Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Mali tyrani

Każdy z Nas znajdzie w swoim życiu takie doświadczenia kiedy ktoś z otoczenia wpływa na nas w taki sposób ,że nie tylko niszczy Nasze życie ale doprowadza je czasem do totalnej ruiny wywołując lawinę bólu ,smutku i łez. Często kończy się to ,,depresją,, lub innymi czynami które mają Nas niby wyswobodzić z tego bólu i cierpienia.

Oczywiście jestem jedną z takich osób ,która też przeszła i nadal gdzieś jest w tym doświadczeniu ,które w jakiś sposób dokładnie tak wpływa na mój proces myślowy wyniszczając mnie od środka powodując walki z niesprawiedliwością i totalnym przygnębieniem.

Wiem ,że schematy lubią się powtarzać więc i ja trwam w takim doświadczeniu które po raz kolejny staje mi na drodze aby mi coś uświadomić i abym coś przepracowała w sobie.

Niby z jednej strony wiem w czym rzecz i wiem ,z czym powinnam popracować ale z drugiej strony jest to dla mnie trochę niejasny proces.. Myślę ze wielu z Nas walczy wewnątrz siebie z takim o to przekonaniem trzymając kurczowo się starych przekonań nie dopuszczając do zmian postrzegania.

Niby oczywiste że ludzie są naszym zwierciadłem i pokazują nam nasze oblicze  ale kiedy spojrzę na to w inny troszkę sposób a mianowicie na to ,że mam po prostu być ,,sobą,, i nie starać się być kimś, kim ktoś inny chciałby abym była to doświadczenie nabiera sensu.

Powinno wzrosnąć poczucie pewności siebie i określenie własnych potrzeb a nie poddawanie się sugestii innych do ustawiania wszystkiego pod nich burząc moją koncepcję bycia sobą. Oczywiście nie ujmując mi ,że nie dość że na to pozwalam to jeszcze przyjmuję pozycję ofiary 😉 cierpiąc wewnętrznie katusze wyniszczania mnie bo nie jestem w stanie sprostać czyimś wyimaginowanym potrzebom. No i nie sprostam ponieważ w tym wszystkim nie ma ,,mnie,, .

Pięknie obrazuje to rozdział Carlosa Cascanedy –Mali Tyrani , który w niezmiernie ważny sposób otworzył mi drogę do lepszego pojęcia czym tak naprawdę są Ci ludzie na naszej drodze i jak powinniśmy podejść do przepracowania tego co Nas w życiu spotyka.

Ten fragment książki ,, wewnętrzny ogień,, poświęcam tym ,którzy tak jak ja zmagają się w swoim życiu – z małym tyranem abyśmy po raz kolejny spojrzeli na to co Nas otacza w doświadczeniu z nowym obrazem sytuacji i nauczyli się być prawdziwymi wojownikami 😀

– Chciałem sprowokować twoje poczucie własnej ważności – wyjaśnił, marszcząc czoło. –
Poczucie własnej ważności jest naszym największym wrogiem. Zastanów się tylko: to, że czujemy się
obrażeni przez uczynki naszych bliźnich, osłabia nas. Poczucie własnej ważności domaga się, byśmy carlos
spędzali większość życia obrażeni na kogoś. Nowi widzący uważali, iż wojownicy powinni dołożyć
wszelkich wysiłków, by wymazać poczucie własnej ważności ze swego życia. Postępowałem zgodnie
z ich zaleceniami. Na wiele sposobów starałem się przekonać cię, że jeśli nie mamy poczucia własnej
ważności, nie jesteśmy podatni na zranienie.

– Nie można zwalczyć poczucia własnej ważności miłymi słówkami –

– Poczucie własnej ważności nie jest prostym ani naiwnym problemem – wyjaśnił don Juan. – Z
jednej strony jest ono esencją wszystkiego, co w nas dobre, a z drugiej – wszystkiego, co najgorsze.
Aby się pozbyć tego, co przegniłe, konieczna jest mistrzowska strategia. Widzący przez wieki nauczyli
się cenić niezwykle wysoko tych, którym to się udało.
Poskarżyłem się, że choć pomysł wykorzenienia przekonania o własnej ważności chwilami bardzo
do mnie przemawia, w gruncie rzeczy pozostaje niezrozumiały; polecenia don Juana dotyczące tego,
jak się go pozbyć, wydawały mi się tak niejasne, że nie potrafiłem ich zastosować.
– Mówiłem ci wielokrotnie – odparł – że po to, by wstąpić na ścieżkę wiedzy, trzeba mieć wielką
wyobraźnię. Widzisz, na tej ścieżce nic nie jest tak jasne, jak byśmy sobie mogli życzyć.
Poczułem wewnętrzny opór i zacząłem się upierać, że jego zalecenia przypominają mi imperatywy
kościoła katolickiego. Przez całe życie powtarzano mi, jakim złem jest grzech, aż w końcu stałem się
cynikiem.
– Dla wojowników zwalczenie poczucia własnej ważności jest kwestią strategii, a nie zasad –
odrzekł. – Twój błąd polega na tym, że traktujesz to, co mówię, w kategoriach moralności.
– Uważam cię za bardzo moralnego człowieka, don Juanie – odrzekłem.
– Po prostu zauważyłeś moją nieskazitelność, to wszystko.
– Pojęcie nieskazitelności, podobnie jak pozbycie się przekonania o własnej ważności, jest dla
mnie zbyt niejasne, by mogło mieć jakąkolwiek wartość – upierałem się.
Don Juan zakrztusił się śmiechem. Poprosiłem, żeby mi wyjaśnił, na czym polega nieskazitelność.
– Nieskazitelność to nic innego jak właściwe wykorzystanie energii. Moje stwierdzenia nie mają nic
wspólnego z moralnością. Oszczędzałem energię i dlatego jestem nieskazitelny. Aby to zrozumieć,
sam musiałbyś zgromadzić dość energii.
Przez dłuższy czas siedzieliśmy w milczeniu. Chciałem przemyśleć to, co usłyszałem. Naraz don
Juan znów się odezwał.
– Wojownicy sporządzają sobie strategiczne inwentarze – powiedział. – Spisują wszystko, co robią,
a potem decydują, które z tych rzeczy można zmienić, by zmniejszyć ilość zużywanej energii.
Stwierdziłem, że taka lista musiałaby zawierać wszystkie czynności, jakie tylko istnieją. Don Juan
odrzekł cierpliwie, że strategiczny inwentarz, o jakim mówi, zawiera tylko wzorce zachowania, które
nie są konieczne do naszego przetrwania i dobrego samopoczucia.
Natychmiast przyczepiłem się do tego, że przetrwanie i dobre samopoczucie to kategorie, które można interpretować na nieskończenie wiele sposobów, gdyż nie sposób wypracować jednolitej
definicji określającej, co jest albo nie jest niezbędne do dobrego samopoczucia i przetrwania.
Mówiąc to czułem, że tracę rozpęd. W końcu uzmysłowiłem sobie jałowość własnych argumentów i
urwałem. Wówczas don Juan stwierdził, iż na strategicznej liście wojownika poczucie własnej
ważności jest pozycją, która pochłania najwięcej energii, i dlatego wojownicy dokładają tylu starań, by
je wykorzenić.
– Jedną z największych trosk wojownika jest uwolnienie tej energii, by móc ją wykorzystać do
stawienia czoła nieznanemu – ciągnął don Juan. – Zwrócenie tej energii w nowym kierunku to właśnie
nieskazitelność.
Powiedział, że najbardziej efektywną strategię wypracowali widzący z czasów konkwisty,
niekwestionowani mistrzowie skradania się. Składa się ona z sześciu powiązanych ze sobą
elementów. Pięć z nich nazywa się atrybutami wojownika. Są to: kontrola, dyscyplina, wytrwałość,
wyczucie odpowiedniego czasu i wola. Dotyczą one świata wojownika, który wciąż zmaga się z
poczuciem własnej ważności. Szósty element, chyba najważniejszy ze wszystkich, należy do świata
zewnętrznego: jest to mały tyran.
Spojrzał na mnie pytająco, sprawdzając, czy zrozumiałem.
– Zupełnie nie pojmuję – stwierdziłem. – Powtarzasz przez cały czas, że la Gorda odgrywa rolę
małego tyrana w moim życiu. Kto to jest mały tyran?
– Mały tyran to prześladowca – odrzekł. – Ktoś, kto ma władzę nad życiem i śmiercią wojownika
albo po prostu irytuje go niezmiernie.
Na twarzy don Juana pojawił się promienny uśmiech. Powiedział, że nowi widzący opracowali
własną klasyfikację małych tyranów; choć to pojęcie dotyczy jednego z ich najpoważniejszych i
najważniejszych odkryć, nowi widzący traktowali je z humorem. Don Juan zapewnił, że wszystkie
klasyfikacje nowych widzących zabarwione są odrobiną złośliwego humoru, humor jest bowiem jedyną
metodą przeciwstawienia się odczuwanemu przez ludzką świadomość przymusowi sporządzania list i
nużących klasyfikacji.
Nowi widzący, zgodnie ze swą praktyką, uznali za stosowne postawić na samym szczycie
hierarchii pierwotne źródło energii, jedynego władcę kosmosu, i nazwali je po prostu tyranem.
Wszyscy inni despoci i postacie obdarzone władzą znajdują się, rzecz jasna, o wiele niżej w
klasyfikacji i nie zasługują na miano tyranów. W porównaniu ze źródłem wszechrzeczy nawet
najbardziej przerażający tyrani ludzcy są tylko klownami; dlatego też nazwano ich małymi tyranami,
pinches tiranos.
Istnieją dwie grupy małych tyranów. Pierwsza składa się z tych, którzy prześladują nas i ściągają
na nas nieszczęścia, ale nie powodują niczyjej śmierci. Nazywa się ich drobnymi małymi tyranami,
pinches tiranitos. Druga grupa to ci, którzy tylko doprowadzają nas do rozpaczy i śmiertelnie irytują.
Tych nazywa się tyranami – płotkami, repinches tiranitos, albo kapryśnymi tyranikami, pinches
tiranitos chiguititos.
Uznałem tę klasyfikację za niedorzeczną. Byłem pewien, że don Juan wymyślał hiszpańskie nazwy
od ręki. Zapytałem go o to.
– Absolutnie nie – odrzekł z rozbawieniem na twarzy. – Nowi widzący tworzyli znakomite
klasyfikacje. Niewątpliwie jednym z najlepszych jest Genaro; gdybyś uważnie go obserwował, to
zrozumiałbyś, co nowi widzący myślą o swoich klasyfikacjach.
Zapytałem, czy mnie nie nabiera. Zaśmiał się donośnie na widok mojego zmieszania.
– Nawet by mi to nie przyszło do głowy. Genaro mógłby tak zrobić, ale nie ja, szczególnie że wiem,
jak poważnie traktujesz wszelkie klasyfikacje. Rzecz w tym, że nowi widzący traktowali wszystko bez
śladu szacunku.
Dodał, że drobni mali tyrani dzielą się dalej na cztery klasy. Jedna stosuje przemoc i brutalność.
Następna wprowadza wielki niepokój przez obłudny, pokrętny sposób postępowania. Trzecia męczy
smutkiem. A ostatnia wprawia wojowników we wściekłość.
– La Gorda jest klasą sama dla siebie – dodał. – To mała płotka w akcji. Potrafi cię zirytować i
rozwścieczyć jak nikt inny. Potrafi cię nawet uderzyć. Przez to wszystko uczy cię zachowywać
dystans.
– To niemożliwe! – zaprotestowałem.

– Jeszcze nie poskładałeś w całość wszystkich fragmentów strategii nowych widzących – odparł. –
Gdy już to zrobisz, zrozumiesz, jak skuteczną i sprytną metodą jest wykorzystanie małego tyrana.
Mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że ta strategia nie tylko pozbawia wojownika poczucia
własnej ważności, ale też przygotowuje go do zrozumienia, że jedyne, co liczy się na ścieżce wiedzy,
to nieskazitelność.
Powiedział, że nowym widzącym chodziło o ostateczny manewr, w którym mały tyran pełni rolę
górskiego szczytu. Poszczególne atrybuty wojownika przypominają alpinistów, którzy spotykają się na
górze.
– Zwykle wykorzystuje się przy tym tylko cztery atrybuty – ciągnął. – Piąty, wola, zawsze
zachowywany jest na ostateczną konfrontację, gdy wojownik staje przed plutonem egzekucyjnym, jeśli
mogę się tak wyrazić.
– A dlaczego robi się to w ten sposób?
– Bo wola należy do innego obszaru, do sfery nieznanego. Pozostałe cztery atrybuty odnoszą się
do tego, co znane, czyli do obszaru, w którym działają mali tyrani. W gruncie rzeczy właśnie obsesja
manipulowania tym, co znane, sprawia, że ludzie stają się małymi tyranami.
Don Juan wyjaśnił, że tylko widzący, którzy są jednocześnie nieskazitelnymi wojownikami i po
mistrzowsku opanowali wolę, potrafią wykorzystywać wszystkie pięć atrybutów. Jednoczesne ich
użycie jest mistrzowskim manewrem, którego nie da się wykonać na etapie zwykłych ludzkich działań.
– Cztery pierwsze atrybuty w zupełności wystarczą, by poradzić sobie nawet z najgorszym małym
tyranem – mówił. – Oczywiście pod warunkiem, że się takiego znajdzie. Jak już wspominałem, mały
tyran jest zewnętrznym elementem, który pozostaje poza naszą kontrolą i być może jest to właśnie
najważniejszy element ze wszystkich. Mój dobroczyńca mawiał, że wojownik, który natrafi na małego
tyrana, jest szczęściarzem. Chciał przez to powiedzieć, że dobry los wprowadza małego tyrana na
naszą ścieżkę, bo jeśli tak się nie stanie, to trzeba samemu jakiegoś poszukać.
Powiedział, że jednym z największych osiągnięć widzących z czasów konkwisty było odkrycie
schematu, który nazwał trójstopniową progresją. Dzięki zrozumieniu natury człowieka doszli oni do
niepodważalnego wniosku, że jeśli widzący nie ugnie się w konfrontacji z małym tyranem, to na pewno
uda mu się bezkarnie stanąć twarzą w twarz z nieznanym, a wówczas będzie potrafił znieść nawet
obecność niepoznawalnego.
– Przeciętny człowiek będzie uważał, że kolejność tego zdania powinna zostać odwrócona –
ciągnął don Juan. – Widzący, który nie ustępuje przed nieznanym, z pewnością poradzi sobie także z
małym tyranem. Ale tak nie jest. Właśnie to założenie zniszczyło niezwykłą wiedzę starożytnych
widzących. Teraz już jesteśmy mądrzejsi. Wiemy, że nic nie utemperuje ducha wojownika lepiej niż
konieczność zadawania się z niemożliwymi do zniesienia ludźmi obdarzonymi władzą. Tylko w takich
warunkach wojownik potrafi wykształcić w sobie trzeźwość umysłu i spokój wewnętrzny, które pozwolą
mu znieść napór nieznanego.
Zacząłem gwałtownie protestować. Powiedziałem, że moim zdaniem tyrani mogą wzbudzić w
swoich ofiarach jedynie poczucie bezradności albo brutalność równą ich własnej. Wspomniałem o tym,
że przeprowadzano niezliczone eksperymenty, których celem było zbadanie wpływu fizycznych i
psychicznych tortur na psychikę ofiar.
– Sam powiedziałeś, na czym polega różnica – odparował don Juan. – Chodzi o ofiary, nie o
wojowników. Kiedyś myślałem tak jak ty. Powiem ci, dlaczego zmieniłem zdanie, ale najpierw wróćmy
do tego, co mówiłem o czasach konkwisty. Widzący z tego okresu nie mogliby sobie wymarzyć
lepszych warunków. Hiszpanie byli małymi tyranami, przy których widzący musieli wykorzystywać
wszystkie swe umiejętności; po przejściach z konkwistadorami byli w stanie poradzić sobie absolutnie
ze wszystkim. Mieli masę szczęścia. W tamtych czasach małych tyranów spotykało się co krok. Ale te
wspaniałe lata obfitości minęły i wszystko się zmieniło. Mali tyrani już nigdy nie osiągnęli takiego
znaczenia; tylko wówczas mieli nieograniczoną władzę. Mały tyran, który ma nieograniczoną władzę,
jest niezastąpionym elementem w szkoleniu mistrza widzenia. Niestety, w naszych czasach większość
widzących musi się bardzo starać, by znaleźć godnego tyrana. Większość z nich musi się zadowolić
małą płotką.
– A czy ty znalazłeś małego tyrana, don Juanie?
– Miałem szczęście. To mnie odnalazł wielki mały tyran. Wtedy jednak czułem się tak jak ty teraz:
nie potrafiłem uważać się za szczęściarza.
Don Juan powiedział, że jego przejścia zaczęły się na kilka tygodni przed pierwszym spotkaniem z

dobroczyńcą. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat i dostał pracę jako robotnik w cukrowni. Zawsze był
bardzo silny, toteż nie miał kłopotu ze znalezieniem pracy fizycznej. Pewnego dnia, gdy przesuwał
ciężkie worki z cukrem, podeszła do niego jakaś kobieta po pięćdziesiątce. Była bardzo dobrze
ubrana, wyglądała na zamożną i odznaczała się dominującym sposobem bycia. Przyjrzała się don
Juanowi, powiedziała coś do brygadzisty i odeszła. Następnie brygadzista podszedł do don Juana i
zaproponował, że za pewną opłatą zarekomenduje go do pracy w domu właściciela cukrowni. Don
Juan jednak nie miał pieniędzy. Brygadzista z uśmiechem odrzekł, że to nie jest powód do
zmartwienia, bo będzie miał ich dużo w dniu wypłaty. Poklepał don Juana po plecach i zapewnił, że
praca dla szefa jest wielkim zaszczytem.
Don Juan był wtedy prostym, niewykształconym Indianinem, żył z dnia na dzień i nie tylko uwierzył
w każde słowo brygadzisty, ale wręcz uznał, że jest to cud zesłany przez dobrą wróżkę. Obiecał, że
zapłaci tyle, ile brygadzista zażąda, ten zaś wymienił dużą sumę, która miała być spłacona w ratach.
Zaraz potem sam zaprowadził don Juana do domu położonego dość daleko za miastem i zostawił
go tam z innym brygadzistą, wielkim, brzydkim i ponurym mężczyzną, który zadawał mnóstwo pytań.
Wypytywał o rodzinę don Juana, a gdy ten odpowiedział, że nie ma żadnej, mężczyzna uśmiechnął
się z zadowoleniem, pokazując zepsute zęby.
Obiecał, że don Juan dostanie dobrą pensję i będzie mógł nawet odłożyć trochę pieniędzy. Nie
będzie miał żadnych wydatków, ponieważ ma zapewniony nocleg i wyżywienie.
Śmiech tego człowieka był przerażający. Don Juan poczuł, że musi natychmiast uciekać. Rzucił się
pędem do bramy, ale mężczyzna zastąpił mu drogę. W ręku trzymał rewolwer. Pochylił się i wbił lufę w
brzuch don Juana.
– Jesteś tu po to, żeby zaharować się na śmierć – oznajmił. – I pamiętaj o tym.
Szturchając don Juana kijem, postawił go przed boczną ścianą domu i oznajmił, że jego ludzie
pracują codziennie od świtu do nocy bez żadnej przerwy. Następnie kazał mu wykopać dwa olbrzymie
karcze drzew. Dodał jeszcze, że gdyby don Juan próbował uciekać albo powiadomić władze, zastrzeli
go, a gdyby ucieczka jednak się powiodła, przysięgnie w sądzie, że don Juan próbował zamordować
szefa.
– Będziesz tu pracował do śmierci – powiedział. – A potem inny Indianin zajmie twoje miejsce,
podobnie jak ty sam zajmujesz miejsce zmarłego Indianina.
Don Juan opowiadał, że dom przypominał fortecę. Wszędzie pełno było uzbrojonych ludzi z
maczetami. Zajął się więc pracą i próbował nie myśleć o swoim losie. Pod wieczór mężczyzna wrócił i
kopniakami, bo nie podobał mu się wyzywający wyraz oczu don Juana, doprowadził go do kuchni.
Zagroził, że jeśli don Juan nie będzie mu posłuszny, podetnie mu ścięgna ramion.
W kuchni stara kobieta podała mu jedzenie. Don Juan był tak zdenerwowany i przestraszony, że
nie mógł jeść, ale kobieta poradziła, żeby jadł, ile tylko może. Musi być silny, powiedziała, bo jego
praca nie będzie miała końca. Przestrzegła go przed losem jego poprzednika, który zmarł zaledwie o
dzień wcześniej. Był zbyt słaby, by pracować, i wypadł z okna na pierwszym piętrze.
Don Juan pracował w domu szefa przez trzy tygodnie, a brygadzista przez cały ten czas znęcał się
nad nim, nie dając mu chwili wytchnienia. Zmuszał go do wykonywania wszystkich najcięższych i
najbardziej niebezpiecznych prac, grożąc nożem, pistoletem albo pałką. Codziennie wysyłał go do
czyszczenia stajni, w których stały zdenerwowane ogiery. Każdego ranka don Juan był przekonany,
że to już jego ostatni dzień na tym świecie. A przetrwanie oznaczało tylko tyle, że następnego dnia
znów będzie musiał przechodzić to samo piekło.
W końcu don Juan poprosił o wolne pod pretekstem, że musi pojechać do miasta, by zapłacić
brygadziście z cukrowni pieniądze, które był mu winien. Tutejszy brygadzista odrzekł jednak, że don
Juan nie może przerwać pracy nawet na chwilę, bo jest po uszy w długach już tylko dlatego, że praca
w tym domu jest przywilejem.
Don Juan uświadomił sobie, że znalazł się w beznadziejnym położeniu. Zrozumiał, o co w tym
wszystkim chodziło. Obydwaj brygadziści byli w zmowie. Zabierali prostych indiańskich robotników z
cukrowni, doprowadzali ich do śmierci pracą ponad siły i dzielili się ich zarobkami. Gdy to wszystko do
niego dotarło, wpadł w taką złość, że z krzykiem przebiegł przez kuchnię i wpadł do domu, wprawiając
w osłupienie brygadzistę i pozostałych robotników. Don Juan wybiegł z domu przez frontowe drzwi i
prawie udało mu się uciec, ale brygadzista dogonił go na drodze, postrzelił w pierś i zostawił rannego,
by tam umarł.
Śmierć jednak nie była przeznaczona don Juanowi; jego dobroczyńca znalazł go na drodze i

pielęgnował aż do wyzdrowienia.
– Gdy opowiedziałem całą historię dobroczyńcy – mówił don Juan – ten nie potrafił pohamować
podniecenia. Powiedział, że taki brygadzista to skarb, którego nie wolno zmarnować i że kiedyś będę
musiał wrócić do tego domu. Jego zdaniem miałem niesłychane szczęście, bo znalazłem jednego na
milion małego tyrana obdarzonego niemal nieograniczoną władzą. Uznałem, że staruszek zwariował.
Dopiero po latach zrozumiałem do końca, o co mu chodziło.
– To jedna z najokropniejszych historii, jakie kiedykolwiek słyszałem – stwierdziłem. – Czy
naprawdę wróciłeś do tego domu?
– Oczywiście, że tak, w trzy lata później. Mój dobroczyńca miał rację. Taki mały tyran zdarza się
raz na milion i nie mogłem stracić okazji.
– A jak ci się udało tam wrócić?
– Dobroczyńca opracował strategię wykorzystującą cztery atrybuty wojownika: kontrolę,
dyscyplinę, wytrwałość i odpowiednie wyczucie czasu.
Dobroczyńca wyjaśnił don Juanowi, jak ma wykorzystać kontakt z tym człowiekiem-bestią. Przy tej
okazji zapoznał go także z czterema pierwszymi krokami na drodze wiedzy. Pierwszy krok to decyzja
o rozpoczęciu nauki. Gdy już uczniowie zmienią swoją wizję siebie i świata, mogą uczynić drugi krok i
stać się wojownikami, to znaczy ludźmi zdolnymi do niezrównanej dyscypliny i samokontroli. Gdy
wojownik posiądzie już wytrwałość i wyczucie odpowiedniego czasu, może uczynić trzeci krok, to
znaczy stać się człowiekiem wiedzy. Z kolei człowiek wiedzy, który nauczy się widzieć, czyni czwarty
krok i staje się widzącym.
Dobroczyńca uznał, że don Juan znajduje się na ścieżce wiedzy już wystarczająco długo, by
opanować co najmniej dwa pierwsze atrybuty: kontrolę i dyscyplinę. Don Juan podkreślił, że obydwa
te atrybuty odnoszą się do stanu ducha. Wojownik jest skupiony na sobie, nie w egoistyczny sposób,
lecz przez to, że dogłębnie i nieustannie bada własne wnętrze.
– Wówczas nie mogłem jeszcze posiąść dwóch pozostałych atrybutów – ciągnął don Juan. –
Wytrwałość i wyczucie czasu nie są wyłącznie wewnętrznymi stanami. Są one domeną człowieka
wiedzy. Dobroczyńca zademonstrował mi je przez swoją strategię.
– Czy to znaczy, że sam nie potrafiłbyś stawić czoła małemu tyranowi? – zapytałem.
– Jestem pewien, że dałbym sobie radę, chociaż zawsze miałem wątpliwości, czy potrafiłbym to
uczynić z talentem i radością. Mojemu dobroczyńcy sterowanie sytuacją sprawiało radość.
Korzystanie z małego tyrana powinno nie tylko służyć udoskonaleniu ducha wojownika, ale też dawać
radość i szczęście.
– W jaki sposób potwór, jakiego opisałeś, mógłby stać się źródłem radości dla kogokolwiek?
– On nawet się nie umywał do prawdziwych potworów, które napotkali nowi widzący w czasie
konkwisty. Wszystko wskazuje na to, że kontakty z nimi sprawiały tym widzącym nieziemską radość.
Udowodnili oni, że nawet najgorsi tyrani mogą stać się źródłem szczęścia, oczywiście pod warunkiem,
że człowiek jest wojownikiem.
Don Juan wyjaśnił, że błąd popełniany przez przeciętnych ludzi w konfrontacji z małymi tyranami
polega na tym, iż nie mają oni strategii, na której mogliby się oprzeć; śmiertelnym błędem jest to, że
przeciętni ludzie traktują siebie zbyt poważnie; własne działania i uczucia, a także uczynki małych
tyranów, wydają im się najważniejsze na świecie. W przeciwieństwie do nich, wojownicy mają dobrze
przemyślaną strategię i są wolni od poczucia własnej ważności. Zrozumieli już, iż rzeczywistość jest
tylko naszą interpretacją, i to pomogło im ograniczyć poczucie własnej ważności. Właśnie ta wiedza
dawała nowym widzącym zdecydowaną przewagę nad prostodusznymi Hiszpanami.
Gdy don Juan uświadomił sobie, że mali tyrani traktują siebie śmiertelnie poważnie, a wojownicy –
nie, był już pewien, że uda mu się pokonać brygadzistę.
Zgodnie ze strategicznym planem dobroczyńcy postarał się o pracę w tej samej cukrowni co
poprzednio. Nikt już nie pamiętał, że pracował tam w przeszłości; ubodzy wieśniacy przychodzili do
cukrowni i znikali z niej bez śladu. Strategia zakładała, że don Juan okaże gorliwość do pracy, jeśli
ktokolwiek pojawi się szukając następnej ofiary. Okazało się, że do cukrowni przyszła ta sama kobieta,
co przed laty. Także i tym razem zwróciła uwagę na don Juana. Teraz był on jeszcze silniejszy
fizycznie.
Wszystko odbyło się według tego samego schematu. Strategia wymagała jednak, by don Juan

odmówił brygadziście zapłaty za pośrednictwo. Mężczyzna, któremu nigdy nikt się nie przeciwstawił,
był zdumiony i zagroził, że zwolni don Juana z pracy. Don Juan odpowiedział mu groźbą. Rzekł, że
pójdzie prosto do domu tej kobiety i spotka się z nią. Wiedział, że kobieta, która była żoną właściciela
cukrowni, nie miała pojęcia o praktykach brygadzistów. Powiedział brygadziście, że wie, gdzie ona
mieszka, bo pracował na otaczających dom polach przy ścinaniu trzciny cukrowej. Mężczyzna zaczął
się targować. Don Juan zażądał od niego pieniędzy za zgodę na pracę w domu właścicielki.
Brygadzista poddał się i wręczył mu kilka banknotów. Don Juan doskonale zdawał sobie sprawę, że
zgoda brygadzisty była tylko wybiegiem, który miał go ściągnąć do domu.
– Tym razem także sam mnie tam zaprowadził – opowiadał don Juan. – Była to stara hacjenda.
Mieszkali w niej właściciele cukrowni – bogacze, którzy albo wiedzieli, co się dzieje pod ich dachem,
ale nic ich to nie obchodziło, albo byli zbyt zobojętniali, by cokolwiek zauważyć. Ledwie dotarliśmy na
miejsce, wbiegłem do domu, by poszukać właścicielki. Znalazłem ją, padłem na kolana i w podzięce
ucałowałem jej dłoń. Obydwaj brygadziści byli wściekli.
– Brygadzista w domostwie zachowywał się tak, jak poprzednio. Ale teraz już byłem odpowiednio
wyposażony, by sobie z nim poradzić; miałem kontrolę, dyscyplinę, wytrwałość i wyczucie właściwej
chwili. Wszystko poszło zgodnie z planem dobroczyńcy. Dzięki samokontroli potrafiłem spełnić nawet
najbardziej idiotyczne żądania brygadzisty. W takich sytuacjach przede wszystkim wyczerpuje nas
lekceważenie naszego poczucia własnej wartości. Każdy człowiek, który ma w sobie choć odrobinę
dumy, czuje się rozdarty wewnętrznie, gdy ktoś mu udowadnia jego bezwartościowość.
– Wykonywałem wszystkie polecenia z przyjemnością. Byłem radosny i silny. Nic mnie nie
obchodziła duma ani strach. Zachowywałem nieskazitelność wojownika. Odpowiednie nastrojenie
ducha, gdy ktoś po tobie depcze, to właśnie kontrola.
Don Juan wyjaśnił, że strategia dobroczyńcy wymagała, by zamiast użalać się nad sobą, jak czynił
to wcześniej, natychmiast wziął się do roboty i poznał wszystkie mocne punkty, słabości i dziwactwa
brygadzisty.
Okazało się, że największą jego siłą była gwałtowna natura i śmiałość. Postrzelił don Juana w biały
dzień, na oczach tłumu ludzi. Jego wielką słabością było to, że lubił swoją pracę i nie chciał narażać
się na ryzyko jej utraty. W żadnym wypadku nie poważyłby się zabić don Juana w biały dzień w
obrębie domostwa. Innym słabym punktem była jego rodzina. Miał żonę i dzieci, które mieszkały w
chacie w pobliżu hacjendy.
– Zbieranie takich informacji, gdy ktoś cię bije, to dyscyplina – wyjaśnił don Juan. – Ten człowiek
był prawdziwym wrogiem. Nie zasługiwał na miłosierdzie. Według nowych widzących idealny mały
tyran nie ma żadnej cechy, która mogłaby odkupić jego winy.
Don Juan stwierdził, że strategia dobroczyńcy prowadziła do opanowania dwóch pozostałych cech
wojownika, których wcześniej nie posiadał: wytrwałości oraz wyczucia odpowiedniej chwili. Wytrwałość
polega na cierpliwym czekaniu bez pośpiechu i niepokoju – na prostym, radosnym wstrzymywaniu
odwetu.
– Codziennie musiałem się płaszczyć – ciągnął don Juan – i czasami płakałem pod biczem
brygadzisty. A jednak byłem szczęśliwy. Strategia dobroczyńcy pomogła mi żyć z dnia na dzień, nie
czując nienawiści do tego człowieka. Byłem wojownikiem. Wiedziałem, że czekam, i wiedziałem, na co
czekam. W tym właśnie leży wielka radość bycia wojownikiem.
Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan systematycznie dręczył swego prześladowcę uciekając
się pod opiekę wyższej instancji; podobnie widzący nowego cyklu w czasach konkwisty chronili się za
tarczą kościoła katolickiego. Czasami zwykły ksiądz był potężniejszy od magnata.
Tarczą don Juana była kobieta, która dała mu pracę. Za każdym razem, gdy ją widział, klękał przed
nią i nazywał ją świętą. Błagał, by dała mu medalik z wizerunkiem swojej patronki, do której mógłby się
modlić o jej zdrowie i pomyślność.
– Dostałem medalik – ciągnął – i to wprawiło brygadzistę we wściekłość. A gdy udało mi się
przekonać wszystkich służących do wieczornej modlitwy, niewiele brakowało, żeby dostał apopleksji.
Chyba właśnie wtedy postanowił mnie zabić. Nie mógł pozwolić mi dalej działać. Ja zaś
zorganizowałem wówczas wspólne odmawianie różańca przez wszystkich służących w domu.
Właścicielka uznała mnie za niezwykle pobożnego człowieka. Od tamtej pory nie spałem spokojnie ani
nie spędzałem nocy we własnym łóżku. Każdego wieczoru wchodziłem na dach. Dwukrotnie
zauważyłem stamtąd brygadzistę, który szukał mnie w środku nocy z morderczym wyrazem twarzy.
– Codziennie wysyłał mnie do stajni. Miał nadzieję, że ogiery stratują mnie na śmierć, ja jednak

oparłem o ścianę w kącie kilka ciężkich desek i chroniłem się za nimi. On o tym nie wiedział, bo od
zapachu koni dostawał torsji – była to jeszcze jedna z jego słabości, najbardziej zabójcza, jak się
miało okazać.
Don Juan powiedział, że wyczucie czasu steruje wyzwoleniem wszystkiego, co wcześniej było
wstrzymywane. Kontrola, dyscyplina i wytrwałość stanowią tamę, za którą wszystko się gromadzi, a
wyczucie odpowiedniej chwili jest śluzą w tej tamie.
Jedyną bronią brygadzisty była agresja, którą terroryzował robotników. Gdy zneutralizowało się
jego agresję, stawał się niemal zupełnie bezradny. Don Juan wiedział, że brygadzista nie odważy się
go zabić w obrębie domostwa, więc pewnego dnia obraził go w obecności innych robotników i w
zasięgu wzroku właścicielki. Nazwał brygadzistę tchórzem, który śmiertelnie obawia się żony swego
pana.
Plan dobroczyńcy wymagał, by don Juan poczekał na taką właśnie chwilę i wykorzystał ją do
odwrócenia sytuacji. Niespodziewane rzeczy zawsze zdarzają się w taki sposób. Najniższy z
niewolników zaczyna wykpiwać tyrana, ośmiesza go w obecności ważnych osób, szydzi z niego, a
potem ucieka, nie zostawiając tyranowi czasu na zemstę.
– Brygadzista oszalał z wściekłości, ale ja już pokornie klęczałem przed właścicielką. – opowiadał
don Juan.
Gdy kobieta weszła do domu, brygadzista i jego przyjaciele zawołali don Juana na tyły domu,
rzekomo do pracy. Brygadzista był blady z gniewu. Don Juan odczytał jego zamiary z tonu głosu. Udał
posłuszeństwo, ale zamiast pójść za dom, pobiegł do stajni. Miał nadzieję, ze konie narobią hałasu i
właściciele przyjdą sprawdzić, co się dzieje. Wiedział, ze brygadzista nie ośmieli się go zastrzelić, bo
wystrzał byłby zbyt głośny, a on za bardzo się bał utraty pracy. Don Juan wiedział też, ze brygadzista
nie wejdzie do pomieszczenia, w którym znajdują się konie, chyba, ze zostanie sprowokowany ponad
wszelką wytrzymałość.
– Wskoczyłem do zagrody najdzikszego ogiera, a mały tyran, oszalały z furii, wyciągnął nóź i rzucił
się za mną. Natychmiast schowałem się za swoją ochroną z desek. Koń kopnął go raz i było po
wszystkim.
– Spędziłem w tym domu sześć miesięcy i przez ten czas wyćwiczyłem się w czterech atrybutach
wojownika. Dzięki nim odniosłem sukces. Ani razu nie użalałem się nad sobą i nie łkałem z
bezsilności. Byłem radosny i spokojny. Miałem znakomitą samokontrolę i dyscyplinę i na własnej
skórze przekonałem się, jaką przewagę daje nieskazitelnemu wojownikowi wytrwałość oraz wyczucie
odpowiedniej chwili. I ani przez moment nie życzyłem temu człowiekowi śmierci.
– Dobroczyńca powiedział mi coś bardzo interesującego. Wytrwałość to wstrzymywanie siłą ducha
zapłaty, o której wojownik wie, ze słusznie się komuś należy. Nie znaczy to, ze wojownik przez cały
czas knuje intrygi wymierzone w innych albo myśli o tym, jak wyrównać przeszłe rachunki. Wytrwałość
jest zupełnie niezależną cechą. Jeśli wojownik posiada kontrolę, dyscyplinę i wyczucie chwili,
wytrwałość jest gwarancją, ze odda to, co należne, temu, kto na to zasłużył.
– Czy zdarza się, ze mali tyrani zwyciężają w konfrontacji z wojownikiem i niszczą go? –
zapytałem.
– Oczywiście. Był taki okres, na początku konkwisty, gdy szeregi wojowników zostały
zdziesiątkowane. Ginęli jak muchy. Mali tyrani mogli skazać na śmierć kogo tylko chcieli, wyłącznie dla
kaprysu. Ta presja posłużyła znacznemu wyrafinowaniu sztuki widzących.
Don Juan powiedział, ze w tych czasach widzący, którzy przeżyli, musieli wytężyć całą swą moc,
by znaleźć nowe metody działania.
– Nowi widzący wykorzystali małych tyranów. – mówił don Juan, wpatrując się we mnie
nieruchomo. – nie tylko po to, by pozbyć się poczucia własnej ważności, ale też po to, by dokonać
niezmiernie wyrafinowanego manewru prowadzącego do zniknięcia z tego świata. Zrozumiesz to
później, gdy dowiesz się więcej o opanowaniu świadomości.
Powiedziałem, ze najbardziej interesuje mnie to, czy obecnie, w naszych czasach, mali tyrani,
jakich on nazywał drobnymi płotkami, mogą pokonać wojownika.
– Zawsze może się tak zdarzyć. – odrzekł. – Tylko ze nie pociąga to za sobą tak dramatycznych
konsekwencji jak kiedyś. Teraz wojownik zawsze może odzyskać siły albo wycofać się i wrócić
później. Ale jest jeszcze inny aspekt tego problemu. Porażka z rąk drobnej płotki nie jest śmiertelna,
lecz druzgocąca. Symbolicznie jednak stopień śmiertelności jest tu równie wysoki. Chcę przez to

powiedzieć, ze wojowników, którzy ugną się przed drobną płotką, niszczy ich własne poczucie porażki
i bez wartościowości. Dla mnie jest to równoznaczne z wysoką śmiertelnością.
– A po czym poznaje się porażkę?
– Każdy, kto przyłączy się do małego tyrana, ponosi porażkę. Działanie w gniewie, bez kontroli i
dyscypliny, brak wytrwałości, to porażka.
– Co się dzieje z wojownikiem, który poniósł porażkę?
– Albo na nowo zbiera siły, albo rezygnuje z poszukiwania wiedzy i na resztę życia dołącza do
szeregów małych tyranów.

Reklamy

23 listopada 2014 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

promień jaźni

Jaka jest natura umysłu? Umysł nie jest substancją ani przedmiotem

materialnym, lecz pulsowaniem światła Jaźni. Umysł nie jest niczym

innym, jak zawężoną formą Świadomości, tej samej Świadomości,

która stworzyła wszechświat[Pratyabhijnahridayam] powiada:

„Kiedy Cziti, Świadomość uniwersalna, schodzi poniżej swojego

wzniosłego stanu czystej Świadomości, staje się czittą-umysłem”.

Naturą Świadomości jest tworzenie i nawet wtedy, kiedy się

ogranicza, żeby stać się umysłem, nie traci swojej prawdziwej natury.

Tak jak w świecie zewnętrznym Świadomość uniwersalna stwarza

nieskończone wszechświaty, podobnie, kiedy zawęża się ona, aby stać

się umysłem, stwarza nieskończone wszechświaty wewnętrzne.

Jeżeli przyjrzymy się umysłowi, zobaczymy, że w każdej chwili daje

on początek nowym wewnętrznym światom myśli i fantazji,

podtrzymuje je na pewien czas, a potem pozwala, aby się rozpłynęły.

Ten proces trwa nieustannie. Nawet kiedy śpimy, umysł stwarza

światy snów. Umysł jest nieposkromiony, ponieważ jest on czystą

energią Świadomości.imagesCAKV2LEL

UMYSŁ W STANIE REALIZACJI

Jaka jest rola umysłu w stanie realizacji i czego doświadcza umysł w

tym stanie? Czy nadal pojawiają się w nim idee?

Nawet po osiągnięciu realizacji Jaźni umysł pozostaje żywy. Umysł

nigdy nie przestanie istnieć, chociaż może zmienić się jego charakter.

Kiedy umysł wybiega i krąży pomiędzy przedmiotami zewnętrznymi,

staje się ograniczony. Otoczony zostaje zanieczyszczeniami świata

zewnętrznego. W stanie realizacji Jaźni zmniejsza się tendencja

umysłu do wybiegania na zewnątrz. Zamiast na zewnątrz, umysł

zwraca się do wewnątrz. Kiedy wybiega na zewnątrz i krąży pomiędzy

przedmiotami otaczającego nas świata, przybiera formę tych

przedmiotów. W ten sam sposób, kiedy zwraca się do wewnątrz,

roztapia się w Jaźni i przybiera formę Jaźni. Realizacja nie jest

niczym innym, jak roztopieniem się umysłu w Jaźni. W pismach

świętych stan ten nazywany jest śmiercią umysłu, ale w

rzeczywistości umysł nie umiera. Roztapia się w Jaźni i jednoczy z

nią. Umysł nie traci swoich właściwości, ale przestaje być czymś

odrębnym od Świadomości.

Dopóki istnieje ciało i musimy żyć na tym świecie, umysł pomaga

nam w wykonywaniu zwykłych czynności. Jednakże w stanie

realizacji jego natura jest inna. Nie funkcjonuje jedynie jako zwykły

umysł; funkcjonuje z całą mocą Świadomości. Staje się

zrównoważony i wolny od myśli, staje się cichy. Odczuwanie

nieszczęścia to nic innego, jak sieć myśli, a kiedy przekraczamy myśl,

doświadczamy najwyższej rozkoszy. Co więcej, kiedy umysł jednoczy

się z Jaźnią, uzyskuje moc Jaźni. Wtedy może dokonać bardzo wiele.

Może nawet przekazywać Siakti za pomocą myśli.

POTĘGA JAŹNI

Jeżeli naprawdę chcemy uporać się z problemami umysłu, musimy

zwrócić się w głąb i obudzić naszą własną siłę wewnętrzną. Wtedy

umysł z łatwością podda się naszej kontroli i doświadczymy Jaźni w

sposób bardzo naturalny. Mówi się, że Jaźń można osiągnąć przez

wiedzę. Jednakże wiedza, która odkrywa przed nami Jaźń, nie jest

zwykłą wiedzą, jaką zdobywamy z książek czy w szkole. Jest to

wewnętrzne zrozumienie jedności, zdanie sobie sprawy z tego, że

stanowimy jedność z Absolutem. W jaki sposób zdobywamy tę

wiedzę? Przychodzi ona do nas spontanicznie, kiedy budzi się w nas i

rozwija nasza energia wewnętrzna.

Ta energia wewnętrzna znana jest jako Kundalini i żyje ona w

każdym człowieku.

Swami Munktananda

(tapeciarnia.pl)163359_zachod_slonca_drzewo_morze-1280x800

 

13 stycznia 2014 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

przebudzenie-obudzenie kundalini

Istnieje kilka metod obudzenia Kundalini. Można ją obudzić imagesCAVSG1TN

intensywnymi praktykami jogi, takimi jak ćwiczenia fizyczne,

techniki oddychania i powtarzanie mantry. Można ją również obudzić

śpiewem i wielką miłością do Boga. Czasami ktoś doświadcza

spontanicznego obudzenia w wyniku praktyk, jakie wykonywał w

przeszłych wcieleniach. Najbezpieczniejszym i najpewniejszym

sposobem obudzenia Kundalini jest jednak Siaktipat – proces, dzięki

któremu Siddha Guru bezpośrednio przekazuje uczniowi swoją

własną, w pełni rozwiniętą Siakti, uaktywniającą uśpioną Kundalini i

wprawiającą ją w ruch.

Siaktipat jest tajemną inicjacją wielkich mędrców, przekazywaną

uczniowi przez Guru od najdawniejszych czasów. Tradycja indyjska

nie ma na to monopolu. Wielcy święci z każdej tradycji religijnej z

przebudzoną własną energią wewnętrzną, mogli budzić ją u innych.

Niektórzy mówili o tym otwarcie, inni nie. Kiedy Jezus dotknął kogoś

ręką, człowiek taki przeobrażał się, odczuwając wielką miłość i

szczęście. To był właśnie Siaktipat

Swami
Muktananda

Pamiętam jak na początku drogi duchowej każdy marzy o tym aby poznać czym jest energia kundalini i jakie są szybkie i skuteczne metody obudzenia jej w sobie…

Dziś po kilku latach podróży tą drogą wiem ,że ta energia budzi się sama w najbardziej odpowiednim momencie dla Nas samych i wszelkie metody budzenia jej na siłę mogą zdecydowanie wywołać więcej krzywdy niż pożytku.

Niestety -wiele ludzi kieruje się pożądaniem doświadczeń tej siły będąc pełni pewności co do kontroli nad niepożądanymi skutkami wypływającymi z nieodpowiedniej na to chwili naszego istnienia…

Jeżeli poczekamy na tą chwilę doświadczając siebie i rozwijając swoją duchowość – energia kundalini popłynie naturalnie budząc doświadczenia których nie da się opisać słowami…

Nie przyśpieszajmy tego na siłę…. pozwólmy niech dzieje się to naturalnie.

Kundalini posiada dwa aspekty: jeden pozwala

funkcjonować w normalnym życiu, podczas gdy drugi prowadzi do

najwyższej Prawdy. Zewnętrzny, ziemski aspekt Kundalini

funkcjonuje bez zarzutu, ale jej aspekt wewnętrzny, duchowy, jest

uśpiony. Dlatego nie zdajemy sobie z niego sprawy.

Niemal każda tradycja mówi o Kundalini, chociaż znana jest ona pod

różnymi nazwami. W Chinach nazywa się czi. W Japonii znana jest

jako ki. Biblia nazywa ją Duchem Świętym. Czym jednak jest

Kundalini? Kundalini to Siakti, energia kosmiczna, którą mędrcy

indyjscy czczą jako matkę wszechświata. Siakti jest dynamicznym

aspektem pozbawionego formy i właściwości Absolutu. Jest stwórczą

siłą Boga, potęgą, która manifestuje nasz wszechświat złożony z form,

najwyższą mocą, dzięki której powstaje wszystko, co istnieje.

Inną nazwą Kundalini jest Cziti, Świadomość uniwersalna.

[Pracyabhijnahridayam), jedno z głównych pism świętych Siwaizmu

Kaszmirskiego opisuje ją w aforyzmie: [chitih svatantra vishva siddhi

hetuh] – „Cziti stwarza ten wszechświat z własnej nieprzymuszonej

woli”. Cziti jest absolutnie wolna. Nikt Jej nie zmusza do stworzenia

wszechświata, czyni to z własnej inicjatywy. Co więcej, stwarza ona

wszechświat z siebie samej, nie używając do tego żadnych materiałów

zewnętrznych. Cziti staje się każdą cząsteczką tego materialnego

świata, manifestując się jako wszystkie formy i kształty, które

widzimy wokół nas. Przenika wszystko w świecie widzialnym i

niewidzialnym i spełnia niezliczoną ilość funkcji. Ale chociaż staje

się wszechświatem, nigdy nie traci nic ze Swojej potęgi i Swojej

czystości.

Ta potężna siła jest siłą naszej własnej Jaźni. Ta sama Siakti, która

stwarza wszechświat, przenika również całe ciało ludzkie od stóp do

głów i w tej formie znana jest jako Kundalini.

Kundalini jest energią życia, która sprawia, że wszystko w nas funkcjonuje. Umożliwia nam patrzenie naszymi oczami, słyszenie naszymi uszami, doświadczanie dotykiem naszej skóry.

Moc Kundalini powoduje bicie serca, krążenie

krwi, przepływ wdechu i wydechu przez nasze ciało. To jest

zewnętrzny aspekt Kundalini, podtrzymujący życie. Chociaż przenika

wszystko, Kundalini ma swoją specjalną siedzibę w czakramie

muladhara u podstawy kręgosłupa, skąd kontroluje i podtrzymuje cały

nasz system fizjologiczny poprzez sieć 720 milionów głównych i

pobocznych nadi.

Tak, jak ten zewnętrzny aspekt Kundalini umożliwia nam

funkcjonowanie w świecie zewnętrznym, wewnętrzny aspekt

Kundalini umożliwia nam proces duchowy. Nasza podróż duchowa

zaczyna się na dobre dopiero po obudzeniu wewnętrznej Kundalini.

Ilekolwiek byśmy nie praktykowali technik, ilekolwiek byśmy nie

studiowali pism świętych, dopóki nie nastąpi rozbudzenie Kundalini

Siakti, doputy nie zrealizujemy naszej jedności z Jaźnią wewnętrzną.

W obecnym stanie nasza świadomość wybiega na zewnątrz. Z

powodu ograniczeń umysłu i zmysłów uważamy się za ciało i

utożsamiamy się z doświadczeniami zmysłów. Nie zdajemy sobie

sprawy z wszechobecności Świadomości, nie zdajemy sobie również

sprawy z własnej boskości. Ale kiedy Kundalini się budzi i zaczyna w

nas działać, nasz umysł i zmysły zwracają się do wewnątrz i

zaczynamy sobie uświadamiać naszą prawdziwą naturę.

[Pracyabhijnahridayam] powiada: [balalabhe vishvam atmasatkarotr]

– „Kiedy ktoś osiąga siłę Kundalini, może wchłonąć w siebie cały

wszechświat”. Taki człowiek nie jest już ograniczoną, zniewoloną

istotą. Taki człowiek osiąga całkowite zjednoczenie z Bogiem.

13 stycznia 2014 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

Najrzadszy dar

1396022_531581260253488_755778280_n

Chociaż Jaźń jest zawsze z nami, znajomość Jaźni jest najrzadszym z

darów i przychodzi tylko dzięki łasce Boga. Poznanie Jaźni oznacza

wyeliminowanie wszelkiego cierpienia i osiągnięcie najwyższej

szczęśliwości. Dopóki umysł nie znajdzie zadowolenia przez stopienie

się z Jaźnią, bezustannie płonie on w ogniu przywiązania i niechęci.

Ale kiedy ktoś osiąga Jaźń, osiąga również doskonale wolną radość

Jaźni, której nigdy nie może dotknąć ból tego świata. Z łona tej

szczęśliwości bije fontanna nektaru. W jaki sposób ktoś, kto osiągnął

tę szczęśliwość, mógłby kiedykolwiek odczuwać głód lub pragnienie?

W jaki sposób ktoś, kto rozumie swoją Jaźń, mógłby kiedykolwiek

cierpieć z powodu nieszczęść tego świata? Tak więc poszukuj Jaźni

dla własnej radości. Kiedy już zrealizujesz chwałę Jaźni, będziesz

wiedział, że nie istnieje nic wspanialszego.

WODA W RZECE, WODA W MISCE

Jaka jest różnica między duszą indywidualną a Duszą Najwyższą?

Dusza indywidualna i Dusza Najwyższa nie są czymś różnym od

siebie; dusza indywidualna jest zarazem Duszą Najwyższą. Chodzi o

to, że Dusza Najwyższa, Bóg, ma świadomość, iż istnieje wszędzie,

podczas gdy dusza indywidualna wierzy, że istnieje jedynie od głowy

do stóp. W rzeczywistości różnicy nie ma, tę różnicę stwarza jedynie

twój sposób pojmowania. Przyczyną tego jest ignorancja, czyli brak

wiedzy, albo niewłaściwe zrozumienie własnej Jaźni. Kiedy osiągasz

pełne zrozumienie swojej Jaźni, znika poczucie zróżnicowania.

***************************************************************

WSZYSCY JESTEŚMY BOGIEM

Czy uważasz siebie za Boga?

Tak, i ciebie również uważam za Boga.

Tak samo, gdyby ktoś zapytał mnie „Czy jesteś Bogiem?” dzięki swojemu rozumieniu odpowiedziałbym:

„Nie tylko Bóg istnieje we mnie, ale istnieje On w każdej komórce mojego ciała, od stóp do głów.

On jest całym moim jestestwem”.

Kiedy postrzegam w sobie czystą Jaźń dlaczego nie miałbym uważać się za Boga?

Kropla wody spada na szczyt góry w postaci deszczu. Z wielu kropli powstaje strumień, a strumień spływa z góry i zamienia się w rzekę.

Rzeka płynie, dopóki nie wpadnie do oceanu. Kiedy rzeka stapia się z oceanem, czym ma nazwać siebie pierwsza kropelka wody? Czy ma się uważać za kroplę deszczu, czy też ma się uważać za ocean?

SWAMI MUKTANANDA

2 grudnia 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

Wolność stania się kim zechcesz

Człowiek posiada wolność stania się czym tylko zechce.

Swoimi własnymi siłami może uczynić swoje życie wspaniałym lub żałosnym. imagesCALE0DUV

Własnymi siłami może dosięgnąć niebios, albo pogrążyć się w otchłani. W rzeczywistości potęga człowieka jest tak ogromna, że może on nawet przeobrazić się w Boga. Bóg spoczywa ukryty w sercu każdego człowieka i każdy może zdać sobie z tego sprawę.

Co jednak czyni człowiek? Zamiast starać się poznać w sobie tę wielkość, spędza życie na jedzeniu i piciu, walce z innymi oraz pogoni za przyjemnościami zmysłów.

Płodzi dwoje lub troje dzieci, opiekuje się rodziną i uważa, że wypełnił cel swego życia. Ale przecież nawet zwierzęta robią to samo. Każde stworzenie na świecie je i pije. Każde stworzenie na świecie prowadzi życie rodzinne. Zwierzę idzie w głąb dżungli, wykonuje swoją pracę i wraca, aby cieszyć się swoją zwierzęcą partnerką i potomstwem. W ten sam sposób człowiek wychodzi z domu, zajmuje się swoją pracą, wraca i cieszy się rodziną.

Tak, jak ciągle wzrasta liczebnie potomstwo ludzi, wzrasta również liczba psów, osłów, słoni, cząstkową świadomość. Znasz świat tylko taki, jaki ukazuje się w stanie jawy. Nie wiesz, co znajduje się poza nim, mimo iż każdej nocy doświadczasz świata leżącego poza twoją zwykłą świadomością. Kiedy nie śpisz, wszystko, co widzisz wokół siebie jest dla ciebie realne. Ale kiedy zasypiasz i śnisz, świat jawy przestaje istnieć, a rzeczywistym staje się świat snów.

Swami Muktananda

 

24 listopada 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 7 Komentarzy

wolna przestrzeń….

 

W wolnej przestrzeni istnieje wspaniałe bogactwo, promienista energia, zdrowie, zdolność leczenia innych i miłość. „Boże pozwól nam kochać na zawsze. Im bardziej kochamy, tym więcej dajemy i tym bardziej stajemy się Bogiem. Boże spraw, by to nigdy nie miało końca -nigdy.” Tak właśnie żyje mistrz, który znajduje się w „wolnej prze­strzeni”. Czym jest „wolna przestrzeń”? To jest nieograniczoność, o której was uczyłem, istniejąca po drugiej stronie cienkiej ściany waszego myśle­nia. Jak możecie ją znaleźć? Jak możecie ją urzeczywistnić? Musicie uciec z waszego „pudełka” w „wolną przestrzeń”. Musicie nią być bez względu na wasze programy1. Kiedy to nastąpi, wasze programy ulegną zmianie.993064_658249350859538_1922568373_n

Co jest potrzebne, by to osiągnąć? Wytrwałość. Jeżeli każdego dnia pozostaniecie wierni waszym naturalnym, biologicznym procesom myślowym, zawsze będziecie bronili waszego „pudełka”, ponieważ czuje­cie się w nim bezpieczni. Będziecie się martwili, czy macie wystarczającą ilość żywności, czy ładnie wyglądacie, czy macie gorącą wodę, czy wasze samochody są czyste, większe, szybsze i mają mocniejszy silnik oraz będziecie uważali, że jakakolwiek praca jest lepsza niż bycie bezdomnymi. Jeżeli pozostaniecie na łasce waszej tożsamości, wasze życie ulegnie degradacji, ale jeżeli od momentu, w którym się rano obudzicie, zacznie­cie zmieniać wasz program każdego dnia, wtedy wasze życie stanie się niezwykłe. Dzień za dniem nie pozwólcie sobie być chorymi, słabymi, biednymi cierpiętnikami. Nie pozwólcie sobie na cierpienie. Każdego dnia powinniście kochać i każdego dnia powinniście być Bogiem. Czyż Bóg ubrany w łachmany nie jest pięknym obrazem – istotą pogrążoną we wspaniałym umyśle, pełną glorii „wolnej przestrzeni”, choć ubraną w łachy? Ta sytuacja jest przejściowa.

Kiedyż w końcu zrozumiecie, czego was uczę? Kiedyż w końcu uświa­domicie sobie, że stawanie się wspanialszymi niż wasze ciało jest warte zachodu? Kiedyż w końcu uświadomicie sobie, że jesteście wspanialsi niż wasze ciało? Kiedyż w końcu weźmiecie w ręce wodze waszego życia w całym tego słowa znaczeniu? Kiedyż w końcu przestaniecie być cierpiętnikami? Jesteście cierpiętnikami, ponieważ to wam służy. Ciągle opowiadacie o waszej biedzie i waszych długach, bo to daje wam prawo, by się martwić. Kiedyż w końcu przestaniecie to robić? Kiedyż w końcu obudzicie się, przestaniecie cierpieć i zaczniecie żyć? Igracie ze śmiercią i z nią flirtujecie, ponieważ ona jest możliwością ucieczki. Mówię wam – jest łatwiej umrzeć niż żyć. Osoby, które zmarły, nie były bohaterami. Staniecie się bohaterami, kiedy przeżyjecie.

Jakie jeszcze zdolności muszę wam w was zademonstrować, żeby­ście zaakceptowali waszą nieograniczoną moc? Dojrzewanie człowieka w mistrza może nastąpić bardzo szybko. To się stanie, kiedy tego zapragniecie. Jakie próby musicie przejść? Wasze własne. Z czym one są związane? Zastanówcie się nad tym. Musicie być wspanialsi od tego, co myślicie obecnie. To wszystko.

„Wolna przestrzeń” jest bezpośrednia. Nie ma w niej ludzi, miejsc, rzeczy, czasów i wydarzeń. Z tego powodu tam nie ma sądów. Sądy powodują opóźnienie. W momecie, kiedy znajdziecie się w „wolnej prze­strzeni”, będziecie tego świadomi. Próba polega na tym, by tam pozostać bez względu na logikę i waszą potrzebę szukania rozwiązań. Przywołajcie na powierzchnię wasze boskie „ja”.

Jeżeli nie chcecie tego robić, pozwólcie, że was zapytam, jaka będzie jakość waszych marzeń do końca waszego życia? Co będziecie robić? Nie pozostanie wam nic innego, jak żyć w zgodzie z tym, co już macie w waszym mózgu, waszą siecią neuronową zawierającą odrobinę wiedzy, opartej na paru doświadczeniach pełnych przyzwyczajeń i cierpiętnictwa. Takie zatem będą wasze wytyczne na resztę waszego życia – nudnego życia.

Jaką szkodę wyrządziłoby wam wypełnienie się każdego dnia miło­ścią Boga, wspaniałym zdrowiem i bogactwem? To nie pozbawi waszego życia uroku. Opowiedziałem wam kiedyś historię człowieka, który całe życie, kiedy patrzył w ogień, koncentrował się na marzeniu o niesłychanej zamożności. Każdego dnia żył tym marzeniem i o nim opowiadał. Kiedy umarł, wszyscy mówili: „Biedny człowiek. Myślał, że stworzy fortunę, ale nic z tego nie wyszło”. Wiecie co? W następnym życiu on stał się królem Anglii w okresie bardzo bogatym dla arystokracji. Marzenia nie wyrządzą wam krzywdy. One was wzbogacą. Jedyne, co macie do strace­nia, to wasze ograniczenia.

Czy jesteście w stanie wykroczyć poza waszą logikę? Czy potraficie wynieść się ponad wasze ograniczenia? Kiedyż przestaniecie ich bronić? Jeżeli zastanowiliście się nad tym, co powiedziałem i zadaliście sobie powyższe pytania, zmieniliśmy kurs waszego życia. Zrozumcie, że „wolna przestrzeń” znajduje się na wyciągnięcie ręki. W momencie, kiedy się nią staniecie wolni od wszystkiego i bez względu na to, co wasze otoczenie, wasze ciało i wasza kieszeń mają do powiedzenia, kiedy bez względu na to wszystko staniecie się „wolną przestrzenią”, wtedy wszystko będzie należeć do was.

Ramtha ,,przebudzenie na niezwykłość,,

3 listopada 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

Sieć neuronowa osobowości

Czym są myśli?  imagesCALLSCC9

Obrazami.

Gdzie powstają?

W mózgu.

Czy mózg może myśleć po swojemu? Tak. To się nazywa osobowość. Czym jest osobowość? Osobowość jest sumą wszystkich programów neuronowych. Czym jest emocja? Emocja jest reakcją hormonalną, spowodowaną przez sieć neuronową osobowości. Co to znaczy? To znaczy, że jako małe dzieci, w tak zwanym okresie niewinności, mieliście prawo eksplorować rosnąć, odkrywać siebie i rozwijać się, aż nadszedł czas, gdy zaczęła dominować wspaniała dojrzałość, która jest głęboką mądrością waszego Ducha. Niestety, stworzyliście bardzo skostniały sposób myślenia, który nie po­zwala, by do tego doszło. Kto o tym decyduje? Wy. Cechuje was tendencja do zrzucania odpowiedzialności na innych. Obwinianie innych jest tylko siecią neuronową. Ono nie istnieje poza wami. Gdzie jest wasze obwinianie? Pokażcie mi. Ja go nie widzę. Ono znajduje się wyłącznie w waszym mózgu.

Dlaczego zmiana waszego „programu” jest taka ważna? Ponieważ kiedy zmienicie „program”, zmienicie „obrazy”. Co się stanie, kiedy prze­staniecie obarczać innych odpowiedzialnością i pozwolicie, by światło wiedzy zaświeciło w ciemnościach? Zaczniecie myśleć inaczej. Mózg zacznie reagować inaczej. Duch zacznie was wypełniać uczuciami, któ­re przyniosą ze sobą dobre samopoczucie. Co wybierzecie? Skostniały sposób myślenia, czy też coś, co sprawia, że czujecie się wspaniale? Wybór zawsze należy do was.

Co się stanie, jeżeli światło zdrowego rozsądku i to, czego się dzisiaj nauczyliście, wyeliminuje wasz wstyd? Jak zmieniłoby się wasze życie? Powiem wam jak. Wasza osobowość trzyma w ryzach ludzi, miejsca, rzeczy, czasy, wydarzenia i wszystko, co kiedykolwiek zrobiliście.

Ona stara się, by to miało swoje miejsce w waszym życiu. Skąd to wiemy? Wiemy to, ponieważ ci wszyscy ludzie, te wszystkie miejsca, rzeczy, czasy i wydarzenia nie pojawiłyby się w waszym życiu, gdyby najpierw nie istniałyby w waszym mózgu.

Zatem żyje w was nieustanny Obserwator. Osobowość waszego mózgu jest kumulatywnym Obserwatorem pola energii. Wszystko, co możecie zobaczyć w waszym mózgu, każda osoba znana wam intymnie, wszystko, co kiedykolwiek zrobiliście, cztery ściany, które nazywacie domem, wszystko to istnieje w waszym życiu dzięki łącznemu wysiłkowi „żółtego mózgu” waszej osobowości. Wasza osobowość określa, kim jesteście, nawet jeżeli chodzi o obrazy, które wieszacie na ścianach i wasze ulubione kolory. Wasze „ulubione kolory” są dominującą siecią neuronową w waszym mózgu, która zabarwia wszystko.

Nie możecie myśleć bez mózgu. Myślenie jest „zapalaniem” sekwencji myśli, a każda myśl jest podłączona do sieci neuronowej. Kiedy wszystkie razem się zapalą, pojawi się obraz. Możemy zmienić ten obraz. Może­my przekształcić „żółty” w słońce albo w banana. Nasza wola decyduje o obrazie na „ekranie komputera”. Na czymkolwiek się skupicie, to zade­cyduje o waszej rzeczywistości.

RAMTHA ,,kim jesteśmy naprawdę,,

2 listopada 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 1 komentarz

Czym jest rzeczywistość?

Świadomość i energia tworzą naturę rzeczywistości. Czym zatem jest rzeczywistość? imagesCAPE7S1K
Rzeczywistość składa się z ludzi, miejsc, rze­czy, czasów i wydarzeń w waszym życiu. Całe wasze życie toczy się dokładnie tak, jak je sobie stworzyliście. Nie możecie winić innych za to, że w nim uczestniczą. Jesteście twórcami, a nie ofiarami – to naturalny stan waszego jestestwa. Nie jesteście ofiarami losu. To, co powiedziałem spowoduje, że niektórzy z was zaczną się czuć niewygodnie. Dzieje się tak dlatego, ponieważ macie wiele zahamowań i wypełnia was poczucie winy, ale tak nie musi być. Dlaczego w dalszym ciągu coś was prześladuje? Ponieważ wy sami jesteście uczepieni danej rzeczywistości i uważacie, że ktoś ponosi za nią odpowiedzialność. Albo ktoś wam coś zrobił, albo wy coś komuś zrobiliście, albo też kogoś do czegoś zmusiliście, ta osoba to zaakceptowała i teraz wy się źle z tego powodu czujecie. Wszystkie akcje wynikają z samodeterminacji. Chcę, żebyście o tym pamiętali. Możecie odzyskać całą waszą moc, mówiąc: „Ja to zrobiłam/em. Nikt inny”. Tylko bardzo rozwinięte osoby są do tego zdolne. Powiedzenie czegoś takiego nie przychodzi łatwo. Czyż to nie prawda? Jest znacznie łatwiej winić innych zamiast samemu wziąć odpowiedzialność.

Obwinianie innych jest jedną z przyczyn, które powodują, że znajdu­jecie się w pułapce koła reinkarnacji. Wracacie tutaj, ponieważ chcecie wszystko naprawić, ale jest zbyt łatwo wskazać palcem na kogoś innego i powiedzieć: „To twoja wina”. Tak zachowuje się niedojrzała osoba, która jest żyjącym trupem. Jak postępujektoś oświecony? Taki ktoś,bez względu na ból, którego doświadcza, potrafi powiedzieć: „Ja stworzyłem moje życie. Biorę całkowitą odpowiedzialność za wszystko, co zrobiłem i nikogo za nic nie winie. Wszystko jest moim dziełem”.

Dlaczego to niesie ze sobąwyzwolenie? Ponieważ w jednym momencie pokazuje wam istotę waszej własnej potęgi. Jesteście Obserwatorami.

W jaki sposób możecie posiąść w życiu moc mistrza? Uwalniając swój umysł od obwiniania innych i cierpiętnictwa, uwalniając się od przeszłości jako takiej. Uwolnienie się od niej przywróci wam moc, ponieważ jeżeli potrafiliście stworzyć tyle cierpienia, jeżeli całe wasze życie było wypeł­nione poczuciem winy, niepewnością, strachem, wstydem, jeżeli w ten sposób przetrwoniliście wasze życie, to stało się tak wyłącznie dlatego, że jako Obserwatorzy trzymaliście wasze problemy „na orbicie”. Co się stanie, kiedy to sobie uświadomicie? Wszystko ulegnie zmianie. Czyż nie wiecie, że przebaczenie nie polega na tym, by prosić o nie ludzi, ale by ich uwolnić. Żadna duchowa osoba nigdy nie pozwoli, by jej umysł był na długo pełen poczucia winy i wstydu. W momencie, kiedy wiedza rzuci na nie światło, pozbędzie się ich bardzo szybko.

Co się stanie, kiedy powiecie: „Ja to stworzyłem/am„? Pomyślcie o tym. Jaka była pierwsza próba, przez którą musiał przejść wasz Święty Duch, kiedy wziął w posiadanie ciało? Jakie mieliście tendencje? Być może powinniście robić to, co zrobiliście. Być może waszym pierwszym zadaniem było sfinalizowanie niedokończonego biznesu. Większość z was nigdy nie przeszła tej próby, nigdy jej nie zaliczyła, by podjąć się czegoś nowego.

Co się stanie, kiedy nagle powiecie: „Sam stworzyłem/am moje życie”?

Ach, coś się w was skręci i wykręci. Będziecie chcieli być mądrzejsi od waszej duszy. Coś nie pozwoli wam w pełni wszystkiego zrozumieć, ponieważ wasze cierpienie wypełnia was dumą. Aroganccy ludzie są dumni ze swojego cierpienia i duma nie pozwala im się od niego uwolnić, ponieważ to ich mierzi. Możecie powiedzieć: „Cóż, taki/taka właśnie jestem”. Na co odpowiem: „Z całą pewnością tak jest i możecie się tym cieszyć, bo to jest wasza kreacja„. Cóż by się stało, gdybyście się wznieśli ponad wasze postawy i wyrzucili je przez okno? Cóż takiego mogłoby się wam przydarzyć? Wiele rzeczy, ponieważ znaczyłoby to, że zmieniliście wasz sposób myślenia.

RAMTHA ,,kim jesteśmy naprawdę,,

2 listopada 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

skrucha…

Siergiej Łazariew

Wiele procesow zachodzących obecnie w życiu jest skierowanych na usunięcie blokady pomiędzy świadomością i

podświadomością człowieka, a wszystko, co przenika do podświadomości, jest wskazowką do działania i zaczyna aktywnie funkcjonować.

O ile sto, sto pięćdziesiąt lat temu szturmem podświadomości zajmowały się głownie sztuka, filozofia i niektore szkoły

ezoteryczne, to teraz do tego procesu dołączyła już medycyna.

Logika świadomości człowieka jest skierowana na przeżycie ciała fizycznego, logika podświadomości – na zachowanie i

rozwoj struktur duchowych,dlatego proby ich mechanicznego połączenia mogą w wielu sytuacjach doprowadzić do zagłady jednego

z nich.

Obecnie podświadomość człowieka pochłania energetyczne “brudy”z niebywałą prękośią i nie tylko dlatego,że wielu

probuje się tam przedostać lecz także dlatego,że zagubiony człowiek stał siędzisiaj zbyt ufny.Wystarczy okazać chociaż jeden

procent niedowierzania w stosunku do otrzymywanej informacji i podświadomość będzie przed nią zablokowana.

Negatywne uczucia i emocje po przeniknięiu do podświadomości przestają być kontrolowane przez człowieka, a

ponieważ zdrowie fizyczne jest ściśle związane z podświadomością powstają bardzo złożne zależości i nastęstwa.

********************************************************************************************

SKRUCHA  skrucha

Obawiam się, że w obecnych czasach bardzo powierzchownie rozumiemy sens skruchy.

Zgłębiając światowe religie, zacząłem analizować pojęcie skruchy, pokajania. Przede wszystkim nie są to bezowocne

wyrzuty sumienia, samobiczowanie czy żałowanie przeszłości. Takimi emocjami człowiek może sobie tylko zaszkodzić i nic

więcej.

Pokajać się to znaczy skierować wszystkie siły na zmianę siebie i nigdy nie powtarzać swoich błędow. Jest to proces,

ktorego sens zawiera się w tym, aby wybuch energii powstający przy uświadomieniu sobie popełnionych naruszeń pracował na tworzenie. Podczas skruchy następuje rozerwanie łańcucha przyczyn i skutkow, w ktorym jeden postępek pociąga za sobą kolejny.Mechanizm przekazywania informacji z pola, to znaczy gromadzenie, aktywizacja programow i ich realizacja poprzez postępowanie człowieka, dzięki pokajaniu może zostać zatrzymany.

W judaizmie ten, kto poczuł skruchę, czy w chrześcijaństwie łotr na krzyżu mogą gorować ponad świętymi, dlatego że

do tego,aby całe życie przeżyć w świętości,potrzebny im jest dziesięciokrotnie większy wysiłek niż człowiekowi z czystą karmą.

Osoba z czystą karmą rodzinną i osobistą często potrzebuje mniej wysiłku, aby osiągnąć ogromne rezultaty, aniżeli ktoś

z ciężką karmą do tego,aby być po prostu porządnym.Dlatego we wszystkich światowych religiach jest wyraźnie sformułowana teza, że osobiste dążenie człowieka do Boskości jest ważniejsze od możliwości, ktorymi obdarzyła go natura.

Mechanizm skruchy powinien być nierozerwalnie związany z rozumieniem obrazu świata: aby zdać sobie sprawę z

naruszenia prawa, trzeba znać prawo.

Początkowo przypuszczałem,że skrucha niszczy tylko programy uformowane przez negatywne emocje: nienawiść,obrazę,

życzenie komuś zła, ale teraz widzę, że jej możliwości są o wiele większe i że najważniejsza jest całkowita zmiana i zharmonizowanie struktur pola.

Na subtelnym poziomie duchowym każdy człowiek kontaktuje się z Boskością, tak jak każda komorka organizmu – z

całym organizmem.Niemożliwe jest zerwanie tego kontaktu nawet przy najcięższej karmie i niezależnie od zachowania.Struktury pola każdego człowieka zawierają informacje o naruszeniach najwyższych praw przez przodkow i przez niego samego w poprzednich wcieleniach i im poważniejsze są te naruszenia, na tym bardziej subtelnym poziomie są one obecne.

Istnienie dwoch wzajemnie wykluczających się tez: o grzechu pierworodnym człowieka i o jego pierworodnej czystości

staje się zrozumiałe,jeśli będziemy pamiętali o rożnych poziomach struktur pola.Dlatego dążenie poprzez skruchę do Niepoznawalnego, Boskości – to wejście na wyższy poziom, duchowe podniesienie człowieka i oczyszczenie karmy.

20 października 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

atlantyda i statki mandźit

Parę dni temu natrafiłam na książkę w swoich zbiorach ,ktora zaciekawiła mnie w związku z dosyć dobrym opisem ostatnich dni Atlantydy oraz początków Egiptu …. dosyć fascynujace choć nie do końca zgadzam się z obliczeniami Patricka dotyczące ,,przebiegunowania ,,po raz kolejny ziemi… choć wiele ciekawych spostrzeżeń mozna uznać za całkiem prawdopodobne co do faktycznych wydarzeń..

Polecam oczywiście cała książkę ,,proroctwo oriona,,

o to kilka fragmentów z książki Patricka Geryl-a” dotyczących Atlantydy

Ozyrys

Historia Ozyrysa (Oriona) rozpoczyna się w roku 10 000 p.n.e. L’An-Nu, naj­wyższy kapłan kraju Aha-Men-Ptah [Atlantydy] zwołał naradę. Miał niepokojące wieści.

Dzięki matematycznym obliczeniom układów gwiezdnych był w stanie prze­widzieć datę końca istniejącego świata, opierając się na danych dotyczących po­przedniego kataklizmu – 21 lutego 21312 roku p.n.e. – kiedy to Atlantyda została częściowo zniszczona (Ziemia obróciła się wówczas w zodiaku o 72°).

Wiadomość przekazana przez kapłana była szczególnie bolesna i bezlitosna:

– Bracia, zebraliśmy się dzisiaj, by mówić o straszliwych wydarzeniach, któ­re dotkną naszych prawnuków! Musimy bez chwili wahania zorganizować wę­drówkę naszego ludu w inne strony ziemi. Oznacza to olbrzymią długotrwałą pra­cę!

Zebrani zaczęli szemrać i wnet podniosła się fala protestów. Ale najwyższy kapłan był nieprzejednany:

– Nie opieram się na tekstach religijnych, ale na obliczeniach matematycz­nych, których każdy może dokonać. Wszelkie ruchy gwiazd i planet odbywają się harmonijnie, zgodnie z wolą Boga. Wiemy z pewnością, że „Niebiańskie układy matematyczne” mają wpływ na wszystkie żywe organizmy na Ziemi poprzez ukła­dy gwiazd, które wyrażają. To jedno. Następnie, obliczenia moich poprzedników, jak również obliczenia uczonych z naszego Podwójnego Domu Życia z Septa-Re-rep mówią wyraźnie: czeka nas katastrofa o nieznanych jeszcze rozmiarach. W cza­sie poprzedniej północ naszego kraju stała się ogromnym lodowcem, a inne rejony świata zostały zniszczone. Tym razem nasz kraj całkowicie zniknie z powierzchni Ziemi. Raz jeszcze sprawdziłem obliczenia naszych uczonych i jedyne, co mogę stwierdzić, to że cały nasz ląd znajdzie się pod wodą! Nie pozostanie nic, więc jeśli nie podejmiemy teraz środków zaradczych, nie pozostanie nikt, kto by opowiedział naszą historię i stanie się ona własnością królestwa umarłych! imagesCAJX4C8Y

Większość słuchaczy, przejęta tym, co usłyszeli, milczała. Wreszcie jeden z najstarszych członków rady przemówił z największym przejęciem:

– Nie wątpię w potęgę twoich słów! To logiczne, byśmy przyjęli wielki kata­klizm za pewnik; sprawę wyjścia w świat trzeba omówić jak najspokojniej. Ale to oznacza konieczność zbudowania tysięcy statków! Nie mówiąc już o zapasach żyw­ności dla milionów ludzi! Przygotowanie będzie wymagało pracy całych pokoleń!

L’An-Nu przemówił ponownie:

– Boskie Prawo przesądza zarówno o harmonii niebios, jak o matematycz­nym ruchu Ziemi w czasie. W oparciu o to ci, którzy posiedli Wiedzę o Liczbach, byli w stanie ustalić dokładną datę, a także przyczynę katastrofy. Wydarzy się ona za 208 lat [27 lipca 9792 roku p.n.e.]. I jest nieunikniona! Śpieszcie się zatem, czcigodni członkowie rady, z podjęciem koniecznych środków, tak by za dwa stulecia każdy mógł opuścić naszą ziemię i znaleźć nową ojczyznę. Pierwsze oznaki tego, co nas czeka, są już widoczne na horyzoncie, wschodzące Słońce stało się bowiem bardziej czerwone! Tym zakończę: wschód przybierze kolor czerwony, tak czerwony, jak nasza krew, bo nasze mocarstwo skazane jest na śmierć!

To wywarło pożądany efekt. Już następnego dnia podjęto pierwsze prace nad przygotowaniem wielkiej wędrówki w nieznane kraje.

Mijały lata. W roku 9842 p.n.e. królowi Gebowi i królowej Nut urodziło się pierwsze dziecko. Był to syn, a jego matka nazwała go imieniem gwiazdozbioru dominującego na południowej stronie nieba: Ozyrys (lub Orion).

. Hieroglify opisujące życie Izydy i Ozyrysa

Miał on zostać 589. panem Aha-Men-Ptah (Aha-Men-Ptah zostało nazwane Atlantydą dużo póź­niej przez greckich filozofów). W roku 9841 p.n.e. przyszedł na świat jego brat, Set, a w rok później siostry bliźniaczki: Izyda i Neftyda. Obie dziewczynki były przez wszystkich kochane, ale Set zachowywał się od początku jak mały tyran. Zazdrościł siostrom miłości ludu, a najbardziej złościło go, że nie był następcą tronu.

Izyda lubiła się śmiać i często widywano ją w towarzystwie Ozyrysa. Król Geb, widząc coraz silniejsze więzi między nimi, postanowił, że powinni się po­brać. Ceremonia zaślubin odbyła się w obecności tłumów. Nie było tylko Seta, który wpadł w szał na wiadomość o tym małżeństwie. Odjechał w gniewie, gro­żąc zemstą i bratobójstwem!

Ze związku Ozyrysa i Izydy urodził się Horus. Równocześnie Set gromadził przeciw bratu stale rosnącą armię. Wielu z tych rebeliantów buntowało się prze­ciwko narzuconym, przymusowym pracom nad środkami mającymi służyć ochro­nie przed nadchodzącą katastrofą. Nie chcieli uczestniczyć w działaniach, w któ­rych potrzebę nie wierzyli.

W tych trudnych czasach Ozyrys w wieku 32 lat objął władzę nad państwem. Był rok 9805 p.n.e., zaledwie 13 lat przed datą kataklizmu. Ozyrys niezwłocznie podjął środki zapewniające mu wierność mieszkańców. Uformował armię, której zadaniem było nie tylko zwalczenie rebeliantów, ale także ochrona portów i ma­gazynów żywności. Strzeżono tysięcy łodzi, gdyż wiele z nich zmarnowało się i stało się tylko drewnem na opał. Trzeba było przeprowadzić dokładną reorgani­zację, tak by zapewnić bezpieczną ewakuację lojalnych poddanych.

Set sprawił, że w kraju zapanował chaos. Niewiarygodne ilości materiałów przygotowanych na wędrówkę niszczały bezużyteczne lub zostały rozkradzione. Set wprowadził morderczą dyktaturę, którą przypieczętował odesłaniem do pała­cu dwóch posłów – w trumnach, z odciętymi głowami. Przesłanie było jasne: żad­nych układów.

Pozostały już tylko trzy lata. Horus był 24-letnim mężczyzną, kiedy jego wuj zajął siódmą z kolei prowincję i nakazał natychmiastowe zniszczenie 4000 stat­ków mandżit. Te niezatapialne okręty miały zapewnić przeżycie 30 000 miesz­kańców prowincji! Po dokonaniu tego bezsensownego zniszczenia sytuacja nie ulegała zmianie przez prawie trzy lata.

Na parę tygodni przed datą kataklizmu Set gwałtownie zaatakował. Wieczo­rem 26 lipca udało mu się przez zaskoczenie zdobyć stolicę. Rzeczywiście, wszy­scy byli tak zaprzątnięci nadchodzącą katastrofą, że nie zapewniono miastu do­statecznej obrony.

*****************************************************************************************************

Był 27 lipca 9792 roku p.n.e., ostatni dzień istnienia Atlantydy. Nastąpił nie­realny, dziwny początek dnia – bez słońca na niebie – wszystko pokryły opary gęstej czerwonawej mgły. Tłumiła ona dźwięki i pochłaniała światło słoneczne. Trudno było oddychać, bo powietrze przesycone było ostrym odorem trupów. Lu­dzie na kontynencie zrozumieli, że zaraz nadejdzie to co nieuniknione. Wszyst­kich ogarnął potężny strach przed dramatem, jaki miał się rozegrać i w każdym zbudził się instynkt przetrwania.

Nie ma słów, by opisać panikę, jaka wtedy powstała! Zapis w kronikach daje wyobrażenie o strachu, jaki opanował ludzi. Poranek przeszedł w dzień, ale nikt nie był w stanie zorientować się w czasie, bo Słońca nie było widać spoza gęstej mgły, która przybrała teraz kolor krwawej czerwieni.

Horus pojął, że to koniec jego państwa. Zrozumiał też, że jeśli jego ludzie tak bardzo się boją, buntownicy muszą być przerażeni o wiele bardziej. Postanowił to wykorzystać i zadać ostateczny cios wojskom wuja. Wyjaśnił krótko swój plan dowódcom, bardzo tym przejętym. Obiecał żołnierzom, że będą mogli wraz z ro­dzinami opuścić w porę kraj. Straszna cisza spowodowana mgłą, dziwna czerwona poświata i smród nie do zniesienia sprawiały, że żołnierze nieomal odchodzili od zmysłów. W rezultacie walczyli z nieprzyjacielem niezwykle gwałtownie – ale jak we śnie, bo dookoła wszystko przesłonięte było mgłą, niepozwalającą do­strzec niczego wyraźnie.

Wówczas dał o sobie znać wszechogarniający gniew niebios. Pierwsze lek­kie wstrząsy ziemi położyły kres bitwie. Nikt nie mógłby wygrać, bo wszyscy zginęli! Wielu padło, drżąc ze strachu na widok złowieszczych pęknięć ziemi. Wstrząsy trwały, a otaczająca wszystko mgła zaczęła rzednąć.

****************************************************************************************************

W królewskim porcie stało tysiące łodzi mandżit, słynących jako niezatapial­ne. Były one ściśle strzeżone i miały na pokładzie wszystko, co potrzebne do przeżycia: zapasy wody, jęczmiennego chleba, zboża itd. Ewakuacja przebiegała bez zakłóceń, ponieważ wcześniej ją przećwiczono. Setki tysięcy ludzi błyska­wicznie znalazł się na statkach. W tym samym czasie ewakuowano rodzinę królewską i najwyższych kapłanów. Każdy udawał się na przeznaczone dla niego od dawna miejsce na statku. Tym ludziom przygotowania rozpoczęte przed laty opła­ciły się teraz stokrotnie! Najwyższy kapłan spokojnie wydawał rozkazy, które były skrupulatnie wykonywane. Cała armada uwoziła skarby w bezpieczne miej­sce. Nikt nie znał rozmiarów katastrofy, ale każdy wyobrażał sobie najgorsze.

Zaczęły wybuchać odległe o setki kilometrów wygasłe od 1000 lat wulkany. Z niezmierną siłą wyrzucały w powietrze skały, ziemię i pył, więc mgła znowu zgęstniała. Deszcz drobnych kamyków spadł na stolicę i na port, raniąc i zabija­jąc wielu ludzi. Wybuchła panika. Tłum runął do portu, każdy rzucał wszystko, cokolwiek miał ze sobą, byle dotrzeć tam jak najprędzej. Wszelkie rozumne dzia­łanie ustąpiło przed przemożnym pierwotnym instynktem przetrwania. Żołnierzy w porcie tratowała nawała oszalałych ze strachu ludzi. Ciżba ludzka rzuciła się do łodzi z papirusu pokrytych żywicą i smołą dla uszczelnienia i wzmocnienia. Przerażenie, wywołane potwornymi, niewiarygodnymi wydarzeniami, sprawiło, że ludzie zapomnieli o wszelkich zasadach bezpieczeństwa. Zamiast wsiadać do łodzi najwyżej po 10 osób, ludzie walczyli, by dostać się na najbliższy statek mandżit. Setki statków wraz z pasażerami zatonęło zaraz po odpłynięciu, a nawet zanim odbiły od brzegu. Tysiące nieszczęśników zginęły w porcie, który już za chwilę przestał istnieć.

***************************************************************************************************

Tego dnia, dnia, który wydawał się nie mieć końca (27 lipca) 9792 roku p.n.e. przypieczętowany został los kraju Aha-Men-Ptah. Na południowym skraju toną­cego kontynentu pływały łodzie mandżit -jak wierzono, niezatapialne. Teraz przy­szedł czas, by dowiodły słuszności tej opinii.

Na zachodzie kataklizm w dalszym ciągu rozświetlał niebo krwawą czerwie­nią. Ale czy był to naprawdę zachód? Sztorm wzmagał się. Fale o wysokości wielu metrów waliły się na łodzie. Woda dostawała się pod pokład, co utrudnia­ło utrzymanie statków w równowadze. Po krótkim okresie względnego spokoju żywioły znowu się rozszalały. Tym razem był to cyklon, który rozbił na drzazgi część łodzi z kruchego papirusu.

Rys 10 Jest to jeden z najbardziej znaczących rysunków, wyrytych na ścianach egipskich świątyń. Ukazuje ucieczkę Ozyrysa, Horusa i Izydy. Pośrodku królowa Nut, która opiekuje się nimi. Po lewej stronie wyobrażona jest woda, a po prawej zniszczona łódź

Samotni wobec tych ogromnych mas wody, kapitanowie statków starali się walczyć z naturą. Ale jeszcze nie nadszedł kres niemożliwości. Na czerwienieją­cym, ale spokojnym teraz niebie ludzie ujrzeli nagle słońce, wschodzące gwał­townymi skokami nad horyzont. Zrozpaczeni patrzyli na ten fenomen natury, z całej siły chwytając się relingu, by utrzymać się na pokładzie.

W kilka chwil później słońce znowu znikło i ponownie zapadła noc! Ku zdu­mieniu patrzących, gwiazdy poruszały się tak samo gwałtownie, jak przedtem słońce. Następnie pojawił się księżyc, pędzący tak szybko po niebie, że wydawa­ło się, że za chwilę roztrzaska się, spadając na flotyllę! Cała ta noc trwała zaled­wie niepełną godzinę!

Nikt nie wiedział, co się dzieje – nikt nie mógł stwierdzić, czy po tym dniu nastąpi inny, czy już nie. Horyzont stał się szkarłatny i nieziemsko jasny, tajemni­czy i niezbadany! Wszyscy sądzili, że to już koniec.

I był to koniec ich świata, który zginął w gigantycznym trzęsieniu ziemi. Wszystko przepadło, pozostała tylko mgła!

Na horyzoncie znowu zapanował spokój. Deszcz płonących kamieni nadle­ciał z daleka i wzburzone morze się rozświetliło. W deszczu ognia ci, którzy prze­żyli, zrozumieli, że byli świadkami ostatnich konwulsji przedśmiertnych kraju Aha-Men-Ptah. Dla wielu ludzi było to wprost niepojęte: przecież od pokoleń ta ziemia była ośrodkiem świata. Teraz rozsypała się w gruzy, znikła w morzu, opuś­ciła ich już na zawsze. Ci, którzy mieli dobry wzrok, byli w stanie mimo oparów fioletowej mgły dostrzec, jak ostatnie góry zapadają się w morze. Nic! Nic nie pozostało!

Zatapianie lądu spowodowało podniesienie się wód na nowe, niespotykane wysokości. Wysoka, 12-metrowa, szeroka na kilka kilometrów fala przypływów toczyła się w kierunku statków, unosząc ze sobą wszystko, co napotkała na dro­dze. Setki ludzi wpadły do morza, ale na szczęście wielu przywiązało się do masz­tów linami od żagli. Izyda i Horus owiązali się razem sznurem na swoim statecz­ku – to samo zrobiły Neftyda i Nut oraz ich towarzysze. A także Set! Udało mu się uciec i rozglądał się teraz za swoimi rebeliantami.

Horus zaczął snuć plany strategiczne, starając się nie pamiętać o nieznośnym bólu. Jeśli pozostanie na tym stateczku, nigdy się nie uratuje; by przeżyć, musi dostać się na ląd.

Jak się to wszystko stało? – myślał. Od Mistrza Matematycznych Układów Niebieskich dowiedział się, że Ziemia jest kulą, podobnie jak Słońce i Księżyc. Obserwacja i szybkie obliczenia układów geometrycznych, jakie tworzyły plane­ty i inne ciała niebieskie, odkryły uniwersalne prawo, które doprowadziło do tego ogromnego kataklizmu. Ale Ziemia będzie istnieć nadal, mimo ogromnych znisz­czeń. To dawało pewną nadzieję!

Nagle Horus zdał sobie sprawę, że łodzie mandżit nie będą już zdatne do żeglugi. Były uszczelniane smołą, która pod wpływem gorąca się topiła. Nieba­wem zaczną przeciekać i rychło zatoną w głębinach. Rozmyślając tak, Horus znowu zapadł w nerwowy półsen. Dlaczego – zastanawiał się – kapłani wskazywali na niewiarę jako na główną przyczynę katastrofy? Czyżby Stwórca nie miał nad nimi litości? Trzeba przemyśleć jeszcze raz to wszystko, aby móc to zrozumieć!

I tu historia zagłady Atlantydy dobiega końca. Wszystkie te fakty zostały później wplecione w religię egipską. Konstelacja Oriona, czyli Ozyrysa, została od­tworzona na ziemi w postaci trzech piramid w Gizie. Ponowne przebudzenie się Oriona (Ozyrysa) na gwiaździstym niebie stało się siłą przewodnią religii egip­skiej. Wszyscy kolejni faraonowie chcieli „urodzić się ponownie” na nieboskło­nie, na podobieństwo sławnego przodka. Oto powód, dla którego piramidy po­wtarzają układ gwiazd: były one szczytem królewskiego cyklu odrodzenia. Gwiezdna religia starożytnego Egiptu powstała z wiary, że królowie mogą po śmierci stać się gwiazdami. Ta religia przetrwała ponad 9000 lat!

Faraonowie uważali się za następców odrodzonego Horusa, Tego, Który Żyje. Po śmierci mieli narodzić się ponownie i wstąpić w gwiazdy.

Wszystkie pogrzeby odbywały się na zachodnim brzegu Nilu, gdzie piramidy symbolizowały konstelację Oriona na „brzegu” Drogi Mlecznej. Przewiezienie ciała na ten brzeg było rytuałem symbolizującym przejście duszy na drugą stronę niebiańskiego Nilu (Drogi Mlecznej), gdzie znajdował się raj i gdzie królował Ozyrys. Orion (Ozyrys) był pierwszym Bogiem-królem, który zmartwychwstał, a wzniesiony na jego cześć pomnik jest największym, jaki kiedykolwiek istniał, pomnikiem archeoastronomicznym.

W rytuale ważne były kierunki: południe oznaczało początek cyklu; zachód początek symbolicznej śmierci – moment, kiedy gwiazda znika za horyzontem; wschód symbolizował ponowne narodziny gwiazdy. Wszystko to na pamiątkę wy­darzeń dnia wielkiego kataklizmu.

Poza tym cała symbolika religijna nawiązuje do faktów, jakie zostały przyto­czone. Na przykład w Herakleopolis codziennie składano ofiarę z byka – na pa­miątkę skóry, w którą było owinięte ciało Ozyrysa. W świątyni w Denderze skóra byka była największą świętością. Utracone oko Horusa widnieje na piersi każde­go z faraonów – i tak dalej. W Egipcie można także odnaleźć „arki” z Atlantydy.

***************************************************************************************************

Łodzie z Atlantydy

Z poprzedniego rozdziału wiemy, że ci, którzy przeżyli katastrofę, zawdzię­czali ocalenie niezatapialnym łodziom mandżit. Znajduje to odzwiercie­dlenie w wierzeniach religijnych następnych pokoleń.

Odnalezienie statków pośrodku pustyni sprawiło tylko kłopot i spędzało sen z powiek wszystkim egiptologom, nieumiejącym tego wyjaśnić.

W maju 1954 roku archeolog Kamal-el-Mallak Naukowcy są zgodni co do tego, że precesja wpływa na nasze pole magnetycz­ne odkrył na południowym skraju Wielkiej Piramidy rów – długi na 31,5 metra i głęboki na 23,5 metra. Dwa metry poniżej odnalazł wielkie bloki wapienne, niektóre z nich ważyły po ponad 15 ton. Pod tym wapiennym stropem leżała rozebrana na części łódź z drewna cedrowe­go. Jej rekonstrukcja zajęła aż 14 lat, ale rezultat wart był wysiłku: statek miał 43 metry długości, czyli był tej samej wielkości, co łodzie, w których wikingowie pokonywali Atlantyk.

Odkrycie tego statku postawiło egiptologów wobec wielu kwestii do rozwią­zania. Jeśli statek zbudowali ludzie znający zasady budowy statków pełnomor­skich, to kim byli?

Zgodnie z akademicką nauką historii Egipcjanie byli nomadami przez setki lat przed pojawieniem się osadnictwa. Jakim cudem ludzie pustyni mogli zdobyć wiedzę o budowaniu statków morskich? Oczywiście, można twierdzić, że fara­onowie używali ich tylko w celach rytualnych, ale nawet jeżeli tak – skąd wzięli wzór takich statków?

Pytania, pytania i jeszcze raz pytania. Oczywiście znamy już jedyną logiczną odpowiedź: przejęli tę wiedzę od swoich przodków, którzy na podobnych stat­kach opuścili swój ląd.

„13 kilometrów od Nilu znaleziono flotę królewskich statków, których wiek wy­nosi: około 5000 lat. Eksperci twierdzą, że łodzie o długości od 15 do 18 metrów są najwcześniejszymi królewskimi statkami Egipcjan. Należą do najstarszych spośród kiedykolwiek odnalezionych statków”.

Ukryte w swoich grobach statki musiały pierwotnie znajdować się na piasku pustyni. Warstwa białej kredy otaczająca groby musiała sprawiać, że było je wy­raźnie widać z daleka w słońcu. Badacze ponadto są zgodni co do tego, że statki te były w stanie wytrzymać skrajnie trudne warunki pogodowe na morzu. Były jednak o ponad 500 lat starsze niż łódź znaleziona przy piramidzie. Jeszcze bar­dziej tajemnicze było to, że te same statki widniały na malowidłach ściennych, które były jeszcze starsze: co najmniej o 1500 lat. Egiptolodzy ciągle nie wiedzą, jak to wytłumaczyć.

Ale my wiemy. Atlantydzi byli ludem o wysokim poziomie żeglugi morskiej i doskonałej znajomości mapy świata. Wiedzieli wszystko o ruchach gwiazd i pla­net. Ta wiedza umożliwiała żeglarzom podróże do nowych krain.

3 października 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 2 Komentarze

brama Arktura

Po pewnym doświadczeniu podczas medytacji ,kiedy zasiadłam w bibliotece trzymając w ręku swoją ,,księgę życia,,  nieustannie powracają do mnie mysli odnośnie Liry i Arktura. Ciągle też brzmi mi w uszach zdanie ,,poprzez pryzmat Liry,,

Nie dało mi to dzis spokoju i weszłam w poniższy fragment książki Lissy i Keith który nie przez przypadek ponownie mogłam przeczytać w odpowiedzi ktorej poszukiwałam właśnie w sobie…

Fragment książki Royal Lissy i Priest Keith „Gwiezdne dziedzictwo”: schody4

Niektóre istoty po przejściu przez Pryzmat Liry
postanowiły zachować niecielesną formę istnienia. Wybrały egzystencję, której
celem było służenie istotom przebywającym w bardziej zagęszczonych
rzeczywistościach, takich jak sfera trzeciej gęstości, w której znajduje się
Ziemia. Uświadomiły sobie, iż, być może, trzeba będzie wspomagać życie
ewoluujące w kształtujących się materialnych rzeczywistościach. A tego rodzaju
pomoc może ucieleśniać się pod postacią archetypów, aniołów, przewodników i
niewidzialnej inspiracji.
Istoty
te ściągały w rejon gwiazdy Arktura. W początkowym okresie pole gwiezdne w
rejonie Arktura miało co prawda nieco odmienną od dzisiejszej postać, ale
energia obszaru zachowała się na nie zmienionym poziomie. W okolicy tej gwiazdy
istnieje brama czy też skrzyżowanie w tkaninie czasoprzestrzeni. Ta brama zaś –
co owe istoty prędko sobie uświadomiły – przechodzi przez prawie wszystkie
pozostałe rejony zamieszkane od czasu Infuzji Wymiarów. Wtedy to właśnie zaczęły
pojmować swój cel – wspomagać świadome istnienie z wielu poziomów
świadomości.
Cel istot z Arktura
ma charakter wieloaspektowy. Łączy zaś je jedna idea, iż stanowią ideał dla
istot człekokształtnych. Symbolizują przyszłą jaźń bądź przyszłe społeczeństwo.
Ich energia jest ze swej istoty magnesem, który ożywia pozytywny potencjał i
dążenie do integracji z samej głębi istoty. Przekazują Ziemi obraz dokąd ona
zmierza w swej ewolucji. Gdy ludzkość przejdzie ewolucyjnie w stan istnienia
bezcielesnego, jej celem stanie się urzeczywistnienie świadomości takiej jak
zbiorowa świadomość istot z Arktura, które uważają, że są grupową matrycą,
której powierzono ideę ewolucji świadomości.
Istoty z Arktura bardzo często będą objawiać się
istotom ludzkim pod postaciami aniołów. A wiadomo, że jednym z celów aniołów
jest służenie człowiekowi. Istoty z Arktura, w bardzo namacalnym sensie, są
oddane istotom człekokształtnym. Za pośrednictwem istot cielesnych postanowiły
uczyć się istnienia w formie fizycznej cielesnej.
Mają naturę eteryczną. Ich energię odczuwa się
jako obecność, przypływ mocy twórczych bądź nieuwarunkowanej miłości. Objawiają
się pod postacią odpowiadającą wierze osoby, z którą współdziałają. W wypadku
bardziej tradycyjnej religii – jako anioły. Co bardziej zaś nowoczesnym
poszukiwaczom – na przykład jako istoty pozaziemskie, bądź jako przyszłe jaźnie.
W obu przypadkach efekt jest taki sam – współdziałanie ze szczerze oddaną
istotą, której celem jest służenie istotom cielesnym, a tym samym
Całości.
Ponieważ oddają się
służeniu istotom cielesnym, współdziałają na planecie nie tylko z istotami
człekokształtnymi, ale także z tymi, które zamieszkują niewidzialne królestwa, a
których ewolucja przebiega odmiennie od ewolucji istot człekokształtnych. Każda
planeta posiada własne królestwo dewów – energię świadomości królestwa roślin,
minerałów i zwierząt – zaś energia Arktura funkcjonuje jako wyższy aspekt
królestwa dewów planety. I znowu powtarza się myśl, że stanowią obraz przyszłego
ideału ewolucji.
Niewiele jest
istot z Arktura, które wybrały istnienie w postaci cielesnej po to, aby nieść
pomoc. Miast wcielać się w tę formę istnienia poprzez proces narodzin, raczej
“wchodzą” w ciało już egzystujące w świecie materialnym. Nie muszą tego robić
(czy też, by tak rzec, nie są poddane “przymusowi karmy”) za pośrednictwem
procesu wcielania. Przez różne porozumienia między duszami dochodzi do
“wymiany”. Dusza istoty ludzkiej, która cierpi emocjonalnie przybywa do
królestwa Arktura na leczenie, zaś zainteresowana istota z Arktura na jakiś czas
wciela się na planecie 17.
Główna pomoc, jaką istoty z Arktura świadczą
istotom cielesnym polega na leczeniu emocji. Arktur to raczej pewna sfera niż
faktyczne miejsce i właśnie w sferze Arktura ziemskie dusze, które miały bolesną
śmierć (lub życie) leczą się i odmładzają. Ponieważ brama Arktura jest połączona
z Ziemią, wszyscy którzy wcielają się na Ziemi muszą przejść przez sferę
Arktura, zanim dotrą do planety, chyba że świadomie z tego rezygnują. Zapewnia
to leczenie tym, którzy mają się narodzić, umacnia ich decyzje i pragnienie
życia w postaci cielesnej, które ich czeka.
Brama Arktura przygotowuje niecielesną
świadomość do intensywnego nastawienia się na cielesność, a zatem i na
seksualność. Z perspektywy świadomości istot z Arktura cielesność i seksualność
wyrażają to samo. Energia Arktura jest niezawodna, zwłaszcza w przypadku
leczenia różnych dolegliwości związanych z seksualnością, takich jak seksualne
wykorzystywanie w dzieciństwie czy w wieku dorosłym. Lecznicze energie Arktura w
tej samej mierze działają leczniczo na wykorzystywanego, co wykorzystującego,
jako że obaj poważnie cierpią. W takich przypadkach zastosowanie leczniczej
matrycy Syriusza / / Arktura może okazać się bardzo skuteczne.
Walenie, a zwłaszcza delfiny mogą symbolizować
działanie matrycy Syriusza / Arktura w odniesieniu do tych, którzy cierpią. Mogą
one, jeśli uwzględnić ekspresję ich seksualności i nieuwarunkowanej miłości,
funkcjonować jako cielesna manifestacja leczniczej matrycy Syriusza / Arktura.
To zupełnie nieszkodliwa matryca, która umożliwia łagodne leczenie na bardzo
głębokich poziomach. Gdy następuje śmierć, świadomość człowieka przechodzi przez
sferę Arktura. Jest odżywiana i pozostaje tam pod opieką, póki nie przebudzi się
do wyższej rzeczywistości. W przypadku bolesnej śmierci, otacza się ją wielką
czułością i intensywnie leczy, ażeby po przebudzeniu łatwiej jej było
przejść.
W doświadczeniach życia
po śmierci, światło, które dostrzega się u końca tunelu, reprezentuje w
rzeczywistości drgania Arktura. To drganie tłumaczy się za pośrednictwem wierzeń
tego, który je postrzega. Ponieważ Arktur, to przede wszystkim szósty stan
skupienia, światło często postrzega się jako drgania Chrystusa lub Buddy.
Światło można utożsamiać z przyszłym bądź wyższym ja (ja Chrystusa) jednostki.
Tak więc w pewnym sensie w trakcie procesu umierania jednostka zespala się z
wyższym ja, którego pasmo częstotliwości jest przypadkiem omal identycznym z
pasmem sfery Arktura. W całym stworzeniu nie ma niczego, co tak całkowicie
leczyłoby, odżywiało i odmładzało jak drgania Arktura 18.
Kolejną ideą, synonimiczną wobec drgań Arktura
jest idea kreatywności. Tworząc, jednostka zrównuje się pod względem
energetycznym ze Stwórcą. Skoro Arktur służy, by tak rzec, za “posłańca”
Stwórcy, to drgania są całkiem podobne. A skoro rzeczą ludzką jest tworzyć, to
Arktur od samego początku był z ludzkością blisko związany.
Arktur to znacznie więcej niż gwiazda. To
częstotliwość, którą się ma w sobie. To częstotliwość tworzenia, leczenia i
ewolucji. Od początku towarzyszy Ziemi i innym rozwijającym się planetom
zamieszkanym przez istoty cielesne. Jest nie tyle postacią w historii
galaktycznej, co podskórnym prądem – prądem od zawsze obecnym w idei całkowitej
Infuzji Wymiarów.
Ponieważ
energia Arktura jest podskórnym prądem, który zgodnie z nami współdziała,
środowisko planetarne Ziemi często transformuje tę energię w formę, która ma
pobudzać jednostki pod względem emocjonalnym. Przykładem soczewkowata chmura,
efektowny układ chmur uformowany na kształt dysku. Może przypominać statek
kosmiczny, ale w większości wypadków chodzi po prostu o to, że środowisko Ziemi
przekłada energię, jaką się postrzega na poziomie eterycznym. Te eteryczne
“statki” przypominają ludzkości o jej niewidzialnych
powiązaniach.
W obrębie
spolaryzowanej rzeczywistości istnieje odpowiednik Arktura odzwierciedlający
inne aspekty jego ewoluującej natury. Tym odpowiednikiem jest obszar zwany
Antares. W obrębie przejścia między wymiarami czy też skrzyżowania istnieje
połączenie między Arkturem a Antaresem, pełniące funkcję głównego punktu
skupiającego energię w tym rejonie. Większość świadomości wcielających się na
Ziemi przechodzi jedynie przez drgania Arktura. Są jednak i takie, które przed
dotarciem do Arktura, postanawiają przejść przez Antaresa. Są to jednostki,
które mają bezpośredni związek z wzorcami świadomości zbiorowej, matrycami i
ewolucją komórkową.
Antares, to
także punkt łączący względem wymiarów ziemski kwadrant Drogi Mlecznej i
galaktykę Andromedy. Zespół Antares / Andromeda pobudza abstrakcyjne pojęcia
egzystencji i świadomość niezbędną, aby istoty cielesne przypomniały sobie swe
dziedzictwo i tym samym przeobraziły swą przeszłość.
Układy innych omawianych w tej książce ras z
planetą Ziemią mają w większości charakter bardziej zindywidualizowany. Pomimo
to, ogromne znaczenie zachowuje związek z Arkturem, choć jest bardzo płynny,
elastyczny. Bo pozostałe elementy naszej opowieści – jeśli posłużyć się
kulinarnym porównaniem – jedynie podnoszą smak tej kosmicznej zupy, Arktur
natomiast nadaje jej konsystencję bulionu – to porównanie uzmysławia nam jak
istotną rolę jako składnika spajającego pełnią drgania Arktura.
Energia Arktura przejawia się na Ziemi w wielu
możliwych do zbadania postaciach. Można powiedzieć, że Arktur i Syriusz tworzą
układ partnerski. O ile Arktur sprzyja leczeniu emocji, o tyle Syriusz ułatwia
leczenie ciała. Egipcjanie znali te powiązania i w swych rytuałach przywoływali
energie matrycy Arktura / Syriusza. Bóstwo egipskie zwane Anubisem, to wyraźny
archetyp istoty z Syriusza, współdziałało jednak z energią Arktura. Anubis
wprowadzał jednostki do świata podziemnego astralnego), czyli przeprowadzał
przez proces fizycznej śmierci. Tam energie zarówno Syriusza jak i Arktura
rozpoczynały proces leczenia duszy. Wyobrażenie szakala (czyli “psa”, jak w
Psiej Gwieździe Syriusza) jako Anubisa to wyrazista oznaka, że Egipcjanie
zdawali sobie sprawę z istnienia tego związku. Anubis (jako archetyp Syriusza)
prowadził dusze zmarłych do sfery Arktura, gdzie następowało
leczenie.
Arktur symbolizuje
integrację w tej samej mierze, w jakiej Orion jest symbolem pozostającej w
konflikcie czy też spolaryzowanej natury człowieka. Mianem pomostu określano
często archetyp Merlina. Bo zaistnienie wspólnej płaszczyzny dla biegunowych
przeciwieństw jest koniecznością, kiedy zmierzają one ku zjednoczeniu. I tak,
pomostem między wybuchowym Orionem a kojącym Arkturem jest Merlin. On tworzy tę
wspólną płaszczyznę. A zatem oczywiste, że to jego energia zyskała zasadnicze
znaczenie nie tylko w odniesieniu do Ziemi, ale w odniesieniu do wszystkich
istnień, które doświadczają biegunowych podziałów. Iskra zrodzona w wyniku
tarcia między przeciwieństwami, które inicjuje transformację ma charakter
magiczny.
Istoty z Arktura, we
wczesnym okresie rozwoju Ziemi, zgodziły się zwiększyć swoją gęstość na tyle, by
na jakiś czas stać się widzialnymi. Współdziałały z pierwotną kulturą tak zwanej
Lemurii zaszczepiając jej umiejętność leczenia. Pamięć o tych związkach
przekazywano z pokolenia na pokolenie. Lemurianie migrując do różnych miejsc na
Ziemi przenosili te wspomnienia wraz z sobą. Jednym z utrwalonych w materii
wyobrażeń upamiętniających ten bezpośredni kontakt są posągi na Wyspie
Wielkanocnej. Nie tyle miały wyobrażać postaci z Arktura uobecnione w sferze
innej gęstości, ile być wyrazem oddawanej im czci. Zwrócone ku niebu posągi
wpatrują się w horyzont oczekując na powrót istot z Arktura.
Ludzkość bynajmniej nie musiała oczekiwać na ich
powrót. Ich energia przez cały czas była tu obecna. A ujrzeć je można
spoglądając w siebie, nie zaś rozglądając się wokół. To istoty ludzkie, które
osiągnęły najwyższy pułap ewolucyjnych możliwości. Są dla ludzkości
przypomnieniem, przesuwają ją po cudownej spirali ewolucji. Dom jest tam, gdzie
jest serce, a szlak, po którym podążają istoty z Arktura, wyznacza
serce.

Przypisy:
17 Nie są to zjawiska codzienne. Wiele z osób,
które twierdzą, że doznały “wejścia”, ma za sobą o wiele pospolitsze przeżycie,
które można nazwać “splataniem duszy”. Polega ono na pobieraniu wyższej
częstotliwości z energii własnej duszy, nie zaś na wymianie
świadomości.
18 Wiele osób,
które mają za sobą doświadczenia życia po śmierci, mówi o przejmującym spotkaniu
z jaskrawym światłem. Tak to przedstawia relacja utrwalona przez Moody’ego w
Życiu po życiu: “I zobaczyłem jasne światło – tak jasne, że nie mogłem przez nie
nic zobaczyć, ale przebywanie w jego zasięgu było cudowne. Dawało ukojenie.
Żadnego przeżycia na Ziemi nie można z tym porównać”.

23 lipca 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

czynnik syriusza

Zamieściłam to kiedyś na stronie Kubusia -w 2010 roku ..  i przez przypadek -lub i nie 😉 trafiłam dziś na ten tekst po raz kolejny..

Niesamowita książka Lyssy Royal i Keith Pries “Gwiezdne dziedzictwo” o to mały fragmnet…

gwiezdne-dziedzictwo-o2805

Rozdział 4                        

Czynnik Syriusza

Nadchodzi pysznie wystrojony w palecie barw…

M. Martin, 1907

Królestwo Syriusza miało się stać jednym z pierwszych obiektów eksploracji zaciekawionej

świadomości, która przeszła przez Pryzmat Liry i oddzieliła się od Założycieli. Syriusz jest dla całej

rodziny galaktycznej bardzo ważnym symbolem – symbolizuje mianowicie triadę. Syriusz jest –

aczkolwiek twierdzenie to nie zostało naukowo potwierdzone przez astronomów[9] – grupą gwiazd

potrójnych. W odniesieniu symbolicznym przedstawia to nasz model – dwa bieguny u podstawy

trójkąta i punkt łączący czy integrujący u wierzchołka. Odzwierciedla to i podstawowe pragnienie

galaktycznej rodziny – by ponownie zjednoczyć się poprzez połączenie biegunów.

Po infuzji wiele świadomości, które wybrały istnienie i w postaci niecielesnej, zostało

przyciągniętych do królestwa Syriusza. Tutaj przystąpiły do układania podwalin, zarówno

materialnych, jak i niematerialnych, pod istotną rolę, jaką Syriusz miał odegrać w rozwoju dramatu.

Mieli zostać jednymi z pierwszych genetycznych i eterycznych inżynierów podążających śladami

Założycieli.

Uprzedzając to, co miało nastąpić, te niematerialne istoty z Syriusza zaczęły tworzyć (poprzez

przekształcanie energii w materię) świat trzeciej gęstości, który ostatecznie mógłby stanowić

oparcie dla fizycznego życia. Stworzyły także więcej nastawionych na drgania sfer dla tych

świadomości, które postanowiłyby istnieć tu w postaci niecielesnej. A ponieważ umiały tworzyć

światy przystosowane do wszelkich przejawów świadomości, stały się znane jako Starszyzna z

Syriusza.

W trakcie konfliktów Liry z Wegą istoty reprezentujące oba bieguny zamieszkały królestwo

Syriusza pragnąc tam doprowadzić do integracji. Starszyzna z Syriusza przygotowała dla

przybywających energię zarówno pozytywną jak i negatywną. Dobrze wiedzieli jakiego scenariusza

wymaga ta sytuacja.

Istoty z Wegi, które chciały zamieszkać w królestwie Syriusza postanowiły doprowadzić do

swego wcielenia na poziomie świata trzeciej gęstości. Pod względem kulturalnym byli silnie

spolaryzowani wokół bieguna męskiego, zaś ich filozofia była filozofią dominacji, którą znacznie

trudniej byłoby podtrzymać w sferze czwartej gęstości. Uważali, że muszą panować nad swoim

środowiskiem i kontrolować swą ewolucję. To, według nich, miało im zapewnić panowanie nad ich

królestwem, a następnie – z perspektywy ich ewolucji – spowodować przyśpieszony rozwój.

Kierując się tym pragnieniem, istoty z Wegi zaczęły planować kolonizację planety krążącej

wokół słońc Syriusza. Chciały utrzymać swą filozoficzną orientację, a naturalna polaryzacja

wpisana w tę filozofię była możliwa do zachowania jedynie w sferze trzeciej gęstości. Byli tak

silnie nastawieni na fizyczną stronę egzystencji, że wytwarzało to zasłonę złudy i niepamięci

jeszcze bardziej gęstą niż obecnie na Ziemi. Były do tego stopnia pewne swoich umiejętności (i tak

nieświadome pułapek, jakie zastawiało istnienie w sferze trzeciej gęstości), że gorliwie zaczęły

przyspieszać proces ewolucji gatunków naczelnych rozwijających się w świecie, który wybrali.

Wcielanie rozpoczęły, jak tylko struktura DNA miejscowych gatunków stała się zgodna z ich

oczekiwaniami.

Ci nowi mieszkańcy Syriusza prawie od razu utracili pamięć o swej łączności z Wegą. Zasłona

była zbyt gęsta. Ich pragnienie doprowadzenia do zapomnienia było tak silne, że nie pamiętali

niczego, o swoim pochodzeniu. Nie mieli snów. Nie medytowali. Nie parali się działaniami

twórczymi, z wyjątkiem tych, które służyły zażenowaniu struktury ich panowania. Ich gorliwość,

kiedy już przybrała kształty materialne, stworzyła kulturę, którą pobudzało pragnienie panowania –

nad otaczającym światem i wzajemnie nad sobą.

Życie na tej negatywnej planecie rozwijało się. Tymczasem w system Syriusza postanowiła

zapuścić się grupa z Liry. Należące do niej istoty chciały pozostać w sferach istnienia niecielesnego.

Ich orientacja skupiała się wokół idei służenia innym. Przedmiotem ich szczególnej troski było

leczenie ciała istot cierpiących. Połączenie negatywnych istot z Syriusza (które odrzuciły jaźń

duchową) z pozytywnymi i niecielesnymi, pochodzącymi z Liry (które uważały, że ich

obowiązkiem jest leczenie wszystkich cierpiących) doprowadziło do powstania dynamicznego

napięcia, które odbiło się echem w całym systemie Syriusza i dalej.

Taki był początek sagi. Istoty pozytywne zaczęły bombardować istoty negatywne miłością i

uzdrawiającą energią na poziomach podświadomym i nieświadomym. A ponieważ nastawienie istot

negatywnych było tak silne, sprawiało im to psychiczne cierpienie. Im większy był ich opór, tym

większe ilości uzdrawiającej energii wysyłały istoty pozytywne. W wyniku takiego wzajemnego

oddziaływania doszło do tarcia, co nie dawało spokoju wszystkim świadomościom w systemie

Syriusza. W końcu interweniowała Starszyzna z Syriusza.

Postanowiono, że konflikt ponownie zostanie przeniesiony w inne miejsce. Tym razem próba

integracji miała zostać podjęta w nieco mniej spolaryzowanej perspektywie. Starszyzna

poszukiwała lokalizacji. Odkrycie elektromagnetycznych właściwości obszaru zwanego Orionem

zajęło im niewiele czasu. I tak oto rozpoczyna się mit opowiadający o tym jak Syriusz, Psia

Gwiazda, naprowadza Myśliwego – Oriona.

Gdy w nowym miejscu odbywało się już pierwsze starcie, w systemie Syriusza pozostała jeszcze

cywilizacja istot cielesnych. Odcinały się one od ducha, co prowadziło nawet do śmierci, a wtedy

następowało natychmiastowe ponowne wcielenie w systemie, co jeszcze bardziej wyobcowało je z

wszelkich form egzystencji niecielesnej. Społeczeństwo istot negatywnych w większości nie

wiedziało o rozgrywającym się konflikcie, a więc nie mogło sobie uświadomić tego, że zmierza ku

systemowi Oriona. Nadal błąkało się w mgle zapomnienia. Ci, którzy pragnęli integracji tego, co

negatywne z tym, co pozytywne miast na Syriusza przeszli teraz z Liry/Wegi na Oriona. Czasami,

raczej nieczęsto, dusza otrząsała się z negatywnego świata Syriusza i przechodziła w strefę Oriona.

Z pozytywnej (niecielesnej) perspektywy Syriusza istoty te miały teraz możność bezpośredniego

wpływania na cierpiące istoty negatywne. Wiele z nich ochoczo wyprawiało się na Oriona, by

wypełnić to zadanie. Inni woleli pozostać na Syriuszu koncentrując swe uzdrowicielskie zdolności

na innych celach. Pozostałe pozytywne istoty z Liry włączyły się w walkę na Orionie. Rodziła się

historia galaktyki.

Ponieważ pozytywne istoty z Syriusza pragnęły ułatwić sobie leczenie ciała (swą służbę na rzecz

cielesności, którą wybrały zamiast samego wcielenia), sprzymierzyły się z pozytywnymi energiami

z Arktura. Z kolei Arktur był zorientowany na leczenie emocji. Razem utworzyli Matrycę Syriusza

Arktura. Owa matryca będąc holistyczną energią uzdrawiającą ciało, umysł i ducha, znalazła

dojście do omal wszystkich w rodzinie galaktycznej planet zamieszkałych przez istoty cielesne.

Matryca Syriusza-Arktura znana była na planecie Ziemi pod wieloma postaciami. Ta

archetypiczna energia wykorzystywana była przez jednostkę bądź przez społeczeństwo do wielu

celów. Jest podatna i może posiadać kształt odpowiadający dowolnej definicji. Bez względu na

formę, jej celem jest służenie cielesności. Matryca Syriusza-Arktura przypomina cząstkom o ich

związku z Całością i o ich naturalnych zdolnościach do samouzdrawiania.

Niewielka, co prawda, procentowo grupa pozytywnych istot z Syriusza również postanowiła

wcielić się w świat materii. Jednak odrzuciła formę człekokształtną na rzecz formy bardziej

odpowiadającej jej naturze. Tą formą były walenie. Delfiny i wieloryby wyobrażają przejście

energii Syriusza do fizycznego, spolaryzowanego świata. W symbolice archetypicznej woda

reprezentuje podświadomość. Walenie stanowią przypomnienie możliwości integracyjnych

człowieka.

Ze wszystkich energii stanowiących część najbliższej rodziny galaktycznej, na Ziemi

najpowszechniej wykorzystuje się energię Syriusza. „Syriusz” znaczy „skrzący się” lub „palący”, a

nazywa się go także „Psią Gwiazdą” i „Gwiazdą Nilu”. Jest najjaśniejszą gwiazdą widzianą z

Ziemi, a drugą pod względem odległości i być może dlatego w wielu kulturach starożytnych,

zwłaszcza w Egipcie, zdawano sobie sprawę ze znaczenia energii Syriusza.

Czasami istoty świadome pochodzące z Syriusza, chcąc łatwiej uczynić się widzialnymi dla

ludzi żyjących w trzecim stanie skupienia, mogły zagęszczać swą częstotliwość. Za panowania

wielu egipskich dynastii zjawiskiem dość powszechnym były odwiedziny istot z Syriusza

przebranych za jednego z egipskich bogów (takich jak na przykład Izis, Ozyrys i Anubis). Te

„kostiumy” ułatwiały Egipcjanom fetowanie ich pojawienia się, a owe wizyty często powodowały

przypomnienie bardzo dawnych czasów, gdy „bogowie” jawnie chodzili po Ziemi. Owe istoty z

Syriusza przekazały Egipcjanom (jak również innym kulturom na Ziemi) bardzo zaawansowaną

wiedzę astronomiczną i medyczną. Do dzisiaj badacze zastanawiają się nad pochodzeniem tej

wiedzy.

Po drugiej stronie globu własne, jedyne w swoim rodzaju kontakty z Syriuszem miała kultura

Majów. Problem zaawansowanej praktyki medycznej i udzielonej im wiedzy astronomicznej o

galaktyce nie został jeszcze wyświetlony przez współczesnych badaczy. Ich związki z istotami z

Syriusza miały charakter o wiele bardziej osobisty. Majowie byli w jakimś sensie turystami

przybyłymi z królestwa Syriusza (wcielonymi tutaj na Ziemi), którzy chcieli doświadczyć istnienia

w cielesności z bliższej, dogodnej perspektywy. Ich związki z Majami były tak bliskie, że istoty z

Syriusza nawet przekazały im technikę przeobrażania – z materii w czystą energię-świadomość.

Kiedy owe nauki dobiegły końca, Majowie zniknęli (przeobrazili się) pozostawiając za sobą szlak,

którym miała podążyć ludzkość.

Owe istoty z Syriusza pozostawiły po sobie wiele kapsuł czasu i zagadek, których odkrywaniem

i rozwiązywaniem miały się zająć przyszłe pokolenia. Jednym z nich jest kryształowa czaszka.

Kryształowa czaszka jest, być może, symbolem nieskończonej natury człowieka i bezkresnej

świadomości. Wpatrując się w jej głębię można uchwycić przeszłość i przyszłość. Ludzie na razie

nie wiedzą, jak tłumaczyć dane oraz emocje wyzwalane, gdy spogląda się w przestrzeń czaszki.

Być może informacje zakodowane w czaszce rozniecą kiedyś iskry pamięci w człowieku. Taki

prawdopodobnie był zamiar istot z Syriusza, a należały one do pierwszych grup, które pod różnymi

postaciami pozostawiły informacje o przeszłości Ziemi.

Kryształowa czaszka

Warto zauważyć, że o istotach z Syriusza nie należy mówić jako o grupach istot pozaziemskich

w tym sensie, że świadomość grupowa wyraża się w formie zarówno materialnej, jak i

niematerialnej. Reprezentowały one przewodnią dla rozwoju cywilizacji na Ziemi siłę. Jak się

okaże w dalszych rozdziałach, należą one do głównych aktorów w dziele stworzenia gatunków

ludzkich na Ziemi.

Powracając teraz do negatywnie zorientowanej planety Syriusza, w filozofii Ziemi da się

uchwycić analogiczne wytłumaczenie. W filozofii negatywnie nacechowanych istot z Syriusza

zakorzeniona jest praktyka zwana „czarną magią” bądź „sztukami tajemnymi”. W świątyniach

Egiptu, wśród kapłanów boga Seta odbywał się zorganizowany kult mocy negatywnej. Filozofia ta

odrzuca ideę ponownego włączenia do tkanki wszechświata. Ci zaś, którzy kultywują tę filozofię,

uważają się za istoty niepowtarzalne, odrębne, i egocentryczne. Złudzenie, jakie stworzyli, polega

na odrzucaniu odpowiedzialności za swoje czyny. A zrozumienie, że ich czyny i przekonania tworzą

tę właśnie rzeczywistość, z której próbują uciec, wymaga często wielu lekcji i wielu ich istnień.

Innym przejawem wpływu Syriusza na Ziemię są, analogicznie, z nieco negatywnego punktu

widzenia, Iluminaci. Iluminaci to grupa cielesnych bądź niecielesnych, negatywnie zorientowanych

(do pewnego stopnia też pozytywnie zorientowanych) istot pozaziemskich, które przybyły na

Ziemię jako istoty cielesne podczas Początku[10].

Istoty te ostatecznie uznały, że nie dostąpiły uznania (czy władzy) na jakie według siebie

zasługiwały[11]. Wiele spośród tych pierwszych pozaplanetamych świadomości, których udziałem

stały się wzajemne kontakty z ludzkością pozwoliło swej energii czy też swej „historii” ewoluować

i doprowadzić do tego, by stała się ona archetypem służącym wspomaganiu Ziemi. Ich świadomość

określa idea panowania. Jeśli nie mogą sprawować kontroli nad innymi, czują się tak jakby nie

istnieli… nieistnienie zaś budzi w nich przerażenie. Ta motywacja sprawiła, że od samego początku

próbowali ingerować w ewolucję Ziemi. Są dokuczliwi, tak jak naprzykrzający się owad, rzadko

jednak są powodem poważniejszych problemów. Tylko te jednostki, które nie mają poczucia

własnej siły znajdą się w tych strukturach władzy na Ziemi, których źródłem jest strach bądź

bezsilność. Nie będą mogły oddziaływać, jeśli im się na to nie pozwoli. Wszystko zatem ponownie

sprowadza się do kwestii pretensji do posiadania władzy.

Ostatnia wreszcie myśl dotycząca współczesnych przejawów energii Syriusza wiąże się z

pojawianiem się groźnych, jak je widzi literatura UFO-logiczna, istot pozaziemskich. Albowiem

skrajnie negatywne doświadczenia z UFO, okaleczenia bydła i pojawianie się „Ludzi w Czerni” w

większości związane są z negatywną grupą Syriusza (i Oriona), która w rzeczywistości powoduje

więcej strachu niż szkody. Bywa, że istoty cielesne z Syriusza (i Oriona) przedzierają się przez

warstwy ochronne Układu Słonecznego i mogą próbować mścić się dokonując spustoszeń. Z jakich

pobudek działają?

Gdy bada się starożytne sumeryjskie teksty na temat początków historii i walk bogów, wychodzi

na jaw, że Ziemia (w całości bądź częściowo) była w różnych czasach przedmiotem terytorialnych

sporów między rozmaitymi grupami. Często pytano, dlaczego istoty z Syriusza tak bardzo wydają

się zaangażowane w rozwój Ziemi. Jeżeli faktycznie prawdą jest, że Syriusz to grupa gwiazd

potrójnych (jak sugerują przekazy plemienia Dogonów dotyczące astronomii), to czy Soi (ziemskie

Słońce) mógłby być, bądź kiedyś był, ową trzecią gwiazdą? Jeżeli tak w rzeczywistości jest, to

Ziemia od samego początku mogła się stać przedmiotem terytorialnego sporu wśród istot z

Syriusza. To wyjaśniałoby, dlaczego negatywne istoty z Syriusza uważały, że na Ziemi mają prawo

robić, co im się podoba, i dlaczego wyciągały oskarżycielski palec w stronę innych istot

pozaziemskich za to, że bezprawnie mieszały się w wewnętrzne sprawy istot z Syriusza. Być może

istoty z Syriusza uważają Ziemię za część swego terytorium. W chwili obecnej system Syriusza jest

odległy od układu słonecznego zaledwie o 8,7 lat świetlnych, a astronomowie uważają go za część

naszej lokalnej rodziny gwiazd.

Wielu pierwszych mieszkańców Syriusza było nieźle zorientowanych w dziedzinie inżynierii

genetycznej. Początek Ziemi to moment, w którym istoty cielesne z Syriusza umieszczały w

pierwszych istotach ludzkich ukryty kod DNA. Ów kod został uruchomiony, kiedy Ziemianie jako

rasa zaczęli osiągać pewną częstotliwość drgań. Pomaga on Ziemianom w przypominaniu sobie

galaktycznej przeszłości człowieka. Współczesne negatywnie nacechowane istoty z Syriusza

panicznie się tego boją. Boją się nieistnienia i dlatego stale bronią się przed przejściem do sfery

czwartej gęstości. Obawiają się, że skoro Ziemia się przeobraża, to i oni także się przeobrażą i

przestaną istnieć. Wierzą, że jeśli będą utrzymywali społeczeństwo w strachu, Ziemia nie będzie

mogła przejść do następnej sfery. Jako całość nie mogą determinować losu ludzkości, albowiem

moc istot ludzkich na Ziemi jest większa, niż negatywnie nacechowane istoty z Syriusza to sobie

uświadamiają. Niemniej, nadal tak będą postępować. Innego wyjścia nie mają.

Tożsamość istot z Syriusza splata się z tożsamością człowieka, bez względu na to, czy chodzi o

cielesne istoty pozaziemskie, czy o archetypiczną energię. Cechuje ją bogactwo wiedzy, jak również

moment rywalizacji. Nie należy zapominać, że Syriusz jest triadą i to, co ona symbolizuje –

integrację biegunowych przeciwieństw – jest także przeznaczeniem Ziemi.

Fragment pochodzi z książki Lyssy Royal i Keith Pries “Gwiezdne dziedzictwo – przez pryzmat Liry; Galaktyka istot ludzkich” (The Prism of Lyra / wyd. orygin. 1989).

30 Maj 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 2 Komentarze

wyprawa wgłąb siebie

Niesamowita a zarazem fascynująca książka napisana przez Henryka Markowskiego z ktorym miałam okazję poznać się osobiście  i ktory wciągnął mnie w świat regresji inkarnacyjnej .

Dla ciekawych tematu oraz lubiących dobrą książkę polecam z sercem wyprawa%20w%20gb%20siebie%20cze%201%20front%20maydo nabycia już w księgarniach http://www.tuiteraz.com/

Książka Henryka Markowskiego jest szerokim przeglądem współczesnych perspektyw
badawczych w dziedzinie świadomości, awangardowych trendów psychologii
transpersonalnej i hipnoterapii, również na podstawie badań własnych autora.
Praca ta stanowi kontynuację tematyki życia między wcieleniami Michaela Newtona,
sięgając także ku osiągnięciom innych odkrywców, jak Edgar Cayce, Dolores
Cannon, Milton Ericsson i innych. Autor jest także praktykiem prowadzącym
warsztaty, sesje grupowe i indywidualne hipnoterapii w minione wcielenia, w
świat ducha między wcieleniami, pracę z duchowymi przewodnikami i
nadświadomością. Zawarł w tej pracy także relacje z sesji prowadzonych przez
siebie z klientami. W chwili obecnej udostępniamy pierwszą część, a druga jest w
przygotowaniu wydawniczym.

Życzymy ekscytującej lektury!

http://www.ezoteryka.info.pl/

9 Maj 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | Dodaj komentarz

wyższe energie i systemy energetyczne

W poprzednim poście pisałam o książce Rosalind ,,kosmiczne podróże,, .Książka nie tylko fascynująca ale naprawdę bardzo pomocna w zrozumieniu wielu tak bardzo podobnych do moich własnych doświadczeń oraz informacji które otrzymywałam od prowadzących mnie istot w obecnym życiu.

Nie mogłam oprzeć się pokusie wklejenia tutaj znacznego fragmentu pewnego rozdziału który tak pięknie opisuje wymiary i poziomy oraz systemy naszego ciała fizycznego ,ziemi oraz energii które odbieramy na niższym czy wyższym poziomie naszego istnienia.

Z serca polecam oczywiście całą książkę i dla tych ktorzy nie czytali mam nadzieję że ten fragment zachęci ich do wziecia do ręki tej lektury.

WYŻSZE ENERGIE I SYSTEMY ENERGETYCZNE imagesCA10NUZD

ROMC: „Czułam się, jak bym wchodziła w stan snu. Wiele rzeczy przetaczało się przez mój umysł. Wtedy nagle, bardzo wyraźnie zobaczyłam twarz człowieka – z promieniem wychodzącym ze środka jego czoła ku mnie. Myślę że to znaczy, iż nadszedł czas by odbierać myśli.”

RAM: „Bardzo dobrze.”

ROMC: „Zobaczę co dalej będzie się działo. Otrzymuję obraz wszystkiego, co będziemy omawiać. To przychodzi do mojego umysłu. Muszę opisywać to, co otrzymuję, ponieważ głos który słyszę buduje energię kiedy mówię. To pomaga energetycznym przepływom wibracji, które są przesyłane.

„Oni mówią, że wibracje są wysyłane w formach energii, a ja odbieram te energetyczne formy, kiedy one docierają do mojego systemu umysłowego. Następnie formy te są przekształcane na mój własny poziom komunikacji i myślenia. W tym miejscu, gdzie komunikacja dociera do poziomu ziemi, może ona zostać błędnie zrozumiana.

„Docierająca informacja przechodzi przez rozmaite systemy energii. Kiedy kanały są czyste, energia jest silniejsza i komunikacja dociera w czystszej formie; jednakże nigdy nie ma całkowicie czystej formy komunikacji.

„Rozmawialiśmy wcześniej o systemach energii w ludzkim ciele: fizycznym, eterycznym, emocjonalnym, umysłowym i duchowym. Istnieje wiele wymiarów tych pięciu systemów. W każdym systemie jest wiele poziomów i wymiarów. Jest to trudne do opisania w ziemskich określeniach.

„Teraz chcemy wskazać, że wewnątrz ziemi samej w sobie funkcjonują podobne systemy energii.

„Pomiędzy czasem a pozaczasowością, w samym środku tych pięciu poziomów, znajduje się punkt równowagi. Pierwsze dwa i pół poziomu są tymi, które mogą być doświadczane poprzez fizyczność, a pozostałe dwa i pół są to te, które wykraczają poza pięć zmysłów.

„I teraz, w każdym systemie energetycznym pracuje wiele rozmaitych energii. Ci ludzie którzy funkcjonują w wyższych poziomach, mogą doświadczać wyższych poziomów systemów energetycznych ziemi. Mogą oni dostrajać się do sił natury i wielu poziomów świetlistych istot, które pracują z ziemskimi wymiarami.

„Czwarty wymiar jest wibracją bardzo wysoce rozwiniętą. System ten jest w harmonii ze wszystkimi energiami znajdującymi się poza fizycznym wszechświatem.

„Piąty wymiar jest najwyższą wibracją w ziemskim systemie. Jest niewielu na ziemskim planie, którzy są wyzwoleni do tego stanu wewnątrz ich własnego istnienia.

„Jednakże, z powodu charakteru ludzkiego ustroju, jest wiele istot które mogą mieć krótkie doświadczenia rozmaitych poziomów energii i wymiarów. Odczuwają to jako intuicyjne błyski zrozumienia.

„Teraz chcemy przejść do wewnętrznego wymiaru i opisać wzajemne powiązania tego wymiaru z pewnymi poziomami energii poza planem ziemskim.

„Chcemy omówić stosunek do tego, co w ziemskiej terminologii jest nazywane ‚niezidentyfikowanymi obiektami’. Mogą one być postrzegane przez istoty na ziemskim planie na różnych poziomach percepcji.

„Niektóre z tych systemów energetycznych spoza ziemi, przybywają na ziemski plan w pierwszym i drugim wymiarze energii. Większość ludzi spostrzega je, ponieważ znajdują się w wibracji pięciu zmysłów.

„Ale zewnętrzne systemy energetyczne przenikają do ziemskiego planu ze wszystkich wymiarów czy wibracji. Kiedy przychodzą z górnej połowy trzeciego emocjonalnego poziomu i powyżej, wielu w ludzkiej formie nie może ich spostrzec, ponieważ znajdują się one na zewnątrz fizycznego zakresu wibracji.

„Wysoce rozwinięte formy energii spoza, są zdolne do zmieniania swoich częstotliwości. Mogą one zostać zauważone na pierwszym lub drugim poziomie i wtedy zmieniają swoje wibracje w kierunku wyższych poziomów, co sprawia że stają się niewidoczni dla ludzkiej percepcji.

„Są i tacy w ludzkiej formie, którzy doświadczyli wzięcia na pokład i nic nie pamiętają, ponieważ ich banki pamięci zostały wymazane ze świadomego poziomu. Kiedy ma to miejsce, obcy statek przeprowadza działania na poziomie ziemskiej wibracji. W innym wypadku, ludzkie ciało nie mogłoby zostać zabrane do wyższych wibracyjnie energii, ponieważ nie są one powiązane z wibracjami ciała ziemskiego.

„Powodem wibrowania wyższych form energii w kierunku ziemskiego wymiaru, jest chęć otrzymania bliższego wglądu i lepszego zrozumienia poziomów, na których działa ludzka świadomość. Oni dużo się uczą o ludzkich energiach na planecie Ziemi. Ich głównym celem jest poznanie w jaki sposób będą mogli pracować na świadomym poziomie, z istotami planety Ziemia.

„Oni pracują na wiele sposobów z ziemską świadomością. Wysyłają umysłową wibrację form myślowych do tych ludzi na planie ziemskim, którzy są wystarczająco wysoce rozwinięci, by nawiązać komunikację. Jest wielu na ziemskim planie, którzy odbierają taką łączność. Wielu nie rozumie co się dzieje a wielu rozumie. Jest mnóstwo takich, którzy po prostu ignorują komunikację. Niewielki procent istot odbiera tą komunikację i jest świadomy jej celu. Nieprzerwane fale są wysyłane na ziemię. Ci, którzy są gotowi do podjęcia komunikacji, zrobią to.

„Zrozumienie jest drugim ważnym krokiem. Kiedy ludzie zaczną podejmować tę długość fali z innych systemów energetycznych i osiągną wyższe zrozumienie celu, będą zdolni by pracować na bardziej świadomym fizycznym poziomie z planem ziemskim. Innymi słowy, kiedy świadomość poziomu ziemi znajdzie się na wyższej wibracji, będzie przygotowana do bezpośredniego kontaktu z tą wyższą komunikacją.

„Ten typ komunikacji ma miejsce od poczęcia planety Ziemia. Planeta Ziemia wchodzi obecnie do nowego poziomu energii. Kiedy wystarczająca ilość ludzi osiągnie wyższą świadomość, będzie miała miejsce świadoma komunikacja z wyższymi formami energii.

„Na pierwszych dwóch i pół poziomach świadomości, gdzie obecnie funkcjonuje ziemia, jest tak dużo strachu, że bezpośrednia komunikacja nie jest możliwa. Pierwsze dwa i pół poziomu znajduje się w czasowo/ziemskiej świadomości, gdzie strach jest bardzo powszechny. Wyższe poziomy są otwarciem, rampami miłości-akceptacji. Świadomość ziemi właśnie zaczyna wchodzić do tego poziomu. Jednakże jeszcze jej tam nie ma.

„Wiele wyżej wibrujących dusz z innych wymiarów, zamieszkuje ludzkie ciała na planie ziemskim by pomóc w otwarciu świadomości ziemskiego poziomu. Będzie można zaobserwować, że duża ilość młodzieży na całej planecie Ziemia posiądzie wyższe poziomy energii, niż jest to normą.

„Tak jak musisz przeprowadzić małe dziecko poprzez poziomy wiedzy w miarę jak dorasta, tak samo jest z poziomem ziemi, który nadal znajduje się w swoim stadium dojrzewania. Nie jest on jeszcze gotowy na wyższą wiedzę, ale już jest przygotowywany. Jeśli teraz miałaby miejsce bezpośrednia komunikacja, nastąpiłby tak wielki strach i panika, że spowodowałoby to więcej szkody niż pożytku, ponieważ planeta Ziemia nie jest gotowa. Fundamenty muszą zostać położone bardzo rozważnie.

„Wiele energii ze wszystkich wymiarów wyższych energetycznie poziomów jest kierowana na ziemię, przygotowując ją na przesunięcie do wyższej świadomości. To będzie punkt zwrotny w rozwoju planety Ziemia.”

RAM: „Dlaczego ten punkt zwrotny ma mieć miejsce?”

ROMC: „To jest częścią ewolucji ziemi. Tak jak dziecko dorasta fizycznie, umysłowo i emocjonalnie poprzez swoje etapy życia, ziemia także przechodzi przez te etapy. Wszyscy którzy znajdują się na ziemskim planie na różnych poziomach ziemskiego dorastania, są tam dla określonych powodów rozwoju. Nie ma żadnych pomyłek we wszechświecie. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Dzieje się jako część naturalnego procesu rozwoju świadomości. Ziemia jest zaledwie dzieckiem w wielkim kosmosie energii.”

RAM: „Jak możemy pomóc duszom w przechodzeniu do tego trzeciego wymiaru, do tego trzeciego poziomu energii?”

ROMC: „Jest wiele sposobów. Ale pierwszym, najważniejszym krokiem jest to, że każda dusza musi działać pełniej ze swej wewnętrznej przestrzeni. To przynosi większą równowagę wewnątrz systemu rozwoju. Energie stają się bardziej zintegrowane i w mniejszym stopniu narażone na wpływ energii zewnętrznych. Kiedy biegunowe systemy energii wewnątrz jaźni wchodzą w większą równowagę, zaczynają się przesuwać do wyższych poziomów wibracji. Kiedy systemy nie są zrównoważone, ustawicznie pracują przeciwko sobie.

„Praca, którą wykonujesz pomaga duszom osiągnąć głębsze zrozumienie ich własnego istnienia. To jest bardzo ważne.

„Mówimy że jest ważnym, byś podążał za swoim najwyższym wewnętrznym ja, które tobą kieruje. Jak to robisz, dostajesz narzędzia które prowadzą cię do wyższego wibracyjnie życia. Wszystkie istoty posiadają w sobie ten sam podstawowy system wiedzy i taki sam podstawowy system energii.

„Jednakże, wszystkie istoty są różne z powodu kombinacji przepływu tych energii. Tak więc jest ważne, by każda istota podążała za swoim własnym polem mocy. Podążasz za swoim wnętrzem, którym sam jesteś. Kiedy wchodzisz do strumienia swojej własnej istoty, dorastasz do poziomów wyższej świadomości.”

RAM: „W sensie poziomów komunikacji i poziomów energii, na jakim poziomie odbywa się komunikacja, która ma miejsce właśnie teraz?”

ROMC: „Ta komunikacja ma miejsce pośrodku pomiędzy niższym i wyższym obszarem trzeciego poziomu, co jest punktem równowagi pięciu poziomów lub wymiarów. Niższe energie nadal są w kontakcie z energiami ziemi, a wyższe przesuwają się w kierunku subtelniejszych wibracyjnie energii. Jest konieczne, by komunikację z planem ziemskim zacząć w tym punkcie równoważenia energii.

„Kiedy już nastąpi zrównoważenie początkowej komunikacji, wtedy możemy podążyć w kierunku wyższych energii tego istnienia. Nie możemy posyłać poprzez wyższe energie czy używać wyższych energii niż te, które ten system jest w stanie przyjmować. Nie możemy przeciążać obwodu lub go przeprogramowywać. Każdy system ma wbudowane swoje własne automatyczne wyłączniki.

„Kiedy kanały są otwarte, jesteśmy w stanie pracować w wyższych energiach. Z tym systemem, obecnie jesteśmy w stanie swobodnie pracować na poziomie trzecim i czwartym, ponieważ kanały energii zostały oczyszczone, a wibracje są szybsze. Oto dlaczego wykonujemy oczyszczanie i podnoszenie wibracji przed większością sesji. Przychodzimy do centrum – do drugiego i pół – z pięciu wymiarów i kiedy energie przyspieszają, pracujemy w wyższych wymiarach. Kiedy wchodzimy do wyższych poziomów czwartego wymiaru, zwykle nie ma żadnych świadomych wspomnień tej części kanałowanej energii.

„Teraz wielu prawdopodobnie zastanawia się, jak to jest możliwe dla tego bytu, by się komunikować, kiedy działa on na tych wyższych poziomach. Powiedzieliśmy że wibracje głosu są ważne w utrzymywaniu przepływu energii. Dlatego też, komunikacja głosowa wnosi wielki wkład do całego procesu. Pomaga to wygenerować i ułatwić przepływ do wyższych wibracji. Struny głosowe i niższy umysł mogą funkcjonować swobodnie, kiedy wyższe umysłowe energie pracują w innych wymiarach. Ludzki system jest naprawdę zdumiewający i zawsze równocześnie pracuje na wielu poziomach.”

RAM: „Tak, rzeczywiście. Bardzo doceniam twoją troskę i zainteresowanie jaką okazujesz. Czy jesteśmy w stanie rozumieć źródło w którym przebywasz, zanim dokonujesz tego przesunięcia w punkcie równowagi? W jakim jesteś wymiarze jako źródło?”

ROMC: „Działamy z niefizycznego wymiaru czasu. Znajdujemy się na zewnątrz ziemskiej wibracji i dlatego jesteśmy niewidzialni, w sensie przebywania w wyższym stopniu wibracji. Równocześnie jesteśmy wymiarem wyższego poziomu tego istnienia.”

RAM: „Czy istniejecie na poziomach trzecim, czwartym, lub piątym – czy poza nimi?”

ROMC: „Tak jak powiedzieliśmy wcześniej, poziomy od pierwszego do piątego są częścią ziemskiej świadomości. Jest wiele poziomów świadomości poza nimi, o których nie możemy mówić ponieważ są one na zewnątrz energetycznej percepcji ludzkiego systemu.

„Jesteśmy w stanie pracować w energiach ludzkiego systemu, ponieważ znajdujemy się na wyższej wibracji i możemy spowolnić nasze wibracje by wejść do tych niższych energii. Istniejemy poza piątym poziomem ziemskiej świadomości. Jesteśmy poziomem energii i jesteśmy systemem. Jesteśmy połączeni ze świadomością ziemi z różnych powodów. Ale nie jesteśmy z tych wymiarów.

„Kiedy istnienie w ziemskiej świadomości jest uwalniane ze swojej fizycznej formy, co oznacza że przestaje w niej egzystować – albo przestaje być połączone z ziemskimi energiami, wówczas przenosi się ono do odmiennego wymiaru energii, który wykracza poza poziomy od pierwszego do piątego. My nie jesteśmy ludzką świadomością, i jesteśmy wyzwoleni do tych wymiarów, które wykraczają poza. Pracujemy by pomagać podnosić świadomość planety Ziemia i jej mieszkańców.”

RAM: „Czy jest możliwe dla kogokolwiek z nas, w tej fizycznej rzeczywistości, by chwilowo odwiedzić twój wymiar?”

ROMC: „To jest zawsze możliwe, kiedy dusza jest w stanie pracować na poziomach na zewnątrz czasu. Pierwsze dwa i pół poziomu istnieją w czasie, a drugie dwa i pół sięgają do wymiaru pozaczasowego

„Kiedy energie są wewnętrznie zrównoważone, ma miejsce dużo pracy – szczególnie w stanie snu. Jeśli ciało jest niezrównoważone, większość energii jest zużywana wyłącznie na równoważenie wewnętrznych aspektów świadomości. Kiedy cielesne energie stają się zrównoważone i zużywają mniej czasu w stanie snu by wyregulować równowagę czy wewnętrzne struktury energetyczne, wtedy osoba jest w stanie pracować w wyższych energiach.

„Wielu jest świadomych tych doświadczeń, kiedy rano się obudzą. Niektóre z doświadczeń są tak intensywne, że znajdują się poza świadomą pamięcią. Te doświadczenia pomagają podnosić świadomość jednostki.

„Istnieje poziom regeneracji wszystkich systemów energii, który pomaga utrzymywać w ciele równowagę. Ta regeneracja ma miejsce głównie podczas stanu snu. Równoważenie energii, które ma miejsce podczas stanu snu, pomaga jednostce znaleźć więcej równowagi podczas stanu przebudzenia. Większość dusz na ziemskim planie wchodzi do swojego wyższego systemu energii podczas tego okresu regeneracji.

„Tak jak już powiedzieliśmy, oni zwykle nie mogą przypomnieć sobie tych doświadczeń w systemie swojej pamięci, ponieważ nie są one zrozumiałe lub zarejestrowane na ziemskim planie. Jednakże, kiedy jednostka zaczyna przypominać sobie te doświadczenia, wtedy dusza podnosi się do wyższego zrównoważenia wewnątrz swojego własnego systemu percepcji.

„Dlatego też, stan snu jest bardzo ważny w ziemskiej świadomości, ponieważ to wtedy ciało, umysł, emocje i duch przechodzą przez regenerację. To jest jak generator ponownie ładujący system energetyczny.

„Wszystkie wymiary energii ludzkiej jaźni wypracowują własną drogę do zrównoważenia podczas stanu snu. Obejmuje to fizyczność, eteryczność, emocjonalność, umysłowość i duchowość. Te osoby, które żyją bardziej na poziomach energetycznych pierwszych dwóch i pół wymiaru, są bliżej połączone wymiarem czasu/ziemi i ich sny będą na bardziej czynnościowym poziomie.

„Kiedy ich niższe energie są zrównoważone tymczasowo, mogą oni wejść do wyższych poziomów, ale rzadko je zapamiętują. Oni głównie pamiętają sny, które są bardziej zorientowane ku ziemi, co w rzeczy samej jest wychodzeniem z emocjonalnych i umysłowych blokad lub równoważeniem energii w tych niższych wibracyjnie poziomach.

„Te jednostki, które funkcjonują na wyższym poziomie energetycznym, będą mieć wysoko-energetyczne sny, które jednostka zinterpretowałaby jako bardziej prawdziwe niż stan świadomy. Możesz nazwać to ‚świadomym’ śnieniem. Jest to bardziej prawdziwe, ponieważ są to poziomy rzeczywistości wyższej świadomości. Większość jednostek będzie mieć doświadczenie tego rodzaju snu kiedy wszystkie systemy są zrównoważone a oni są oswobodzeni by udać się do swoich wyższych, pozaczasowych wymiarów. Jednostki, które istnieją na wyższych poziomach swojej świadomości będą miały wiele snów takiej natury.

„Powiedzmy, że dzieci na poziomie ziemi mają sny związane z ziemską świadomością. Niemowlęta śpią i śnią przez większość pierwszych miesięcy swojej ziemskiej egzystencji, by doprowadzić swoje energie do zintegrowania i zrównoważenia z ziemską świadomością. Wiele ich snów jest o zwierzętach i ziemskich przedmiotach.

„Gdy ich świadomość otwiera się na poziomie ziemi, torują one sobie drogę poprzez swoje własne wewnętrzne poziomy świadomości, i we wczesnych stadiach swojego istnienia znajdują się głównie w niższych dwóch wymiarach ziemi/czasu. To jest właśnie wypracowywanie ziemskiego poziomu energii przez ich systemy.”

RAM: „W takim razie, czy jest możliwe dla kogoś – z praktyką – by przenieść się chwilowo do waszego poziomu, będąc nadal połączonym do fizycznego ciała?”

ROMC: „Kiedy dusza zaczyna podróżować do wymiaru pozaczasowego, jest możliwe by wejść do wymiarów skąd ta komunikacja ma miejsce.”

RAM: „Serdecznie za to wszystko dziękujemy. To jest bardzo interesujące i bardzo stymulujące – i oczywiście stawia więcej pytań, które wymagają odpowiedzi.”

ROMC: „To jest z pewnością zrozumiałe. Właśnie dlatego chcemy odsłaniać tę wiedzę, którą znają wszystkie istoty. Jest to kwestia otwierania jej. Pytania które przychodzą z wewnątrz twojego własnego systemu są ważne, a ponieważ one powstają, będą na nie odpowiedzi, tak czy inaczej. ‚Proś, a będzie ci dane.'”

„Kiedy pytanie dociera do twojej świadomości, otwiera ono poziom, na którym odpowiedź jest znana i zrozumiała. Albo to przyjdzie z wnętrza, co jest najlepszą drogą, albo otrzymasz odpowiedź z innego źródła.”

„Kiedy myśl jest już na zewnątrz, jest tam energia i odpowiedź przyjdzie. Jest ważnym dla jednostki, by być cierpliwym i nie stawiać własnych oczekiwań, jak i kiedy przyjdzie odpowiedź. Podążanie z nurtem jest najważniejszą rzeczą. To zaprowadzi do odpowiedzi.”

7 stycznia 2013 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 2 Komentarze

kosmiczne podróże

Myślę że większosć z Was czytała juz książkę ROSALIND MCKNIGHT ,,Kosmiczne podróże,,

Ja jakimś cudem ominełam ją wcześniej choć mam za sobą naprawdę nie małą liczbę przeczytanych ksiązek a w szczególności o tematyce życia w innych wymiarach (regresje,hipnoza,podróże po za ciałem)

Jest to książka opisująca badania autorki :

 MOJE BADANIA POZA CIAŁEM Z ROBERTEM A. MONROE

Odkrywcy (z ang. Explorers; przyp. tłum) są znani z podróży jakie podejmują. Jednym z takich Odkrywców jest Rosie McKnight. Zgłębiała ona rozległe obszary niefizycznych świadomości. Wraz ze sławnym badaczem zjawiska opuszczania ciała fizycznego (z ang. out-of-body; przyp. tłum.), Robertem Monroe, pomogła w znacznej mierze w zrozumieniu ludzkiej świadomości oraz w wykazaniu, poza wszelką wątpliwość, że jesteśmy czymś więcej niż naszymi fizycznymi ciałami. Wiele z tych pionierskich sesji zaprezentowano tutaj, prawie słowo w słowo, jako że były one rejestrowane. Podróżom towarzyszą ciepłe i inspirujące komentarze dotyczące współpracy z Bobem Monroe, w początkowym okresie istnienia Instytutu Monroe’a (TMI).

Tu znajdziesz o badaniach pozaludzkich systemów energii, o interakcjach z wysoce rozwiniętymi istotami, o koncepcjach związanych z wielowymiarowością wszechświata, o życiu po śmierci i wymiarach zwierzęcych, o naturze uzdrawiania i przewodnictwa, jak też spojrzenie w przyszłość, i jeszcze więcej. Tutaj właśnie w poszukiwaniu naukowej prawdy, nieustraszenie sporządza się mapy obszarów, do których prowadzi nas nasz ciekawy umysł.

Więc i nadszedł czas abym zasiadła do tej publikacji i przeczytała książke na której temat wiele dobrego słyszałam.imagesCALPBHK4

Wciągneła mnie bardzo i nim na dobre zaczełam ją czytać jestem juz na rozdziale 5 z ktorego chciałam malutki fragment zamieścić na moim blogu 😉

Przez te wiele sesji, które przeprowadziłam z Bobem w ciągu następnych jedenastu lat, moi Niewidzialni Pomocnicy zawsze byli obecni, prowadząc, kierując i najwyraźniej planując sesje z wyprzedzeniem, chociaż w ich wymiarze nie ma żadnego ‚czasu’ w takiej postaci jaką znamy. Mówili oni że pracowali ze mną zarówno w ciele, jak i poza nim. Zrozumiałam, że zawsze ze mną byli, odkąd po raz pierwszy postawiłam moją małą stopę na tej planecie.

Spoglądając wstecz pamiętam wiele sytuacji, w których mnie prowadzili i kierowali, szczególnie kiedy byłam w kłopotach – nie było takie rzadkie. Ważną wiadomością tutaj jest oczywiście, że wszyscy posiadamy, pracujące z nami energie przewodnie, niezależnie czy jesteśmy tego świadomi czy też nie. I bardzo dużo ludzi zresztą jest świadomych istnienia takiej pomocy w ich życiu, często w kluczowych – i niespodziewanych – momentach.

Często ci niewidzialni pomocnicy są nazywani aniołami. Moi Niewidzialni Pomocnicy są moimi aniołami. Pamiętam piosenkę z dzieciństwa, która mówiła o ‚pilnujących mnie aniołach’. To brzmiało tak, ‚Jeden jest przy mej prawej ręce, jeden jest przy mej lewej ręce, jeden jest przy mej prawej nodze, jeden jest przy mej lewej nodze’. Te słowa wydają się być dosłownie prawdziwe jeśli chodzi o mnie, ponieważ na moje życie osobiste radykalnie wpłynęło przewodnictwo i pomoc anielskich istot światła – moich Niewidzialnych Pomocników.

Nigdy tak naprawdę nie myślałam o tym jak my wyglądamy dla tych życzliwych pomocników z innego wymiaru, aż pewnego dnia w laboratorium zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Bob i ja zawsze staraliśmy trzymać się naszego planu regularnych sesji, chociaż to czasami było bardzo trudne. Wydawało się, że Bob kochał sesje Odkrywców bardziej niż jakiekolwiek inne zajęcia. Zawsze zadziwiał mnie swoją cierpliwością, podczas oczekiwania na moje odpowiedzi podczas sesji. Czasami wchodziłam do „grubego stanu” i zamiast wyjść na drugą stronę, zasypiałam. Zawsze czułam że o wiele łatwiej być Odkrywcą, niż wykonywać jego pracę monitorowania sesji. Ale on cenił swoją rolę, nawet kiedy wydawało się że nic się nie wydarzy.

Pewnego razu kiedy musiałam opuścić nasze zaplanowane spotkanie, zadzwoniłam by mu powiedzieć, że tego dnia nie przyjdę. Kiedy przybyłam na naszą następną sesję, Bob poprosił mnie bym przyszła do Pomieszczenia Kontrolnego i usiadła. Miał na twarzy szeroki uśmiech i błyski w oczach.

„Co się dzieje, Bob?” Spytałam.

„Nigdy nie uwierzysz co się stało w dniu, kiedy opuściłaś swoją sesję.”

„Co się stało?”

„Pewna pani psycholog z Waszyngtonu wpadła tego dnia z wizytą, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o naszej pracy. Spędziłem kilka godzin tego popołudnia na przedstawianiu jej naszych metod i technik. Ale rzekłbym, że ona nadal była sceptycznie ustosunkowana do naszego programu. W końcu zdecydowałem, że mogłoby jej pomóc jeśli doświadczyłaby kilku próbek Hemi-Sync na sobie.”

„Więc, położyłeś ją w kabinie?”

„Pewnie, że tak – w twojej!” Odpowiedział Bob, potrząsając głową z niedowierzaniem, przypominając sobie co się dalej stało. „Ona zgodziła się spróbować – ale była w pełni przekonana, że nic się nie wydarzy. I w takim samym stopniu jak ona była sceptyczna, ja byłem niepewny.”

„No i co się wydarzyło?” Zapytałam, nie mogąc się już powstrzymać.

„Przebywała w kabinie już około pięciu minut, słuchając dźwięków Hemi-Sync ze słuchawek, gdy nagle w interkomie rozległ się jej głos.”

W tym miejscu Bob wcisnął przycisk „PLAY” i rozpoczęło się nagranie z ich sesji.

PSYCHOLOG: „Jest ktoś jeszcze ze mną w kabinie.”

RAM: „Czy jesteś tego pewna?”

PSYCHOLOG: „Oczywiście że jestem pewna. Właściwie, to jest ich czterech.”

RAM: „Jesteś pewna, że jest ich czterech?”

PSYCHOLOG: „Widzę ich bardzo wyraźnie. Dwóch z nich w moich stopach i dwóch przy mojej głowie.”

RAM: „Co oni robią?”

PSYCHOLOG: „Próbują wydostać mnie z mojego ciała, jeśli możesz w to uwierzyć.”

Bob wcisnął ‚PAUSE’ i zwrócił się do mnie, mówiąc, „Znalazłem odpowiedź, kiedy nagle popatrzyłem w górę na zegar. Było kilka minut po piątej w środowe popołudnie – dokładna pora twojej zwyczajowej sesji. I ta sama kabina. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, i już miałem wyjaśnić pani psycholog co się dzieje, kiedy pomyślałem że tak jest nawet lepiej.”

Bob wycisnął ‚PAUSE’ i dialog szedł dalej.

RAM: „Co oni teraz robią?”

PSYCHOLOG: „Zaprzestali prób wyjęcia mnie z mojego ciała. I teraz się sprzeczają.”

Bob, zatrzymując kasetę znów się śmiał. „Naprawdę miałem trudności z utrzymaniem normalnego głosu!”

RAM: „O co oni się sprzeczają?”

PSYCHOLOG: „Czterech chce mnie wyciągnąć. A teraz jest piąty, który sprzecza się z nimi, że nie powinni tego robić.”

RAM: „Czy chcesz by to zrobili?”

PSYCHOLOG: „Nie sądzę. Teraz przestali się sprzeczać i odchodzą. Tak więc domyślam się, że nie ma żadnego problemu.”

RAM: „Dobrze, po prostu odpręż się trochę i wypuszczę cię za kilka minut. Czy jest ci teraz wygodnie?”

PSYCHOLOG: „Och, tak, czuję się świetnie.”

Byłam zdumiona. Bob i ja zaczęliśmy się śmiać tak mocno, że ledwie mogliśmy mówić.

„Co ona powiedziała kiedy wyszła z kabiny?” W końcu zapytałam.

„A więc,” odpowiedział Bob, wycierając łzy z oczu, „Zostawiłem ją w kabinie przez kilka minut, a urządzenia pokazały, że odprężyła się w stronę lekkiego snu. Po krótkim czasie obudziłem ją i wyszła bardzo odświeżona. Oczywiście była oszołomiona tym doświadczeniem – lecz podjęła dzielną próbę by pozostać sceptykiem!”

„A więc, powiedziałeś jej o moich sesjach?”

„Zrobiłem to,” odpowiedział Bob. „Pokazałem jej nasz plan sesji z zaznaczonym twoim spotkaniem tego popołudnia. Potem odtworzyłem nagranie techniki ‚wychodzenia na zewnątrz’ z jednej z twoich sesji.”

„Co ona na to powiedziała?” Spytałam niecierpliwie.

„Prawie oniemiała” odpowiedział Bob. „Wydawała się właściwie oszołomiona, i odeszła stąd bardzo zaintrygowana i zaabsorbowana. Ale jej sceptycyzm ostygł nieco – przynajmniej na jakiś czas.”

„Miałeś od niej jakieś wieści?” Zapytałam.

„Nie, i żadnych nie oczekuję,” odpowiedział Bob, nadal się śmiejąc.

„Nie winię jej. To musiał być dla niej szok, spotkać pięć duchów podczas pierwszej wizyty w Instytucie!”

Bob chichotał kontynuując. „Czy możesz wyobrazić sobie dialog pomiędzy twoimi pomocnikami? Jeden mówi, ‚To jest ona’. Drugi mówi, ‚Nie, to nie ona’. Trzeci nie zgadza się z nim, ‚Jestem pewien, to jest ona”. Czwarty pomocnik mówi, ‚Nie czuję jakby to była ona’. Potem ze wsparciem piątego pomocnika, wszyscy natychmiast sobie uświadamiają, ‚Upsss, nie ta co trzeba!’ i upuszczają ją!”

Teraz śmialiśmy się tak mocno z tej wyobrażonej sceny, że rozbolały mnie boki. W końcu powiedziałam, „Bob, myślałam, że pomocnicy są wszystko wiedzący, z uwagi na fakt, że pochodzą z wyższego wymiaru niż nasz. Myślisz, że mają jakieś ograniczenia w postrzeganiu nas, tak jak my w postrzeganiu ich?”

„Oczywiście”, odpowiedział Bob. „Oni muszą nas postrzegać, jako jakiś rodzaj formy energii, tak jak ty widzisz ich jako niewyraźne ‚świetliste’ istoty.”

„Jejku”, powiedziałam. „To jest niewiarygodne. Nigdy nie myślałam o tym, jak oni mnie postrzegają. Dla nich moje prawdziwe ciało może być moją duszą lub świetlistym ciałem, częścią, taką jak oni. Tak oni mogą nas widzieć. A więc, jestem właściwie duszą, która przyjmuje fizyczne ciało. Ekstra!” Dodałam, „Czy sądzisz, że oni zaaranżowali to całe przedstawienie, by nauczyć nas czegoś?”

„Jeśli tak”, odpowiedział Bob, „to oczywiście mają duże poczucie humoru! Oni wskazali wyraźnie w twoich sesjach, że fizyczne ciało jest tutaj iluzją, od urodzenia aż do chwili śmierci.”

„A gdzie są miliardy istot, które chodziły po tej planecie przed nami?” zastanawiałam się.

„One są w swych prawdziwych ciałach – w swoich duchowych ciałach,” odpowiedział Bob. „Twoi pomocnicy próbują nauczyć nas, widzieć rzeczy z perspektywy prawdziwej rzeczywistości, nie zaś naszej iluzji.”

„Wiesz, Bob, tak naprawdę to chyba mamy tutaj na ziemi wszystko odwrócone. Spoglądamy na fizyczny świat i nazywamy go ‚prawdziwym’ kiedy to prawdziwe nie jest a spoglądamy w duchowe wymiary i spostrzegamy je jako nierealne, tak samo mylnie. Być może to Paweł miał na myśli, mówiąc, ‚Teraz widzimy rzeczy przez ciemne szkło, lecz później twarzą-w-twarz’. Kiedy znajdujemy się w naszym ‚grubym’ stanie świadomości, w trybie naszego codziennego życia, sprawy ducha są niejasne. Ale kiedy postrzegamy z naszego ‚trybu ciała duchowego’, to jest jak patrzenie twarzą-w-twarz.”  ROSALIND MCKNIGHT ,,Kosmiczne podróże,,

Dlaczego ten fragment? Ponieważ ja sama czasem jestem takim sceptykiem jak owa Pani Psycholog.Opiekun wielokrotnie mi powtarzał że oni inaczej mnie widza i dla nich nie jestem tym kim siebie postrzegam.Oczywiście wielu z Was powie -no ale przecież to normalne? owszem -tak ale mi chodziło o to jak ja wyglądam?? po tej drugiej stronie??

Nadal nie wiem choć przez ułamek sekundy miałam odczucie że już wiem!że zobaczyłam siebie inaczej a to wszystko za sprawą tego fragmentu ksiązki. Kiedyś też usłyszałam to ,że aby zobaczyć ich świat (istot ktore mnie prowadzą i pomagają mi )powinnam odwrócić zdjęcie do góry nogami bo jest on odbiciem tego świata ktory widze ale to nie ten a ich świat jest rzeczywisty.Ze mnie otacza iluzja i na znak tego zobaczyłam że ściany falują i się przesuwają 😉 Po chwili były takie jak zawsze.

Miałam też okazję doświadczać podobnych stanów świadomości jak autorka tylko troszkę z innego położenia -nie po za ciałem a będąc w ciele być obserwatorem i tym co czuje jednocześnie.W dodatku w pełni świadoma owego doświadczenia.

Może kiedyś biorąc pod uwagę początek badań i wpływu na doświadczanie innych stanów świadomości można było doświadczać tego tylko po za ciałem -teraz mozna i będąc w ciele.Wydaje mi się że nawet zaczyna być to dość częstym zajwiskiem.

Choć sama nie wiem jak jest łatwiej 😉 bo mimo wszystko kiedy zaczyna się to wszystko odbierać i czuć pierwsze myśli jakie przychodzą do głowy ,,chyba zaczynam wariować ,,  .Dziś mogę powiedzieć ,że mimo wielu poodobnych doświadczeń i czasem ciężkich chwil mojej ,,niewiary,, jest ze mną wszystko ok a odbieranie już wszelkich energii ktorych nie widzę (czasem je widzę ;)) stały się poprostu częścią mojego życia ;).Akurat ja nastawiona jestem na czucie a nie na widzenie i taka była decyzja moja z przed zejścia na ziemię 😀

Polecam oczywiście tą książkę z całego serca dla ciekawych świata z po za ciała fizycznego a ja jak w dalszej części trafie na ciekawe fragmenty nie zapomnę tego poruszyć na blogu plus swoje małe spostrzeżenia

 

31 grudnia 2012 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | 2 Komentarze