Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Cztery kroki do miłości

 fragmnet z książki OSHO -stany świadomości

Milosc jest spotkaniem, orgazmicznym spotkaniem smierci i zycia. Jezeli nie poznales milosci, wiele straciles.

Urodziles sie, zyles i umarles, ale wiele straciles. Straciles ogromnie, straciles calkowicie, straciles absolutnie, straciles te przerwe posrodku. Ta przerwa jest najwyzszym szczytem, szczytowym przezyciem.

Azeby ja osiagnac, nalezy pamietac o czterech krokach.

 Pierwszy krok: badz tu i teraz – bo milosc jest mozliwa tylko tu i teraz. Nie mozesz kochac w przeszlosci. Wielu ludzi zyje jedynie we wspomnieniach, oni kochaja w przeszlosci. A sa i tacy, którzy kochaja w przyszlosci: to tez jest niemozliwe. Sa to sposoby na unikanie milosci; przeszlosc i przyszlosc to sposoby unikania milosci. Kochasz wiec w przeszlosci albo kochasz w przyszlosci – a milosc jest mozliwa tylko w terazniejszosci, bo tylko w tej chwili nastepuje spotkanie smierci i zycia… W tej przerwie, która jest w tobie.

 Ta przerwa zawsze jest w terazniejszosci, zawsze w terazniejszosci, zawsze w terazniejszosci. Nigdy nie jest w przeszlosci i nigdy nie jest w przyszlosci. Jesli bedziesz za duzo myslec (a myslenie zawsze dotyczy przeszlosci lub przyszlosci), twoje energie beda odciagniete od uczucia. Uczucie jest tu i teraz. Jesli twoje energie poruszac sie beda wedlug wzorców myslenia, nie bedziesz miec dosc energii, by wejsc w uczucia – i milosc bedzie niemozliwa.

A zatem pierwszy krok to bycie tu i teraz. Przyszlosc i przeszlosc prowokuja myslenie; myslenie niszczy uczucie. I czlowiek zbytnio owladniety mysleniem stopniowo zapomina, ze ma takze i serce. Czlowiek, który jest zbyt zaangazowany w myslenie, stopniowo zaczyna zyc tak, ze uczucie nie bedzie mialo nic do powiedzenia. Nie slucha swego uczucia, a ono stopniowo zaczyna od niego odpadac.

W tym stanie sa miliony ludzi, którzy nie wiedza co to jest serce. Mysla, ze serce to tylko pompa. Cala ich koncentracja jest w glowie. Glowa jest krancem, jest potrzebna, jest dobrym narzedziem, ale musi byc uzywana jako sluga. Nie moze stac sie panem. Gdy glowa staje sie panem i serce zostanie w tyle, bedziesz zyc, umrzesz, ale nie poznasz czym jest Bóg, poniewaz nie bedziesz znac milosci. Ta sama przerwa przy pierwszym zetknieciu wyglada jak milosc… a gdy zgubisz sie w niej totalnie, staje sie Bogiem. Milosc to poczatek Boga – albo inaczej, Bóg to ostateczny szczyt milosci.

Drugim krokiem prowadzacym do milosci jest nauczenie sie przemieniania swych trucizn w slodycz… poniewaz wielu ludzi kocha, ale ich milosc jest bardzo skazona truciznami: nienawiscia, zazdroscia, zloscia, checia posiadania. Tysiac i jedna trucizna otaczaja twa milosc. Milosc to cos delikatnego.

Pomysl tylko o zlosci, nienawisci, checi posiadania, zazdrosci – jak moze milosc przetrwac? Przede wszystkim, ludzie zmierzaja ku glowie i zapominaja o sercu; tych jest wiekszosc. Jest tez pewna mniejszosc, która nadal odrobine zyje w sercu, ale i ta mniejszosc czyni inne zlo: male swiatlo milosci jest u nich otoczone zazdroscia, nienawiscia, zloscia, tysiacem i jedna truciznami. Wtedy cala podróz staje sie pelna goryczy.

 Milosc to drabina miedzy niebem i pieklem, ale drabina zawsze prowadzi w dwie strony – mozesz wejsc do góry, mozesz zejsc na dól. Jesli beda trucizny, drabina sprowadzi cie w dól: wejdziesz do piekla, nie do nieba. Zamiast dostapic pewnej melodii, twe zycie stanie sie jedynie halasem przyprawiajacym o mdlosci, pomieszanym halasem ruchu ulicznego, halasem doprowadzajacym jedynie do szalenstwa, natlokiem wielu halasów bez zadnej harmonii. Bedziesz trwac na samej krawedzi szalenstwa.

Druga rzecza, o której trzeba pamietac, jest wiec nauczenie sie przemieniania swych trucizn w slodycz. Jak sie je przemienia? Jest to bardzo prosty proces. W gruncie rzeczy nazwanie go procesem nie jest wlasciwe, bo ty niczego nie robisz, potrzebujesz jedynie cierpliwosci. To, co ci mówie, jest jednym z najwiekszych sekretów. Wypróbuj to. Gdy przyjdzie zlosc, nic nie rób; usiadz tylko w milczeniu i obserwuj ja. Nie badz jej przeciwny, nie opowiadaj sie po jej stronie.

Nie wspóldzialaj z nia, nie tlum jej. Po prostu ja obserwuj, badz cierpliwy, po prostu zobacz co sie dzieje… niech narasta. Pamietaj o jednym: nigdy niczego nie rób jesli owladnela toba trucizna, po prostu czekaj. Gdy trucizna zacznie przemieniac sie w to drugie…

Jest to jedno z podstawowych praw zycia, ze wszystko bez przerwy przemienia sie w swoje przeciwienstwo. Tak, jak wam powiedzialem, ze mezczyzna zmienia sie w kobiete, a kobieta zmienia sie w mezczyzne, tak samo wystepuja w tobie pewne okresowe zmiany – dobry czlowiek staje sie zlym, zly czlowiek staje sie dobrym, swiety ma chwile grzesznika, a grzesznik ma chwile swietosci. Trzeba jedynie czekac. Nie dzialaj wtedy, gdy góra jest zlosc, bo bedziesz tego zalowac, i stworzysz lancuch reakcji, i wpadniesz w karme. To jest cale znaczenie wpadania w karme.

Zrób cokolwiek, gdy jestes w chwili negatywnej, a znajdziesz sie w pewnym lancuchu, i nie bedzie temu konca. Kiedy cos robisz wtedy, gdy jestes nastawiony negatywnie, ten drugi czlowiek jest gotów cos uczynic, negatywnosc tworzy wiecej negatywnosci. Negatywnosc prowokuje wiecej negatywnosci, zlosc sprowadza wiecej zlosci, wrogosc sprowadza wiecej wrogosci, i to trwa i trwa i trwa… i ludzie sa ze soba uwiklani przez cafe zywoty. I dalej to robia! Czekaj. Gdy znajdziesz sie w zlosci, jest to chwila dobra do medytacji. Nie zmarnuj tej chwili: zlosc wytwarza w tobie tak wielka energie… Moze ona niszczyc. A energia jest neutralna; ta sama energia, która moze niszczyc, moze byc twórcza. Czekaj. Ta sama energia, która moze rozniesc w pyl, moze obsypac zyciem – tylko czekaj.

Kiedy bedziesz czekac i nic nie bedziesz robic w pospiechu, któregos dnia zaskoczy cie, gdy ujrzysz wewnetrzna zmiane. Byles pelny zlosci, a potem ta zlosc narastala i narastala do punktu szczytowego… a potem kolo sie obrócilo. I mozesz zobaczyc jak to kolo sie obraca, i zlosc opada, i energia jest uwalniana, i teraz jestes w pozytywnym nastroju, nastroju tworzenia. Teraz mozesz cos zrobic. Teraz dzialaj. Zawsze czekaj na to pozytywne. I to, co mówie, nie jest tlumieniem. Nie mówie, abys tlumil negatywnosc. Mówie, abys obserwowal negatywnosc.

Pamietaj te róznice, jest to ogromna róznica. Nie mówie, abys siedzial na samym szczycie negatywnosci, zapominal o tej negatywnosci, robil cos wbrew niej; nie, tego nie mówie. Nie mówie, abys usmiechal sie wtedy, gdy jestes w zlosci, nie. Taki usmiech jest falszywy, obrzydliwy, sztuczny. Gdy jestes w zlosci, nie usmiechaj sie. Zamknij sie wtedy w pokoju, postaw przed soba lustro i sam zobacz swoja ogarnieta zloscia twarz. Nie trzeba nikomu jej pokazywac. To twoja sprawa, to twoja energia, to twoje zycie, i musisz czekac na odpowiednia chwile. Patrz caly czas w lustro, zobacz te czerwona twarz, te czerwone oczy, tego morderce, który tam jest.

Czy kiedykolwiek myslales o tym, ze kazdy ma w sobie takiego morderce? Ty tez masz w sobie takiego morderce. Nie sadz, ze morderca jest gdzies indziej, ze morderca jest ktos inny, kto dokonuje morderstwa. Nie, kazdy ma moznosc popelnienia morderstwa. Nosisz w sobie taki samobójczy instynkt. Spójrz tylko w lustro, to sa twoje nastroje – musisz zapoznac sie z nimi. Jest to fragment wzrastania ku poznaniu siebie. Tyle slyszales, od Sokratesa az po dzis: „Poznaj siebie” – i to jest ta droga wiodaca do poznania siebie. „Poznaj siebie” nie oznacza siedzenia w milczeniu i powtarzania „Jestem Brahma, jestem Dusza, jestem Bogiem, jestem Tym”, wszystko to bzdura. „Poznaj siebie” oznacza poznanie wszystkich swoich nastrojów, wszystkich mozliwosci: mordercy, grzesznika, przestepcy, swietego, swietego czlowieka wewnatrz ciebie, cnoty, Boga, diabla. Poznaj wszystkie te nastroje, caly ich zakres, a poznawszy je, bedziesz w stanie odkrywac tajemnice, klucze. Zobaczysz, ze zlosc nie moze istniec caly czas – chyba ze moze? Nie sprawdziles tego. Spróbuj, ona nie moze istniec caly czas. Jesli niczego nie bedziesz robic, co sie stanie? Czy zlosc moze tak utrzymywac sie po wsze czasy? Nic nie moze utrzymywac sie na zawsze. Szczescie przychodzi i odchodzi, nieszczescie przychodzi i odchodzi. Nie mozesz zobaczyc tego prostego prawa? – ze wszystko sie zmienia, nic nie pozostaje trwale.

Po co sie wiec spieszyc? Zlosc przyszla, i odejdzie. Po prostu poczekaj, miej odrobine cierpliwosci. Patrz po prostu w lustro i czekaj. Niech ta zlosc bedzie, niech twoja twarz stanie sie brzydka i mordercza – ale czekaj, obserwuj.

Nie tlum i nie dzialaj powodowany zloscia, a wkrótce przekonasz sie, ze twarz staje sie lagodniejsza, oczy staja sie spokojniejsze, energia zmienia sie – mezczyzna przemienia sie w kobiete… i wkrótce caly bedziesz emanowac.

 Ta sama czerwien, która byla zloscia, teraz bedzie pewnym emanowaniem, pieknem na twej twarzy, w twoich oczach. Teraz idz – nadszedl czas dzialania. Dzialaj wtedy, gdy jestes w pozytywnym nastroju. Nie wymuszaj pozytywnosci, czekaj, az pozytywnosc sama przyjdzie. Oto ta tajemnica. OSHO

********************************************************************************

Na pierwszej plaszczyznie materia spotyka materie. Na drugiej plaszczyznie zycie spotyka sie z zyciem. Na trzeciej plaszczyznie spotykaja sie przeciwienstwa, mezczyzna spotyka sie z kobieta, yin spotyka sie z yang. Na czwartej, anahata, nizsze spotyka sie z wyzszym.

Trzy osrodki sa ponizej anahaty i trzy osrodki sa wyzej od anahaty; anahata to drzwi miedzy jednymi i drugimi, pomost.

W twym sercu Bóg spotyka sie ze swiatem, nieprzejawione spotyka sie z przejawionym, nieznane spotyka poznane, gospodarz spotyka goscia, umysl spotyka nie-umysl. Serce jest najbardziej tajemniczym osrodkiem czlowieka. I dopóki serce nie zacznie funkcjonowac, nie poznasz celu zycia. W sercu, pierwszy poczatek wyzszego. Otwieraja sie rozlegle przestrzenie… wychodzisz z tunelu.

 Anahata jest wielkim oknem, czyni cie ono dostepnym dla nieba i czyni niebo dostepnym dla ciebie. Mozesz tez powiedziec to w inny sposób: w anahata, w milosci, spotykaja sie nieswiadomosc z nadswiadomoscia. Albo jeszcze inaczej mozna to wyrazic: w anahata, w milosci, spotykaja sie seks i modlitwa. Seks jest nizszy od milosci, modlitwa jest wyzsza od milosci. A milosc jest wielka tajemnica. Jest w niej cos z seksu, na pewno, i jest w niej cos z modlitwy.

 Dlatego nie ma innej tajemnicy porównywalnej z miloscia. Jest w niej cos z seksu; jesli pójdziesz i kochasz drzewo, chcesz je objac; chcialbys je dotykac tak, jak dotykalbys twarzy ukochanej osoby. Jesli kochasz skale, chcialbys calowac ja tak, jak calowalbys usta ukochanej osoby; cos z seksu, cos ciagnie sie z przeszlosci. A jednak, gdy calujesz skale, jest poszanowanie, wielkie zdumienie, wielki cud. Jestes pelen szacunku, masz nastrój modlitwy, jest to cos w rodzaju wielbienia.

W milosci spotykaja sie modlitwa i seks. Jesli nie jestes uwazny, milosc moze spasc i stac sie seksualna. Jesli jestes dostatecznie uwazny, milosc moze wzniesc sie wysoko i stac sie pelna modlitwy. Trzeba o tym pamietac. Milosc jest bardzo krucha. Bardziej prawdopodobne jest, ze milosc zejdzie do nizszej rzeczywistosci i stanie sie seksem.

 Gdy zakochujesz sie pierwszy raz w kobiecie lub w mezczyznie, moze nie byc w tym nic z seksu. Wczesniej czy pózniej seks pojawi sie. Gdy pierwszy raz patrzysz na piekna kobiete, moze byc poszanowanie, wielkie zdumienie, jakbys w jej twarzy ujrzal twarz Boga. Gdy spojrzysz w oczy kobiety, nagle otwieraja sie drzwi do tajemniczosci.

Nie myslisz kategoriami seksu i ciala i fizycznosci, w ogóle cie to nie obchodzi. Przyzywa cie cos wyzszego. Ale potem zakochujesz sie i stopniowo zapominasz to, co wyzsze i wchodzisz w to, co nizsze. Milosc prawie zawsze spada do tego, co nizsze, gdyz nie jestesmy swiadomi. I dlatego we wszystkich jezykach, gdy ktos wchodzi w milosc, mówi sie o nim: „wpadl po uszy, zakochal sie” Ludzie wpadaja w milosc, bardzo rzadko wznosza sie w milosci.

 Pamietaj, to sformulowanie jest bardzo prawidlowe. Milosc zaczyna sie jako cos bardzo wysokiego, romantycznego, poetyckiego, boskiego, a potem stopniowo godzi sie na cos bardzo zwyczajnego, fizycznego, zepsutego. Milosc zaczyna sie jako modlitwa, poczatek milosci jest religijny, ale milosc konczy sie w koszmarze.

Pamietaj o tym: jesli jestes czujny, mozesz pomóc sobie, by nie spasc, mozesz pomóc sobie i poddac sie dyscyplinie wznoszenia sie. Wtedy milosc moze stac sie modlitwa.

 W anahata, osrodku serca, spotykaja sie nizsze i wyzsze. Jest to wielkie doznanie jednosci, bardzo kruche, rzecz jasna, trzesace sie, drzace, niezbyt pewne; przypomina proces, idzie naprzód, cofa sie; ale jesli jestes czujny, mozesz wykorzystac ja jako punkt wyjscia do jeszcze wyzszych mozliwosci.  OSHO

25 marca 2011 Posted by | OSHO | , , , | Dodaj komentarz

Chcecie stać się bar­dziej świadomi? OSHO

Chcecie stać się bar­dziej  świadomi?   Do­strzeżcie niepewność ju­tra.
 
Śmierć nadejdzie w jednej chwili – właśnie

za sekundę może zapukać do twoich drzwi. Możesz po­zostać nieuważny, jeśli masz zamiar żyć wiecznie. Ale jeśli wiesz, że nadejdzie…? To niemożliwe! Życie jest czymś chwilowym, bańkq mydlanq – jedno ukłucie szpilki i już po nim. Jak możesz żyć nieświadomie? Stań się świadomy wszystkiego, co robisz.

Sq w tobie dwie płaszczyzny: umysłu i nie-umysłu. Al­bo wyjaśnię to jeszcze inaczej: płaszczyzna obejmujqca zewnętrze twojej Istoty i płaszczyzna przebiegajqca w sa­mym twoim centrum. Jak zapewne wiesz, każde koło ma swoje centrum. Może nie zdajesz sobie sprawy, że istnie­je, ale istnieje na pewno. Ty jesteś na zewnqtrz, blisko obwodu kota, ale centrum istnieje. Bez niego nie byłoby ciebie, jest jqdrem twojej Istoty, l w tymże centrum już jesteś buddq, już znajdujesz się w domu. Na obwodzie -należysz do świata; poprzez umysł, sny, pragnienia, lęki, tysiqce gierek. Jednak jesteś i obwodem i centrum.

Przydarzajq się takie momenty, kiedy widzisz, że je­steś jak budda – to gracja, uważność, wyciszenie; ten sam świat przepełniony pięknem, btogościq, radościq. To właśnie pochodzi z twojego centrum; te przebłyski
jednak nie mogq trwać długo – wciqż jesteś spychany z powrotem na obrzeża. Czujesz się z tego powodu głu­pio, jest ci źle i smutno. Wiesz, że przegapiasz gdzieś znaczenie życia.

Stopniowo nauczysz się przesuwać z obrzeży ku centrum i z powrotem bez większych problemów. Tak, jak wchodzisz do domu i wychodzisz z niego. Nie two­rzysz podziałów, nie pytasz: „Skoro znalazłem się na ze-wnqtrz, to jak teraz wejdę z powrotem do wewnqtrz?” Nie zastanawiasz się będqc w środku, jak ci się uda wyjść na zewnqtrz. Jest piękna, słoneczna pogoda;

ciepło, przyjemnie – to siedzisz w ogródku. Kiedy staje się coraz goręcej, zaczynasz się pocić; już nie jest mi­ło, staje się duszno – po prostu wstajesz i wchodzisz do domu. Tam jest chłodno, nie odczuwasz dyskomfortu. l tak, zależnie od sytuacji zmieniasz miejsce.

Dokładnie w ten sam sposób człowiek świadomy, pe­łen zrozumienia, przemieszcza się ze swych peryferiów do centrum, z centrum ponownie na peryferia. Nigdzie nie jest uwięziony. Z targowiska do klasztoru, z bycia ekstrawertykiem do bycia introwertykiem – wciqż zmie­nia miejsca. To jakby dwa skrzydła – współpracujq ze sobq. Dzięki temu, że sq umieszczone naprzeciw siebie, równoważq się. Gdyby dwa skrzydła były po tej samej stronie, ptak nie mógłby latać. Muszq się one nawzajem równoważyć, dlatego umieszczone sq po przeciwnych stronach, mimo że stużq temu samemu ptakowi. Twoje wnętrze i zewnętrze sq jak skrzydła.

Trzeba to dobrze zapamiętać, gdyż jest taka możli­wość… otóż umysł ma skłonności do zaczepiania się. Sq ludzie, którzy zaczepili się na targowisku; mówiq, że nie sq w stanie zmienić miejsca, nie majq czasu na
medytację. Nawet kiedy majq czas, to nie wiedzq jak medytować i wydaje im się, że nie umieliby. Mówiq, że majq świeckie nastawienie – jak mogliby medytować? Sq materialistami – jak mogliby medytować? Sq eks­trawertykami – jakże mogłoby im się udać wejść w me­dytację? Wybrali jedno ze skrzydeł. Jest to oczywiście zwiqzane zfrustracjq; majqc tylko jedno skrzydło Jesteś skazany na frustrację.

Sq też tacy, którzy majq dosyć świata i zdecydowali się na ucieczkę do klasztoru, w Himalaje, stali się sann-jasinami, mnichami, rozpoczęli samotne życie, schowa­li się w sobie. Zamykajq oczy, zamykajq okna i drzwi, stajq się leibnitzowskimi monadami, które nie majq okien, a następnie popadajq w znużenie.

Na targowisku mieli wszystkiego dość, byli zmęczeni, sfrustrowani. Czuli się jak w domu wariatów, nie mogli się odprężyć. Było zbyt wiele zwiqzków a za mało czasu dla siebie, za mało własnej przestrzeni.   Zamieniali się w przedmioty, tracili swoje jaźnie, stawali się coraz bardziej materialni a coraz mniej duchowi. Zgubili drogę, świado­mość, że istniejq. Uciekli. Zniechęceni, zdruzgotani – uciekli. Teraz usiłujq żyć

w pojedynkę, życiem introwertyków, lecz wcześniej czy później i to im się znudzi. Wybrali bowiem jedno skrzy­dło. Tym razem leży ono po przeciwnej stronie.

Nie akceptuję ani jednego ani drugiego. Chciałbym żebyście umieli pozostać na targowisku a jednocześnie

wytworzyć w sobie medytacyjność. Tak, byście mogli wspófodczuwać z innymi, kochać, tworzyć miliony prze­różnych zwiqzków, ponieważ one was wzbogacają – ale jednocześnie byście umieli zamknqć drzwi i zrobić sobie wakacje od wszystkich zwiqzków, by móc odnowić kon­takt z samym sobq.

Nawiqzuj kontakty z innymi, ale pozostań w kontak­cie z samym sobq. Kochaj innych, ale kochaj także sie­bie. Wychodź na zewnqtrz! Świat jest piękny, pefen przy­gód; tworzy wyzwania, wzbogaca. Nie przegapiaj tego – spotykaj się ze światem kiedy puka do twoich drzwi. Nie obawiaj się, nie masz nic do stracenia a wszystko do zdobycia. Tylko się nie zgub. Nie odchodź za daleko, bo nie będziesz umiał wrócić do domu. Czasem zapomnij o świecie. Zrób sobie czas na medytację. Codziennie, je­śli chcesz zachować równowagę, powinienieś zachować proporcje pomiędzy tym, co wewnętrzne i zewnętrzne, tak by się nie przechylały w żadnq stronę.

Człowiek, który się śmieje jest także człowiekiem, który płacze. Na tym polega jego równowaga. Człowiek szczęśliwy jest także tym, który potrafi milczeć.

12 listopada 2010 Posted by | OSHO | , , | Dodaj komentarz

OSHO -Świadomość -klucz do życia w równowadze

Zgromadziwszy ogromne bogactwo w poprzednim życiu, umarłeś jako najbogatszy człowiek w swoim kra­ju, a jednocześnie jako duchowy żebrak, l znów sche­mat się powtarza w życiu obecnym. Toteż nagle zmienia się gestalt – wiedzqc co robiłeś i jak to cię doprowadziło donikqd, pamiętajqc swoje poprzednie wcielenia, wie-dzqc że powtarzałeś wciqż ten sam błędny schemat, jak zacinajqca się płyta gramofonowa, że nigdy nie zrobiłeś ani jednej nowej rzeczy… Wciqż i na nowo gromadziłeś bogactwa, wciqż dqżyteś do władzy, wciqż zdobywałeś nadmiar wiedzy. Zakochiwałeś się i ciqgle w ten sam sposób zamieniałeś miłość w coś ohydnego… Kiedy dostrzeżesz to wszystko już nigdy nie będziesz taki sam.

Dzięki temu twoje obecne życie nagle się przemieni. Nie pozostaniesz ani chwili dłużej w tej starej koleinie.

To właśnie złego powodu ludzie na Wschodzie pytali od tysiqcleci: „Jak się wyrwać z tego koła życia i śmier­ci?” To wciqż to samo koło, ta sama historia powtarza­jąca się znowu i znowu… Jeśli jej nie znasz, wydaje ci się, że robisz coś nowego i wydajesz się bardzo podeks­cytowany. Ale ja widzę, że robisz wciqż to samo.

Nie robisz w życiu niczego nowego. Jest ono jak koło;

porusza się wciqż w ten sam sposób. Twoje podniecenie wynika tylko z tego, że zapominasz o swojej przeszłości. Jeśli sobie jq przypomnisz, całe podniecenie opadnie. W stanie takiego przypomnienia przydarza się sannjas.

Sannjas jest wysiłkiem podjętym w celu wyjścia z ko­leiny, wyskoczenia z błędnego koła. Oznacza powie­dzenie samemu sobie: „Dość tego! Nie mam zamiaru już dłużej uczestniczyć w tym starym nonsensie. Zmie­niam swoje nawyki”. Sannjas jest wyskoczeniem poza koło; nie poza społeczeństwo, lecz swoje własne koło życia i śmierci.

Jest pięć typów snów. Współczesna psychologia ba­zuje na typie drugim, często zresztq mylqc go z pierw­szym. Pozostałe trzy typy pozostajq nieznane.

 Jeśli medytujesz i stajesz się świadomy swojej we­wnętrznej Istoty w czasie snu, zdarzy się jeszcze wiele innych rzeczy. Po pierwsze – stopniowo, wraz ze wzro­stem świadomości swoich snów, będziesz coraz mniej pewny realności tego, czego doświadczasz na jawie. Dlatego Hindusi mówiq, że świat jest jak sen.

Obecnie dzieje się odwrotnie. Ponieważ jesteś tak pewien, że kiedy nie śpisz świat jest rzeczywisty, to wy­daje ci się, że kiedy śpisz – twoje sny także są rzeczy­wiste. Nikt kto śpi nie ma wrażenia, że sen jest nie­prawdziwy. Kiedy trwa, wyglqda wspaniale, całkowicie realnie. Rano oczywiście możesz stwierdzić, że to byt sen, ale nie w tym rzecz. Rano funkcjonuje inny umysł. Nie był świadkiem, jedynie słyszał, że coś tam gdzieś się działo. Ten świadomy umysł, który budzi się rano i wie, że to wszystko było snem, nie jest obserwatorem; jak mógłby cokolwiek stwierdzić?

To tak, jakbyś spał a dwie osoby obok rozmawiały ze sobq. We śnie coś tam słyszysz, bo mówiq dość głośno, ale sq to jakieś pojedyncze słowa bez kontekstu, zosta-wiajqce jakqś mglistq impresję. Tak właśnie się dzieje -podczas gdy nieświadomość bardzo aktywnie tworzy sny, świadomość śpi i jedyne co słyszy to hałas; rano zaś mó­wi: „To wszystko jakieś bzdury. To był przecież tylko sen”.

Obecnie, zawsze gdy coś ci się śni, czujesz jakby było to całkowicie rzeczywiste. Nawet rzeczy absurdalne, nie­logiczne wyglqdajq prawdziwie, bo nieświadomość nie wie co to logika. We śnie idziesz drogq, widzisz nadbie-gajqcego konia i nagle koń już nie jest koniem lecz two-jq żonq. A twój umysł nie pyta od razu: „Jak to możliwe? Koń zamienił się w mojq żonę?” Nie ma problemu, nie ma wqtpliwości. Nieświadomość w nic nie wqtpi.
 
 
 
 
 
 
 
 

Kiedy stajesz się świa­domy swoich snów i czu­jesz, że to tylko sny, za­czyna  dziać  się  coś dokładnie   odwrotnego – nic nie jest rzeczywiste;

to wszystko jest teatrem umysłu,   psychodramq. Stoisz na scenie, jesteś aktorem a także auto­rem scenariusza. Jesteś reżyserem, producentem i wi­dzem – nikogo oprócz ciebie nie ma, to jedynie wytwory twojego umysłu. Kiedy to do ciebie dotrze, wtedy cały otaczajqcy cię na jawie świat nabierze nowego wymia­ru. Przekonasz się, że ma miejsce to samo, co wtedy, gdy śnisz nocq – scena jest, co prawda, o wiele szersza, ale to także sen.

Hindusi nazywajq czasem nasz świat: maja – iluzja, senne marzenie, wytwór umysłu. O co im chodzi? Czy o to, że świat jest nierzeczywisty? Nie, jest on rzeczywi­sty, ale kiedy twój umysł zaczyna się włqczać, stwarzasz swój własny, nierealny świat. Nie żyjemy w tym samym świecie. Każdy ma swój. Jest tyle światów, ile umysłów. Kiedy Hindusi mówiq, że ten świat to maja, chodzi im o rzeczywistość połqczonq z umysłem. Czym jest sama rzeczywistość? Nie wiemy. Czym jest rzeczywistość po­uczona z umysłem? To maja.

Kiedy ktoś obudzi się całkowicie, stanie się buddq, wtedy pozna rzeczywistość bez umysłu. To jest prawda,brahman, Najwyższe. Dodaj umysł, a wszystko stanie się na powrót snem, bo umysł jest tym czymś, co wy­twarza sny. Bez umysłu nic nie jest snem; pozostaje kry­stalicznie czysta rzeczywistość.

Umysł jest jak lustro; odzwierciedla świat. To odbicie nie może być rzeczywistości, jest po prostu odzwier­ciedleniem rzeczywistości. Kiedy nie ma lustra, odbi­cie znika. Możesz widzieć rzeczywistość. Noc, księżyc w pełni, ciche jezioro, w którym odbija się księżyc; pró­bujesz go dotknqć. To właśnie wszyscy robiq przez całe swoje obecne i poprzednie życia. Łapiq księżyc odbity w tafli jeziora, l oczywiście żadnej szansy na sukces; to niemożliwe. Trzeba zapomnieć o jeziorze i spojrzeć do­kładnie w przeciwnq stronę. Księżyc jest tam. Jezioro jest jak umysł, dzięki któremu świat zamienia się w ilu­zję. Bez względu na to czy masz oczy zamknięte czy otwarte – jeśli obecny jest umysł – wszystko jest snem.

Obserwowanie jest jakby rodzajem wspaniałej magii, której każdy może się nauczyć;a ona rozpocznie przemianę całej twojej Istoty.

 

 

Pamiętaj: pragnienia pochodzą od świadomego umysłu, potrzeby zaś od nieświadomości. Ta różnica musi być dobrze zrozumiana, bo ma ogromne znaczenie.

 

Świadomość rośnie powoli, ale rośnie i dlatego trzeba wykazać się cierpliwością. Wraz z jej wzrostem zaczniesz odczuwać wiele rzeczy, których nigdy nie czułeś.

Jeśli będziesz medytował nad snem, w pierwszej kolejności właśnie z tego zdasz sobie sprawę. A po drugie – zrozumiesz, że jesteś jedynie świadkiem: sen istnieje, ale ty nie jesteś jego częściq. Nie jesteś częściq umysłu, jesteś transcendentny.  Istnie­jesz w umyśle, ale nim nie jesteś. Postrzegasz przez umysł, ale nim nie jesteś. Korzystasz z umy­słu, ale nim nie jesteś. l nagle stajesz się obser­watorem – już nie umy­słem. 

Osiqgnięcie pozycji obserwatora jest ostatecznym, najwyższym spełnieniem. Później przestaje mieć jakie­kolwiek znaczenie to, czy śnisz śpiqc, czy śnisz na jawie – pozostajesz obserwatorem. Istniejesz na świecie, ale świat nie ma już wstępu w ciebie. Wszystkie rzeczy sq gdzie były, ale twój umysł nie znajduje się pośród nich, ani one nie znajdujq się w umyśle. Pojawił się obserwa­tor i wszystko się zmieniło.

Kiedy raz pojmiesz jak to się dzieje, stanie się to dla ciebie bardzo łatwe. Na razie może się wydawać tak trudne, że prawie niemożliwe. Jak zachować uważność w czasie snu? Zajmie ci to trzy do dziewięciu miesięcy. Każdego wieczoru, zasypiajqc utrzymaj swojq uwagę, obserwuj nadchodzqcy sen.

Pamiętaj, żeby nie pobudzać przy tym swojej aktyw­ności, bo nie uda ci się zasnqć. Bqdź biernie skupio­ny, miękki, naturalny, odprężony, z przymkniętymi po­wiekami. Nie nazbyt przejęty tym wszystkim – pasywna uważność, bez jakiegoś szczególnego zainteresowania. Siedzisz z boku, rzeka płynie a ty patrzysz. To zajmie ci trzy do dziewięciu miesięcy Potem, któregoś dnia sen opadnie na ciebie jak ciemny ekran, jak ciemna kur­tyna, jakby słońce się schowało i nastała ciemna noc. Wszystko to dzieje się wokół, ale w głębi ciebie płonie ogieniek. Patrzysz milczqco, biernie, l oto zaczyna się świat snów. Widzisz wiele przedstawień, psychodram i po prostu obserwujesz. Z czasem zaczynasz umieć dostrzegać różnice; wiesz, który rodzaj snu się pojawił. A w końcu pojmujesz, że to jest dokładnie to samo, co dzieje się na jawie. Nie ma różnicy w jakości. Cały świat stał się iluzoryczny A kiedy świat jest iluzjq, jedynie ob­serwator jest prawdziwy.

7 listopada 2010 Posted by | OSHO | , , , | Dodaj komentarz

świadomość -OSHO

 Świadomość jest wieczna, nie zna śmierci. Tylko nieświadomi umierają. Więc jeśli pozostaniesz nieświadomy, pogrążony we śnie, znów będziesz musiał umrzeć. Jeśli chcesz uniknąć cierpienia związanego z rodzeniem się i umieraniem, jeśli chcesz pozbyć się kręgu narodzin i śmierci, będziesz musiał stać się całkowicie świadomy. Będziesz musiał wspiąć się wyżej w świadomość. l tych rzeczy nie da się pojąć za pomocą intelektu; musisz ich doświadczyć, muszą stać się egzystencjalne. Nie mówię, że masz dać się na to namówić od strony filozoficznej, ponieważ takie przekonanie niczego nie da, nie będzie owocne.

Prawdziwe zbiory pojawią się dopiero wtedy, kiedy włożysz ogromny wysiłek w obudzenie się. Ale intelektualne mapy mogą wytworzyć w tobie po-żądanie, pragnienie; mogą uświadomić ci potencjał, możliwości; mogą uzmysłowić ci, że nie jesteś tylko tym, czym wydajesz się być – jesteś czymś więcej. niewielki wysiłek aby stać się świadomym, zakończa się klęską. Transformacja zachodzi tylko wtedy, gdy włożysz w nią całą swoją energię.

Działanie zmierza w jednym kierunku, myśli w innym, a uczucia jeszcze dokądś indziej. Rozpadamy się, stajemy się coraz bardziej rozbici. Oto czym jest cierpienie – tracimy integralność, tracimy jedność. Transformacja zachodzi tylko wtedy, gdy włożysz w nią całą swoją energię. Parujesz tylko wtedy, kiedy gotujesz się w temperaturze stu stopni, tylko wtedy pojawia się alchemia. Zaczynasz się wznosić.

 Przecież wszyscy wiemy – woda płynie w dół, ale para idzie do góry. Tu dzieje się dokładnie to samo: nieświadomość idzie w dół, świadomość w górę. Nie ma potrzeby przyzwyczajać się do cierpienia: istnieje możliwość aby całkowicie się od niego uwolnić. Ale ścieżka do osiągnięcia tego jest wyboista; ta droga jest wyzwaniem.

 A gdy zaczynasz być tego świadomy wydarza się cud: wiele rzeczy, które do tej pory robiłeś, po prostu znika.

Twoje ciało staje się bardziej odprężone, lepiej zestrojone. Nie musisz niczego w sobie zmieniać, a nawet gdybyś próbował to i tak ci się nie uda. Próbowałeś już wiele razy. Udało ci się? Ile razy postanawiałeś, że więcej się nie zdenerwujesz? Co się stało z twoim postanowieniem? Gdy nadchodzi odpowiednia chwila wpadasz w tę samą pułapkę: denerwujesz się, a kiedy gniew opada, znowu tego żałujesz.

To błędne koło: irytujesz się i żałujesz tego, a potem znów jesteś gotów się złościć. Pamiętaj, że nawet gdy żałujesz, nie jesteś obecny; żal jest również częścią grzechu. Właśnie dlatego nic się nie zmienia. Bardzo się starasz, podejmujesz wiele decyzji, składasz obietnice, ale nic się nie zmienia – pozostajesz taki sam.

Jesteś dokładnie taki, jaki byłeś w chwili narodzin, nic się nie zmieniło. Nie, żebyś nie próbował, nie, żebyś się nie dość starał. Starałeś się i to bardzo, l poniosłeś klęskę, bo wysiłek nie ma tu nic do rzeczy. Podjęcie jeszcze większych starań niczego nie zmieni. Tu chodzi o bycie uważnym, nie o trud.

=======================

 

28 października 2010 Posted by | OSHO | , , , | Dodaj komentarz

wędrówka w kierunku medytacji

Ci, którzy wędrują 

– a wszyscy wędrujecie w kierunku medytacji – natkną się na te dziwne, choć ogromnie piękne przestrzenie.
Pierwszym znakiem, że medytacja zaczęła stawać się w tobie zjawiskiem skrystalizowanym jest… cała egzystencja staje się doliną, a ty jesteś na szczycie wzgórza. Zaczynasz się wznosić. Cały świat staje się doliną, daleko, tam, głęboko poniżej, a ty siedzisz na oświetlonym słońcem szczycie wzgórza. Medytacja unosi cię do góry – nie fizycznie, ale duchowo. I to zjawisko jest bardzo wyraźne gdy następuje – takie będą oznaki.
Gdy w medytacji wędrujesz do wewnątrz, nagle widzisz, że między tobą i zgiełkiem wokoło powstaje wielki dystans. Możesz siedzieć na targowisku i nagle zobaczysz przerwę pojawiającą się między tobą i hałasem. Ledwie przed chwilą te hałasy były niemal tożsame z tobą, byłeś w nich; teraz oddalasz się od nich. Jesteś tam fizycznie, tak, jak przedtem. Nie potrzeba odchodzić w góry – to jest droga do odnalezienia rzeczywistych gór wewnątrz, to jest droga do znalezienia Himalajów wewnątrz. Zaczynasz wchodzić w głęboką ciszę, i nagle wszystkie te hałasy, które były tak blisko ciebie – a było takie zamieszanie – zaczynają się oddalać, odchodzić w dal. Na zewnątrz wszystko jest takie, jak było wcześniej, nic się nie zmieniło: siedzisz w tym samym miejscu, w którym zaczynałeś medytować. Ale wraz z pogłębianiem się medytacji będziesz to odczuwał, poczujesz narastający dystans do rzeczy zewnętrznych.

Każda nuta staje się krystalicznie czysta
Po drugie, cokolwiek będzie wypowiedziane na zewnątrz, jest całkowicie wyraźne, w istocie rzeczy wyraźniejsze niż było wcześniej.
To są czary medytacji. Nie stajesz się nieświadomy, gdyż w nieświadomości też widzisz, że hałasy znikają. Gdy na przykład podany ci będzie chloroform, poczujesz, że dzieje się to samo zjawisko, hałasy zaczynają się oddalać, dalej, dalej… i odeszły – ale ty zapadłeś w nieświadomość. Niczego nie możesz usłyszeć wyraźnie.
Dokładnie to samo dzieje się w medytacji, ale z pewną różnicą: hałasy zaczynają się od ciebie oddalać, a każdy hałas staje się zdecydowanie wyraźny, wyraźniejszy niż wcześniej, gdyż teraz pojawia się bycie świadkiem.
Początkowo ty też byłeś hałasem pośród tych wszystkich hałasów, byłeś w nich zagubiony. Teraz jesteś obserwatorem, a ponieważ jesteś tak wyciszony, wszystko możesz widzieć jasno, wyraźnie. Choć hałasy są odległe, są wyraźniejsze niż kiedykolwiek dotąd. Każda pojedyncza nuta jest słyszana.


Świat jest słyszany jak echo
I trzecia rzecz będzie odczuwana: że nie są one słyszane bezpośrednio, a jakby pośrednio, jakby były echem faktycznych dźwięków, nie samymi dźwiękami. Stają się bardziej bezpostaciowe, ich postaciowość zanika. Stają się mniej materialne, ich materia znika – nie są już ciężkie, są lekkie. Możesz zobaczyć ich lekkość, są jak echo. Cała egzystencja staje się echem.
Dlatego mistycy hinduscy nazywają świat maya – iluzja. Iluzja nie oznacza nie-rzeczywistości, oznacza jedynie podobieństwo do cienia, podobieństwo do echa. Nie oznacza nieegzystencjalności, oznacza tylko podobieństwo do snu. Podobne do cienia, podobne do snu, podobne do echa, takie będzie to uczucie. Nie możesz odczuć, że te zjawiska są rzeczywiste. Cała egzystencja staje się snem, bardzo wyraźnym, widocznym, ponieważ ty jesteś uważny. Najpierw byłeś zagubiony we śnie – nie byłeś czujny, i myślałeś, że to rzeczywistość.
Byłeś utożsamiony ze swym umysłem. Teraz nie utożsamiasz już się z umysłem, powstało w tobie coś odrębnego – uważność, sakshi.

Będziesz słyszał wszystko oprócz siebie
I czwarta rzecz w tym będzie odczuwana: słyszysz całą egzystencję wokoło – ludzi rozmawiających, spacerujących, śmiejące się dzieci, ktoś krzyczy, woła jakiś ptak, samochód przejeżdża, samolot, pociąg.
Będziesz słyszeć wszystko. Jedno tylko: nie będziesz w stanie słyszeć siebie, zupełnie zniknąłeś. Jesteś pustką. Po prostu w ogóle cię nie ma. Nie możesz odczuć siebie jako istoty. Są wszystkie hałasy, zniknęły tylko twoje wewnętrzne hałasy. Zwykle wewnątrz ciebie jest więcej hałasów niż na zewnątrz. Prawdziwe zamieszanie jest wewnątrz ciebie, jest tam prawdziwe szaleństwo. A kiedy spotyka się zewnętrzne szaleństwo z wewnętrznym szaleństwem, powstaje piekło.
Zewnętrzne szaleństwo będzie trwało dalej, bo nie ty je stworzyłeś i nie ty możesz je zniszczyć, ale bardzo łatwo możesz zniszczyć swe wewnętrzne szaleństwo. Jest to w twoich możliwościach. Kiedy wewnętrznego szaleństwa nie ma, zewnętrzne szaleństwo 5taje się nieistotne. Traci realność, staje się iluzoryczne. Nie możesz znaleźć swego dawnego głosu, nie pojawia się w tobie żadna myśl, nie ma więc dźwięku. Stałeś się pusty, i wszystko zeszło głęboko w dolinę, słychać tylko echa. A kiedy słyszysz echa, na pewno nie ma to na ciebie wpływu. I tak, powoli, powoli wzrastasz w medytację.
Wszystko staje się nieistotne. Wszystko możesz zobaczyć.

Pojawia się wielkie światło
Dopóki nie staniesz się pusty, pozostaniesz ciemny, pozostaniesz ciemnością. Gdy jesteś całkowicie pusty, gdy nie ma nikogo wewnątrz ciebie, wtedy następuje światłość.
Gdy zyskasz zdolność widzenia ducha, zobaczysz, że materia zniknęła. Obu na raz nie możesz widzieć.
Te znaki trzeba zrozumieć, bo zdarzą się one i tobie, i to zrozumienie pomoże. Inaczej, jeżeli któregoś dnia otworzysz oczy i nie znajdziesz swego ciała, możesz zwariować. Z pewnością poczujesz, że coś jest nie w porządku, albo nie żyjesz albo zwariowałeś. I co się stało z ciałem? A jeśli zrozumiesz te sutry, we właściwym momencie przypomną ci one. Dlatego mówię o tylu świętych pismach: by uczynić cię świadomym wszystkiego, co jest możliwe, byś, gdy to nastąpi, nie został zaskoczony, abyś wiedział, abyś rozumiał, abyś już miał mapy. Możesz odczytać gdzie jesteś i w tym rozumieniu możesz się odprężyć.


Doznanie unoszenia się
To następuje bardzo szybko, zaczyna się dziać w bardzo wczesnych fazach. Gdy siedzisz nieruchomo, nagle czujesz, że jesteś nieco wyżej niż podłoże, może piętnaście centymetrów wyżej. Z wielkim zaskoczeniem otwierasz oczy i stwierdzasz, że siedzisz na podłożu, myślisz więc, że pewnie śniłeś.
Nie, nie śniłeś, twoje ciało fizyczne pozostawało na podłożu. Ale masz inne ciało, ciało światła ukryte wewnątrz niego; nazwij je ciałem astralnym, ciałem subtelnym, ciałem życiowym, jak chcesz; to ciało zaczyna wznosić się wyżej. Od wewnątrz można czuć tylko to ciało, bo jest to twoje wnętrze. Gdy otwierasz oczy, twoje materialne ciało siedzi pewnie na podłożu, tak, jak siedziało przedtem. Nie myśl, że miałeś halucynacje, ani odrobinę. To fakt rzeczywisty, nieco się unosiłeś, ale w swym drugim ciele, nie w pierwszym ciele.
Te znaki potwierdzające trzeba zrozumieć, a nie chwalić się nimi. Nikomu ich nie opowiadaj, bo ego znowu wejdzie i zacznie wykorzystywać te doznania. A kiedy ego wchodzi, doznania znikają.
Nigdy o nich nie mów. Jeśli nastąpią, po prostu je zrozum, zauważ, i zupełnie o nich zapomnij.
I to też trzeba pamiętać: wszystkie one mogą ci się zdarzyć lub nie, albo mogą zdarzyć się w innej kolejności, albo mogą się zdarzyć w inny sposób. A jest tysiąc i jedna rzecz, która jest możliwa, bo ludzie są tak różni.


Radość bez żadnego powodu
Wielki znak potwierdzający jest wtedy, gdy, w ogóle bez żadnego powodu, nagle czujesz się radosnym. W zwykłym życiu jesteś radosny, gdy jest jakiś powód. Spotkałeś piękną kobietę i jesteś radosny, albo masz pieniądze, których zawsze chciałeś, i jesteś radosny, albo kupiłeś dom z pięknym ogrodem i jesteś radosny, ale te radości nie mogą trwać długo. Są chwilowe, nie mogą pozostawać ciągle i nieprzerwanie. Jeśli twoja radość jest czymś spowodowana, zniknie, będzie chwilowa. Wkrótce pozostawi cię w głębokim smutku; wszystkie radości pozostawiają cię w głębokim smutku. Ale jest inny rodzaj radości, który jest znakiem potwierdzającym: nagle jesteś radosny w ogóle bez żadnego powodu. Nie można wskazać dlaczego. Gdy ktoś pyta: „Dlaczego jesteś radosny?” nie potrafisz odpowiedzieć.
Nie mogę powiedzieć dlaczego jestem radosny. Nie ma powodu. Po prostu tak jest. Tej radości nie można teraz zakłócić. Cokolwiek teraz się stanie, będzie trwała. Jest ona dzień w dzień, noc w noc. Możesz być młody, możesz być stary, możesz być żywy, możesz umierać, ona zawsze jest. Gdy znalazłeś radość, która pozostaje, okoliczności się zmieniają, a ona trwa, wtedy z pewnością zbliżasz się do stanu bycia buddą.
Jest to znak potwierdzający. Jeśli radość przychodzi i odchodzi, nie ma to zbyt wielkiej wartości – jest to zjawisko światowe. Gdy radość trwa, pozostaje nieprzerwana, stale – jakbyś był odurzony, bez żadnego narkotyku jesteś stuknięty; jakbyś właśnie wziął kąpiel, świeży jak krople rosy o poranku, świeży jak nowe liście wiosną, świeży jak liście lotosu w stawie; jakbyś właśnie wziął kąpiel; gdy pozostajesz stale w tej świeżości, która pozostaje i pozostaje i nic jej nie zakłóca, wiedz, że zbliżasz się do domu.

Brak reakcji – brak lęku

Gdy twoja cisza i radość pogłębiają się, zaczynasz odczuwać, że dla ciebie śmierci nie ma. W śmierci umiera tylko persona, osobowość; esencja nigdy nie umiera. Gdy wiesz, że coś w tobie trwa, coś, co nigdy się nie zmienia, radość, która trwa bez względu na okoliczności, po raz pierwszy wiesz, że jest w tobie coś nieśmiertelnego, jest w tobie coś wiecznego. I ta chwila jest chwilą siły, potencjalnych możliwości, nieustraszoności. Wtedy nie boisz się.

28 października 2010 Posted by | OSHO | , , , , | Dodaj komentarz

Świadomość i ześrodkowanie…

Chciałam wkleić tu małe- wybrane fragmenty z książki –OSHO – Świadomość ,klucz do życia w równowadze

. Świadomość i ześrodkowanie

Zacznijmy od zrozumienia tego, czym jest świado­mość. Chodzisz. Zdajesz sobie sprawę z wielu rzeczy – ze sklepów, z mijajqcych cię ludzi, z ulicznego korka, ze wszystkiego. Jesteś świadomy wielu rzeczy, poza jed­no – poza sobq. Idziesz ulicq, świadomy wielu rzeczy i nieświadomy siebie! Tę świadomość siebie, Gurdżijew nazywał obserwacjo siebie. Gurdżijew mówi: „Zawsze, gdziekolwiek jesteś, pamiętaj o sobie”.

Cokolwiek robisz, niechaj zawsze towarzyszy ci jed­na rzecz: bądź świadomy siebie. Jesz – bqdź świadomy siebie. Chodzisz – bqdź świadomy siebie. Słuchasz, mó­wisz – bqdź świadomy siebie. Kiedy jesteś zdenerwowa­ny, bqdź świadomy, że to ty się denerwujesz. W chwili kiedy ogarnia cię złość, bqdź świadomy, że jesteś zły. To ciqgte pamiętanie o sobie wyzwala w tobie pewnq sub-telnq energię. Krystalizuje się twoja Istota.

Zwykle jesteś jak luźny worek! Nieukształtowa-ny, bez swego centrum -tylko płynność, miesza­nina wielu rzeczy. Niesta­ły i zmieniajqcy się tłum bezładnego pana. Świa­domość robi z ciebie pa­na – a kiedy mówię pa­na – nie mam na myśli kontrolera. Kiedy mówię, żebyś był panem, chodzi mi oto, żebyś był obecny _ nieustannie obecny. Cokolwiek robisz lub czego nie robisz, miej zawsze świadomość, że jesteś.

To odczuwanie siebie, odczuwanie że jesteś, tworzy w tobie środek – środek spokoju, ciszy, wewnętrznego opanowania. Jest to „wewnętrzna siła”. Dosłownie. Dlatego wszyscy buddyści mówiq o „ogniu świadomo­ści” – to naprawdę /est ogień. Jeśli zaczniesz być świa­domy, poczujesz w sobie nowq energię, nowy ogień, nowe życie, l dzięki temu nowemu życiu, nowej mocy, nowej energii, wiele rzeczy, które w tobie dominowały, zniknie. Nie musisz z nimi walczyć.

Musisz walczyć ze swoim gniewem, żqdzq, seksual-nościq, ponieważ jesteś słaby. Problemem nie jest więc złość, żqdza czy seksualność, lecz słabość. Kiedy za­czniesz być wewnętrznie silniejszy, poczujesz wewnętrz-nq obecność – że /esteś – twoja energia skoncentruje się, skrystalizuje w jednym punkcie i narodzi się jaźń. Pamiętaj, jaźń, nie ego. Ego jest fałszywq jaźniq. Nie majqc kontaktu z prawdziwq jaźniq wierzysz, że jq masz, ale to, co za niq bierzesz, to właśnie jest ego. Ego oznacza fatszywq jaźń – nie jesteś sobq, ale wie­rzysz, że jesteś.

Ego to fałszywe poczucie istnienia czegoś, czego nie ma. Jaźń jest tym centrum, które jest w stanie obiecy­wać. Tworzy się je będqc świadomym w każdym mo­mencie. Bqdź świadomy, że coś robisz – że siedzisz, że kładziesz się spać, że nadchodzi sen, że zapadasz się w niego. Postaraj się być uważnym w każdym mo­mencie, a wtedy poczujesz, że rodzi się w tobie cen­trum; wszystko zacznie się krystalizować, rozpocznie się ruch do środka. Od tej chwili wszystko będzie zwiqzane z twoim centrum.

Żyjemy bez centrów. Czasami czujemy się ześrod-kowani, ale tylko w sytuacjach, które zmuszajq do za­chowania świadomości. Jeśli zaistnieje niebezpieczna sytuacja, poczujesz w sobie środek, ponieważ w nie­bezpieczeństwie człowiek staje się świadomy. Jeśli ktoś zamierza cię zabić, w takiej chwili nie jesteś w sta- nie myśleć; nie jesteś w stanie nie być świadomy. Ca­ła twoja energia gromadzi się nagle w centrum. Nie możesz przenieść się do przeszłości, ani do przyszłości -ta chwila staje się dla ciebie wszystkim, l wtedy jesteś świadomy nie tylko istnienia mordercy, ale i świadomy siebie – osoby, która zostanie zabita. W mgnieniu oka odczuwasz wewnqtrz siebie centrum.

=======================================================================

Symptomy chorobowe zawsze świadczą o istnieniu ukrytych zaburzeń innego rodzaju. Ich zadaniem jest spalanie energii, która nie została emocjonalnie przetworzona

Zrozumienie emocjonalne stanowi wiedzę wewnętrzną, nie zdominowaną przez ego ani przez intelekt. Próby poznania jej za pomocą umysłu nie przyniosą więc zadowalających rezultatów. Poznanie emocjonalne jest bardziej odczuwane niż rozumiane. Można je opisać jako nagłe olśnienie, któremu towarzyszą zwykle takie objawy jak dreszcze, gęsia skórka, łzy, a czasem także uczucie pokory. Kiedy raz go doznasz, zmuszony jesteś zrzucić zbroję ochronną i otworzyć się emocjonalnie i umysłowo na możliwość uzdrowienia. Zaprzestanie działań obronnych może spowodować większy napór emocjonalnego bólu, jest to jednak bardzo ważny, niezbędny wręcz element twego uzdrowienia.

Poznanie emocjonalne jest warunkiem koniecznym do rozpoczęcia procesu leczenia fizycznego; sam intelekt nie mógłby sobie z tym poradzić. Połączenie intelektualnego zrozumienia z poznaniem emocjonalnym może zmienić wzorzec,

Sfera emocjonalna nie przetwarza danych w sposób linearny. W trzeciej gęstości jest to zadanie umysłu. Emocje działają na zasadzie hologramu. Dlatego mogą one ulegać wpływom doświadczeń innych aspektów duszy, doznanych w innych wcieleniach i wymiarach.

========================================================================

Filozofia światła i miłości sama w sobie nie jest zła; jest jedynie źle rozumiana, błędnie interpretowana jako doktryna odrzucająca mrok i ból. Jedynie całościowe spojrzenie na ludzkie doświadczenie – na jego blaski i cienie – może zaowocować prawdziwą, czystą miłością, która płynie nie ze zranionego, lecz uleczonego serca.

=======================================================================

Fizyczna rzeczywistość ziemska przypomina gabinet luster, tak jakby ogromna ilość odbitych obrazów miała łagodzić szok wywołany nagłym przejściem z naturalnej postaci bezcielesności w materialną rzeczywistość 3G i narzucany przez nią, a wstrząsający dla ducha, stan fragmentacji. Kiedy pojawiliście się tu po raz pierwszy, Ziemia przypominała pusty pokój. Znajdowało się w nim jedno wielkie lustro, w którym dokładnie się przejrzeliście. Wasze odbicie sprawiło wam jednak ogromny ból, ponieważ nosiło piętno całego ludzkiego doświadczenia.

Zobaczyliście w nim samooskarżenie, nienawiść do samych siebie, wstyd i poczucie winy. Obraz ten był dla was tak bolesny, że roztrzaskaliście lustro na kawałki. Teraz wszystkie fragmenty rozbitej tafli odbijają światło pod wieloma przeróżnymi kątami. Przeglądając się w nich nie wiecie, czy to, co widzicie jest rzeczywistym obrazem, czy też wielokrotnie odbitym wizerunkiem zabłąkanym w labiryncie luster.

Zamieszkujecie rzeczywistość, w której mieszają się odbicia prawdziwe i zniekształcone przez mechanizmy obronne ego. Mechanizmy te mogą odciągać waszą uwagę od tego, kim naprawdę jesteście. Waszym zadaniem jest rozpoznanie swego prawdziwego odbicia, a to wymaga ciągłego i szczerego poznawania istoty swej duszy. Niektóre wasze lustrzane wizerunki noszą piętno wstydu i cierpienia, podczas gdy inne odzwierciedlają urzekające piękno. Trudno jest wam zaakceptować jednocześnie istniejące w was ból i piękno. Wasze główne zadanie w tym gabinecie luster polega na odnalezieniu rzeczywistego odbicia, kim naprawdę jesteście. Gdy je odnajdziecie, zrzucicie dotychczasowe maski i zaczniecie poznawać głębszy sens miłości własnej.

17 października 2010 Posted by | OSHO | , , , | Dodaj komentarz