałości ,ktorej tamten świat nie był w stanie mnie -przygotować..

 kim byłam.. i jakie było moje zadanie ?… nie wiem… ale uczę sie poznawać siebie i przypominam sobie … dlaczego tu jestem… i po co tu przyszłam…

kiedy po raz pierwszy zobaczyłam siebie w tamtym ,,świecie,, zapłakałam… i tak bardzo zatęskniłam za tamtym miejscem… że nie chciałam już tu -być….

tęskniłam za tamtym światem ,za energiami ktore tam czułam ,za przejawem miłości ktore otaczało każde istnienie z osobna… i wszystkich razem… i pamiętam… tylko tyle…. potem jak przez mgłę moją wędrówkę pomiędzy światami, lekcje ktore zaliczałam i światy które zwiedzałam… one są.. moje wspomnienia .. za zasłoną i czasem coś sie przebija…

pamietam sale wykładowe…. które opisywane w książkach Newtona… dawały mi niesamowite możliwości powrotów do -tamtych chwil.. pamietam siebie jak z ,,notatnikiem,, pod pachą wysłuchując dawanych mi lekcji  zapisywałam to wszystko aby pamiętać (to jest oczywiście przenośnia ponieważ w tamtym swiecie odbywa sie to trochę inaczej ale to są jedyne słowa jakie mogę przybliżyć do tego co … pamiętam i jak siebie widzę..)  zawsze byłam bardzo poważna… i ze skupieniem przyjmowałam wiedzę ,ktora mogłam przyswoić sobie do wykorzystanie tego w -innych światach.. 

pamietam tez siebie ,kiedy zasiadałam na takiej -ławeczce na skraju łąki? nie potrafię tego nazwać… widoku.. miejsca..

 ale pamiętam że nasze chodzenie było inne niż to ziemskie… nie było przyciagania… jak tu… unosiliśmy sie nad ziemia ,nad wodą i bez problemu można było wzbić sie w powietrze… ale wiekszość z tych ktorych pamiętam -chodziła -suneła po ziemi…

ten świat był ubogi ale zarazem niesamowicie bogaty … ubogi to znaczy – skromny…

domy byłu puste… bez żadnego sprzętu -nie pamietam niczego takiego jak widze tu na ziemi.. ale krajobrazy niesamowicie bogate w kolorystykę odbijającą  kolory ktorych tutaj -nie ma.. tamte barwy -żyją…

dzis przypominają mi ,że miejsce o którym pisze nie ma tylko jednego księżyca a jest ich kilka… tak samo jak niebo nocą ma inne odbicie gwiazd i planet…  ale mimo obrazów ktore dostaje -nie wiem…. gdzie to miejsce jest…  ktory to wymiar… nie pamietam …. albo nie mogę pamietać..

 kiedy nadszedł nasz czas wyruszenia po -nauki … było głośno na temat ,,ziemi,,  tu sie zaczynało    życie , praca ,,projektantów,, czy inżynierów genetyki –pomaga mi opiekun….

 … pamietam ,ze kilkoro z Nas poprosiło o -bycie tu i uczestniczenie w tym wielkim -projekcie… nawet zobaczyłam taki gest pokazania ręką – tam… czyli jakby w tafli wody pokazał się obraz ziemi… a Ci ktorzy o tym mówili wskazywali to miejsce…  wiem ,że to była ziemia…

 ja mimo usilnej chęci trafiłam w ,,inny wymiar,, … taka była wola tych ,ktorzy Nas prowadzili…

  z tego wymiaru pamiętam inne budowle.. bardziej blokowisko ale inaczej usytuowane niż na ziemi. i poziomy na ktore przechodziło sie takimi specjalnymi drzwiami ktore były zamykane na -szyfr… 

 pamiętam też miejsce do ktorego powracało się po doświadczeniach w innych wymiarach….. kojarzy mi sie z taką dyżurką przy ktorej siedziała istota a na blacie leżał plik papierów -lista , ktorą trzeba było podpisać…  i pamietam nawet ,że to było po moim wcieleniu w Rzymie…. ktore bardzo emocjonalnie przeżyłam.. stałam niedaleko tej -dyżurki i widziałam powracających z ,,ziemi,,??  nie wiem skąd ale prowadzeni byli przez istoty wyższe…

 pamiętam ,że trafiłam do grona istot ,ktore pracowały wtedy na rzecz innych istnień i tworzenia rzeczywistości do ktorych my nie mielismy dostepu…  byliśmy jeszcze za młodzi… mam odczucie ,ze tak właściwie szukałam cały czas swojego ,,powołania,, jako istnienie…   wiem ,ze inności każdego z Nas są tak rożne że jako istoty potrzebujemy czasu i nauki aby odnaleźć drogę… ktorą pdążymy… i w kierunku ktorym sie doskonalimy…  czuję siebie -kimś takim.. kto próbuje odnaleźć swoje mocniejsze strony istnienia i odnaleźć spojność z pracą którą mogę wykonywać.. na rzecz innych istot…                              a może i to już -odnalazłam? …….                      nie pamiętam….

…….. nie wiele więcej mogę powiedzieć ponieważ ogranicza mnie świat w ktorym jestem…  i warunki ,ktore przyjełam przychodząc tutaj… … poddaniu sie postrzegania istnienia z wymiaru w którym teraz jestem…  czasem to mnie własnie – przytłacza….

Przybycie na Ziemię przypomina podróżowanie z dala od rodzinnego domu do jakiegoś obcego kraju. Pewne rze­czy wydają się znajome, ale większość wywiera dziwne, obce wrażenie, dopóki się do nich nie przyzwyczaimy; zwłaszcza surowe i bezwzględne warunki. Nasz prawdziwy dom jest miejscem, w którym panuje absolutny spokój, pełna akcepta­cja i doskonała miłość. Jako dusze oddzielone od domu, nie możemy już dłużej utrzymywać, że te piękne cechy nadal nas otaczają. Na Ziemi musimy nauczyć się radzenia sobie z nietolerancją, gniewem i smutkiem, jednocześnie poszukując ra­dości i miłości. Nie wolno nam po drodze utracić prawości, poświęcić godności dla przetrwania ani przybierać posta­wy wyższości bądź niższości wobec ludzi wokół nas. Wiemy, że życie w niedoskonałym świecie pomoże nam docenić praw­dziwy sens doskonałości. Przed podróżą w to inne życie pro­simy o dar odwagi i pokory. Gdy rozwiniemy naszą świado­mość, wzrośnie też duchowa jakość naszej egzystencji. Wła­śnie w ten sposób poddaje się nas próbie. Przeznaczeniem naszym jest przejść ją pomyślnie. Michael Newton

tęsknisz za domem… wiemy ,że wolałabyś już być -po naszej stronie..

 dlatego abyś w spokoju mogła przejść to życie tu na ziemi i dokończyć swoje zadanie -zalecono nam abyśmy za bardzo nie zagłębiali sie w świat ,z którego pochodzisz.. parę razy próbowano przypomnieć ci -dom twój.. zawsze kończy sie tak samo -płaczem z Twojej strony.. nawet widok naszych twarzy.. powoduje u Ciebie tęsknotę ,ból i płacz..

 a przecież jesteśmy tu obok aby Ciebie wspierać.. możesz nas dotknąć ,poczuć… ale ograniczenie twojego widzenia daje ci to niekomfortowe uczucie -oddzielenia.. ale to błedne odczucie..

ograniczenie świata fizycznego przestało już być problemem w kontaktach naszych… rozumiemy sie bardzo dobrze i dobrze nam sie razem współpracuje.. ale gdzieś w środku… w Tobie jest ta tęsknota.. i jest tak silna ,że nie możemy nic zrobić aby zrekompensować Ci to ,ze tu jesteś…

czasem jeszcze mam takie dni ,że chcę uciec.. co prawda jest już to coraz rzadsze.. moze dlatego ,ze dzieki pracy nad sobą odnalazlam prawdę dla której tu jestem?  i dlatego ,że odnalazłam cel swojej drogi? 

 nie wiem.. wiem ,że nadal tęsknię.. nadal patrze w niebo i próbuję zbliżyć sie myślami do domu… tak jakbym była rozdarta na pół.. czasem jest dobrze a czasem …. jestem zmęczona… 

ale wiem też ,ze jeszcze nie czas.. jeszcze muszę coś tu zrobić.. nie wiem co -bo nie pamietam na tym poziomie na którym jestem… ale moja dusza -tak… to trzyma mnie zgodnie z planem ktory obrałam.. dodaje mi sił i odwagi… kiedy siegam tego zapisu czuję sie jak rycerz ,lojalny wobec własnych postanowień..

jest wielu z nas –Gwiezdnych Dzieci ,ktore nie potrafią tu sie odnaleźć.. tęsknią za domem nawet nie wiedząc -gdzie on jest.. jak ja..

wiem ,że jest bardzo daleko… w innej przestrzeni .. w innym wymiarze… ale kiedy próbują mi to przypomnieć – bardzo emocjonalnie do tego podchodzę.. już sama nie wiem ,czy nauczyłam sie tego na ziemi ,czy przyszłam z tym tu.. jako ja … z uczuciem tej ogromnej tesknoty..

nie mam żalu że tu jestem ponieważ mój nauczyciel przypomniał mi ktoregoś wieczoru naszą rozmowę z przed mojego obecnego wcielenia..( i dzieki temu ) dało mi to poczucie prawdy i zrozumienia.. i spokoju duszy.. przestałam szukać powodu do ucieczki..  i zaczełam dalej sie uczyć.. zagłębiać w istote swojego istnienia..

wiem ,że każdy z nas ma takie same możliwości na swojej drodze ducha.. wszystko zależy od nas samych.. od naszego wkładu w nasze doświadczenia.. od naszego poświecenia sie dla siebie samych.. 

 Ci którzy Nas prowadzą pomagają nam każdego dnia w zmaganiach codzienności… a Ojciec Niebieski otacza swoją miłością…

za to dziekuję istotom ,ktore są….  a Ojcu za …  za dar istnienia…

4 stycznia 2011 Posted by | duchowa świadomość | , , , | 5 Komentarzy

nasze wcielenia – pewnien wspólny schemat.. cz.2

(część druga pierwszego rozważania nad wspolnymi doświadczeniami… pomiedzy mną a kilkoma wspaniałymi duszami ,ktore poznałam tu na ziemi)

……..kiedy dalej zagłębiałam się z Małgosią w nasze życie, zauważyłam że schemat istnieje na wyższych płaszczyznach doświadczania..

mogę to określić trochę inaczej.. w naszym zyciu jest zapis pewnych doświadczeń które muszą się –wydarzyć .. i mamy na zrealizowanie tego pewien okres w swoim obecnym wcieleniu.. zazwyczaj mieścimy się w tej skali. Jak nie to przyśpieszane są zdarzenia aby nam to umożliwić..

obie jesteśmy w tym samym wieku więc mi łatwiej było to wszystko przeanalizować.. kiedy weszłyśmy na drogę duchową ,od kiedy wszystko się w naszym życiu zmieniło i w którym miejscu obecnie jesteśmy.. obie jeździmy ta samą marką samochodu i dokładnie w tym samym kolorze.. obie mamy podobną drogę .. i nasz sposób podejść do pewnych zdarzeń zbiega się w ten sam cel.. obie farbujemy włosy na czarno i wspominamy takie same przeżycia w obecnym wcieleniu.. te same problemy były udziałem naszego doświadczania..

kiedy w moim życiu pojawiła się Madzia.. to analiza schematu nabrała tempa.. dołączyła kolejna istota wcielona ,która ma ten sam zapis doświadczeń.. powiem ,ze nawet jeszcze bardziej zbliżony do mojego własnego..

mimo tego że jest od Nas młodsza to i tak zaczeła swoją drogę dokładnie w wieku 31 lat tak jak każda z nas zaczeła.. ma tak samo jak ja 3-je  dzieci i przechodzi w swoim życiu te same upadki i wzloty..

widze w tej drodze ten sam obrany kierunek.. rozmowy z duchami ,walka z demonem i problemy z własną akceptacją siebie.. do tego niskie poczucie wartości i odrzucenia, brak wiary w swoje możliwości …. te same programy do przerobienia.. .. podobny sposób myślenia … i u mnie i u niej zaczęło się od śmierci Ojca.. i próbą kontaktu z –tamtym światem..

kiedy patrzę na Swoją drogę to wiem czego mogę oszczędzić Madzi.. przed czym ją ostrzec i w czym pomóc aby szybciej sobie poradziła. Sprawdza się to..

**                                    **                                **                            **                             **

jedno tylko w tym przypadku się zmienia –tempo dochodzenia do pewnych wniosków życiowych –jakby nie było czasu na rozciagnięcie tego w czasie –jak na przykład u mnie czy Gosi.

Kiedy ja zaczęłaś ,,iść swoją drogą,, była ona zupełnie inna niż ta ,którą szły znajome mi osoby –a też związane to było z rozwojem duchowym..

 nikt wtedy nie rozumiał mojego sposobu postrzegania a ja nawet nie próbowałam nikomu tego tłumaczyć..jakbym wiedziała że nic tym nie zyskam.. i jakiś wewnętrzny strach ,ze może ktoś powie mi coś co zawróci mnie z obranej drogi? … ?….?

Moja droga jest i była związana i oparta na kontaktach z ,,istotami,, które całe życie właściwie prowadziły moją ,,istotę,, tu na ziemi..i czego zawsze byłam pewna…

 kiedy próbowałam coś na ten temat powiedzieć spotykałam się z burzą protestów ,ze to nie właściwe co robię..

Nauczyło mnie to .. że to co jest dla Mnie dobre wcale nie musi być akceptowane przez innych ani być dla innych dobre.. ale ja saam nie tylko czuję się z tym dobrze ale w tym kierunku idzie moja droga w tym wcieleniu..teraz jestem tego pewna..

Dopiero kiedy zaczełam czytać wszelkiego rodzaju książki związane z channelingiem czy pracą nad zgłębianiem naszej istoty istnienia na podstawie regresji inkarnacyjnych czy duchowych –poczułam wspólną drogę..

Nie tylko dlatego ,ze to jest dla mnie w tym zyciu –fascynacją ale dlatego że do tego dażę  –do poznania tego, zgłębiania tej wiedzy i pozwala mi to na osiagnięcie celów zamierzonych przez moją duszę.. to tak jak mi kiedyś opiekun powiedział -przyszłaś tu po to aby doświadczyć duchowosci z poziomu fizyczności.. i tak jest.. tym żyję…

Kiedy zaczełam rozwijać w sobie to do czego zostałam tu na ziemi –przygotowana ,zaczełam poznawać ludzi ,którzy tak jak ja tego samego chca doświadczać ,tą samą wiedzę zrozumieć i z tym samym się zmierzyć…

Po Małgosi i Madzi pojawiła się kolejna istota – Livia…. Teraz Ela..

Wszystkie nas coś łaczy.. ale wiem ,ze jeszcze nie czas abym to zrozumiała – samo odkrycie tego związku daje niesamowite uczucie spełnienia i radości –tak było w przypadku Małgosi..

To było niesamowite doznanie –przepełnienie mnie dziwnym uczuciem.. i jakimiś ukrytym znaczeniem tego stanu.…

Kiedy poznałam osobiście Małgosie i po dwóch dniach naszej znajomości –siedziałyśmy naprzeciw siebie przy stole u niej w domu –nagle dostałam obraz który był bardziej uczuciem niż wizją –własnie Małgosi jako istoty ,która jest kimś takim jak ja –która pochodzi z tej samej cywilizacji i jest mi bliska energetycznie… te same prowadzenie… to samo istnienie w tamtej przestrzeni energetycznej.. i patrząc na nią czułam jak płyną mi łzy.. takie łzy pamietam stojąc na tarasie patrząc w gwiazdy i tęskniąc za domem… ****     ****      ****

kiwnełam tylko głową i cicho powiedziałam –jesteś jedną z nas..

I wtedy zrozumiałam…. Że będzie na mojej drodze ich coraz więcej.. ..takich jak ja…

Kiedy poznałam się z Madzią to ona czuła to samo względem mnie jak ja miałam okazję doświadczyć wcześniej względem Gosi– przytuliła się do mnie mówiąc –mam wrazenie że tak bardzo za tobą tęskniłam –siostro… takie słowa już kiedyś usłyszałam – od Anamel… jest wcielona i była pierwszą napotkaną mi bratnią duszą tu na ziemi…. i jest… nadal…

Jest to niesamowitym doświadczeniem i jak bardzo ważnym w tym życiu skoro spotykamy się wiedząc ,ze pochodzimy z tego samego miejsca po za ziemią..?? nie muszę jej wiele tłumaczyć, odbiera mnie nie tylko na poziomie fizycznym.. i moje słowa ,rozmowy mają naprawdę to odzwierciedlenie w doświadczeniu jakiego wcześniej nie miałam..

Kiedy odezwała się do mnie Livia czułam niesamowicie przejawiającą się radość ,że Ona jest…. Że jest kimś nastepnym i czułam to jak tylko zobaczyłam jej zdjęcie … tą radość…

Wszelkie nasze rozmowy ,opisy ,przeżycia są prawie takie same… w tym życiu.. kolejna osoba ,która idzie przez to wcielenie z znanym mi dobrze schematem doświadczeń i do tego jej sposób postrzegania wielu rzeczy ,zdarzeń czy energii jest prawie identyczny z moim… kazda z nas doświadcza trochę inaczej wizji ,czucia ale.. mam wrażenie ze to jest raczej dopełnieniem całości..

I nie sądze ,że jest to zbiorowa świadomość..

 odebrałam te wszystkie istoty  po energiach…  po energiach które mają wspólną cechę… coś co wyłapuję ale jeszcze nie potrafię,, nazwać,,.. –jeżeli w ogóle jest potrzebne określenie na to… ale do każdej istoty czuję coś -innego..

teraz Ela …  jest jeszcze Ola ,Asia…i Iwonka… choć Iwonka jest duszą trochę rózniącą sie od nas -pewnością siebie i z pewną odwagą podchodząc do życia fizycznego..

 wiem ,ze cel ten jest z góry ustalony.. wiem też że wszystkie nasze spotkania nie są przypadkowe a są kierowane przez istoty wyższe które nad tym wszystkim czuwają.. mieliśmy się tu –odnaleźć… nawet jeżeli bardzo dawno się nie widziałyśmy… to tak jakbyśmy były –zbierane..

kiedy ja zaczełam komunikowanie się z istotami ,które mnie teraz prowadzą –usłyszałam – przyjdzie czas i odnajdziesz resztę….czas da ci taką możliwość…

 i tak też dziać się zaczęło..

poznałam wiele istnień tu na ziemi ale energetyczne powiązania czuje z tymi którym poświecam ten temat.. ten artykuł.. tym ,których udało mi sie do tej pory -odnaleźć i dla tych ,ktorych jeszcze spotkam…

                                       ****************************                                         *********************

jeszcze jedno –bardzo miłe doświadczenie ,ktore chciałam tu zamieścić – spotkało mnie własnie ze strony Madzi i jej opiekuna a raczej opiekunki.. Nemenzis..

nie tylko to ,ze Nemenzis mnie zna (z po za ziemi) a mi jej imie wydaje się takie –znajome to jeszcze dawała nam możliwość wspólnych wizji i doświadczeń .. miałyśmy okazję razem pracować..  za co jestem wdzięczna tym co nas prowadzą..

daje mi to nie tylko poczucie sensu tej drogi ale tym samym uczucie zgodności pewnych zdarzeń i faktów dla mnie tak bardzo ważnych na mojej drodze poznania całej prawdy…

7 grudnia 2010 Posted by | duchowa świadomość | , , | Dodaj komentarz

nasze wcielenia… pewien wspólny schemat do którego istnienia doszłam…

Po raz pierwszy ,kiedy skupiłam swoją uwagę na temat pewnych zbieżności w doświadczeniach było to kilka lat temu gdy budząc swoją dusze wchodziłam na drogę poznania prawdy o naszych doświadczeniach i tym samym starałam się pomagać innym którzy przychodzili do mnie po –pomoc..

Byłam laikiem ale miałam za sobą pewne poświadczenia i jakąś mądrość w sobie ,której nie rozumiałam.. ona się nagle budziła gdy ktoś potrzebował rady ,pomocy odnośnie dziwnych zdarzeń związanych z energiami.. nie miałam pojecia kto za tym stoi ale.. zdawałam sobie bardzo dobrze sprawę ,ze jestem tylko narzędziem i świadoma tego akurat poddawałam się temu doświadczeniu..

Czasem mówiłam słowa ,których nie rozumiałam a w trakcie wymawiania ich skupiałam uwagę na ich znaczeniu..

Pierwszą taka osobą z która weszłam w bliższy kontakt takich doświadczen była Asia.. z mojego osiedla..

Gdy się poznałyśmy była w nas niesamowita radośc tego spotkania.. teraz wiem ,ze po prostu się znałyśmy z ,,innego życia,,

Jej zamiłowania do istot anielskich ,jej czucie ,jej widzenie ,jej rozumienie były takie same jak moje..  jakbyśmy były siostrami.. nasze wspólne opowiadania miały naprawdę wiele podobieństw.. tak samo reagowałyśmy i czułyśmy.. w naszej pamięci pojawiały się znane nam obu imiona istot … których wtedy znaczenia nie rozumiałyśmy.. kim dla nas są..

 potem nasz kontakt się urwał ale .. nie na długo.. spotkałyśmy się po jakimś czasei i nasze podejście do ,,bycia tu i teraz ,,nie zmieniło swojej barwy.. wręcz przeciwnie.. nasze rozmowy weszły na wyższe pole energii i na tym poziomie rozumienie nasze istnienia nabrało kolorów.. 

Wtedy po raz pierwszy poczułam to dziwne uczucie ,ze nasze doświadczenia fizyczności w tym obecnym życiu mają wiele wspólnego.. przechodzimy podobnie pewne zdarzenia ,które stają na naszej drodze.. jakby każda z Nas ma to w zapisie doświadczenia… hmm .. ale nie był czas abym to zgłębiała..

Później długo ,długo nic takiego się nie zdarzyło.. poznałam w między czasie wiele osób ,które w moim zyciu miały swoje miejsce i znaczenie. Pogłębiłam swoją wiedze i zrozumienie.. ale nadal ciągle czułam ,ze musze coś odnaleźć.. i gdy dotarłam do miejsca w którym teraz ,,żyję,, zaczełam czuć to do czego moja dusza w obecnym życiu tęskniła…

I wtedy pojawiła się Małgosia..

Dwie pierwsze rozmowy przez GG i miałam uczucie ,że ją znam.. zaczełam widzieć jej Zycie.. podczas rozmowy przed oczami przebiegały mi sceny ,które na bierząco jej opisywałam.. ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu nagle Małgosia do mnie mówi –ale ja w tym życiu  tak wygladam… mam takie włosy… I kiedyś uszyłam sobie taką sukienkę o jakiej mi mówisz…

Zobaczyłam scenę z jej życia.. nie mam pojęcia który to wiek ale abym mogła to określić podpowiedz była –czasy Króla Artura.. dzis wiem że to był V –VI wiek naszej ery..

Nic może w tym dziwnego ale dalsza nasza rozmowa budziła we mnie to samo uczucie –to jest mi znane.. te same czasy do których ja mam sentyment..  te same lub podobne sceny jakie ja sama czuję w swojej pamięci..

Czy to jest możliwe abyśmy wcielały się dokładnie w tych samych czasach? Latach? A może? Nawet byłyśmy sobie bardzo bliskie? I wtedy weszłam na temat –kapłanki i śluby czystości..

Nie będę już tego tematu tu –przeklejać ale warty jest uwagi ze względu na poczatek analizy moich domysłów i spostrzeżeń..

http://www.duchowadroga.fora.pl/klatwy,58/kaplanki-i-sluby-czystosci,206.html

kiedy badałam ten temat czułam w sobie na przemian niesamowite uczucia.. raz strach ,raz smutek a raz pamieć pewnych scen wywoływała u mnie ból i łzy..  a radość  ,że ktoś kogo poznaję w danej chwili nie tylko widzi to samo co ja ale odnajduje w sobie pamieć podobnych scen i opisuje mi dokładnie taką samą wizję światyni jaką ja pamiętam..

różniło się w tym wszystkim tylko to –jak każda z Nas z osobna to przeżywa i widzi swoimi oczami.. mimo tego ,że miejsce i zdarzenie jest to samo lub podobne to odbiór tego doświadczenia jest zupełnie indywidualny co dało mi możliwość zrozumienia ,ze nie jest to wytworem naszej wyobraźni tylko sceny owe są rzeczywistością jaką pamiętamy..

pamiętam swoją śmierć z tamtego życia .. Małgosia też opisywała  mi swoją.. były inne.. ale kult ognia z tamtego wcielenia..coś do tego życia wniósł..

napadnięto na tą świątynie.. i ja i Ona to pamieta.. mnie przebito włócznią i ślad w ciele duchowym nadal noszę w pamięci.. jako traumatyczne przeżycie.. a ból odczuwam co jakiś czas.. po lewej stronie pod brzuchem.. i gdy dotykam tego miejsca jestem w stanie poczuć to i zobaczyć.. ta włócznię..

wiem też i to pamiętam ,że ktoś kto uczynił to .. zrobił to aby mnie ratować przed tym abym nie została sponiewierana i zabita z rąk oprawców.. ktoś uratował mnie przed dużo gorszym przeżyciem jakie mogło nastapić i co naprawdę się wydarzyło …

sądze ,ze nie ma zbiegów okoliczności dlaczego nadal to czuję i pamiętam.. w tamtym życiu dla mnie samej wydarzyło się coś bardzo istotnego ,co w tym życiu miało być odnalezione.. i co przejawia się podczas mojej drogi..jest to nie tylko –symbol ale ma znaczenie głębsze i kiedy uwolnię już to wszystko co jest z tym –związane –zapis zniknie.. tego jestem pewna..

kiedyś zwrócił mi na tą ranę uwagę mój mistrz.. ktoś kto mnie uczył ,,uzdrawiania duchowego,,  a czas dał mi możliwość powrotu w ten zapis i zbadanie go w głębszych partiach mojej duszy…

wracając do tematu –schematu naszych doświadczeń –powinnam to trochę rozwinąć o nasze wybory żyć jakich się podejmujemy w każdym wcieleniu..

to ,ze każde życie jest naszym wyborem to jest już dobrze zrozumiałe.. i sądze ,ze jest to też związane z poziomem duszy.. ale wydaje też mi się ,ze przebieg doświadczeń z każdego życia jest do siebie –zbliżony..

kiedys ktoś mi powiedział –że co życie odgrywamy te same sceny tylko z innego poziomu doswiadczenia.. i tu powiem ,ze często przy jakiś większych problemach kieruję się właśnie tym słowem… że to już się wydarzyło ale od Nas samych zależne jest to czy tym razem będzie tak samo czy zmieniły bieg –wydarzeń..

mamy na to wpływ i możemy zmieniać i Tworzyć rzeczywistość –naszą rzeczwysitość a wszelkie zdarzenia daja nam ku temu świetny powód..

co prawda też zauważyłam ,ze nie wszystkie sceny są takie jak z ,,przeszłości,, ale większośc tych trudnych dla Nas zdarzeń niestety –tak.. bo czas abyśmy weszli po raz kolejny w to –doświadczenie i tym razem z wyższego poziomu nie tylko rozegrali tą scenę ale i uzdrowili to zdarzenie które było i jest dla Nas obciążeniem..

ciąg dalszy w przygotowaniu

23 listopada 2010 Posted by | duchowa świadomość | , , | Dodaj komentarz

nasza wieczna tożsamość…..

 

W wybranych przez nas ciałach, niezależnie od naszej obecnej sytuacji, towarzyszy nam zawsze nasza wieczna tożsamość. Każdego dnia, w chwi­lach refleksji, podczas medytacji lub modlitwy, docierają do nas, w postaci pojedynczych myśli, wspomnienia zawierające informacje o tym, kim rze­czywiście jesteśmy. W pewien intuicyjny sposób, mimo naszej amnezji, otrzymujemy wiedzę dotyczącą naszej prawdziwej tożsamości. M.Newton

doświadczenie tego nagłego przebudzenia.. dało mi niesamowite zrozumienie istoty mojego ,,istnienia,, tu -w tym wymiarze.. 

gdy po raz pierwszy doświadczyłam tego nagłego – połaczenia ze swoją wyższą świadomoscią.. byłam -zaskoczona stanem ,w ktorym sie znalazlam..  uczucie bycia ,,ponad,, sobą i spojżenia na swoje obecne ,,bycie,, tu z wyższego położenia świadomości jest czymś… czego życzę wszystkim na drodze poznania swojej przwdziwej tożsamości..

jak wiele od tamtej jednej chwili sie zmieniło ,jak wiele zrozumiałam..

istota ,która tamtego dnia do mnie podeszła.. bywała tu wcześniej ale nigdy wcześniej nie zorbila tego ,,gestu,, ktory nagle otworzył mi możliwość wejścia w stan wyższej świadomości.. nagle przypomnialam sobie chwilę .. kim jestem, dlaczego poddałam sie temu wcieleniu ,po co tu naprawde przyszłam i kim jest ten ,ktory ..kuca przede mna.. (tak odebrałam tą istotę) jej ciepły głos i wyrozumiałość dla mojego zagubienia, jej troskę i opiekę ,ktorą w tej danej chwili mnie otoczył.. był moim nauczycielem.. jest nim nadal.. ale ja go nie pamietałam..

nie potrafie tylko do chwili obecnej zobaczyć jego obrazu.. czuję jego ciepło ,jego słowa wyłapuje wśród innych głosów i jego sposób podejścia do mnie -jest naprawdę dla mnie specyficzny.. po tamtym pierwszym spotkaniu ,gdy tak zaingerował w moje istnienie, pojawiał sie u mnie -kilka razy..

wiele mi tłumaczył i wiele dzieki niemu tu na ziemi osiągnełam -zrozumienia.. bo po to tu jestem..

przypomniał mi naszą rozmowę z ,,góry,, zanim nie podjełam sie owego wcielenia , abym uzmysłowiła sobie ,ze wszystko co mnie tu spotyka jest planem jakiego sie podjełam sama …zanim tu nie przyszłam..

 nagle znikło z mojego życia poczucie ,że ciagle los stwarza mi wyzwania ,ktorych nie rozumiem, znikło gdzieś to całe -niezrozumienie.. spojżałam z innej perspektywy na doświadczenia ,zaczełam analizowac je z ,,innego punktu ,, postrzegania..

nie dlaczego ,,pewne,, doswiadczenia sie pojawiają i gdzie popełniam błąd skoro to wraca (a wiele lat nad tym sie glowiłam),ale ile nauki wyciagnełam z powtarzajacych sie (poszczególnych) sytuacji i jakie nowe doswiadczenie zaliczałam za każdym razem przechodząc przez to zdarzenie.. zrozumiałam ,ze za każdym razem dzieję sie ono z ,,wyższego ,,poziomu i wyciągane nauki dają mi to ,czego powinnam była sie nauczyć dla zrozumienia..dla wzrostu swojej istoty..

właściwie kiedy siegnę okiem.. szukałam zrozumienia czym jest rozwój duchowy.. i dlaczego dzieją sie pewne rzeczy… jak działa siła energii ,myśli…  dopiero opiekun uzmysłowił mi ,że moim celem tu na ziemi było –poznanie duchowości z poziomu fizyczności.. i gdy te jego słowa dotarły do mojego serca.. poczułam że jestem z tym zintegrowana w tym życiu.. z tym właśnie ,,mottem mojego obecnego wcielenia,,

ono obudziło we mnie.. jakaś pamieć..  nagle otworzyly sie drzwi mojej ,,duchowej tożsamości,, i moje życie ,ktore tu prowadze zaczeło iść ,,innym torem,,

prowadziłam wiele rozmów z ,,istotami,, ktore pojawiały sie koło mnie – i pojawiają nadal gdy jest mi potrzebne zrozumienie zaistniałej sytacji.. lub zrozumienia pewnych zdarzeń z mojego życia..

Twoja świadomość odpowie ci na wszystkie pytania i wątpliwości. Nikt inny.

Wszystko tez nakłada Się na siebie po twoich własnych doświadczeniach ,słowa jakie używasz ,sposób mówienia i interpretacji. To są twoje doświadczenia i wedle nich rozpoznajesz wartości wszystkiego. Nikt inny nie potrafi tego rozegrać lepiej od ciebie samej. Nazwanie jednego planu ziemskiego przez ciebie nie odzwierciedli doznań innej duszy doświadczającej tego samego.

Na postrzeganie tego wszystkiego składa się całe twoje życie.

Wszystkie doświadczenia i cała twoja praca….opiekun…

 

ciąg dalszy nastąpi….

21 października 2010 Posted by | duchowa świadomość | , , , | Dodaj komentarz