Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

7 cnót według Ramthy

Cnota pierwsza: Dobrotliwość.

Kultywujcie Dobrotliwość
– pierwszą z ośmiu Cnót Przebudzonego.

Ja jestem RAMTHA,
niewielu rozumie Życie, niewielu rozumie siebie samych w tej wspólnej grze Życia i niewielu jest gotowych aby to pojąć.

Tak właśnie jest. Jednak Ci, którzy osiągnęli Poziom Wiedzy, to pojmują. Tak właśnie jest.

Dobrotliwość jest od Was wymagana.
Dobrotliwość pochodzi od „Dobra”. To mieliśmy już w trzech Akordach, w początkowych wiadomościach po moim przyjściu w Świadomość Jahn.

Bycie Dobrotliwym oznacza używanie Dobra jednocześnie jednak rozumiejąc sytuację innych. To oznacza przynoszenie Dobra środkami Miłości, pod łagodnym przewodnictwem Serca. Łagodność albowiem rozpoznaje tego „drugiego” i jego status.

Dopiero w Dobroci jest możliwe dobre działanie, ponieważ poprzez Dobroć Człowiek jest zdolny do refleksyjnego działania i trzyma się on z dala od przynoszenia „dobrego” losowo wśród ludzi.

Dobroć wybacza, Dobroć pozwala, Dobroć kocha.

Więc idźcie, bądźcie Dobrotliwi i mądrzy, lub jeszcze lepiej – wprowadźcie się wpierw w Wiedzę abyście mogli Dobrotliwość odziedziczyć.

Następne Cnoty Czasu Człowieka z Wieczności będą tu omówione i są nimi:

 

Dobrotliwość

Łagodność

Siła Odróżniania

Współczucie

Bezinteresowność (*brak zamiaru, premedytacji)

Odwaga

Autentyczność (*prawdziwość)

Wytrzymałość

Mamy wiele do Stworzenia, Czas nagli albowiem na końcu dnia liczy się tylko jedno:
abyście rozpoznali kim jesteście, czym jesteście i poprzez co jesteście.

Poziomy staną się przezroczyste, do Przebudzonych należy Świat i całe Życie.

Na Wieczność,
Wy bogowie Tworzenia

tak,

Ja jestem RAMTHA

 

Cnota druga: Łagodność.

Łagodni są prawowitymi dziedzicami Królestwa Niebios.
Mistrz JESUS, Światło Świata uczył Was tego i poprzez to zaczynacie pojmować tą lekcję.

Oprócz dobrotliwości jest też łagodność poprzez którą Miłość otrzymuje blask i oblicze Stwórcy.

Nigdy nie mylcie łagodności z miękkością. Odłóżcie to nieporozumienie na bok, ponieważ każda twardość przynosi ze sobą zastygłe formy Życia i zastygłe Dusze ludzkie. Dopiero siła łagodności tworzy harmonię i pokój w ludzkim Sercu.

Rozprzestrzeniło się wiele nieporozumień i niezrozumienie łagodności jest największym nieporozumieniem ukrytym na Duchowym Szlaku.

Bądźcie silni, nigdy twardzi.
Bądźcie dzielni, lecz nigdy służalczy.
Bądźcie potężni, ale nigdy bezwzględni.
Pielęgnujcie Waszą delikatną, wewnętrzną szatę niczym wielki skarb, ponieważ by tym Żyć potrzeba odwagi.

Bądźcie więc łagodni i zarazem odważni – najpierw dla Was samych i z Wami samymi a później ze wszystkimi ludźmi i dla wszystkich ludzi.

Posiadałem cały Świat, byłem władcą tej Ziemi i wszystkich ludzi. Nie było żadnego większego Wojownika obok mnie, lecz Serca ludzi dopiero wtedy zacząłem podbijać, kiedy zapomniałem język wojny
i odziedziczyłem mowę Serca: łagodność.

W tej cnocie uzupełnia się Człowiek który kocha.

 

Cnota trzecia: Siła Odróżniania.

W Sile Odróżniania leży sukces lub niepowodzenie.
To, co przedstawia się jako dobre, może być zepsute. To co ukazuje się jako zepsute lub puste może być pełne Życia i ogromnej wartości.

To co dobre ma wiele twarzy, to co złe ma wiele twarzy. Postrzegajcie Istotę od tyłu (*kulis) i za fasadą rozpoznajcie jej prawdziwą wartość. Prawdziwą twarz zza maski. Prawdę za tym oczywistym.

Odróżnianie jest cnotą bez której ciężko jest istnieć, teraz, kiedy macie ze wszystkim do czynienia, teraz gdy Ziemia daje wszystko – więcej i bardziej zróżnicowane niż kiedykolwiek przedtem.

Jak pozyskać tą cnotę?

To jest proste!
Odnajdź się sam, a znajdziesz Prawdę we wszystkim!

Poznaj siebie, spójrz na swoje maski, na Twoje wewnętrzne zniekształcenia. Rozpoznaj Twoje kłamstwa, Twoje półPrawdy, spójrz na to co w Tobie nie jest jeszcze klarowne a w każdym Człowieku zobaczysz to co on próbuje ukryć.

Posprzątaj swój Dom a prześwietlisz każdy zakątek Domów które odwiedzasz. To jest łatwe, kiedy sam się na to zdobędziesz, kiedy zwyciężysz sam nad sobą.

Największym Wojownikiem jest ten,
który pokonał samego siebie i z tego zwycięstwa wynika ta cnota.


Życie uczy odróżniania i uważny Duch, odważny charakter jest kierowany potrzebą widzenia tego CO JEST – począwszy od samego siebie. Gdy sami się rozpoznacie, będziecie w stanie rozpoznać to co jest.

Więc co należy czynić?

Uwalniajcie i bądźcie przy tym konsekwentni aż wszystko będzie już uwolnione!
Wtedy w naturalny sposób stajecie się odróżniającymi i przychodzi to całkiem naturalnie, samo z siebie.

Z dala od osądów, z dala od ocen siła odróżniania oświeca Istotę, jeżeli chodzi o prawdziwą wartość Człowieka i rzeczy. Zaufajcie, bo kto odróżnia, nie czeka, lecz przynosi do Światła to, co jest. Nawet wtedy, gdy ludzie nie będący w sobie jeszcze klarowni (*wyjaśnieni) przeżywają to jako ocenę.

Stwórca jest wielki, On zna swoje Dzieci dobrze. On odróżnia jedne od drugich, albowiem pomimo tego że wszystkie pochodzą od niego, to każde jest inne.

On odróżnia w jedności wszystkich Bytów. Odróżniajcie także i Wy, poprzez stanie się jednym z Bytem i tak rozpoznacie w tym różnorodność.

Gdy mówi RAMTHA, panuje klarowność,
ja przynoszę błyskawiczne rozpoznanie
ludziom tego Świata.

Cnota czwarta: Współczucie.

Daleko sięga nieporozumienie iż należy żyć współczuciem i mieć je zawsze „pod ręką”.

Również i na ten temat dostaliście już dużo informacji z Poziomów Światła Tworzenia. Pomimo to dla Waszych Serc jest ciężko się z tym obchodzić, podczas gdy napotykacie cierpienie, nędzę, sytuacje nie do zniesienia dla Waszych Serc.

Jak należy postępować?

I znów: to jest łatwe!
Zauważyliście już, że wciąż to powtarzam?
„To jest łatwe” – czy wiecie że jest to również „mantra” która was wzmacnia gdy napotykacie na wyzwanie?
Teraz wiecie. Tak.

Tak więc jest to proste!

To jest proste pozostać we współczuciu daleko od litości, jeśli znane są Wam Drogi Człowieka, ponieważ Wy na swojej Drodze Duchowej przeszliście wszystkie ścieżki i dlatego rozpoznajecie jak potrzebne są i jak wypatrywane i wymagane doświadczenia pełne cierpienia dla pojedynczego Człowieka.
Również i ja przeszedłem Dolinę Cierpienia i również ukazała mi się moja moc dopiero podczas absolutnego wyczerpania i niemocy, gdy wysłużyłem się jako Wojownik i poddałem się temu.

Albowiem musicie wiedzieć że poprzez cielesne urazy otrzymałem możliwość rozwoju wtedy, gdy byłem jeszcze zobowiązany wojnie, co oznaczało koniec wielkiego Wojownika i początek wielkiej Boskiej Istoty.

Tak, uhonorowani ludzie,
Cierpienie jest kluczem pierwszej rangi (*ważności) i dopóki to doświadczenie nie jest wyczerpane do końca, Istota z tego nie zrezygnuje i będzie tworzyła cierpienie po cierpieniu, nędzę po nędzy, ból po bólu dla siebie samej.

Rozpoznajcie to i pozostańcie cichymi Obserwatorami tego faktu, ponieważ jesteście Mistrzami samych siebie i zarazem Mistrzami Bólu, Cierpienia a poprzez to rozpoznajecie też Stwórcę.

Jak im (*Istotom) „pomóc”? Nie pomagać – lecz zrozumieć.
To jest dla Was klucz – dla tych którzy przeszli już tą Dolinę.
Zrozumieć i towarzyszyć we współczuciu aż ten Człowiek sam od siebie zrezygnuje ze swojego doświadczenia.

Bądźcie Miłością, bądźcie Szczęściem, nawet jeśli ludzie w Waszym otoczeniu są spragnieni innych doświadczeń.

„To jest łatwe”, wiedzcie o tym, bowiem wszystko jest łatwe jeśli zdecydujecie to „wszystko” przeżywać w lekkości. Jednak wszystko jest ciężkie jeśli się tak chętnie wybiera samemu i chętnie dźwiga ciężary aby dać sobie samemu wartość wskutek niedoboru Wiedzy.

Ja jestem Synem Stwórcy, przybyłym na Ziemię.

Cnota piąta: Bezinteresowność.

Jest intencją Pana, abyście bezinteresownie czynili dobro, hołdowali Światłu i służyli Miłości.

Sprzeczność?
Tak tylko się wydaje.

Stwórca Was zna i wypełnił ludzi intencją „tworzenia Dobra” tak, aby Człowiek nie zboczył całkowicie z Drogi i aby nie oddalił się całkiem od Światła w tej Podróży przez Czas. Ten zamiar (*intencja) działa niczym sumienie i gdy tylko Człowiek się w tym Obudzi aby czynić dobro, staje się on bezinteresowny, ponieważ to „dobro”, to „czyste”, to „kochające” nie zna intencji – ONO JEST.

Jednak „dobre” nie musi być „dobre”.
To już tutaj mieliśmy, ale o tym jest mowa – więc rozróżniajcie.

Dobro rozpoznaje się poprzez Bezinteresowność. Wszędzie tam gdzie ukryty jest interes nie może zamanifestować się Krystaliczne Źródło Wzniosłego. Na końcu Drogi do Stwórcy zaczyna się Bezinteresowność, ponieważ nikomu się juz więcej nie jest winnym dowodów na „bycie dobrym”, ponieważ wszystkie tematy zostały rozpoznane, rozwiązane, uwolnione.
Stwórca dał ludziom zamiar wzbudzenia dobra z siebie samego ponieważ leżało ono głęboko ukryte na początku tej Gry i sumienie Wam o tym przypomina.

Cóż, po tym jak wykonaliście swoje zadania domowe, dotrzecie z powrotem do Waszego pierwotnego statusu. Staniecie się czyści i bezinteresowni. Bez „sumienia”, ponieważ będziecie bezpośredni we współbrzmieniu z Waszą siłą Tworzenia służącą Życiu i Tworzeniu.

Stwórca nie zna żadnego zamiaru (*intencji) oprócz zamiaru z Wami Ludźmi, abyście byli bezinteresownie sługami Światów.

W miłości którą jestem
RAMTHA

Cnota szósta: Odwaga.

Odwagi nie można kupić, jak w przysłowiu które jest pośród Was.

Ja jestem RAMTHA i zaprawdę:
Odwaga jest rzadką cechą pośród rodzaju ludzkiego i nawet gdyby ona była do kupienia to pozostawiono by ją leżeć na półkach sklepów które ją zachwalają.

Odwaga powoduje strach. Strach powoduje paraliż. Paraliż powoduje cierpienie.
Taki jest Wieczny krąg (*obieg) który musi być teraz przełamany, ponieważ Nowy Świat należy do Odważnych.

Co należy zdobyć aby odziedziczyć odwagę?

Wiedzę, Wiedzę, Wiedzę!
a.
trzeba wiedzieć że jest się Nieśmiertelnym

b.
trzeba wiedzieć że Śmierć jest Iluzją

c.
trzeba wiedzieć że jesteście Duchem, w Waszej naturze: Duchem.

Tak więc to byłoby po pierwsze.

Jednak ta Wiedza to jeszcze nie wszystko!
Najpierw musicie pielęgnować „bycie nieustraszonym”. Bycie nieustraszonym jest wstępem do Odwagi.

Człowiek staje się nieustraszonym gdy – i znów jest to punkt wymieniany po raz kolejny – nie boi się siebie samego, kiedy pokonał już swoje wewnętrzne potwory (*strachy) i gdy szuka konfrontacji ze sobą samym i zalicza egzaminy oferowane przez tą konfrontację.

Odwaga nie jest niczym „zewnętrznym”, lecz jest wewnętrznym stanem pewności, gdy już się osiągnęło Wiedzę związaną z rzeczami takimi jakimi one są Jeśli Człowiekowi brakuje odwagi i Wiedzy o sobie, to w sytuacjach życiowych nie jest w stanie Tworzyć w wydarzeniach na Matce Ziemi, ponieważ jego własne nierozwiązane wewnętrzne strachy właśnie udaremniły bycie odważnym bez popadania we frywolność, bez podejmowania się zbędnego ryzyka, bez wchodzenia nieprzygotowanym do walki.

Miejcie Odwagę aby się samemu uleczyć a będziecie Odważni do brania udziału przy leczeniu Ziemi i ludzkości.

Potrzebna jest Odwaga aby Tworzyć, ponieważ każda decyzja która w znaczący sposób porusza coś znaczącego w Człowieku lub na Świecie wynika z wyjaśnionego i Odważnego Serca.

W Wieczności

Cnota siódma. Autentyczność (*Prawdziwość).

Istnieje Twoja Prawda,
istnieje moja Prawda i istnieje sama Prawda.
Gdy się do niej zbliżacie, zbliżacie się również do siebie i jesteście autentyczni.
„Jesteście samą Prawdą!”

O to teraz chodzi.

Ja jestem RAMTHA który przybył aby w Was stworzyć fakty, które poprowadzą Was dalej na Waszej Drodze do doskonałości. Wy sami jesteście Prawdą, Wy sami jesteście Życiem, Wy sami jesteście Miłością.

„Twoja Prawda” jest zawsze  ograniczeniem!
„Moja Prawda” jest zawsze ograniczeniem!
Prawda, SAMA PRAWDA jest nieograniczonym rozpoznaniem tego co jest.

I o to tutaj chodzi.

Każda „osobista Prawda” jest równa opinii. Ona może się zgadzać, lecz może być błędna.
My jednak chcemy działać z dala od opinii, ponieważ Obudzony NIE MA opinii!
Przebudzony ma Wiedzę, ma pewność i nie tworzy żadnych opinii które kształtowałyby jego obraz Życia.
To wpierw oznacza: zaprzestańcie tworzyć opinię!
Dalej: osiągnijcie stan czystej obserwacji i rozpoznajcie to CO JEST ponieważ Prawda nie jest „skrzywiona”.

Jak wprowadzić to w Wasze Życie, jak zastosować?

Jest to – jak zawsze – proste!
Autentyczność przychodzi gdy jesteście wolni od Waszych wewnętrznych wzorców, uwarunkowań itd.

Pierwszym zatem krokiem jest – jak zawsze – posprzątać swój dom i uprawiać swoje pole. Wtedy przychodzi Wiedza i Autentyczność wywodząca się z Wiedzy Uniwersalnej Prawdy.

Myślcie, mówcie i czyńcie zawsze z wnętrza Was samych, które jest połączone z „boskim” a będziecie zawsze sobą – boscy i autentyczni.

W drodze do Wszech Wiedzy należy Żyć autentycznością, nawet jeśli zakradają się błędy – ponieważ tu czy tam trzymacie się jeszcze opinii.
Uwolnijcie się od stworzonych przez samych siebie obrazów – one są błędne.
Uwolnijcie się z obrazów docierających z Kolektywu. Narzędzia zostały już Wam dawno dane., pozostańcie przy tym, pozostańcie wytrwali, na końcu Drogi dziedziczycie Autentyczność.

Do tego momentu ćwiczcie, żyjcie tym i bądźcie tym, aż również i w tym osiągniecie koniec.

RAMTHA

 

Reklamy

27 lipca 2011 Posted by | Biała księga | , , , | Dodaj komentarz

wędrowcy…

wydaje mi sie ,że poniższy materiał już kiedyś wpadł w moje ręce.. pewne porównania oraz opisy są mi jakoś -znane..  postanowiłam przytoczyć tutaj ten materiał i co nieco napisać… o tym co we mnie obudziło sie podczas czytania tego .. artykułu..

materiał ten jest przekazem … i ma bardzo zbliżone podłoże do tego, czego ja sama doświadczyłam podczas mojej pracy i channelingu..

We wszechświecie rzeczywiście trwa odwieczne zmaganie dobra ze złem, bo te dwie siły muszą istnieć obok siebie, problem jest jedynie w tym, kto, nad kim zdobędzie kontrolę, bez wzajemnego zniszczenia czy eliminacji, bo to jest niemożliwe. Złe siły istnieją dzięki odżywianiu się „negatywnymi emocjami innych istot” i ich zadaniem jest powodowanie tylu „nieszczęść” ile tylko jest to możliwe. Kreowanie „zła” jest łatwe, bo w przypadku Ziemi, większość żyjących na niej istot, (około 80%) nie potrafi odróżnić prawdziwego dobra od zła i daje się łatwo sterować przez negatywne siły, produkując tyle negatywnej energii ile one chcą od nich uzyskać. Te 80% obok pozostałych 20 tu, podlega cyklowi inkarnacji, ale nie jest to inkarnacja przymusowa. Świadomość każdego człowieka nie umiera, po jego fizycznej śmierci, tylko przenosi się do sfery innego wymiaru, lecz nie wszyscy trafiają w to samo miejsce. Są oddzielne wymiary dla tych, których świadomość osiągnęła za życia wysoki stopień rozwoju, a oddzielne dla tych, którzy niczego się nie nauczyli. W tej nauce nie chodzi wcale o poziom wiedzy naukowej, czy ogólnej, bo ona w tych innych wymiarach jest do niczego nie przydatna, tylko o poziom zdobytego „zrozumienia bycia człowiekiem”, „umiejętności odróżniania dobra od zła” no i przede wszystkim zrozumienia, że „najwyższym celem istnienia istoty myślącej, jest umiejętność generowania z siebie samej czystej emanacji dobra i miłości dla innych, bez oglądania się na osobiste zyski czy straty, oraz niesienie każdemu, kto tego potrzebuje bezinteresownej pomocy”. Jeżeli ktoś osiąga taką świadomość, to po śmierci trafia do wymiaru, w którym przebywają istoty, z których się właśnie wywodzą „wędrowcy”. Inni trafiają w inne niezbyt przyjemne obszary i po pewnym czasie są odsyłani, na „kolejną naukę” w cyklu inkarnacji. Naturalny proces uczenia się w ten sposób, jest zakłócany skutecznie przez negatywne istoty, które bardzo łatwo opanowują każdego takiego ucznia „powtarzającego klasę” i nie dopuszczają do jego poprawnej edukacji. Tylko w nielicznych przypadkach „uczniowi” udaje się osiągnąć stan „światłego myślenia” i dostać się do grupy związanej ze światłem”. Zasady inkarnacji nie pozwalają na zabranie ze sobą do „kolejnego”, życia zdobytego do tej pory bagażu doświadczeń i „naukę” zaczyna się niejako od stanu zerowego. Ponieważ ten naturalny cykl jest zakłócany, przez istoty o nastawieniu negatywnym, w obszarze dobra, lub inaczej „światłości”, powstała idea „wędrowców”, czyli tych, którzy mogą, choć nie muszą, ale chcą ponownie inkarnować w ziemskie ciało, aby po obudzeniu się w tym nowym ciele swojej własnej świadomości, jednak nie całkiem do końca, bo pełnej świadomości i wspomnień z pobytu w wymiarze „światła”, nie można uzyskać w czasie pobytu na ziemi. Rolą „obudzonego” wędrowca jest niesienie jak najdalej idącej pomocy innym nieświadomym jeszcze tego istotom, ale też przede wszystkim uświadamianie innym, co jest dla stania się świetlną istotą najważniejsze w życiu. Nauczenie, czym różni się fałszywe dobro od prawdziwego i no jeszcze to, co już sam wiesz dalej. Nie będę powtarzał tego, co na pewno wiesz. Każda pozyskana w ten sposób do wymiaru światłości istota, jest niezmiernie ważnym i cennym sukcesem w walce o zmniejszenie siły naporu negatywnych istot, oraz o przyspieszenie procesu inkarnacji. „Dobrzy” wędrowcy potrafią pozyskać zaledwie kilka „dusz”, większości jednak albo się to nie udaje w ogóle, lub pozyskują tylko jedną, ale w ogólnym bilansie i tak się to opłaca. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo bycia wędrowcem. Jeżeli taka jednostka nie zdoła się „przebudzić w ludzkim ciele, to niestety wypada po śmierci z kręgu światła i zaczyna cykl inkarnacji od samego początku, chociaż trzeba przyznać „wyzwolenie” przychodzi jej wtedy dużo łatwiej niż tym, którzy jeszcze w kręgu światła nie byli. Aby uniknąć tego niebezpieczeństwa stosuje się inną metodę, czyli to, o czym Ci wspominałem „tego, który wszedł”. Polega ona na tym, że istota z kręgu światła „wchodzi osobowość dorosłego i ukształtowanego już człowieka, starając się wejść z nim w koegzystencję i działając niejako z tylnego fotela, stara się przekazać tej opanowanej przez niego jednostce, to wszystko, co jest niezbędne do zrozumienia posłannictwa życia. Efekty tej metody jednak nie są aż tak skuteczne jak bycie pełnym wędrowcem, ale unika się niebezpieczeństwa, wypadnięcia z kręgu światła.

 materiał pochodzi ze strony  http://czaneling.awardspace.com/wedrowcy.html 

kiedy czytałam ten tekst… przypomniałam sobie parę rozmów jakie przeprowadziłam na temat -pobytu tu… na ziemi…

czasami ,kiedy opiekunowie oraz ,,inne istoty,, ktore mi towarzyszyły i towarzyszą podczas pracy nad moją ,,istotą,, tłumaczą mi ,że nie wszystko mogę zrozumieć z punktu w ktorym jestem i abym mogła szerzej poznać niektóre zagadnienia a także zrozumieć proces przemiany i wznoszenia świadomości potrzeba mi przejścia przez kolejne atapy .. (taka jest zasada bycia w tym wymiarze) i tak było… z każdym dniem pracy nad sobą przejaśniała sie wizja prawdy… którą w sobie nosiłam ..

jestem jedną z tych co… nie muszą ale chcą ..być tu….(choć i były chwile mojej klęski i zachwiania celu z ktorym tu przyszło mi sie zmierzyć)   ale prawdą jest to ,że poprzez pobyt tu nie mozna odzyskać ,,całości wspomniej,, jakie są częścia naszego istnienia w ,,innym wymairze,,   widywałam urywki wspomnień ,obrazy które ktoś mi podsyłał ale ….. część wspomnień jest zablokowana –jak to opieku mi mówił -dla mojego dobra… i wiem ,ze ma racje… ale o tym to napisze w innym temacie -tęsknota za domem…

wracając do ,,wędrowców,, …  kiedyś już ten temat jakby -był w zasięgu mojej ręki…. patrząc w ,,gwiazdy,, szukałam znajomych energii … znajomych istnień… z czasem przyszło i zrozumienie i … prowadzenie… (nastał czas który to uruchomił dla mnie) pamiętam też ,ze czułam że jestem ,,wędrowcem,, dużo wcześniej zanim nie zaczełam intensywnej pracy na swoja korzyść.. zamyślalam sie tak -inaczej… próbowałam wtopić się… w jakis inny świat i najbardziej odpowiednim i zbliżonym był dla mnie ,,szamanizm,, … nie pamietam już dobrze gdzie to odnalazłam.. ale trafiłam na opis który dał mi uczucie spełnienia…  samotny wędrowiec… ktory po drodze podnosi tych którzy upadli ale z nikim sie nie wiąże na dłużej ponieważ jego misją jest -podążać… przed siebie.. z jakimś ukrytym ale tak ważnym celem ,który jest jak latarnia i zamysł ktory daje tą siłe w ,,drodze,, ..

za dziecka marzyłam o magach… tych co w dłoniach trzymają kule światła… jak Gandalf..z władcy pierścienia… samotnych białych mistrzach w zwiewnych jasnych szatach…. którzy podążaja drogą światła… sprzeciwiając sie złu…  to wszystko z moich dzieciecych marzeń -spelniło sie w tym życiu… choć jest to tylko mały zarys … moich ukrytych celów i pragnień duszy..   (ograniczeniem jest świat fizyczny ) ale jest częścią tego procesu i nauki bycia takim -magiem (mistrzem)… mam w sobie uczucie ,ze ja nigdy z tych marzeń nie wyrosłam i są one prawdziwą częścią mojej drogi..

z kręgu tych ,ktorych ja znam a są nimi ,,bliskie mi dusze,, nie wielu skłoniło sie do bycia tu,, w wymiarze ziemskim,,  (nie mówię o innych grupach ,bo z tego co wiem to jest ich bardzo dużo ,ale każda odrębna grupa ma nie tylko swoich prowadzących ale i swój własny system odzysku zagubionych dusz)   tylko o tej grupie którą sercem pamiętam…

kiedy zaczynałam tą ,,pracę nad sobą,, czyli -obudzeniu siebie w tym swiecie … myślałam ,że jestem tu sama… czyli inna w innym świecie… z czasem to złudzenie zaczeło znikać..a na mojej drodze pojawiali sie – podobni do mnie… a ja poprzez prowadzenie tych ,ktorych poznałam w ,,nieświadomości,, a duszą pamiętałam -budziłam swoją pamieć i drogę… którą obrałam… 

w pamięci jest gdzieś ,,kod,, -zapis po ktorym mogę rozpoznać tych których pamietam albo ktorych spotkać miałam… niesamowite uczucie radości ktorego nie da sie opisać -jakby radość z kolejnej istoty i wykonanej dobrze -misji… i wiem ,ze nie jestem jedna ,ktora to czuje ponieważ dzieje sie tak w obie strony… spotkanie naszych energii budzi nie tylko moją pamięc ale także tych których spotykam.. albo którzy w jakiś sposób odnajdują mnie.. (rozmawiamy o tym na forum ,,duchowa droga,, bo to właściwie tam sie -odnajdujemy..) czasem uważam ,że jest to tak niesamowite… że brak mi na to słów… mimo tego ,że mam zapis zdarzeń i niekiedy wiem co mnie czeka to jednak za pomocą nałożonych nam blokad pamięci możemy w chwili spotkań czy zdarzeń przeżyć niesamowite chwile radości czy.. spełnienia…

wiem ,ze za tym stoją istoty wyższe które nakierowują Nas wszystkich na tą samą droge która daje nam mozliwość tych -spotkań.. część ich już nastapiła w fizyczności.. część nadal jest kontaktem  za pomocą netu… ile z tych istnień jest wędrowcami? tego już nie wiem…  bez zgody ,,zwierzchników,, i potrzeby dla dobra innej osoby nie wolno mi wejść w zapis ich drogi i prawdy ich istnienia…. zawsze byłam lojalna wobec innych i nie chcę łamać ,,zasad,, jakie panują wśród istot z ktorymi rozmawiam.. i z miejsca z ktorego pochodze… (to wiedzą Ci ktorzy pytali mnie o swoją drogę i na ktore odpowiedzi nie mogłam udzielić)  ale… sami to odnajdują w sobie…. dzieki pracy…. nad sobą… i prowadzeniu naszych opiekunów…

 Rolą „obudzonego” wędrowca jest niesienie jak najdalej idącej pomocy innym nieświadomym jeszcze tego istotom, ale też przede wszystkim uświadamianie innym, co jest dla stania się świetlną istotą najważniejsze w życiu. Nauczenie, czym różni się fałszywe dobro od prawdziwego i no jeszcze to, co już sam wiesz dalej. Nie będę powtarzał tego, co na pewno wiesz.   i tak też właśnie sie dzieje…

w chwilach cieżkich czuję ingerencję istot…. ich wpływ i pomoc….  czasem kiedy ,,zło,, pojawia sie bardzo usilnie…

 

 Aby uniknąć tego niebezpieczeństwa stosuje się inną metodę, czyli to, o czym Ci wspominałem „tego, który wszedł”. Polega ona na tym, że istota z kręgu światła „wchodzi osobowość dorosłego i ukształtowanego już człowieka, starając się wejść z nim w koegzystencję i działając niejako z tylnego fotela, stara się przekazać tej opanowanej przez niego jednostce, to wszystko, co jest niezbędne do zrozumienia posłannictwa życia. Efekty tej metody jednak nie są aż tak skuteczne jak bycie pełnym wędrowcem, ale unika się niebezpieczeństwa, wypadnięcia z kręgu światła.  … tak właśnie było i jest… kiedy ja nieradzę sobie z energiami ,złem oraz zbyt silnymi emocjami czuję tą ingerencję..

 dobrze czuję kiedy to następuje… wiem kiedy ustępuję miejsca ,,innej energii,,  tylko ,że ja rozumiem to trochę inaczej -po własnych doświadczeniach… nie jest to na zasadzie -zajęcia mojego ciała ale dokładnie jakby sterowanie …  i czasem naprawdę jestem wdzięczna za taką pomoc…   Ci którzy już bardziej świadomie idą przez obecne życie -wiedzą i czują kiedy taka pomoc następuje…  nie wiem ,czy każdy tego doświadcza….  ale wiem ,że jest to możliwe w wielu przypadkach…   ci co mnie znają -wiedzą o czym piszę… nie wszystko umiem opisać..  aby można było to -zrozumieć..

ale……

uważam ,że nie potrzeba żadnego testu… na to czy jest sie wędrowcem czy nie… to jest w Nas.. zapis ,kod… ktory pod wpływem pewnych energii uaktywnia swoje istnienie..  to sie czuje…

 część z Nas ,,nimi,, jest a cześć tego nie potrzebuje ponieważ  ich ,,inność,, podąża inną drogą… ale wzajemnie sie uzupełniamy…  jesteśmy tu -bo tego chcieliśmy i mamy tu misję do wykonania…   tak samo jak czuję… że bedzie Nas coraz więcej… a moją misją jest…. zjednoczyć nas w kręgu światła….

 

,,wędrowcy,, mogą pochodzic z różnych światów.. i mogą tu takze przybywać aby odnaleźć tych którzy pochodzą z tych samych światów ale podczas drogi jaką obrali tu na ziemi -zagubili swoją tożsamość i uwikłali sie w proces karmiczny na ziemi…. przybywają aby pomóc tym ,którzy tej pomocy potrzebują….. 

ci z ,,różnych światów,, to są Gwiezdne dzieci ktorym poświecam sercem ten blog…. ich poszukuję…..

30 grudnia 2010 Posted by | artykuły wyszukane | , , | 2 Komentarze

WYZBYWANIE SIĘ KONFLIKTU I KONTROLI

Teraz kiedy dokonuje się skok ewolucyjny, należy stawić czoło własnym lękom. Dojrzyj w nich wyzwanie dla siebie, ponieważ dzięki nim twój rozwój będzie następował w przyspieszonym tempie. Twój strach, niczym kotwica, odcina cię od przepływu świadomości zbiorowej. Kiedy postanowisz podnieść kotwicę i dać się ponieść nurtowi, z początku możesz odczuwać lęk, ale szybko się z nim uporasz i zaczniesz urzeczywistniać wszystko to, co chcesz powołać do istnienia w swym życiu.

Stawianie czoła lękom

Wcześniej była mowa o tym, że twe największe obawy zawsze wiążą się z najgłębszymi pragnieniami. To jak awers i rewers. Aby urzeczywistnić swe pragnienia, musisz pokonać strach. Możesz zaprzeczać jego istnieniu i wtedy nigdy się z nim uporasz, albo też możesz otwarcie się z nim zmierzyć niczym wojownik na duchowej ścieżce, którym możesz się stać. To cię umocni i zaowocuje niebywałym duchowym rozwojem.

Odnajdź w sobie wojownika na duchowej ścieżce. Ta cząstka ciebie jest naprawdę potężna. Nie tylko nie odwracaj się od lęków, gdy wystąpią, ale świadomie je przywołuj. Aby je przywołać, musisz być gotów się odsłonić i oświadczyć wszechświatowi: “Już dojrzałem do tego, aby tworzyć to, czego pragnę w swym życiu. Już dojrzałem do tego, aby strach przestał rządzić moim przeznaczeniem”.

Kiedy stawisz czoło lękom, włączysz się w nurt powszechnej świadomości. Nie będziesz w stanie oprzeć się jego porywowi i pomkniesz na fali. Będziesz czuł za sobą wsparcie i miłość zbiorowej świadomości, gdy staniesz oko w oko ze swym strachem. Jeśli jednak dalej będziesz się go wypierał (i nie zmierzysz się z nim wprost), prawdopodobnie nigdy nie objawisz w pełni swego potencjału.

Końcowi tysiąclecia towarzyszą potężne wyładowania energii. Dlatego też mistykom, mędrcom i prorokom nie udało się wybiec zbyt daleko poza ów czas przełomu. Ale wbrew temu, co głoszą czy głosili niektórzy, nie jest to koniec, lecz początek.

To jutrzenka nowej ery. To sposobność, abyś stał się osobą, jaką pragniesz być, i uczynił ten świat światem światłości. Uznaj kryjącą się w tobie moc kształtowania rzeczywistości. To, że przemiana nie zachodzi z dnia na dzień, nie oznacza bynajmniej, że nie postępuje.

Ufność i przyzwolenie – w połączeniu z chęcią stawienia czoła lękom – wprowadzą cię bez wstrząsów w nowe millenium.

Strach często przybiera określoną postać w obrębie ego i będzie odgrywał najróżniejsze role, aby tylko utrzymać

cię w swojej władzy. Przejawia się w twojej świadomości, ale również w zewnętrznym świecie jako “dzielona paranoja”. Na przykład, dużo energii kieruje się obecnie w propagandę wroga wobec pozaziemskich istot, którym przypisuje się moc zniewalania umysłów ludzkich. To zupełnie mija się z prawdą. Władzę ma nad tobą ten, kto potrafi zasiać w tobie lęk.

Przybysze z kosmosu są teraz modnym straszakiem. Ale to tylko uzewnętrznienie tego, co dzieje się wewnątrz każdego z was. Macie również własnego ukrytego potwora – Pana Stracha. Panuje powszechne złudzenie, że zagrożenie z zewnątrz (na przykład, w postaci krwiożerczych kosmitów) jest bardziej niebezpieczne od wewnętrznego. Skupiacie się na rzeczywistości zewnętrznej, pomijacie rzeczywistość wewnętrzną. Ale to ona wytwarza i podtrzymuje złudzenie dotyczące rzeczywistości zewnętrznej.

Lęk przydaje się, gdy ma cię uderzyć ciężarówka. On sprawia, że przyspieszasz czy uskakujesz. Kiedy Pan Strach spostrzegł, jaką ma nad tobą władzę w takich sytuacjach, postanowił pomnożyć swoją wartość i utrzymywać w tobie poczucie zagrożenia, być twym bożyszczem jako mechanizm ostrzegawczy. W ten sposób uczynił siebie niezbędnym. Ale na tym polega jego fortel, abyś ani na chwilę nie zwątpił w wartość strachu. Twoje ego uważa, bezpodstawnie zresztą, że jeśli się nie boisz, nie zależy ci na własnym przetrwaniu. A to przekonanie trudno zwalczyć – nic dziwnego więc, że większość ludzi ciągle jest w strachu! Ale co takiego stanie się, gdy przestaniesz dbać o to, czy przeżyjesz? Ego sądzi, że wówczas nie minie cię śmierć i w ten sposób ego przestanie istnieć. Najbardziej ze wszystkiego ego boi się unicestwienia.

Przewartościowanie własnych lęków pociąga za sobą przewartościowanie kwestii przetrwania. Musisz ustanowić taki związek między strachem a przeżyciem, aby ego nie czuło się zagrożone. Oznacza to, że musisz przyznać jakąś wartość Panu Strachowi, chociażby po to, aby go ugłaskać. Pan Strach razem z ego mogą odetchnąć z ulgą, a ty zajmiesz się swym życiem wolny od jarzma lęków, nad którymi nie panujesz.

Rozwiązywanie konfliktów

Źródłem wszelkich konfliktów na Ziemi jest strach. Wasze pojęcie konfliktu zakłada zarówno zwycięzcę jak i zwyciężonego. Ścieraniu się skłóconych stron zawsze towarzyszy mniej lub bardziej subtelna manipulacja. Czasami nawet gdy sporna kwestia wydaje się rozwiązana, konflikt trwa nadal.

Weźmy na przykład dwójkę dzieci bijących się o cukierka. Zadają sobie ciosy, szarpią się. Wreszcie jedno bierze górę i zagarnia cukierek. Mamy tu wyraźnie zwycięzcę i pokonanego. Zwyciężone dziecko teraz podnosi się i mówi: “I tak go nie chciałem. Od cukierków robią się dziury w zębach”. Aby osłodzić sobie gorycz porażki, dziecko to stłumiło w sobie ból i poczucie przegranej. Próbuje oszukać samo siebie, aby uwolnić się od bólu porażki, ale energia zostaje zmagazynowana wewnątrz.

Rywalizacja i konflikt tak naprawdę nie zostają rozwiązane, ale zmienia się tylko postać. Jedynym sposobem na osiągnięcie równowagi jest wyzbycie się potrzeby dominacji, a nie przydawanie sobie kosztem innych.

Rozważmy teraz, jak dalej mógłby potoczyć się ów konflikt. Kiedy jedno z dzieci zdobywa cukierka, chełpi się zwycięstwem, zaś drugie zanosi się płaczem. W obu wzbierają emocje. I wtedy zwycięzca oświadcza: “Nie ma sprawy, podzielę się z tobą tym cukierkiem”. Przegrany, aby dopiec zwycięzcy, ma ochotę krzyknąć: “Wypchaj się nim!”. Ale zamiast tego otwiera swe serce i przyjmuje dar. To całkiem naturalny ludzki odruch, wolny od wyuczonej manipulacji i strachu, nękających społeczeństwo.

Gdy nagrodą dzielicie się z serca, a nie z potrzeby dalszej manipulacji, następuje uzdrowienie. Przywrócona zostaje równowaga. Stanowi to przykład konstruktywnego przecinania cyklów konfliktu. Sam z siebie pojedynczy konflikt nie trwałby długo, ale można jego energię uzdrowić, zrównoważyć, dzieląc się jak w powyżej przedstawionym przykładzie. Cykle konfliktu przestaną być powielane, strach i złość zostaną uleczone i społeczeństwo osiągnie równowagę.

Spójrzmy na powyższy przykład z innej strony. Kiedy dzieci biją się o cukierka, do pokoju wkracza matka, łaje je czy nawet daje im klapsa. Każe im się pogodzić i pocałować, potem dzieli cukierka na pół. Gdyby to się wydarzyło, nie nastąpiłoby naturalne uzdrowienie konfliktu. Dzieci chowałyby w sobie urazę, ponieważ ich potrzeba wypracowania rozwiązania nie doczekała się zaspokojenia. Zostało zamiast tego wprowadzone przymusowe rozwiązanie. Jego pokłosiem zawsze będzie uraza i złość.

Scenariusz ten można odnieść do współczesnych protokołów politycznych na Ziemi. Wasze regulacje umożliwiają osobie u władzy wymuszenie porozumienia na stronach będących w samym środku ewolucyjnego procesu. Rozwiązanie na siłę udaremnia tę ewolucję i osłabia uczestniczące w niej jednostki.

Wymuszone rozwiązanie uniemożliwia ewolucję naturalną. Dlatego zakaz używania broni, zakaz aborcji i wszelkie inne rozporządzenia zaledwie ocierają się o istotę problemu. Prawa udaremniają ewolucję, gdyż nie pozwalają ludziom dostrzec konsekwencji własnych czynów w sposób istotny dla nich samych. Życie nauczy cię tego, co powinieneś wiedzieć, o ile na to pozwolisz. Nie można komuś siłą niczego wpoić. To niemożliwe. Jedynym plonem, jaki to wyda, będzie kontrola, manipulacja, uwiecznianie cyklów konfliktu.

Zespół ofiary, ego i dusza

Wprowadźmy na początku rozróżnienie dwóch rodzajów zespołu ofiary – w odniesieniu do duszy i do ego. Zespół ofiary kojarzony z ego polega na utożsamieniu się jednostki z ofiarą. Osoby takie w sposób zgubny skupiają się na sobie i niezdolne są do intymnych związków, gdyż muszą pochłaniać energię. Kontakty z nimi kosztują wiele energii, która idzie na podtrzymanie przekonania takiej osoby, iż jest ofiarą.

Odgrywana przez ego rola ofiary może być porównana do zasysającej energię czarnej dziury. Odczuwa nieustanną potrzebę umacniania swej tożsamości ofiary, aby wciąż zapadać się w siebie. Osoby stykające się z “ofiarami” często czują, jak ubywa im energii, gdyż dla przetrwania ofiary zmuszone są zasysać cudzą energię. Łatwo rozpoznać ofiary po tym, że wymęczają swych rozmówców.

Jeśli chodzi o duszę, bycie ofiarą przedstawia się inaczej. Z kosmologicznej perspektywy, kiedy odłączyliście się od Źródła wszelkiego życia, wielu z was zaznało uczucia porzucenia, strachu, gniewu. Nie przebywaliście w ciałach fizycznych, gdy nastąpiło oddzielenie, dlatego też emocje odbiegały od ich ludzkich odpowiedników. W stanie niefizykalnym uczucia nie podlegają osądowi; po prostu przenikają ciebie i są wydalane. Ale pozostawiają swój odcisk, dzięki czemu możesz później je rozpoznać. Emocji się nie gromadzi, lecz doświadcza i następnie je uwalnia.

Gdy rozpoczęliście inkarnację na szeroką skalę (szczególnie w mocno spolaryzowanych światach układu Oriona), potrzebne było objawienie w fizykalnej rzeczywistości uczuć, jakie odcisnęły się na tobie, gdy przebywałeś w niefizykalnym stanie. Konieczne to bywa przy tworzeniu tożsamości fizycznej. Gdy przystępują do tworzenia ludzkiej emocjonalnej podstawy, dusze często chwytają się jakiegoś ulotnego uczucia, które przez nie przeszło, i używają go jako kamienia węgielnego, na którym wznoszą swą ludzką tożsamość i doświadczenie. Niektóre wybierają radość, miłość czy współczucie, inne z kolei cierpienie, lęk, osamotnienie.

Z początku wzorce te nie są zbyt silne, nie wiążą. Dopiero z upływem kolejnych żywotów, w trakcie których odgrywasz ten sam wzorzec, zaczynasz błędnie dostrzegać w nim własną tożsamość duchową. Kiedy już zapomnisz, że sam jesteś twórcą swej rzeczywistości, powtarzasz stare schematy, ponieważ są znajome. Niektórzy nazywają to indywidualną karmą – skutkiem, który sam stworzył swą przyczynę. Zaczynasz wierzyć, że te stare wzorce to twórcze formuły, podczas gdy są po prostu wypaczonym wspomnieniem prawdziwej tożsamości. Możesz położyć temu kres tylko wtedy, gdy uświadomisz sobie, że sam to sobie narzuciłeś.

Druga strona medalu

Osoby, u których dochodzi do głosu zespół ofiary na poziomie duszy, nie użalają się nad sobą. Raczej w przesadny sposób litują się nad innymi. Biorą na siebie zbyt dużą odpowiedzialność za każdego, z kim się stykają, w ramach złagodzenia bolesnych doświadczeń, jakich zaznały (bądź były świadkiem) w tym czy w przeszłym życiu. Mogą wierzyć, że potrafią tworzyć własną rzeczywistość, ale przypisują sobie również moc tworzenia twojej!

Przyciągają do siebie jednostki odgrywające ofiary. Przeważnie zajęte są naprawianiem życia innych i odwracają swą uwagę od siebie. Nie chcą dostrzec w sobie głęboko zakorzenionych uczuć ofiary. W ten sposób cykl zostaje powielany, aż wymyka się spod kontroli. Takie osoby stają się z reguły męczennikami.

Jeśli porównać rozwój do warstw cebuli, to ewolucja polega na zrzucaniu kolejnych warstw. Zespół ofiary na poziomie ego jest jedną z pierwszych. Kiedy oderwiesz tę warstwę – zwłaszcza jeśli nie nastąpiło pełne jej uleczenie – ukazać się może zespół ofiary na poziomie duszy, głęboka rana, która jeśli jej nie wyleczysz, przyhamuje twój rozwój.

Uraz tego rodzaju wymaga całkowitego wewnętrznego przyzwolenia na zranienie. Gdy nad tym popracujesz, zaczniesz uświadamiać sobie współzależność istniejącą między wszystkimi ludźmi. Nigdy nie jesteś pozostawiony samemu sobie. To cofnie cię do czasu bytowania niefizykalnego, kiedy to wziąłeś na siebie bycie ofiarą jako narzędzie pomocne przy wypełnianiu zadania, z myślą o którym dokonałeś inkarnacji. Przypomnienie to doda ci otuchy podczas leczenia rany na poziomie duszy. Zrozumiesz wówczas, że tak naprawdę nie można pomóc drugiemu utwierdzając go w przekonaniu, że jest ofiarą. Dopiero wtedy rozpocznie się uzdrawianie.

Leczenie zespołu ofiary

Aby wyleczyć się z tego samemu, najpierw musisz uznać swoje wzorce cierpiętnictwa. Oznacza to przyjęcie ich do wiadomości bez osądzania. Początkowo wymaga to ciągłego śledzenia własnych uczuć i zachowań. Będziesz musiał zdobyć się na bezwzględną szczerość wobec samego siebie. Warto prowadzić zapiski w pamiętniku. Nie chodzi o to, aby karać się za takie postępowanie, lecz dokładnie je rozpoznać, a uczucia będące jego przyczyną (na przykład, lęk przed samotnością i porzuceniem) przenieść na nowo odkryte poczucie więzi z wszelkim życiem i całkowitej podatności na zranienie.

Zwróć baczną uwagę na stosunki łączące cię z innymi osobami. Nie pozwól sobie na odgrywanie roli ofiary czy męczennika. Co więcej, nie przyczyniaj się do umacniania osób z twego otoczenia w ich cierpiętnictwie. Nie przekazuj im swej energii, kiedy usiłują zasilić swe poczucie bezradności. Postaw sprawę jasno albo po prostu odejdź.

Wybory, jakich dokonujesz, aby zmienić swe postępowanie (a tym samym, stan emocjonalny), wpłyną również na twe pole elektromagnetyczne. Nie wolno przy tym kierować się kaprysem; za każdym wyborem musi kryć się uczucie, gotowość do poświęcenia. Jeśli pragniesz głębokiej wewnętrznej przemiany, musisz wniknąć do środka, doświadczyć w sobie uczucia wiążącego się z tym, pozwolić uwolnionej przy tym energii pobudzić duszę do wyboru.

Ewolucja emocjonalna a przemoc

Widoczna obecnie przemoc jest oznaką ozdrowieńczego przesilenia na Ziemi. Uwalnia się masowo długo tłumiona energia. Nie jest to zjawisko trwałe czy oznaka zepsucia społeczeństwa. Jak w przypadku każdego ozdrowieńczego przesilenia, stanowi to upust ciemności, który ma na celu doprowadzenie do równowagi.

W miarę uzdrawiania się świata i przechodzenia w rzeczywistość czwartej gęstości, przemoc będzie zanikać, gdyż nie będzie potrzeby jej objawiania.

Ale gwałtowne obrazy nadal będą pojawiać się w snach podczas przechodzenia w czwartą gęstość, jako mechanizm wspomagający proces wzrostu jaźni. Zachowają swą przydatność, gdyż odwołują się do głębokich pokładów twej istoty. Ukrytymi tam lękami należy się zająć, uleczyć je, a pomoc trafia do nich, z tą samą siłą, jaką one same wytwarzają.

Przemoc jest w stanie rozbroić ładunek emocjonalny, jaki kryją w sobie te głęboko zakorzenione lęki. W chwili gdy zostanie on rozproszony, tobie przybywa energii. Wtedy zaczyna się integracja i odtąd nie wolno ci ustawać w dziele uzdrawiania i integracji.

Ludzie nadal nie umieją sobie radzić z własnymi emocjami – albo po prostu ich unikają ze strachu. Przemoc to ostatnia deska ratunku, wynik ciągłego uchylania się od wyzwania integracji. Osoba z tego rodzaju blokadą albo posunie się do przemocy, albo się na nią wystawi. Jeśli jesteś sprawcą, podczas aktu przemocy energia na krótko się rozprasza, ale ponownie się zbiera, i trzeba ją przyswoić. Oznacza to, że trzeba ją uznać i szukać uzdrowienia. Bez uleczenia cykl będzie się powtarzał.

Jeśli skupiła się na tobie przemoc, doszło do uwolnienia energii w głębokich pierwotnych pokładach twojej istoty. Tą energią trzeba się zająć, uznać ją. Oznacza to, że ten akt gwałtu na jaźni musi być wykorzystany do jej zgłębienia. Jeśli nie stanie się narzędziem w procesie rozwoju i energia nie zostanie przetworzona i uzdrowiona, zjawisko może się powtórzyć.

Można posługiwać się przemocą świadomie – w medytacji i wizualizacji – aby upuścić tłumioną w podświadomości energię. Wiedziały o tym ludy pierwotne i swoim wizjonerskim doznaniom nie narzucały żadnych ograniczeń. Używając obrazów przemocy w trakcie medytacji, pamiętaj, że nie są one celem samym w sobie, lecz stanowią archetyp pomocny w dziele uzdrawiania. Nie wolno jej kierować na żadną konkretną osobę, ale na ten obszar jaźni, który należy przetworzyć.

Do ciebie należy odszukanie w sobie i stawienie czoła własnej ciemnej stronie. Można to uczynić na wiele sposobów. Możesz ją obłaskawić i zachęcić do odsłonięcia wrażliwych punktów, albo możesz stoczyć z nią walkę. Dobór metody zależy od sytuacji. Jeśli regularnie stajesz w szranki ze swą mroczną połową i z potyczek tych wynosisz lecznicze nauki, nie potrzebujesz posuwać się do przemocy w zewnętrznym świecie.

Sny przemawiają do nieświadomości za pośrednictwem archetypowych obrazów. Jeśli uchylasz się od stawienia czoła ciemności wkraczającej w twoje życie, będzie próbował zrobić to za ciebie twój śniący umysł. Potrafi być niezwykle twórczy – możesz siekać na kawałki potwory, toczyć bitwy, walczyć ze złymi duchami i tak dalej. W ostatecznym rozrachunku jednak przekazujesz samemu sobie wiadomość i próbujesz przywrócić równowagę.

fragmnet ksiażki Lisy Royal -milenium

medytacja do powyższego tematu (ćwiczenie pisemne – tworzenie postaci) http://www.duchowadroga.fora.pl/droga-do-siebie,17/ewolucja-emocjonalna-a-przemoc-cwiczenie-pisemne,538.html

 

10 listopada 2010 Posted by | fragmenty ciekawych książek - polecam | , , , | Dodaj komentarz

OSHO -Świadomość -klucz do życia w równowadze

Zgromadziwszy ogromne bogactwo w poprzednim życiu, umarłeś jako najbogatszy człowiek w swoim kra­ju, a jednocześnie jako duchowy żebrak, l znów sche­mat się powtarza w życiu obecnym. Toteż nagle zmienia się gestalt – wiedzqc co robiłeś i jak to cię doprowadziło donikqd, pamiętajqc swoje poprzednie wcielenia, wie-dzqc że powtarzałeś wciqż ten sam błędny schemat, jak zacinajqca się płyta gramofonowa, że nigdy nie zrobiłeś ani jednej nowej rzeczy… Wciqż i na nowo gromadziłeś bogactwa, wciqż dqżyteś do władzy, wciqż zdobywałeś nadmiar wiedzy. Zakochiwałeś się i ciqgle w ten sam sposób zamieniałeś miłość w coś ohydnego… Kiedy dostrzeżesz to wszystko już nigdy nie będziesz taki sam.

Dzięki temu twoje obecne życie nagle się przemieni. Nie pozostaniesz ani chwili dłużej w tej starej koleinie.

To właśnie złego powodu ludzie na Wschodzie pytali od tysiqcleci: „Jak się wyrwać z tego koła życia i śmier­ci?” To wciqż to samo koło, ta sama historia powtarza­jąca się znowu i znowu… Jeśli jej nie znasz, wydaje ci się, że robisz coś nowego i wydajesz się bardzo podeks­cytowany. Ale ja widzę, że robisz wciqż to samo.

Nie robisz w życiu niczego nowego. Jest ono jak koło;

porusza się wciqż w ten sam sposób. Twoje podniecenie wynika tylko z tego, że zapominasz o swojej przeszłości. Jeśli sobie jq przypomnisz, całe podniecenie opadnie. W stanie takiego przypomnienia przydarza się sannjas.

Sannjas jest wysiłkiem podjętym w celu wyjścia z ko­leiny, wyskoczenia z błędnego koła. Oznacza powie­dzenie samemu sobie: „Dość tego! Nie mam zamiaru już dłużej uczestniczyć w tym starym nonsensie. Zmie­niam swoje nawyki”. Sannjas jest wyskoczeniem poza koło; nie poza społeczeństwo, lecz swoje własne koło życia i śmierci.

Jest pięć typów snów. Współczesna psychologia ba­zuje na typie drugim, często zresztq mylqc go z pierw­szym. Pozostałe trzy typy pozostajq nieznane.

 Jeśli medytujesz i stajesz się świadomy swojej we­wnętrznej Istoty w czasie snu, zdarzy się jeszcze wiele innych rzeczy. Po pierwsze – stopniowo, wraz ze wzro­stem świadomości swoich snów, będziesz coraz mniej pewny realności tego, czego doświadczasz na jawie. Dlatego Hindusi mówiq, że świat jest jak sen.

Obecnie dzieje się odwrotnie. Ponieważ jesteś tak pewien, że kiedy nie śpisz świat jest rzeczywisty, to wy­daje ci się, że kiedy śpisz – twoje sny także są rzeczy­wiste. Nikt kto śpi nie ma wrażenia, że sen jest nie­prawdziwy. Kiedy trwa, wyglqda wspaniale, całkowicie realnie. Rano oczywiście możesz stwierdzić, że to byt sen, ale nie w tym rzecz. Rano funkcjonuje inny umysł. Nie był świadkiem, jedynie słyszał, że coś tam gdzieś się działo. Ten świadomy umysł, który budzi się rano i wie, że to wszystko było snem, nie jest obserwatorem; jak mógłby cokolwiek stwierdzić?

To tak, jakbyś spał a dwie osoby obok rozmawiały ze sobq. We śnie coś tam słyszysz, bo mówiq dość głośno, ale sq to jakieś pojedyncze słowa bez kontekstu, zosta-wiajqce jakqś mglistq impresję. Tak właśnie się dzieje -podczas gdy nieświadomość bardzo aktywnie tworzy sny, świadomość śpi i jedyne co słyszy to hałas; rano zaś mó­wi: „To wszystko jakieś bzdury. To był przecież tylko sen”.

Obecnie, zawsze gdy coś ci się śni, czujesz jakby było to całkowicie rzeczywiste. Nawet rzeczy absurdalne, nie­logiczne wyglqdajq prawdziwie, bo nieświadomość nie wie co to logika. We śnie idziesz drogq, widzisz nadbie-gajqcego konia i nagle koń już nie jest koniem lecz two-jq żonq. A twój umysł nie pyta od razu: „Jak to możliwe? Koń zamienił się w mojq żonę?” Nie ma problemu, nie ma wqtpliwości. Nieświadomość w nic nie wqtpi.
 
 
 
 
 
 
 
 

Kiedy stajesz się świa­domy swoich snów i czu­jesz, że to tylko sny, za­czyna  dziać  się  coś dokładnie   odwrotnego – nic nie jest rzeczywiste;

to wszystko jest teatrem umysłu,   psychodramq. Stoisz na scenie, jesteś aktorem a także auto­rem scenariusza. Jesteś reżyserem, producentem i wi­dzem – nikogo oprócz ciebie nie ma, to jedynie wytwory twojego umysłu. Kiedy to do ciebie dotrze, wtedy cały otaczajqcy cię na jawie świat nabierze nowego wymia­ru. Przekonasz się, że ma miejsce to samo, co wtedy, gdy śnisz nocq – scena jest, co prawda, o wiele szersza, ale to także sen.

Hindusi nazywajq czasem nasz świat: maja – iluzja, senne marzenie, wytwór umysłu. O co im chodzi? Czy o to, że świat jest nierzeczywisty? Nie, jest on rzeczywi­sty, ale kiedy twój umysł zaczyna się włqczać, stwarzasz swój własny, nierealny świat. Nie żyjemy w tym samym świecie. Każdy ma swój. Jest tyle światów, ile umysłów. Kiedy Hindusi mówiq, że ten świat to maja, chodzi im o rzeczywistość połqczonq z umysłem. Czym jest sama rzeczywistość? Nie wiemy. Czym jest rzeczywistość po­uczona z umysłem? To maja.

Kiedy ktoś obudzi się całkowicie, stanie się buddq, wtedy pozna rzeczywistość bez umysłu. To jest prawda,brahman, Najwyższe. Dodaj umysł, a wszystko stanie się na powrót snem, bo umysł jest tym czymś, co wy­twarza sny. Bez umysłu nic nie jest snem; pozostaje kry­stalicznie czysta rzeczywistość.

Umysł jest jak lustro; odzwierciedla świat. To odbicie nie może być rzeczywistości, jest po prostu odzwier­ciedleniem rzeczywistości. Kiedy nie ma lustra, odbi­cie znika. Możesz widzieć rzeczywistość. Noc, księżyc w pełni, ciche jezioro, w którym odbija się księżyc; pró­bujesz go dotknqć. To właśnie wszyscy robiq przez całe swoje obecne i poprzednie życia. Łapiq księżyc odbity w tafli jeziora, l oczywiście żadnej szansy na sukces; to niemożliwe. Trzeba zapomnieć o jeziorze i spojrzeć do­kładnie w przeciwnq stronę. Księżyc jest tam. Jezioro jest jak umysł, dzięki któremu świat zamienia się w ilu­zję. Bez względu na to czy masz oczy zamknięte czy otwarte – jeśli obecny jest umysł – wszystko jest snem.

Obserwowanie jest jakby rodzajem wspaniałej magii, której każdy może się nauczyć;a ona rozpocznie przemianę całej twojej Istoty.

 

 

Pamiętaj: pragnienia pochodzą od świadomego umysłu, potrzeby zaś od nieświadomości. Ta różnica musi być dobrze zrozumiana, bo ma ogromne znaczenie.

 

Świadomość rośnie powoli, ale rośnie i dlatego trzeba wykazać się cierpliwością. Wraz z jej wzrostem zaczniesz odczuwać wiele rzeczy, których nigdy nie czułeś.

Jeśli będziesz medytował nad snem, w pierwszej kolejności właśnie z tego zdasz sobie sprawę. A po drugie – zrozumiesz, że jesteś jedynie świadkiem: sen istnieje, ale ty nie jesteś jego częściq. Nie jesteś częściq umysłu, jesteś transcendentny.  Istnie­jesz w umyśle, ale nim nie jesteś. Postrzegasz przez umysł, ale nim nie jesteś. Korzystasz z umy­słu, ale nim nie jesteś. l nagle stajesz się obser­watorem – już nie umy­słem. 

Osiqgnięcie pozycji obserwatora jest ostatecznym, najwyższym spełnieniem. Później przestaje mieć jakie­kolwiek znaczenie to, czy śnisz śpiqc, czy śnisz na jawie – pozostajesz obserwatorem. Istniejesz na świecie, ale świat nie ma już wstępu w ciebie. Wszystkie rzeczy sq gdzie były, ale twój umysł nie znajduje się pośród nich, ani one nie znajdujq się w umyśle. Pojawił się obserwa­tor i wszystko się zmieniło.

Kiedy raz pojmiesz jak to się dzieje, stanie się to dla ciebie bardzo łatwe. Na razie może się wydawać tak trudne, że prawie niemożliwe. Jak zachować uważność w czasie snu? Zajmie ci to trzy do dziewięciu miesięcy. Każdego wieczoru, zasypiajqc utrzymaj swojq uwagę, obserwuj nadchodzqcy sen.

Pamiętaj, żeby nie pobudzać przy tym swojej aktyw­ności, bo nie uda ci się zasnqć. Bqdź biernie skupio­ny, miękki, naturalny, odprężony, z przymkniętymi po­wiekami. Nie nazbyt przejęty tym wszystkim – pasywna uważność, bez jakiegoś szczególnego zainteresowania. Siedzisz z boku, rzeka płynie a ty patrzysz. To zajmie ci trzy do dziewięciu miesięcy Potem, któregoś dnia sen opadnie na ciebie jak ciemny ekran, jak ciemna kur­tyna, jakby słońce się schowało i nastała ciemna noc. Wszystko to dzieje się wokół, ale w głębi ciebie płonie ogieniek. Patrzysz milczqco, biernie, l oto zaczyna się świat snów. Widzisz wiele przedstawień, psychodram i po prostu obserwujesz. Z czasem zaczynasz umieć dostrzegać różnice; wiesz, który rodzaj snu się pojawił. A w końcu pojmujesz, że to jest dokładnie to samo, co dzieje się na jawie. Nie ma różnicy w jakości. Cały świat stał się iluzoryczny A kiedy świat jest iluzjq, jedynie ob­serwator jest prawdziwy.

7 listopada 2010 Posted by | OSHO | , , , | Dodaj komentarz

tajemnice istnienia cz.2

wybrane fragmenty..

W naszej ziemskiej trójwymiarowej rzeczywistości w bezpośredni sposób odczuwamy warstwę fizyczną, mniej emocjonalną i jeszcze mniej mentalną (materię fizyczną postrzegamy przy pomocy zmysłów, natomiast efektów oddziaływań emocjonalnych i mentalnych bezpośrednio nie widzimy, choć je odbieramy i wyczuwamy). Możemy więc powiedzieć, że naszą obecną dominującą warstwą jest warstwa fizyczna. Warstwa fizyczna ma wiele różnie wibrujących podwarstw, co umożliwia równoległe istnienie różnym „fizycznym cywilizacjom” w tych samych obszarach przestrzeni, bez konfliktów pomiędzy nimi. Takie przypadki mamy także i na naszej planecie. Istnienia, wykorzystujące wyższe podwarstwy warstwy fizycznej, jeżeli potrafią, mogą przenikać do naszego świata, obniżając wibracje swojego fizycznego nośnika, a następnie znikać, wracając do swoich podstawowych wibracji. Takich przypadków bardzo dużo odnotowano i opisano w literaturze, poświęconej tzw. „obcym” i ufo. Istnieją także cywilizacje, których dominujące rzeczywistości ulokowane są w podwarstwach warstw emocjonalnej, mentalnej czy też jeszcze wyżej. Również i one mogą pojawiać się w naszych ziemskich realiach, jeżeli wyposażą swój nośnik w dodatkową warstwę, charakterystyczną dla naszego świata.

Życie zatem, ze względu na różnice w subtelności wykorzystywanej do przejawienia materii, toczy się również we wzajemnie przenikających się różnie wibrujących warstwach, czy to w człowieku, czy też w całym Wszechświecie. I w przypadku warstw można przytoczyć słynną wypowiedź Hermesa: „jak na górze, tak na dole”.

Tak, jak człowiek, poprzez poziom swojej samoświadomości, a także jakość emocji i myśli, określa warunki funkcjonowania organizowanego przez siebie Mikrokosmosu, tak też i Wszechświat, poprzez rodzaj kierowanej do człowieka energii, będącej efektem poziomu samoświadomości, a także jakości emocji i myśli naszej części Makrokosmosu, określa jakościowe ramy ludzkiej egzystencji.

Wchodzimy w rejony Wszechświata o coraz wyższych energetycznych wibracjach i aby z nich efektywnie korzystać musimy do nich dostosować nasze warstwy, co z kolei wymaga zmiany naszych życiowych priorytetów, emocjonalnych oraz mentalnych zapisów i przede wszystkim własnego wizerunku z doświadczanego przez los człowieka na wykorzystującą ludzką formę przejawienia boską Istotę. Zmiany wibracji rozpoczęły się już dużo wcześniej, ale przebiegały powoli   obecnie wchodzą w wykładniczą fazę wzrostu. Nadejdzie dzień, że ich przyrost będzie wręcz lawinowy, co w efekcie doprowadzi przygotowanego na to człowieka do transformacji jego warstw i przeskoku świadomości na wyższy poziom odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Tego typu powszechną zmianę świadomości człowieka przewidują również, na podstawie swoich słynnych kalendarzy, Patriarchowie Majów, wskazując na dzień 21 grudnia 2012 roku, jako na dzień odrodzenia ludzkości. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście nastąpi to tego właśnie dnia i jaka część ludzkości będzie na zmiany te gotowa, ale na pewno ta przełomowa chwila zbliża się do nas szybkimi już krokami i warto jest się do niej dobrze przygotować.

Fala życia zwana ludzkością, czyli kopalnia wiedzy i doświadczeń

Aby doświadczać efektów swojego Tworzenia, Wielki Stwórca wyodrębnił nas z Siebie, zaś my, aby uzyskać poczucie oddzielenia od Niego, przyoblekliśmy się w świetliste ciało o bardzo subtelnej, materialnej strukturze. Mając tego typu nośnik, czujemy się co prawda odrębni od Stwórcy, ale jednocześnie jesteśmy w odbieralny sposób połączeni z innymi, „będącymi w pobliżu” Świetlistymi Istotami, a więc nie mamy możliwości odczuwania siebie w sposób w pełni zindywidualizowany.

W tego typu „ubraniu” nie możemy też uczestniczyć w procesie tworzenia i doświadczania najbardziej gęstych i wibrujących najwolniej rejonów Wszechświata. Aby wejść w te sfery, przyoblekamy się w formę ludzką, doskonale przystosowaną do funkcjonowania w grubej materii ziemskiej rzeczywistości.
Będąc w ciele, w wyniku dominującego oddziaływania trójwymiarowej rzeczywistości, praktycznie tracimy swoją uniwersalną świadomość i zapominamy, kim w istocie jesteśmy – za to zyskujemy w pełni zindywidualizowany charakter istnienia oraz wolną wolę i w efekcie możliwość tworzenia przejawianej rzeczywistości i doświadczania efektów własnych decyzji.

Doświadczając na Ziemi, często stawiamy się „niżej” od „wyżej rozwiniętych” np. anielskich hierarchii, uważając się za „gorsze” od nich i mniej zaawansowane duchowo jednostki. Jest to wielkie nieporozumienie i brak zrozumienia pełnionej przez nas roli w procesie tworzenia i doświadczania rzeczywistości. Na poziomie nośnika w postaci świetlistego ciała jesteśmy, jako dzieci Wielkiego Stwórcy, sobie równi, natomiast wchodząc w gęste, wolno wibrujące warunki ziemskiej rzeczywistości, tworzymy i doświadczamy innych relacji, niż ubrane w bardziej subtelną materię anielskie istnienia. Relacje te nie podlegają procesowi wartościowania – są po prostu inne. W analizowanym kontekście zadania aniołów przyrównać można do pracy na stałym lądzie, zaś zadania człowieka do pracy w ciężkim ciśnieniowym skafandrze na dnie wielkiego oceanu w warunkach panującego w wodzie, bardzo wysokiego ciśnienia.

Istotę, która decyduje się na wcielenie w realiach planety Ziemia, śmiało określić można mianem kosmicznego komandosa, zdobywającego doświadczenie i umiejętności bardzo pożądane w innych rejonach Wszechświata.

Patrząc na nasze ziemskie życie z perspektywy „makro” widać, jak bardzo krótko trwa nasze pojedyncze ludzkie przejawienie. Doskonale widać też, jak fala życia, zwana ludzkością, podtrzymuje swoje istnienie, powołując we własne szeregi coraz to nowsze jednostki. I chociaż ludzkie życie jest bardzo krótkie, to dla naszego rozwoju (i innych Istot również) jest niezwykle cenne, gdyż efektywnie i w całkowicie zindywidualizowany sposób pozwala na tworzenie i doświadczanie tworzonej rzeczywistości, a przez to wbudowywanie w siebie ogromnej wiedzy o przejawionej rzeczywistości wraz z praktycznymi umiejętnościami jej stosowania. Umiejętności te powodują, iż stajemy się bardzo przydatni Stwórcy w realizacji Jego planów, dotyczących Wielkiego Dzieła Tworzenia.

Rozwijanie się fali życia, zwanej ludzkością, możliwe jest dzięki, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, mechanizmom i informacjom zawartym w DNA. Przejawiając się w konkretnej rodzinie, mamy już zawarty w DNA naszego nośnika pełny zapis, dotyczący historii, wiedzy oraz umiejętności linii genetycznej, charakterystycznej dla wybranego przez nas wcielenia. To, które z tych zapisów uruchomimy w praktyce, zależy od ścieżki życia, którą wybraliśmy na dane wcielenie oraz od efektów prób dotarcia do aktywatorów tych zapisów, predyspozycji i umiejętności. Aktywatorami genetycznych danych są przeważnie konkretne sytuacje życiowe, trudne wybory i decyzje, emocjonalne przeżycia – jeśli rozpoznamy je w sposób konstruktywny i poradzimy sobie z towarzyszącymi im emocjonalnymi obciążeniami, to uaktywniając te zapisy, pozyskujemy nowe umiejętności i wiedzę, ułatwiające nam dalsze efektywne funkcjonowanie.
Gdy decydujemy się na wejście w trójwymiarową rzeczywistość, „nakładamy” na siebie „wysokociśnieniowy skafander”, którym jest biologiczny nośnik świadomości pod postacią ciała nowonarodzonego dziecka. W stosunkowo krótkim czasie, jako doświadczająca Istota, tracimy kontakt z pełnią siebie i jesteśmy zdani na pozyskiwanie informacji wyłącznie z rozwijającego się, ludzkiego organizmu. Na początku informacji tych praktycznie brak – dziecko rodzi się, jako przysłowiowa „czysta tablica”, lecz już pierwsze traumatyczne przeżycia, związane choćby z porodem, uaktywniają zapisy oraz mechanizmy DNA i proces zdobywania doświadczeń oraz formowania naszej emocjonalnej struktury rozpoczyna się.
Powszechnie akceptowany model życia, wizja świata, religia, poglądy, przekonania, pojęcia dobra oraz zła warunkują i utrwalają zapisy DNA w danej genetycznej linii, te zaś w następnych pokoleniach uaktywniają się w wyniku doświadczania modelowanej w zbiorowy sposób rzeczywistości, co powoduje akceptację zastanych realiów, podtrzymywanie ich istnienia oraz umacnianie dotychczasowych wzorców zawartych w DNA.
Aby jednak zmiany, dające w efekcie rozwój, mogły być możliwe, a przez to spiralnie wznosiły naszą falę istnienia na coraz to bardziej świadome poziomy tworzenia i doświadczania tworzonej rzeczywistości, w ludzkie nośniki wbudowane zostały mechanizmy, domagające się zmian oraz pełniejszego poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Mechanizmy te, w sposób potencjalny wbudowane w DNA, uaktywniają się w ludzkim umyśle, mającym analityczny oraz w mniejszym stopniu syntetyczny charakter.

Jak widzimy, ludzki nośnik świadomości po uformowaniu się rośnie, buduje swoje emocjonalno-mentalne struktury, dojrzewa i w końcu jego biologiczna część nie nadaje się już do efektywnego wykorzystania i jest opuszczana przez świadomość – następuje tzw. „śmierć” i rozpad fizycznego ciała. Jednak dalej funkcjonuje część utworzonej wcześniej emocjonalno-mentalnej struktury i jest wykorzystywana ona, jako nośnik świadomości Istoty, jaką jesteśmy naprawdę, w bardziej subtelnych realiach. W zależności od naszych wierzeń, rodzaju emocji, przekonań, nowy nośnik, oddziaływując na PNM (Pole Nieskończonych Możliwości), wchodzi w typowe dla danych przekonań i wierzeń „pośmiertne” rejony i funkcjonuje w nich, odbierając otaczającą go rzeczywistość równie realnie, jak dopiero co opuszczone trójwymiarowe realia (tu również trwa proces tworzenia i doświadczania rzeczywistości, ale w przeciwieństwie do rzeczywistości trójwymiarowej o wiele łatwiej jest dostrzec i powiązać ze sobą przyczynę oraz jej skutek).

Jeżeli podczas ziemskiego życia nie doszło do utworzenia trwałego kanału informacyjnego z Istotą (połączenia świadomości poprzez podświadomość z nadświadomością), to praktycznie świadomość „uwięziona” jest w wytworzonych przez siebie warunkach istnienia i nie może powrócić do Źródła, skąd pochodzi.

Dlatego też po rozproszeniu kolejnych partii swojego emocjonalnego oraz mentalnego nośnika, korzystając z pomocy przewodników duchowych, następuje wybór kolejnego wcielenia, w którym, za pośrednictwem nowej biologiczno-emocjonalno-mentalnej struktury, Istota ponownie tworzy oraz doświadcza efektów tworzenia w trójwymiarowej rzeczywistości, a także buduje swój nowy światopogląd oraz systemy wierzeń i przekonań.

Jeżeli jednak zbudowana zostanie skuteczna więź części Istoty „doświadczającej” (czyli Świadomości wykorzystującej nośnik) ze swoim Źródłem, to nastąpi wówczas integracja nośnika z Istotą i krąg kolejnych wcieleń zostanie przerwany.

Gdy osiągniemy tę Jedność, funkcjonując w realiach naszej planety, to staniemy się świadomi swojej prawdziwej Wielkości, a gdy z kolei zintegrujemy wszystkie swoje nośniki świadomości, to staniemy się Jednym z Wielkim Stwórcą oraz podejmiemy się zadań, wielkości których dzisiaj nie jesteśmy w stanie nawet sobie wyobrazić.

Dynamiczne DNA, czyli to, czego szukamy, jest w nas.

Decydując się na zbieranie doświadczeń  w ziemskiej, trójwymiarowej rzeczywistości, zdajemy sobie sprawę, iż część naszej świadomości zdominowana zostanie przez nowe realia i tym samym „uwięziona” w reinkarnacyjnej spirali kolejnych narodzin i śmierci. Tym samym może pojawić się pytanie, jak szybko uda nam się z tego wcieleniowego obiegu uwolnić. Jak się okazuje, odpowiedź na to pytanie zawarta jest w naszej ludzkiej formie –   ludzki nośnik świadomości zawiera w sobie zakodowaną, podstawową wiedzę o Wszechświecie, pozwalającą, w efekcie jej zastosowania, na zgromadzenie wystarczającej ilości energii wyjścia z pola przyciągania niskowibrującego świata. Każdy inkarnacyjny obieg w swojej istocie polega na zanurzeniu się w gęstej materii trójwymiarowej rzeczywistości, doświadczaniu w niej, a także budowaniu w obrębie swojego nośnika bardziej subtelnych struktur i po tzw. śmierci fizycznej,  stopniowym wznoszeniu się do poziomu subtelności materii, który udało się podczas trójwymiarowego istnienia osiągnąć, a następnie ponownym opadaniu w niskowibrującą materię i budowaniu na nowo swoich energetycznych zasobów, itd., aż do momentu utworzenia odpowiednio wysokiej energii wyjścia z dominującego pola trójwymiarowej rzeczywistości.
Aby to zrozumieć, należy uświadomić sobie, że DNA nie ma statycznej struktury, lecz jest dynamicznym instrumentem budowy wielowymiarowych form . Oznacza to, że z jednej strony DNA określa formę, ale z drugiej również i forma określa DNA. Gdy w swoim życiu poruszamy się w granicach „znanego”, to mamy do czynienia ze stabilną sytuacją, w której DNA i forma nawzajem się wspierają. Jeżeli natomiast wchodzimy w nowe „rejony poznania”, to wówczas poruszamy nieaktywne do tej pory struktury DNA, dotyczące nowej jakościowo dla nas wiedzy – w przypadku włożenia odpowiednio dużej energii w działania zmierzające do wejścia na nowe obszary zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, trwale uaktywniamy zapisy DNA, co z kolei skutkuje zmianami w obrębie naszego mózgu, a także w informacyjnych zasobach naszej psychiki. Jak wiemy, przeciętny człowiek wykorzystuje od trzech do pięciu procent swojego mózgu – w świetle powyżej opisanego mechanizmu świadczy to o naszym, jako zbiorowości, niskim aktualnym poziomie cywilizacyjnego rozwoju, a także o olbrzymich potencjalnych możliwościach w człowieku zawartych.

Uaktywnione fragmenty dynamicznego DNA, niczym stacja radiowa, promieniują charakterystycznymi dla nich wibracjami, oddziaływując przez to na DNA innych ludzkich form. Dzięki temu, po wejściu przez człowieka-pioniera na nowe szczyty poznania i zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, inni w analogicznych poszukiwaniach mają już znacznie łatwiej i szybciej przyswajają sobie poznawaną właśnie wiedzę. Tego typu właściwości DNA nie dotyczą tylko form ludzkich, ale również wszystkich  struktur, opartych w swojej budowie o dynamiczny mechanizm DNA
Brak zrozumienia przez ludzkość swojej tożsamości duchowej, a przez to niski jeszcze poziom samoświadomości człowieka powodują, iż zasoby DNA, związane z tego typu wiedzą nie są jeszcze powszechnie aktywne i w efekcie nadal dominuje posunięta do granic absurdu „walka o przetrwanie”, odsuwająca wyższe wartości daleko w cień i wprowadzająca w ich miejsce dobra materialne, czyniąc je nie środkiem (bardzo pożytecznym zresztą), lecz celem samym w sobie.

Jeżeli ludzkość, choć odrobinę odczuje swoją duchowość, swoją nieśmiertelną naturę, to zrozumie, że warto zainwestować w Siebie takiego, jakim jest się naprawdę i wtedy własny rozwój postawi za najważniejszy cel swojego ziemskiego istnienia, zaś pozyskiwanie materialnych dóbr z celu przemieni na środek, pozwalający na godne i dostatnie życie każdego człowieka.

A wtedy potencjał, zawarty w ludzkim DNA, stanie się bardziej dostępny, umożliwiając fali życia, zwanej ludzkością, wzniesienie się na wyższe poziomy świadomego istnienia.

Powyższy artykuł, opracowany został przy wykorzystaniu książki Waldemara Witkowskiego „Tworzenie Rzeczywistości – praktyczny podręcznik obsługi człowieka”, której treści zainspirowane zostały naukami Jezusa, wiedzą Hermesa i filozofią „Stwórców Skrzydeł”.

29 października 2010 Posted by | artykuły wyszukane | , , | Dodaj komentarz

tajemnice istnienia

Karma i reinkarnacja, czyli wędrówki po ziemskiej spirali istnienia. 

aniolekwybrane fragmnety…


 Będąc w ludzkim ciele, bombardują nas bodźce z otaczającej nas rzeczywistości, stwarzając iluzję pełni naszej zindywidualizowanej formy i w efekcie to, co do nas dociera, uważamy za jedyną, prawdziwą rzeczywistość.

Jako Istota, jesteśmy czystą świadomością i dla oddzielenia się od Stwórcy przyoblekliśmy się w świetliste ciało, za którego pośrednictwem kontaktujemy się z niżej wibrującą materią. Jeżeli chcemy wejść w gęstsze rejony Wszechświata, zakładamy na siebie kolejne warstwy materii, pozwalające na odbieranie wybranej przez nas rzeczywistości. W naszym naturalnym stanie nie jesteśmy ograniczeni czasem, ani przestrzenią, nie mamy też wyszczególnionych zmysłów – całe nasze świetliste ciało jest jednym wielkim zmysłem, który możemy lokować w dowolnym miejscu Wszechświata. Chcąc doświadczać np. ziemskiej trójwymiarowej rzeczywistości, przenosimy część Siebie na Ziemię, otaczamy kolejnymi warstwami materii, aż do fizycznego ciała włącznie. Ponieważ część Nas Samych, doświadczająca na Ziemi, zarzucana jest danymi z trójwymiarowego środowiska, nie mamy przez to możliwości odbioru Siebie, jako Całości i otaczające nas realia uznajemy za jedyne prawdziwe, zaś naszą formę ludzką za całość naszego istnienia. Oczywiście, część Nas Samych obserwująca to doświadczanie, odbiera całość naszego wielowymiarowego życia. Aby to lepiej zrozumieć, przyrównajmy Nas, jako obserwujących i odbierających doświadczenia, do piasty koła, z której rozchodzące się szprychy symbolizują lokowanie Nas, jako doświadczających, w poszczególnych czasoprzestrzeniach. Końcówki szprych zamontowane na kole mają kontakt wyłącznie z wycinkiem koła, symbolizującym daną czasoprzestrzeń, zaś sama piasta, poprzez wszystkie szprychy, ma już kontakt z całością koła, reprezentującego zbiór wszystkich doświadczanych rzeczywistości. A ponieważ rzeczywistości te wibrują bardzo wolno, w porównaniu z wibracjami Istoty, jako Istota nie mamy żadnych problemów z jednoczesnym przetwarzaniem informacji, pochodzących z tysięcy naszych równolegle przejawionych istnień, jedną z których jest nasza obecna ludzka postać.

Załóżmy, iż jako Istota, w ramach swoich dotychczasowych równoległych przejawień, nie funkcjonowaliśmy jeszcze w trójwymiarowej rzeczywistości, a doświadczenia tego typu są nam bardzo potrzebne na innych płaszczyznach naszego istnienia. Aby je uzyskać, decydujemy się zatem na wcielenie na planecie Ziemia w ludzkie ciało w konkretnym miejscu i czasie. Otrzymujemy genetyczny materiał, związany z rodziną, w której rodzimy się i wśród której będziemy dorastać. Brak nam natomiast własnej, indywidualnej historii ziemskiego istnienia (bo przecież wcielamy się tu po raz pierwszy), a przez to indywidualnych umiejętności, doświadczeń, predyspozycji, które niezbędne nam będą w naszym fizycznym życiu. Dlatego też, korzystając z tego, iż jakiekolwiek doświadczenia jakiejkolwiek istoty gromadzone są na poziomie warstwy przyczynowej Wszechświata, możemy wybrać z ogólnego zbioru doświadczeń życiowych te nam przydatne i wprowadzić do naszej indywidualnej historii, wbudowując je w warstwę przyczynową naszego nośnika – w ten sposób, gdybyśmy podczas ziemskiego pobytu poddani zostali regresywnej hipnozie, to okazałoby się, iż już niejednokrotnie żyliśmy na naszej planecie. Zabieg utworzenia „wstępnej” historii naszej ziemskiej przygody konieczny jest ze względu na nasze, jako Istoty, cele – wprowadzenie do podświadomości pamięci „czyichś” doświadczeń daje możliwość skutecznego funkcjonowania w faktycznym wcieleniu, ale, poprzez samo wprowadzenie zapisów, nie rozwija nas jako Istoty. Aby rozwój ten mógł nastąpić, potrzebne nam są faktyczne doświadczenia w trójwymiarowej rzeczywistości. Przygotowanie, w postaci wprowadzonej historii „przeszłych żywotów”, daje nam tylko możliwość efektywnego zaistnienia po raz pierwszy w konkretnych ziemskich realiach, określając przy tym punkt startowy naszej reinkarnacyjnej przygody.

I właśnie w taki to sposób toczy się nasze koło kolejnych narodzin, które obraca się, aż do momentu, gdy zaczynamy hamować jego pęd, stopniowo uniezależniając się od mocy wewnętrznych programów oraz ukierunkowując się na Istotę, jaką jesteśmy naprawdę. Gdy już w pełni rozumiemy, kim jesteśmy, gdy czujemy swoją boskość i wielkość, wówczas reinkarnacyjna pętla rozrywa się, zaś my powracamy do Siebie samego, wzbogaceni o doświadczenia, jakie przypadły nam w udziale podczas naszej reinkarnacyjnej przygody.

Pośmiertne światy są bardzo różnorodne i każda z istot ludzkich znajdzie ten jej odpowiadający. Istnienie tych rzeczywistości zainicjował, tak jak i zresztą wszystko, Wielki Stwórca, tworząc pierwsze energetyczne struktury pierwotnych systemów wierzeń.

Pętla reinkarnacyjna, w zależności od posiadanej historii (własnej i wbudowanej) poprzednich wcieleń, może mieć różnej wielkości średnicę (w sensie czasu pobytu oraz subtelności odwiedzanych światów). Jeżeli człowiek funkcjonuje na Ziemi głównie na „fizycznym” poziomie, dbając przede wszystkim o potrzeby swojego ciała, to nie wykształci zbyt wielu subtelnych, wewnętrznych struktur, umożliwiających mu dłuższy pobyt w bardziej subtelnych rzeczywistościach – po tzw. śmierci przebywa więc w cięższych zasobach wyższych wymiarów i stosunkowo szybko inkarnuje, wcielając się w następną ludzką postać. Z kolei, jeżeli ziemskie „wewnętrzne” życie jest bardzo bogate, a także zrozumienie swojej umysłowo-duchowej struktury stanowi ważny aspekt rzeczywistości człowieka, to jego pobyt w wyższych wymiarach przeważnie będzie miał znacznie dłuższy przebieg i to także w tych wysoko wibrujących realiach. O miejscu pobytu w wyższych wymiarach decydują przede wszystkim posiadane przez nas wewnętrzne, dominujące programy. Jeżeli doświadczaną rzeczywistość, utworzoną za pośrednictwem PNM(pole nieskończonych możliwości), odbieramy jako prawdziwą i głównym naszym celem jest jak najlepsze się w niej ulokowanie, to prawdopodobnie jeszcze wiele wcieleń nas czeka, zanim przerwiemy reinkarnacyjne koło. Natomiast, jeśli nasze wewnętrzne zapisy, a w szczególności te mające dominujący charakter, traktujemy jako narzędzie, wykorzystywane podczas ziemskiego istnienia, to jesteśmy już na dobrej drodze do skutecznego wyjścia ze spirali wcieleń.

Znajomość przedstawionego powyżej procesu jest o tyle istotna, że aby świadomie i skutecznie tworzyć rzeczywistość, należy zdawać sobie sprawę z bardzo silnych, własnych uwarunkowań, pochodzących od przeszłych już dawno zdarzeń. Wiedza ta pozwala na uwzględnienie w naszym życiu wpływu tego typu oddziaływań, a następnie, po nabraniu do nich pewnego dystansu, uniezależnienia się od ich dominującego wpływu.

Mówiąc o reinkarnacji, nie możemy pominąć tematu, związanego z tzw. karmą. Często mówimy, iż mamy „złą”, albo „dobrą” karmę, że dany aspekt naszego życia jest karmicznie uwarunkowany. Co to znaczy?

To, co zewnętrznie teraz odbieramy, jest efektem naszych przeszłych działań, które utworzyły aktualną karmę, zaś to, co zewnętrznie odbierzemy w przyszłości, zależeć będzie od naszej obecnej działalności, tworzącej w efekcie przyszłą karmę. Zrozumienie funkcjonowania tego mechanizmu pozwala na rozpoczęcie efektywnego porządkowania naszego wnętrza, skutkującego świadomym oddziaływaniem na proces tworzących się, tu i teraz, nowych uwarunkowań. Wynika z tego, iż na powrót na właściwą dla nas (z punktu widzenia Istoty) drogę nigdy nie jest za późno – nawet dokonany w ostatniej fazie życia zwrot ku istotnym dla nas celom skutkować będzie korzystną sytuacją początkową w następnym wcieleniu, przyspieszając znacznie w ten sposób naszą reinkarnacyjną podróż.

Tworząc karmę, przeważnie przez ogromną większość naszego ziemskiego istnienia nie doświadczamy w sposób bezpośredni życia tu i teraz, lecz stale i uporczywie zadręczamy się, setki razy analizując te same zapisy naszych warstw: emocjonalnej i mentalnej, w większości przypadków potwierdzając i umacniając dotychczasowe, wewnętrzne programy. Po opuszczeniu fizycznego nośnika, stopniowo rozpraszamy energie tych warstw, funkcjonując w coraz to bardziej subtelnych realiach. Każda nasza myśl, emocja, decyzja, każda chwila naszego wielowymiarowego istnienia trwale zapisywana jest w obrębie naszej warstwy przyczynowej, którą niektórzy nazywają duszą. Na podstawie danych w niej zawartych, tworzy się konstrukcję następnego wcielenia. Warstwa ta, według rozumowania ludzkiego umysłu, ma wieczną, choć zmienną konstrukcję, zaś z punktu widzenia Istoty, stanowi nośnik świadomości Jej części doświadczającej, wspólny dla wszystkich kolejnych inkarnacji, począwszy od momentu wejścia w pole przyciągania trójwymiarowej rzeczywistości, aż do jego opuszczenia po zrealizowaniu się w warunkach zindywidualizowanego istnienia.

Z przedstawionego wyżej rozumowania wynika, iż nie ma „złej”, czy też „dobrej” karmy – karma po prostu jest i stanowi efekt naszego działania, które z kolei jest integralną częścią całego procesu tworzenia i doświadczania tworzonej rzeczywistości.

I choć dzisiaj ponosimy konsekwencje naszego dotychczasowego działania, to również i dzisiaj możemy podjąć decyzje, co do jakości naszej przyszłości, świadomie wybierając w tym celu, tu i teraz, odpowiednie działania, bo przecież jesteśmy tym, za kogo się uważamy, a nasza karma jest aktywna tylko wtedy, gdy odpowiadającym jej energiom przypisujemy istotne znaczenie – w chwili, gdy przestaną one cokolwiek dla nas znaczyć, przestaną istnieć i właściwa im karma nie będzie miała na nas żadnego już wpływu.

Aby mogło zaistnieć przejawione w materii istnienie, niezbędne jest zatem integralne połączenie dwóch części: duchowej, dającej wkład w postaci energii i świadomości oraz materialnej, odgrywającej rolę uniwersalnego nośnika – w przypadku przejawienia życia pod postacią człowieka jest to połączenie części duchowej Istoty oraz materialnego nośnika składającego się ze struktur: biologicznej, emocjonalnej i intelektualnej.

Jakość zapisów, zawartych w kodach istnienia, bezpośrednio związanych z wielowymiarową strukturą DNA, pozwala współczesnemu człowiekowi na uświadamianie sobie swojej fizycznej, emocjonalnej i intelektualnej natury – jednak na obecnym poziomie rozwoju ludzkości powszechny jest brak zrozumienia własnej tożsamości duchowej, co w przypadku zdawania sobie sprawy z ułomności i nietrwałości naszego ciała, emocji i intelektu, często staje się przyczyną występowania niezwykle bolesnych odczuć, związanych z posiadanym aktualnie poziomem rozwoju (następstwem tego mogą być choroby, ciągły stres, brak sensu życia, odczucie nieuchronności śmierci, itp.). Na pocieszenie trzeba jednak zaznaczyć, iż w dalszej naszej przyszłości czeka nas uświadomienie sobie przez człowieka własnej tożsamości duchowej oraz wpisanie tej „zdobyczy” do aktywnych zasobów kodów istnienia i przez to wejście ludzkości, jako zbiorowości, do grona „istnień nieśmiertelnych”. Nie przeszkadza to jednak w niczym, aby każdy z nas swój własny krok ku „nieśmiertelności” wykonał znacznie wcześniej..

Obserwując przejawiającą się wokół nas rzeczywistość, często zadajemy sobie pytanie: czy nasze życie musi być takie, jakie obecnie jest, pełne bólu i cierpienia, rosnącej przemocy i agresji, bezwzględnej walki o codzienny byt i przetrwanie, i czy nie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Efektem tego typu analiz są refleksje nad sensem ludzkiego istnienia oraz próby odpowiedzi na pytania: „kim jestem?”, „skąd przychodzę?”, „dokąd zmierzam?”. I mimo, iż tego typu pytania człowiek zadaje już od tysięcy lat, to nie znajduje na nie zadawalającej go odpowiedzi, gdyż szuka ich na zewnątrz siebie wierząc, że ktoś kiedyś oświeci go i wtedy wszystko stanie się jasne.

Odpowiedzi na podstawowe dla naszej ludzkiej egzystencji pytania można uzyskać, ale swoje poszukiwania należy skierować do wewnątrz z zamiarem dotarcia w świadomy sposób do informacyjnych zasobów Istoty, jaką jest się naprawdę.

Przebłyski boskości, czyli Istota, jaką jesteśmy naprawdę

Odpowiadając sobie na pytanie „kim jestem?”, koncentrujemy się przeważnie na temacie pracy, a dokładniej na funkcji, którą w ramach tej pracy pełnimy. Takie podejście nie identyfikuje jednak naszej prawdziwej tożsamości, lecz ogranicza się jedynie do opisu roli, jaka w naszej społeczności lokalnej w danym momencie przypadła nam w udziale.

Absolut – nieograniczony, nieprzejawiony i wieczny bezosobowy Bóg – z Siebie wydziela Część w postaci Wielkiego Stwórcy, który tym samym reprezentuje Go, stając się w efekcie Bogiem osobowym. Wielki Stwórca kreuje Pole Nieskończonych Możliwości (omówione w części drugiej cyklu „Tajemnice Istnienia”) i zapoczątkowuje proces przejawiania się rzeczywistości, wykorzystując do tego Pierwszych Konstruktorów, którzy, jako Istoty, pełnię wiedzy dotyczącej rozwoju świadomych siebie form zdobyli w poprzednim etapie Wielkiego Eksperymentu i w swojej istocie stanowią świetlistą, w pełni świadomą emanację swojego Stwórcy.

I to właśnie Konstruktorzy tworzą rozwijający się Wszechświat, opierając budowę materialnych nośników świadomości o struktury DNA, umożliwiające wkodowywanie stanu początkowego zainicjowanego procesu rozwoju tych form, a także pozwalające na dziedziczne przekazywanie ewolucyjnych zdobyczy rozwijających się fal życia, w tym fali życia zwanej ludzkością, oraz wbudowywanie indywidualnych predyspozycji, uaktywnianych podczas doświadczania konkretnej przejawiającej się czasoprzestrzennej rzeczywistości. Budowane przez Konstruktorów formy wykorzystywane są przez inne Istoty (będące „późniejszymi”, w stosunku do Konstruktorów, emanacjami Wielkiego Stwórcy), które ożywiają je, energetycznie zasilają i za ich pośrednictwem doświadczalnie oraz wybitnie w zindywidualizowany sposób badają Dzieło Tworzenia, coraz bardziej rozwijając własne możliwości twórcze oraz podnosząc poziom samoświadomości wykorzystywanych nośników świadomości, funkcjonujących w czasoprzestrzennych rzeczywistościach. Jak wynika ze schematu, jedna Istota może równolegle wykorzystywać wiele nośników świadomości, ulokowanych w różnych czasoprzestrzennych punktach Wszechświata. Z utworzonymi przez siebie, opartymi o schematy DNA, nośnikami świadomości Pierwsi Konstruktorzy mają kontakt poprzez Pośredników, Istnień stworzonych i nie podlegających reinkarnacyjnym procesom, do których zaliczają się m.in. tzw. hierarchie anielskie, współpracujące na subtelnych poziomach z formami czasoprzestrzennego przejawienia w ramach istniejących systemów energetycznych oraz systemów wierzeń.

Funkcjonując w trójwymiarowej rzeczywistości, przeważnie całkowicie zdajemy się na informacje płynące z otaczającego nas środowiska, często nie zdając sobie sprawy, że w intuicyjnie odbieranych przez nas wyższych wymiarach naszego istnienia możemy liczyć na pomoc naszych przewodników duchowych, w tym również aniołów. Tego typu model postrzegania rzeczywistości, a więc i samego siebie, utrwalony jest w zbiorowym, genetycznie uwarunkowanym umyśle i od pierwszych chwil naszego ziemskiego istnienia kształtuje poziom i jakość naszej samoświadomości. Również w podobny sposób ukierunkowane jest poszukiwanie naszej duchowości – wierzenia, religie, systemy filozoficzne funkcjonują w przejawiającej się rzeczywistości i dostarczają nam danych, dotyczących naszego pochodzenia i ostatecznego przeznaczenia.

rozwoju powoduje, iż czujemy się mali, pełni lęku i czujemy respekt przed stojącymi „wyżej” istnieniami.

Wejście na tę krótką ścieżkę charakteryzuje się tym, iż coraz mniej korzystamy z informacji pochodzących z przejawiającej się wokół rzeczywistości oraz od hierarchicznych przewodników duchowych, zaś coraz częściej sięgamy po wiedzę zawartą w Istocie, jaką sami jesteśmy naprawdę. Patrząc na rysunek, bardzo łatwo można zauważyć, jak w tym nowym jakościowo procesie sprzyjające jest praktykowanie medytacji, wyciszającej napływ informacji z zewnątrz, a przez to umożliwiającej bardziej efektywny odbiór informacji z wewnątrz, czyli od Istoty, jaką jesteśmy naprawdę. Jednak w temacie tym o wiele skuteczniejsze od medytacji jest podjęcie próby identyfikowania się z Istotą i funkcjonowania w ziemskiej rzeczywistości z punktu widzenia i odniesienia Istoty – w ten sposób stopniowo doprowadzamy do integracji ludzkiego nośnika świadomości Istoty z nią samą, co w efekcie pozwala ludzkiej formie odczuć własną boskość ( bycie Istotą ), zaś Istocie daje możliwość przejawić się w całej pełni w trójwymiarowej rzeczywistości.

W tym miejscu warto zadać sobie pytanie, co stanie się, gdy w końcu osiągniemy poziom Zintegrowanej Całości. Otóż, wtedy nasza rola doświadczającej Istoty skończy się i dostaniemy we władanie „młode” Wszechświaty, w których, jako Pierwsi Konstruktorzy, budować będziemy nowe pola dla rozprzestrzeniającego się Życia, stając się dla rozwijających się tam form przejawienia świadomości Istot bogami z niewyobrażalnymi mocami i możliwościami, co zresztą odpowiadać będzie naszym przyszłym uwarunkowaniom kontynuatorów Wielkiego Eksperymentu na nowych polach ekspresji naszego Stwórcy.

                       jest to streszczenie .. pierwszych 3 cykli 

                                             ,,tajemnice istnienia”

Powyższy materiał, zaprezentowany już na łamach czasopisma „Nexus” w ramach cyklu „Tajemnice Istnienia” opracowany został na podstawie wydanej książki autora „Tworzenie Rzeczywistości, czyli praktyczny podręcznik obsługi człowieka”, której treści zainspirowane zostały naukami Jezusa, wiedzą Hermesa i filozofią „Stwórców Skrzydeł”.

29 października 2010 Posted by | artykuły wyszukane | , , | Dodaj komentarz

początki mojej pracy nad oczyszczaniem czakr..

5 luty 2010

 

Cofnęłam się w swojej pracy do poprzedniej książki – ,,droga w światy nadzmysłowe.,,

Od trzech dni nie zapaliłam papierosa i za to dziękuję Tonninowi i Samuelowi –za ich pomoc w uwalnianiu mojego ciała od nikotyny i tym samym dodawania mi sił w wytrwałości.

Chciałabym opisać właściwie cały proces przez który w tym życiu przyszło mi przejść ale od tej drugiej strony –czyli mnie samej.

Wiem ,ze Emanuel zaczął mi pomagać inaczej i mam nadzieję ,ze dalsza droga będzie trochę inna , niż ta ,którą idę od 18 miesięcy.

Niesamowitym wrażeniem są doznania cielesne i uczucie ogarniającej mnie energii.

Poproszono mnie ,,opiekun,, ,który od trzech dni czuwa tu na de mną , abym  przestała spożywać mięso i wędliny. Dzięki temu moje ciało ma większą szansę na odtrucie się z toksyn po chemicznym jedzeniu i nikotynie.

Czuję przypływ sił i walka z negatywnym wpływem idzie mi trochę lepiej. Mam nadzieję i liczę na to ,ze wytrwam z pomocą tych ,których mam przy sobie,.

Wiem ,bo czuję to (jestem teraz dopiero ) świadoma, ze ja tak naprawdę ani nie potrzebowałam palić –była to manipulacja ,ani też nie potrzebuję większości ,,rzeczy,, czynić bo moje ciało tego nie potrzebuje. Między innymi jedzenie. Właściwie nie zawsze czuję głód. Dziś sama zorientowałam się ,ze jem obiad ale wcale go nie potrzebuję.

Wiem ,ze to pomoc Nadiannaira.

Powiedziano mi ,ze to on ma taki wpływ na mnie. Oczyszcza mój organizm i tym samym przekodowuje moje nawyki na te –bardziej właściwe. Dlatego patrząc na mięso ,nie czuję potrzeby spożywania a jego instrukcje docierają do mnie inaczej .

Mój umysł poddaje się każdemu słowu i jeżeli czuję i słyszę –że to nie jest dla mnie –potrzeba znika.

  Miałam też problem z opróżnieniem się. Już wcześniej ta dolegliwość się pojawiała ,jak rzucałam usilnie papierosy. Dostawałam zaparcia. Dziś był trzeci dzień kiedy nie byłam w toalecie. Usłyszałam tylko ,ze to nie jest żaden problem i poczułam dziwne wibracje w jelitach.

Nie mogłam się załatwić aż wszystko poszło ze mnie z wielkim bólem.

Mam nadzieję ,ze teraz już będzie lepiej i mój organizm zacznie przyzwyczajać się do nowych doznań energetycznych i oczyszczać zew wszystkiego co sobie zafundowałam .

 

Opanowanie ciała fizycznego, a przez nie także ciał niewidzialnych jest – jak wiesz – celem Hatha jogi. Przez intensywne ćwiczenia, częściowo bardzo bolesne (tzn. „tapas”), Hatha jogin zmierza do zdobycia tak wszechstronnej władzy nad swym ciałem, aby mógł zadawać mu ból, kierować funkcjami jego narządów wewnętrznych, wprawiać je w katalepsję i wysuwać zeń na zewnątrz ciało eteryczne lub astralne. Oprócz wykonywania tych ćwiczeń, Hatha jogin „oczyszcza” swoje ciało fizyczne, wstrzymując się od spożywania mięsa, alkoholu i użycia płciowego, aby w ten sposób, niejako „od dołu” oddziałać przez ciało fizyczne także na ciało eteryczne i astralne. Jest to, bez wątpienia, możliwe do osiągnięcia, ale tylko częściowo, do pewnego stopnia, a objawem tego osiągnięcia jest uzyskanie zdolności medialnych [Głośne media parapsychiczne czasów obecnych są właśnie wcieleniami dawniejszych Hatha joginów,

                                              (tekst z książki) na który nakierował mnie Emanuel. 

Logiczne jest, aby oczyszczanie zaczynało się od góry i schodziło coraz niżej. Dlatego też zacząłeś oczyszczanie od ciała myślowego. Starałeś się usunąć ten obłok drobnych i marnych myślaków, obcych lub swoich własnych, który otaczał przedtem twoje ciało myślowe nieprzeniknioną chmurą. Teraz przestrzeń wokół twego ciała myślowego jest wolna i czysta, nie zasłania ci już widoku i dzięki temu będziesz mógł na wyższym stopniu otrzymywać inspiracje, spostrzegać myśli obce. Będą to nie tylko myśli ludzi, bo taka zdolność niewiele by się różniła od telepatii, lecz będą to przede wszystkim myśli istot wyższych nad ludzi, istot zamieszkujących te światy, z których ludzie czerpią natchnienia.

Zdołasz zatem ciałem myślowym sięgać w górę, ale wpływ tego ciała oczyszczonego spłynie też w dół, na ciała niższe.

Masz tu przed sobą tekst ,który odzwierciedla twoje oczyszczanie czakr ,którym zostałaś poddana. Niestety ,ciało fizyczne mimo podnoszenia wibracji ,zanieczyszczałaś tytoniem i dlatego wszystko stało w miejscu. Do tego spożywanie mięsa ogranicza czystość energii, bo sama wiesz ,ze mięso to jest toksycznie zmodyfikowane i jest bardziej trucizną a nie pożywieniem .,jeżeli będziesz chciała jeść mięso to tylko takie ,które wiesz –że jest czyste.

Ale sądzimy ,ze jeżeli zaczniesz na to zwracać uwagę to sama zaprzestaniesz tego chcieć. Bo to jest tak jak z rzuceniem palenia. Odstępujesz od nałogu i on już nie jest ci potrzebny.  Jeżeli wytrwasz w tym przedsięwzięciu to czekają ciebie miłe doznania ,które możesz otrzymać jako nagrodę za wytrwałość w swoim celu.opiekun

=============================================

Wśród takich przeżyć – bolesnych i radosnych oraz wśród mnóstwa jeszcze innych, wije się ścieżka twojego przygotowania. Do tego musisz dodać okresy „ciemności duchowej”, które będą cię nawiedzały z coraz to większą siłą oraz stałe poczucie pustki i osamotnienia, które będzie ci towarzyszyć ciągle na ścieżce. Nie zapominaj także, że im wyżej będziesz wstępował na stopniach ścieżki, tym bardziej będzie się wzmagać zaciekłość tych potęg niższych, które uważały cię za swój dotychczasowy łup i tym usilniej będą podsuwały ci przeróżne pokusy i sidła, abyś w nich uwiązł i zszedł ze ścieżki. Pomocne im w tym będzie także zaślepienie ludzi, bo ludzie nie lubią, aby ktoś różnił się od nich. Dopóki byłeś człowiekiem przeciętnym, dopóki miałeś ułomności, które inni mogli ci wybaczać, dopóty byłeś do nich podobny, nie przerastałeś ani o włos ich poziomu. Jednak z chwilą, gdy zaczynasz przerastać ich o głowę, zwracasz uwagę wszystkich wokół na siebie. Nie jest to bynajmniej uwaga przyjazna, raczej zawistna. Nie mogąc dojść, dlaczego ich przerosłeś, zaczynają wyszukiwać wszystkie twoje słabostki, strony ujemne, nie dla poprawienia ciebie, lecz dla uspokojenia siebie, że oni nie są gorsi, a twoje wyrośnięcie nie jest dowodem twej wyższej wartości. Pamiętaj, że w takich wypadkach bystrość wzroku osób z twego otoczenia zaostrza się nadzwyczajnie.

Najdrobniejszą usterkę w twym charakterze, najdrobniejszą wadę, odkryją w tobie, choćbyś ją taił jak najstaranniej, ponadto wyciągną ją przed „opinię publiczną” i rozdmuchają do rozmiarów potwornych, aby tylko cieszyć się, że znaleźli „plamę na słońcu”. Nie jest to ich złość, tylko niewiedza. Są tylko ślepymi narzędziami w rękach tych mocy niskich, które spostrzegają, że im się wymykasz i tym usilniej walczą o zatrzymanie ciebie w swych pazurach. Pamiętaj zatem, że na nic ci się nie zda, jeżeli chciałbyś jakąś choćby najdrobniejszą plamkę na duszy zostawić i uniewinniał ją przed sobą lub chciał ukryć przed swym sumieniem. Ludzie ją niechybnie wyszperają, wyciągną na jaw i powiększą dziesięciokrotnie. Przypomną ci nawet grzechy twej młodości, które może uważasz za już dawno odrobione. Uzbrój się zatem w siłę i wytrwałość, aby wytrzymać z godnością ataki zewsząd, które będą ci już stale towarzyszyły.

Bez wątpienia nie będzie to miłe, ale musisz się z tym pogodzić. Będzie ci bardzo przydatne, bo gdybyś chciał sam przed sobą ukryć jakąś choćby małą niedoskonałość w twym charakterze, wynajdą ją inni i postawią ci ją przed oczami. Będzie to dla ciebie zbawiennym lekarstwem przeciwko zarozumiałości i przeciw pobłażaniu sobie. Dopiero wówczas zobaczysz, jak trudno jest oczyścić się najdokładniej z wszelkiej próżności, z wysokiego mniemania o sobie.

 

Jeśli chodzi o wyjaśnienie powyższego tekstu to sama dopiero teraz zrozumiałam ,ze sama przechodzę to wedle jakiegoś określonego wzorca ,przewidzianego ogólnie dla istot na drodze rozwoju duchowego.

U mnie –to wszystko co jest opisane w powyższym tekście –jest jak najbardziej odczuwalne ,ale nie ze strony bliskich osób w świecie fizycznym ale ,,przyjaciół,, z astralu. Nie mam na myśli obecnych przy mnie opiekunów ale ,,dusze,, towarzyszące i program ,ktory został mi przydzielony na to obecne wcielenie..

=============================

 Zamiast niechęci do bliźnich, pozornie całkiem słusznej, masz rozwinąć i utrzymywać stale w sobie już nie wyrozumiałość dla nich, nie „przebaczenie” za „przykrości”, jakie ci wyrządzają „niezasłużenie”, lecz miłość i wdzięczność. Bądź im wdzięczny za tę naukę, którą ci dają, za to wytykanie błędów, do jakich ty sam przed sobą nie chcesz się przyznać. Oni pomagają ci w oczyszczeniu, a nie szkodzą. Zatem nie powinieneś żywić do nich uczucia pogardy lub niechęci, bo byłby to jeden z najbardziej przykrych twoich upadków na ścieżce, z którego nie podniósłbyś się łatwo. Bierz ludzi takimi, jacy są, a nie takimi, jakimi ty chciałbyś ich mieć. Jednak siebie kształć tak, abyś był naprawdę taki, jakim siebie chcesz widzieć.

 

Wówczas sprawdzisz w życiu słowa Ewangelii: „Kto na ciebie kamieniem, ty na niego chlebem”, bo rozumiesz już, że nie jest to dla ciebie przykazanie teoretyczne, ale mające znaczenie praktyczne. Wtedy także – ale dopiero wtedy – wytrącisz broń z ręki mocom niższym, dla których ludzie są tylko ślepymi narzędziami. Gdy to wyjawianie twych ukrytych błędów nje sprawi ci przykrości, nie dotknie urażonej dumy, nie natrafi w ogóle na zarozumiałość, lecz przeciwnie, na wdzięczność i uznanie, dopiero wówczas stępi się ta broń, która jest postrachem dla zwykłych ludzi. Przez to „biczowanie” moralne musisz przejść, bo przecież wstępujesz w ślady Chrystusowe. Dalsze stacje jego męki oczekują cię na stopniach wyższych. Po przejściu stopni przygotowania, możesz jeszcze zawrócić. Możesz jeszcze zejść ze ścieżki i wrócić na drogę szeroką i wygodną, którą bez wielkich wysiłków kroczy powoli ogół ludzkości.

Nie jesteś jeszcze przyjęty na czeladnika, nie złożyłeś żadnych zobowiązań, wolno ci wystąpić ze szkoły. Wróciwszy do świata, będziesz tam, dzięki przebytemu przygotowaniu, niezwykle pożytecznym i cennym członkiem społeczeństwa. Rozwinięte dotychczas uzdolnienia wysuną cię na odpowiednie stanowisko w życiu. Będziesz nawet miał prawo owoce tego uzdolnienia obracać częściowo na korzyść osobistą, bo w świecie, na jego drodze szerokiej, nie obowiązują jeszcze prawa Nowego, lecz Starego Zakonu. Obowiązywać cię będzie tylko jeden warunek: abyś swoich uzdolnień nie używał na niczyją szkodę. Wtedy utraciłbyś je nieuchronnie.

28 października 2010 Posted by | blokady energetyczne | , , , | 1 komentarz

wędrówka w kierunku medytacji

Ci, którzy wędrują 

– a wszyscy wędrujecie w kierunku medytacji – natkną się na te dziwne, choć ogromnie piękne przestrzenie.
Pierwszym znakiem, że medytacja zaczęła stawać się w tobie zjawiskiem skrystalizowanym jest… cała egzystencja staje się doliną, a ty jesteś na szczycie wzgórza. Zaczynasz się wznosić. Cały świat staje się doliną, daleko, tam, głęboko poniżej, a ty siedzisz na oświetlonym słońcem szczycie wzgórza. Medytacja unosi cię do góry – nie fizycznie, ale duchowo. I to zjawisko jest bardzo wyraźne gdy następuje – takie będą oznaki.
Gdy w medytacji wędrujesz do wewnątrz, nagle widzisz, że między tobą i zgiełkiem wokoło powstaje wielki dystans. Możesz siedzieć na targowisku i nagle zobaczysz przerwę pojawiającą się między tobą i hałasem. Ledwie przed chwilą te hałasy były niemal tożsame z tobą, byłeś w nich; teraz oddalasz się od nich. Jesteś tam fizycznie, tak, jak przedtem. Nie potrzeba odchodzić w góry – to jest droga do odnalezienia rzeczywistych gór wewnątrz, to jest droga do znalezienia Himalajów wewnątrz. Zaczynasz wchodzić w głęboką ciszę, i nagle wszystkie te hałasy, które były tak blisko ciebie – a było takie zamieszanie – zaczynają się oddalać, odchodzić w dal. Na zewnątrz wszystko jest takie, jak było wcześniej, nic się nie zmieniło: siedzisz w tym samym miejscu, w którym zaczynałeś medytować. Ale wraz z pogłębianiem się medytacji będziesz to odczuwał, poczujesz narastający dystans do rzeczy zewnętrznych.

Każda nuta staje się krystalicznie czysta
Po drugie, cokolwiek będzie wypowiedziane na zewnątrz, jest całkowicie wyraźne, w istocie rzeczy wyraźniejsze niż było wcześniej.
To są czary medytacji. Nie stajesz się nieświadomy, gdyż w nieświadomości też widzisz, że hałasy znikają. Gdy na przykład podany ci będzie chloroform, poczujesz, że dzieje się to samo zjawisko, hałasy zaczynają się oddalać, dalej, dalej… i odeszły – ale ty zapadłeś w nieświadomość. Niczego nie możesz usłyszeć wyraźnie.
Dokładnie to samo dzieje się w medytacji, ale z pewną różnicą: hałasy zaczynają się od ciebie oddalać, a każdy hałas staje się zdecydowanie wyraźny, wyraźniejszy niż wcześniej, gdyż teraz pojawia się bycie świadkiem.
Początkowo ty też byłeś hałasem pośród tych wszystkich hałasów, byłeś w nich zagubiony. Teraz jesteś obserwatorem, a ponieważ jesteś tak wyciszony, wszystko możesz widzieć jasno, wyraźnie. Choć hałasy są odległe, są wyraźniejsze niż kiedykolwiek dotąd. Każda pojedyncza nuta jest słyszana.


Świat jest słyszany jak echo
I trzecia rzecz będzie odczuwana: że nie są one słyszane bezpośrednio, a jakby pośrednio, jakby były echem faktycznych dźwięków, nie samymi dźwiękami. Stają się bardziej bezpostaciowe, ich postaciowość zanika. Stają się mniej materialne, ich materia znika – nie są już ciężkie, są lekkie. Możesz zobaczyć ich lekkość, są jak echo. Cała egzystencja staje się echem.
Dlatego mistycy hinduscy nazywają świat maya – iluzja. Iluzja nie oznacza nie-rzeczywistości, oznacza jedynie podobieństwo do cienia, podobieństwo do echa. Nie oznacza nieegzystencjalności, oznacza tylko podobieństwo do snu. Podobne do cienia, podobne do snu, podobne do echa, takie będzie to uczucie. Nie możesz odczuć, że te zjawiska są rzeczywiste. Cała egzystencja staje się snem, bardzo wyraźnym, widocznym, ponieważ ty jesteś uważny. Najpierw byłeś zagubiony we śnie – nie byłeś czujny, i myślałeś, że to rzeczywistość.
Byłeś utożsamiony ze swym umysłem. Teraz nie utożsamiasz już się z umysłem, powstało w tobie coś odrębnego – uważność, sakshi.

Będziesz słyszał wszystko oprócz siebie
I czwarta rzecz w tym będzie odczuwana: słyszysz całą egzystencję wokoło – ludzi rozmawiających, spacerujących, śmiejące się dzieci, ktoś krzyczy, woła jakiś ptak, samochód przejeżdża, samolot, pociąg.
Będziesz słyszeć wszystko. Jedno tylko: nie będziesz w stanie słyszeć siebie, zupełnie zniknąłeś. Jesteś pustką. Po prostu w ogóle cię nie ma. Nie możesz odczuć siebie jako istoty. Są wszystkie hałasy, zniknęły tylko twoje wewnętrzne hałasy. Zwykle wewnątrz ciebie jest więcej hałasów niż na zewnątrz. Prawdziwe zamieszanie jest wewnątrz ciebie, jest tam prawdziwe szaleństwo. A kiedy spotyka się zewnętrzne szaleństwo z wewnętrznym szaleństwem, powstaje piekło.
Zewnętrzne szaleństwo będzie trwało dalej, bo nie ty je stworzyłeś i nie ty możesz je zniszczyć, ale bardzo łatwo możesz zniszczyć swe wewnętrzne szaleństwo. Jest to w twoich możliwościach. Kiedy wewnętrznego szaleństwa nie ma, zewnętrzne szaleństwo 5taje się nieistotne. Traci realność, staje się iluzoryczne. Nie możesz znaleźć swego dawnego głosu, nie pojawia się w tobie żadna myśl, nie ma więc dźwięku. Stałeś się pusty, i wszystko zeszło głęboko w dolinę, słychać tylko echa. A kiedy słyszysz echa, na pewno nie ma to na ciebie wpływu. I tak, powoli, powoli wzrastasz w medytację.
Wszystko staje się nieistotne. Wszystko możesz zobaczyć.

Pojawia się wielkie światło
Dopóki nie staniesz się pusty, pozostaniesz ciemny, pozostaniesz ciemnością. Gdy jesteś całkowicie pusty, gdy nie ma nikogo wewnątrz ciebie, wtedy następuje światłość.
Gdy zyskasz zdolność widzenia ducha, zobaczysz, że materia zniknęła. Obu na raz nie możesz widzieć.
Te znaki trzeba zrozumieć, bo zdarzą się one i tobie, i to zrozumienie pomoże. Inaczej, jeżeli któregoś dnia otworzysz oczy i nie znajdziesz swego ciała, możesz zwariować. Z pewnością poczujesz, że coś jest nie w porządku, albo nie żyjesz albo zwariowałeś. I co się stało z ciałem? A jeśli zrozumiesz te sutry, we właściwym momencie przypomną ci one. Dlatego mówię o tylu świętych pismach: by uczynić cię świadomym wszystkiego, co jest możliwe, byś, gdy to nastąpi, nie został zaskoczony, abyś wiedział, abyś rozumiał, abyś już miał mapy. Możesz odczytać gdzie jesteś i w tym rozumieniu możesz się odprężyć.


Doznanie unoszenia się
To następuje bardzo szybko, zaczyna się dziać w bardzo wczesnych fazach. Gdy siedzisz nieruchomo, nagle czujesz, że jesteś nieco wyżej niż podłoże, może piętnaście centymetrów wyżej. Z wielkim zaskoczeniem otwierasz oczy i stwierdzasz, że siedzisz na podłożu, myślisz więc, że pewnie śniłeś.
Nie, nie śniłeś, twoje ciało fizyczne pozostawało na podłożu. Ale masz inne ciało, ciało światła ukryte wewnątrz niego; nazwij je ciałem astralnym, ciałem subtelnym, ciałem życiowym, jak chcesz; to ciało zaczyna wznosić się wyżej. Od wewnątrz można czuć tylko to ciało, bo jest to twoje wnętrze. Gdy otwierasz oczy, twoje materialne ciało siedzi pewnie na podłożu, tak, jak siedziało przedtem. Nie myśl, że miałeś halucynacje, ani odrobinę. To fakt rzeczywisty, nieco się unosiłeś, ale w swym drugim ciele, nie w pierwszym ciele.
Te znaki potwierdzające trzeba zrozumieć, a nie chwalić się nimi. Nikomu ich nie opowiadaj, bo ego znowu wejdzie i zacznie wykorzystywać te doznania. A kiedy ego wchodzi, doznania znikają.
Nigdy o nich nie mów. Jeśli nastąpią, po prostu je zrozum, zauważ, i zupełnie o nich zapomnij.
I to też trzeba pamiętać: wszystkie one mogą ci się zdarzyć lub nie, albo mogą zdarzyć się w innej kolejności, albo mogą się zdarzyć w inny sposób. A jest tysiąc i jedna rzecz, która jest możliwa, bo ludzie są tak różni.


Radość bez żadnego powodu
Wielki znak potwierdzający jest wtedy, gdy, w ogóle bez żadnego powodu, nagle czujesz się radosnym. W zwykłym życiu jesteś radosny, gdy jest jakiś powód. Spotkałeś piękną kobietę i jesteś radosny, albo masz pieniądze, których zawsze chciałeś, i jesteś radosny, albo kupiłeś dom z pięknym ogrodem i jesteś radosny, ale te radości nie mogą trwać długo. Są chwilowe, nie mogą pozostawać ciągle i nieprzerwanie. Jeśli twoja radość jest czymś spowodowana, zniknie, będzie chwilowa. Wkrótce pozostawi cię w głębokim smutku; wszystkie radości pozostawiają cię w głębokim smutku. Ale jest inny rodzaj radości, który jest znakiem potwierdzającym: nagle jesteś radosny w ogóle bez żadnego powodu. Nie można wskazać dlaczego. Gdy ktoś pyta: „Dlaczego jesteś radosny?” nie potrafisz odpowiedzieć.
Nie mogę powiedzieć dlaczego jestem radosny. Nie ma powodu. Po prostu tak jest. Tej radości nie można teraz zakłócić. Cokolwiek teraz się stanie, będzie trwała. Jest ona dzień w dzień, noc w noc. Możesz być młody, możesz być stary, możesz być żywy, możesz umierać, ona zawsze jest. Gdy znalazłeś radość, która pozostaje, okoliczności się zmieniają, a ona trwa, wtedy z pewnością zbliżasz się do stanu bycia buddą.
Jest to znak potwierdzający. Jeśli radość przychodzi i odchodzi, nie ma to zbyt wielkiej wartości – jest to zjawisko światowe. Gdy radość trwa, pozostaje nieprzerwana, stale – jakbyś był odurzony, bez żadnego narkotyku jesteś stuknięty; jakbyś właśnie wziął kąpiel, świeży jak krople rosy o poranku, świeży jak nowe liście wiosną, świeży jak liście lotosu w stawie; jakbyś właśnie wziął kąpiel; gdy pozostajesz stale w tej świeżości, która pozostaje i pozostaje i nic jej nie zakłóca, wiedz, że zbliżasz się do domu.

Brak reakcji – brak lęku

Gdy twoja cisza i radość pogłębiają się, zaczynasz odczuwać, że dla ciebie śmierci nie ma. W śmierci umiera tylko persona, osobowość; esencja nigdy nie umiera. Gdy wiesz, że coś w tobie trwa, coś, co nigdy się nie zmienia, radość, która trwa bez względu na okoliczności, po raz pierwszy wiesz, że jest w tobie coś nieśmiertelnego, jest w tobie coś wiecznego. I ta chwila jest chwilą siły, potencjalnych możliwości, nieustraszoności. Wtedy nie boisz się.

28 października 2010 Posted by | OSHO | , , , , | Dodaj komentarz

czakra druga

Brak równowagi w przeżywaniu przyjemności

W przypadku braku równowagi poszukiwanie przyjemności nie jest uwieńczone spełnieniem. Nigdy niezaspokojona pogoń za przyjemnością trwa nadal. Równowaga w tym ośrodku zwiększa wrażliwość na przyjemne doznania, ale jej zaburzenie prowadzi do utraty wrażliwości i hołdowaniu prymitywnym popędom. Trzeba coraz silniejszych doznań, żeby pobudzić serce z odrętwienia. Co blokuje zrównoważone odczuwanie? Urazy pozostałe po dawnych przeżyciach czy cynizm, bezduszność i brak zaufania? Cokolwiek to jest, warto się tego pozbyć. Trzeba przywrócić stan równowagi poprzez doświadczanie tego, co sprawia nam radość, całą swą istotą. Życie doświadczane z poziomu zrównoważonej drugiej czakry na pewno sprawia więcej radości.

Najwyraźniejszą wskazówką, że czakra druga jest niezrównoważona, jest nadmiemy pociąg do seksu, narkotyków, alkoholu, jedzenia i wszelkiej stymulacji zmysłów. Dręczące fantazje seksualne także są spowodowane pragnieniem pobudzania wyobraźni z poziomu tej czakry. Może to doprowadzić do oceniania wszystkich ludzi pod kątem ich sprawności seksualnej. Jak to określił Ram Dass, “ludzie patrzący na życie z tej perspektywy widzą każdego w kategoriach przydatności lub nieprzydatności w tej dziedzinie”.

Bardzo łatwo przychodzi nam zasmakować w przyjemnościach. Strach przed niemożnością ich zażywania doprowadza do dysharmonii na poziomie drugiej czakry. Odpowiedzialne są za to przede wszystkim zazdrość i nadmierne przywiązanie. Strach przed utratą uniemożliwia odczucie spełnienia. Pobudza to w niezrównoważonym ośrodku drugiej czakry silne namiętności. Życiem targają wybuchy zazdrości i furii. Potężne emocje stymulują drugą czakrę, ale są to w swej naturze przeżycia destrukcyjne, prowadzące do cierpień.

17 października 2010 Posted by | blokady energetyczne | , | Dodaj komentarz

wrota międzyczasowe

Powróciłam dzisiaj pamięcią do zdarzenia z przed 1,5 roku –gdy badając tą ziemię Ola dostała wiadomość ,że wrota między czasowe zostaną otwarte –w swoim czasie. Zdarzenie to zostało mi przypomniane po tym ,jak zaczęłam czytać na temat zdarzeń jakie mają się wydarzyć –w 2012 roku. Chodzi o rozszczepienie wymiarów. I wtedy przypomniano mi o tych wrotach –moje zostały już otwarte. Rozmawialiśmy o tym już kiedyś ale dziś powróciliśmy do tego zagadnienia ,ponieważ jestem dziś bardziej świadoma zdarzeń ,jakie miały miejsce w moim życiu i jak dziś moje życie i istnienie na ziemi przekłada się względem prawdy .

Nie wszystko powinno być takie jakie jest ale samej jest mi ciężko wpłynąć na zdarzenia i na nastroje tych ,których mam obok siebie. Wiem ,ze sporo udało mi się zrealizować w tym życiu ,ponieważ mi to mówią i sama do tego zagłębiając się w siebie odnajduję jako prawdę.  Jeśli chodzi o moje lęki –wiem dlaczego one bywały w moim życiu i wiem ,ze ze sporą częścią tych uczuć sobie poradziłam. Ale są jeszcze te ,które muszę sama odnaleźć i poradzić sobie z uwolnieniem tego ze swojej pamięci. Mam problem z odnalezieniem w sobie tych blokad ale podczas mojej pracy i pomocy tych ,których mam obok siebie – przypominam sobie i analizujemy pamięć mojej duszy i zdarzeń ,które są odpowiedzialne za to z czym w tym życiu powinnam sobie poradzić. Gdzieś wewnątrz mnie jest pamięć mnie samej –jak innej niż w tym życiu przejawia się to przez moje zachowanie i słowa. I prawdę mówiąc tęsknię –za tą jaka jestem –po za tą ziemia.

Jestem zmęczona tymi doświadczeniami i tą ziemią. Jest tu ciężko a ostatnie lata przynoszą coraz to cięższe energie i problemy społeczności. Właściwie ja sama nie uczestniczę w społeczeństwie bo odizolowałam się od świata zewnętrznego jakiś czas temu ,ale nadal jest to wszystko wyczuwalne i do tego telewizja sama ogłasza wszem i wobec co się dzieje wśród społeczności ludzkiej.  Ci najbliżsi ,którzy mnie otaczają ,przechodzą swoje kryzysy w związkach i w swoim wnętrzu. Wiem ,ze to krok do doskonalenia siebie i życia w większej świadomości ,ale jak bardzo ciężki do przejścia –co mogę poświadczyć własnymi doświadczeniami.  Tracę energię i wiem ,gdzie leży problem. Czuję ból w czakrach i czuję jak ciężko przechodzi przez moje ciało duchowe i fizyczne –energia . Dzień dzisiejszy jest dla mnie kolejnym dniem walki o własne życie i własną inność. Jak dalece jestem od wolności duszy i jak bardzo mi tego brak.  Tęsknię za szczęściem……….

17 października 2010 Posted by | moje rozważania | , , , | Dodaj komentarz

czas -pewna koncepcja

Fragmenty z książki –Dolores Cannon –kosmiczni ogrodnicy

P: Czas nie jest “czymś”, przez co można by podróżować. Tak naprawdę, czas nie istnieje. Czas jest pewną koncepcją, a nie… (Phil szukał właściwego słowa) istniejącą substancją, materią czy funkcją. To tylko koncepcja. Jeśli ktoś potrafiłby podróżować przez koncepcje, ideę, to tak, podróże w czasie byłyby możliwe. My jednak nie posiadamy takich umiejętności.

D: Ludzie na Ziemi od dawna myśleli o możliwości podróży w przeszłość lub przyszłość.

P: Liniowa koncepcja układu wydarzeń to przejaw złudności ludzkiego rozumienia i pojmowania. Wszystko dzieje się symultanicznie, a wiec wszystko, co się wydarzyło i co się wydarzy, dzieje się teraz. Czas jest tylko ideą, koncepcją, stworzoną przez ludzi w celu uporządkowania otaczającej ich rzeczywistości, przystosowania jej elementów do własnego poziomu rozumienia.

D: Trudno mi zrozumieć twój tok rozumowania. Na Ziemi uważamy bowiem, że przeszłe wydarzenia mają wpływ na nasza, teraźniejszość i przyszłość.

P: Dla Ziemian, czas jest tylko sposobem rozumienia. Jeśli ta koncepcja spełnia swoje zadania, to dobrze. W takim celu została stworzona. Jeśli czujesz się zaniepokojona moimi wyjaśnieniami, nie próbuj ich zgłębić. Zostań na poziomie, który uznajesz za bezpieczny. A jeśli pragniesz dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, rozpocznij poszukiwania. Napotkasz tę wiedzę w sobie, w snach, w wydarzeniach własnego życia, w spotkanych na co dzień ludziach. W innych częściach galaktyki funkcjonuje wiele koncepcji obcych mieszkańcom tej planety. Prawdą jest to, co nią uczynisz.

Idea czasu symultanicznego zawsze mnie niepokoiła.

===============================================================================

jestem akurat w tym miejscu gdzie przechodzę zrozumienie.. czym jest czas , liniowe postrzeganie , postrzeganie holistyczne
zagłębiam się w tą wiedzę, szukam zrozumienia, istnienia innych istot.. (nie dowodu na ich istnienie ale zrozumienia jakimi są energiami,jak czują ,myślą ,z jakich zmysłów korzystaja)
szukam wyjaśnień .. dla siebie samej ..
zaczynając od pierwszego postu … kiedy samo zrozumienie przenikających sie wymiarów dało mi ,,inne postrzeganie,, rzeczywistości -zaczełam szukac głębiej aby nie tylko zrozumieć ale i poczuć tą ,,inną rzeczywistość,, i zobaczyć.

zmiana koncepcji postrzegania rzeczywistości.. czasem jest to cieżkie..
ale nie jest to niemożliwe..
na początku wyobrażałam sobie to wszystko w zupełnie inny sposób..
szukałam dowodów na istnienie tej ,,innej rzeczywistosci,,
szukałam tego wszystkiego co odnalazłam w sobie samej..

===================

dla wyjaśnienia..

fragment powyższy jest zapisem sesji hipnotycznej

autorka Dolores prowadzi tą sesję z Philem -istotą -duszą wcieloną po raz pierwszy w wymiar ziemski.. dialog prowadzony jest pomiędzy autorką a istotami ,które przekazują wiedzę poprzez Phila. książka dała mi bardzo dużo zrozumienia a sama metoda jest dla mnie fascynacją i…. drogą ,którą w najbliższej przyszłości mam zamiar podążyć..

====================

dalszy fragment książki Dolores -Kosmiczni ogrodnicy

D: Wiem, że naukowcy chętnie nawiązaliby z wami kontakt.
P: Oni nie mają tu nic do powiedzenia. Ludzie z Ziemi niewiele mogą ofiarować czy zaproponować mieszkańcom innych planet.
D: Pewnie masz rację. Sądzę jednak, że my poszukujemy wiedzy..
P: Tak, ale wiedza, którą moglibyśmy przekazać, może zostać wykorzystana w złym celu, by ranić innych. To chyba główna bolączka współczesnej Ziemi. Ziemianie muszą ewoluować na wyższy poziom świadomości, a wtedy podzielimy się z nimi naszą wiedzą. Wielu Ziemian sądzi, że są jedynymi formami życia w Kosmosie. Podobnie jak człowiek, który samotnie wyrósł w lesie, czy na pustyni. On też uważa, że jest jedyną inteligentną formą życia na świecie. Pustelnik żyjący w izolacji ma swoje cele i zadania, inne niż człowiek chodzący ruchliwymi ulicami miasta. Ziemia jest taką planetą-pustelnikiem. Mieszkańcy Ziemi mają swoje zadania, swoje “lekcje” do przyswojenia. Jedną z takich “lekcji” jest właśnie odczuwanie samotności w Kosmosie. Dla ewolucji tej planety, prawidłowego rozwoju Ziemi, została ona odizolowana. Wielu ludzi urodziło się w osamotnionym świecie, aby przyswoić sobie lekcję samotności. Każda planeta ma swoje miejsce, a jej mieszkańcy – własne lekcje, przypisane poziomowi rozwoju. Zadaniem ziemskiej cywilizacji jest przyswojenie lekcji samotności. Później wejdziecie do prawdziwego świata, by tak powiedzieć, i wykorzystacie to, czego się nauczyliście. Ziemia leży na marginesie uniwersum, a nie w jego centrum. Nie jest to przypadek. Takie położenie Ziemi było zamierzone. Nie zrozum mnie źle, nie mamy złych zamiarów. Rasa ludzka pozostaje w izolacji dla dobra naszego rozwoju. Mówię o “naszym” rozwoju, ponieważ teraz jestem tu z tobą. My, rada ludzka, wciąż się rozwijamy. Ale nie jesteśmy jedyną rasą istot rozumnych. Jesteśmy rasą, której przeznaczeniem jest rozwój na tej odizolowanej planecie, aby wejść później do wielkiej wspólnoty uniwersum.
D: Czy na planetach naszego systemu słonecznego istnieją formy życia, z którymi moglibyśmy się porozumieć?
P: Czy masz na myśli planety o podobnym stopniu rozwoju?
D: Sądzę., że tego właśnie szukają naukowcy; formy życia, z którą mogliby nawiązać kontakt.
P: Istnieją planety o znacznie niższym poziomie ewolucji. Naukowcy poszukują czegokolwiek, co mogłoby stanowić dowód na istnienie życia pozaziemskiego. Jest coś… Nie lubię mówić tym tonem, ale… Na Ziemi sprawy nie wyglądają zbyt dobrze. To mnie zasmuca. Lepiej, znacznie lepiej, byłoby nauczyć się najpierw porozumiewać ze sobą nawzajem, a później dopiero kierować się ku obcym cywilizacjom.
D: Ale ja nie rozumiem. Sądziłam, że istoty będące czystą energią nie mają żadnych potrzeb. A teraz widzę., że wasz stan lokalizuje się. pomiędzy fizycznością i mentalnością. Nauczyliście się kontrolować umysły i potraficie materializować swoje potrzeby.
P: To =prawda. Chcemy ci powiedzieć, że poznasz wiele niezwykłych informacji. Zyskasz dostęp do wielu zapisów. Niektóre zagadnienia trudno będzie przełożyć na ziemskie pojęcia, ale uczynimy wszystko, byś zrozumiała ich istotę. Jednakże, mówię to z przykrością, niektórych sfer wiedzy nie możemy naruszyć. Mogłoby to być bolesne dla ciebie i dla mnie.
Ta niespodziewana deklaracja zaskoczyła mnie. Wzbudziła też moją ciekawość. Cóż mogło znajdować się w tych zakazanych aferach? Jeszcze nigdy nie byłam w podobnej sytuacji. Nie otrzymałam podobnego ostrzeżenia. Stwierdziłam, że nie będę poruszać zakazanych tematów. Niektóre sprawy lepiej zostawić w spokoju.
P: Przede wszystkim, pragniemy pomóc. To nie jest zabronione. Udostępnimy ci wiele materiału, który powinien zaspokoić twoją ciekawość.
D: W porządku. Niektóre sprawy pominiemy, te bardziej “poufne”.
P: To nie jest kwestia poufności, to nie są sprawy poufne, ale… “złe”, tak chyba byś to określiła. To nie jest moja decyzja. Istnieją zapisy, do których nie mam dostępu. Istnieją byty potężniejsze ode mnie. One nas obserwują. Nawet teraz, w tym pokoju, kierują naszą rozmową, pytaniami i odpowiedziami. To nasi przewodnicy; potężne, wyższe istoty.
To oświadczenie spowodowało, że zjeżyły mi się włosy na karku. Faktycznie, podczas pracy często wyczuwałam w pokoju obecność niewidzialnych “innych”.
P: Te byty są zadowolone, ponieważ uważają, że nasze działania pomagają ludziom na Ziemi. Gdyby widziały w tym coś złego, krzywdzącego Ziemian, nie pozwoliłyby na nasze spotkania. Nie pozwoliliby mi mówić. Po prostu. Są jednak pewne obszary “zakazane”, o których nie wolno mi się wypowiadać i gdzie nie mam dostępu.
Zapewniłam istotę przemawiającą przez Phila, że poskromię swoją ciekawość i nie uczynię nic, co mogłoby ją zaniepokoić czy zranić.

drugi fragment jest tematem ,ktory daje mi takie zrozumienie..
na podstawie ,,życia,, innych istot i innych cywilizacji – ktore gdzieś w swoim sercu pamiętam z innych wcieleń.. odnajduję prawdę postrzegania ,czucia i korzystania z innych zmysłów..
dzieki telepatycznemu i empatycznemu porozumiewaniu sie pomiędzy mną a istotami ,ktore mi pomagaja poznaję prawdę ,,istnienia,, i współzależności we wszechświecie..
nadal szukam zrozumienia.. poznania,ale już inaczej to postrzegam..
sama zmiana koncepcji istnienia i rozwiniecie w sobie innego postrzegania ,wyzwolenia w sobie możliwości korzystania z uśpionych zmysłów daje naprawde niesamowite możliwosci zrozumienia tego wszystkiego co nas otacza a czego na ,,pierwszy rzut oka,, nie widzimy….
kiedy uczysz sie korzystać z empatii zdajesz sobie sprawę ,że znika gdzieś uczucie skrytości .. znika ta twoja nałożona bariera prywatności..
w świecie fizycznym jest to nadal aktywne,, ale w swiecie do którego wstępujemy to juz nie istnieje..
nie mogę ukryć przed opiekunem swoich prawdziwych myśli i uczuć..
nie mogę .. i nie chcę…
tak jak ja często czuję ich uczucia tak oni przenikaja swoją energią mnie samą i wiedzą wszystko – z czym mam akurat problem – choć nawet staram sie o tym nie myśleć.. to jest jak mgnienie oka a oni wiedzą ,ze przez tą chwilę sie -zawahałam ,zatrzymałam aby ..moze sie zastanowić .. ale ….
dlatego czasem nie potrzeba słów i próśb .. opiekunowie wiedzą czego nam naprawde potrzeba..
szukając dalej dochodze do niesamowitych wniosków odnośnie nakładania sie na siebie nie tylko rożnych poziomów ale i swiatów..
w chwili obecnej nie jestem jeszcze w stanie opisać tego co widzę i czuję.. ale jestem już coraz bliżej ,,zrozumienia,., każdy dzień przynosi mi cos nowego..
i wiem ,że w moim przypadku chodzi właśnie o to owe zrozumienie…
czasem ,gdy nie potrafie zrozumieć ..treści … na poziomie na ktorym w danej chwili jestem to powraca to do mnie w chwili gdy jestem w stanie to zrozumieć..
zdarzało sie ,ze na,,zrozumienie,, czekałam rok… moze i trochę dłużej..
ale to naprawdę nie ma znaczenia..
przez cały czas ,nawet jak uważamy ,że nie robimy zbyt wiele to sie ,,dzieje,, zmienia sie nasze postrzeganie.. ważne jest aby te małe drobne zmiany dostrzegać..
kiedy patrzymy na to z ,,dalszej,, perspektywy widzimy niesamowite postępy..
kiedy ja czytam dzis zapiski z przed roku.. czasem jestem bardzo zaskoczona.
dlatego wiem ,ze bardzo istotne jest prowadzenie dziennika..
moze wydawać sie to zbędne ale wiem ,że tak nie jest..

6 października 2010 Posted by | moje rozważania | , , , | Dodaj komentarz