Alaneiz's Blog …Gwiezdne dzieci…

strona poświęcona ,,duchowej,, stronie życia..

Sny pzepowiadające przyszłość

Każdy z nas miewa takie sny, które zabierają nas w podróż ku przyszłości. Choć właściwie w chwili, kiedy się to dzieje, nie jesteśmy świadomi co te sny nam właśnie przedstawiają. Ale je właśnie pamiętamy mimo tego, że tak wiele snów umyka nam zaraz po przebudzeniu.

Miewałam takich snów swoim życiu kilka ale dziś chcę Wam opisać jeden.

Było to może z 10 lat temu. Śnił mi się sen, którego tak właściwie już dokładnie nie pamiętam po za jednym bardzo ważnym szczegółem – mianowicie miejscu, w którym właśnie ten sen śniłam.

Były to takie kamieniczki, z czerwonej cegły i murowane. Ze schodkami do drzwi wejściowych. To był cały szereg takich kamieniczek. Uliczki chyba brukowane i stare drzewa przy chodniku. Na ulicy stały zaparkowane samochody.

Nie miałam pojęcia gdzie to miejsce się znajdowało. IMAG0759

Ale jakie zaskoczenie moje było jak któregoś słonecznego poranka, wjechałam autobusem jadącym z Gorej do Dublina właśnie w uliczkę, gdzie takich kamieniczek było pełno.

Ten moment był dla mnie takim zaskoczeniem, że aż wstrzymałam oddech. Naprawdę dokładnie w tym momencie przypomniałam sobie o tym, że widziałam takie miejsce we śnie.

Byłam tam 10 lat wcześniej niż pojawiłam się tam w obecnym życiu fizycznie.

Kiedy jechałam tym autobusem po raz drugi, nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia choć jednego zdjęcia. Poczułam to samo –fascynacje miejscem, które pamiętałam ze snu.

Być może i stanę dokładnie na tej ulicy i być może i przed tym domem, w którym byłam właśnie w tamtym śnie…. Ciekawe co też mi rzeczywistość fizyczna przyniesie 😉

IMAG0760

Reklamy

15 października 2017 Posted by | duchowa świadomość, moje rozważania | Dodaj komentarz

Uważaj co sobie życzysz

To, że nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość to już większość z Nas dobrze wie. k,NDcyMDAyOTgsNzY4MTQ5,f,ludzie

Kiedyś- za dawnych czasów jako nastoletnia dziewczyna miewałam marzenia. Bardzo dobrze pamiętałam o tym o czym marzyłam jak i kiedy docierało do mnie spełnienie tego marzenia. To  były takie drobne rzeczy typu ulubione nagranie, które trafiało w moje ręce niespodziewanie po 2 latach wraz z całym albumem czy nawet dowody na moje ,,widzenie,, przeszłości na niektórych zakamarkach na ziemi. Co prawda to drugie było nie tak całkiem dawno ale aż zbyt namacalne, bo nie dostępne w chwili kiedy dowodów na to potrzebowałam .

Potem pojawili się na mojej drodze ludzie, których poznałam tylko po to aby otrzymać od nich dowód :D.  Ale o tym kiedyś na pewno napiszę.

Wracając do tych marzeń lub nawet- w obecnej chwili nazwała bym to rozważaniem, czas w realizacji znacznie przyśpieszył.

Kiedyś na realizację czekałam około 2 lat. Potem działo się to w przeciągu kilku miesięcy-a teraz czasem w kwestii minut.

Z czym to jest związane ? Czy ziemia naprawdę przyśpiesza i nie ma czasu na ,,długie czekanie,, ?? A może ja doświadczam bardziej świadomie swojego życia ?

Ale może do rzeczy .

Uważaj na to co myślisz….. Stałam projektując ogród. Pomyślałam chyba zbyt głośno, że przydał by mi się taki niewielki wodospad w jednym miejscu, które akurat obserwowałam. Westchnęłam zdając sobie sprawę, że ciężko będzie na realizację tego ,,marzenia,,. Dwa dni później było takie oberwanie chmury, że przerażona patrzyłam na wodospad dokładnie w tym samym miejscu , w którym go sobie wymarzyłam plus dodatkowo oczko wodne poniżej 😉

Zaczęłam bać się własnych myśli.  Starannie je segregowałam i starałam się nie wypowiadać czegoś w przypływie emocji aby nie nadać temu dodatkowej siły.  To się po paru dniach zaczęło uaktywniać.

Teraz już rzadko marzę, ponieważ moje życie zrealizowało już wszystkie moje życzenia, marzenia i zachcianki. Po prostu jestem w tu i teraz.

Ale ostatnio miałam dziwne doświadczenie związane z ,,rozważaniem,, pewnej sytuacji.

Niestety jest to bardzo przykre doświadczenie ale zarazem bardzo uczące. Wystrzegam się oceniania i uważam, że tak właśnie człowiek powinien funkcjonować . Ni z tego ni z owego jadąc ostatnio na lotnisko przypomniałam sobie sytuację jak syn przyjechawszy do Nas powiedział , że głupi  borsuk wyskoczył mu pod samochód łamiąc zderzak . Nie muszę mówić, że od razu przypominając sobie to ogarnęła mnie złość na syna, że pewnie jechał za szybko i poturbował swoją bezmyślnością biednego borsuka.

Nie zdążyłam nawet dokończyć tego dialogu wewnętrznego jak tuż przed moje auto wyskoczył lis. Zwolniłam expressowo i miałam na liczniku nie więcej jak z 40 kilometrów na godzinę a może i nawet mniej. Uważałam ,że pewnie jakby syn jechał taką prędkością to nic by się nie stało. Lis przebiegł i powolutku ruszyłam przed siebie w tym samym momencie co on zawrócił. Usłyszałam tylko rumor pod kołami bo wskoczył mi bezpośrednio pod koła.  Uderzyłam go.

Nigdy wcześniej nie potrąciłam a już tym bardziej nie zabiłam takiego zwierza. I pewnie nigdy więcej w życiu nie ocenię sytuacji, w której ktoś inny będzie się znajdował.

Nie miałam szans na uniknięcie tego i dziękuję wszechświatowi za tak cenną lekcję. Lis nie przeżył.

Morał z tej sytuacji ? : Naprawdę uważajcie na to o czym myślicie. Prędzej czy później pojawi się to w waszym życiu i to w najmniej oczekiwanym momencie.

 

3 października 2017 Posted by | duchowa świadomość, moje rozważania | Dodaj komentarz

Odleciały dzikie gęsi..

Tego dnia , kiedy usłyszałam je jak całymi stadami zmierzały w kierunku cieplejszego klimatu poczułam smutną a zarazem niesamowitą energię która wprowadziła mnie w dziwny stan rozmyślań… Mówię oczywiście o dzikich gęsiach ,któreimagesCA6YVVJL dokładnie 1 października przecinały niebo całymi olbrzymi kluczami wybierając się na południowy zachód .Zaczeły odlatywać ze dwa dni wczesniej ale tego dnia słychać je było już od 5 rano jak jeszcze ciemno było na dworze. Pamiętam że dzień wcześniej ostatnie stado niziutko nad moim dachem usłyszałam o prawie 22 kiedy to zmrok przecinał już całą swoją mocą świat dookoła..Nigdy o tej porze nie leciały w całkowitej ciemności.

Wyglądało to jakby naprawdę tej jesieni śpieszyły się do tam gdzie zmierzają..

Pewnie ten ich pośpiech a także obfitość w klucze jakie mogłam obserwować wciągnęły mnie w tej dziwny stan rozmyślań..

Nagle ni z tego ni z owego pojawiły się myśli –to był dobry rok dla mnie .Pełen w nowe doznania … w nowe możliwości i nowe osiągnięcia.. Wiele się zmieniło… Ja się zmieniłam… Powstało spirit-inspiration i odbyły się pierwsze warsztaty …

Zaskoczona zatrzymałam się na tej myśli analizując i  mówiąc do siebie –zaraz zaraz ? przecież to dopiero 1 października a nie 31 grudnia ? ale moje myśli analizując to lato ,moje doznania duchowe oraz rozwój sfery fizycznej nie skupiały się na tym że myśleć tak nie powinny.

Dopiero później … Ze dwa, trzy , czy nawet pięć dni później, dowiedziałam się że tak naprawdę nowy okres – nowy rok numerologiczny zaczyna się właśnie 1 października .

Dla mnie to rzeczywiście był moment pełnej analizy ponieważ akurat ja przechodziłam z 1 roku w drugi .Jestem numerologiczną 4 😀

Niesamowite!!  Tak naprawdę w ogóle nie miałam o tym pojęcia. Powiedziała mi o tym osoba, która właśnie z 2 roku przechodziła w 3 .

Myślę że nasze ciała żyją swoim rytmem czy jesteśmy tego świadomi czy nie a nasze duszyczki celnie analizują plany na to obecne życie choć my jako my w tu i teraz za bardzo nawet o tym pojęcia nie mamy 😉

A może i  to pojęcie mamy ale przymykamy na to oko czasem 😉 ?  No i czemu te gęsi w tym roku tak szybko ,dosłownie w cztery dni uciekły do cieplejszego kraju ? Czyżbyśmy mieli spodziewać się w tym roku szybszej i ostrzejszej zimy? oby nie…

7 października 2014 Posted by | moje rozważania | Dodaj komentarz

kontakt..

Zatęskniłam za wiedzą ….

Ostatnio moje pytania kierowane do ,,góry,, miały związek z wpływem innych cywilizacji na rozwój życia na ziemi. Wiadomo że idzie za tym też, które cywilizacje brały udział w projekcie ,,ziemia,, i zasiedlały ciała genetycznie modyfikując je do swoich potrzeb.

Coraz więcej materiałów trafia do netu ,coraz więcej przekazów ,filmów czy książek zapowiadających ,,wzniesienie,, oraz poruszające nową historię istnienia ziemi i poprzednie jej cywilizacje.

Zawsze miałam mieszane odczucia co do federacji galaktycznej i nawet nie wiem skąd one się wzięły. Tak jakbym czuła gdzieś w sobie ,że nie do końca Ona ma pozytywne zamiary a ich działania na ziemi potrafią też wyrządzić sporo szkody.

Był jeszcze jeden powód dla którego zwątpiłam w ich ,,słuszność w sprawie,, a mianowicie dziwne odczucie we mnie samej że znam jedną z głównych postaci stojących na czele samej federacji . tapety-komorka-kosmos-11

Kiedyś zapytana o tą istotę, od mojego bliskiego sercu opiekuna usłyszałam ,że kiedyś był jednym z nich ale wybrał inną drogę i poprzez tworzenie armii stanął na czele zorganizowanego wojska galaktycznego . W chwili obecnej nawet nie umiem przypomnieć sobie jego imienia ale może i tak ma być ,że nie powinnam opisywać tego … sercem wiem o kogo chodzi i niech tak pozostanie.

Wczoraj wieczorem postanowiłam zakończyć pierwszą część książki ,,galaktyczna rodzina,, i ten rozdział był poświęcony właśnie powstaniu galaktycznej federacji oraz ich statkach i bazach w galaktyce. Między innymi też o Nibiru co ku zaskoczeniu i opisie książki okazuje się że ta planeta jest tak naprawdę statkiem należącym do federacji.

Dwa dni wcześniej oglądaliśmy program o wzniesieniu. Pamiętam urywkami sny które w swym działaniu nakierowywały mnie na rozmowy z ,,istotami,,?? Które tłumaczyły mi diagramy z tego programu a także poruszyły kwestię gwiezdnych wrót –niestety z tego nie wiele pamiętam 😉 a o wrotach w ogóle ;).

Za to dzisiejsza noc była zaskakującym a zarazem ciekawym doświadczeniem innego typu. Zasnęłam zaraz po skończeniu tego rozdziału o federacji. W nocy zostałam lekko wybudzona po czym jak powróciła mi świadomość do ciała fizycznego nagle w miejscu czakry 6 pojawiło się jasne światło i twarz nie znanej mi istoty. Nie widziałam jej dokładnie a tylko sam zarys głowy .Był to mężczyzna o krótkich czarnych i kręconych włosach a w miejscu jego twarzy była jasna plama światła jakbym nie do końca miała zobaczyć jego twarzy albo nie zdążył się cały pokazać ponieważ od razu podskoczył mi puls i światło znikło wraz z nim. Nigdy wcześniej nie byłam świadoma swojego pulsu z taką intensywnością .Jak tylko uświadomiłam to sobie  spotkałam się z prośbą ,,kogoś,, abym zwróciła na to uwagę i spowolniła ten puls. Postarała się nad tym zapanować.

To jak medytacja która pozwalała mi na skupieniu uwagi na tym działaniu. Kiedy udawało mi się trochę spowolnić puls światło nagle pojawiało się w trzecim oku ale już bez twarzy. Od razu czułam jak puls wzrasta i nie kontroluje tego.

Zrozumiałam ,że akurat to jest bardzo ważne aby moja reakcja na ten ,,kontakt,, była taka jaka być powinna a nie z mojej strony wyrażając strach ponieważ istotom,  które próbowały nawiązać kontakt zależało na pełnym moim bezpieczeństwie .

Niestety nie opanowałam strachu… kontakt znikł a ja po chwili uspokoiłam się i zasnęłam.

Rano powróciła pełna pamięć zdarzenia..

Zapytałam opiekuna – powiedział ,że spróbują nawiązać kontakt ponownie ale ważne jest abym się nie bała. Wytłumaczył mi też na zasadzie myśli że to była próba nawiązania kontaktu telepatycznego a twarz którą widziałam w zarysie należała do istoty znajdującej się na statku i była jakby przekazem holograficznym- nie bezpośrednim kontaktem istoty ze mną (nie był tu fizycznie).

Zastanawia mnie czemu znowu zareagowałam strachem?

Wiem ,ze w miedzy czasie pojawiła się pamięć zdarzenia tego z przed kilku laty jak nad moim domem znajdował się statek i próbowano coś ze mną zrobić bo byłam kompletnie sparaliżowana. Czułam wtedy ten promień na sobie o którym opisują ludzie wzięci na statki.

Może wiązka energii była podobna do tamtej dlatego zareagowałam strachem? Nie byłam ani troszkę w paraliżu i miałam pełną kontrolę nad ciałem (mogłam nim poruszać)

Nie wiem choć poczułam dziwne wibracje w pokoju i pewnie to One spowodowały strach we mnie i tym samym zablokowały możliwość kontaktu. Do dziś dnia nie wiem co się tamtej nocy wydarzyło ale wydaje mi się ,że ktoś mnie wtedy wybudził nim tamten statek zaingerował w moje istnienie. Byłam mega sparaliżowana i strasznie się bałam. Dobrze czułam ,że oni są nad domem. Tylko dlaczego się boję?

Co skrywa moja podświadomość?

Powiedzieli mi kiedyś ,że już nikt mi krzywdy nie zrobi .. Ze opiekunowie na to nie pozwolą ale mam coś ukrytego w sobie czego nie pamiętam……

Pewnie i kiedyś przyjdzie mi się o tym przekonać…. Bo dziś nie pamiętam nic po za tym ,że tak a nie inaczej zareagowałam po raz kolejny..

Nie pamiętam abym wcześniej miała możliwość takiego kontaktu jak ten dzisiejszej nocy… Było to coś innego czego chyba nie spodziewałam się w ogóle doświadczyć. Coś na co nie byłam przygotowana.

Ciekawe kiedy spróbują skontaktować się po raz drugi.. Może łatwiej było by mi podejść do tego ze spokojem i na tyle bez strachu na ile uda mi się zapanować nad emocjami… ehhhh

Zawaliłam….

a może chcieli mi tylko odpowiedzieć na moje zadane pytania?

8 lutego 2014 Posted by | inna rzeczywistość, moje rozważania | Dodaj komentarz

zjawisko dejavu i ,,nie śnienie,,

Niesamowitym zaskoczeniem było dla mnie to co usłyszałam wczoraj a mianowicie temat w pewnym programie o nie pamietaniu snów od jakiegoś czasu w związku z wędrowaniem świadomości do innych wymiarów. Mam odczucie że dokładnie od jakiegoś czasu tego doświadczam i tak się dzieje u mnie.Pojawiają się zwykłe sny ale jak pisałam tutaj:  http://mindintheuniverse.wordpress.com/2013/12/17/kolejna-zapowiedz-huraganu/ mam odczucie że One są łącznością z innym życiem , równoległym życiem lub równoległą rzeczywistością. Sny typu abstrakcje i śnienia o niczym pojawiają się naprawdę niezmiernie rzadko choć jeszcze od czasu do czasu takie miewam ale gdzie tak naprawdę wtedy przebywa moja świadomośc nie mam pojecia ponieważ te sny abstrakcyjne są jakby obok mnie a ja jestem obserwatorem i nie koniecznie wogóle uczestniczę w czym kolwiek ze snem związanym. Niesamowite doświadczenie bo zdaję sobie sprawę że coś tam śni się w tym umysle ale ja obok robię zupełnie coś innego.Polecam ten program 😉

17 grudnia 2013 Posted by | ciekawe filmiki lub programy, moje rozważania | 4 Komentarze

praca… nad sobą…

Dziś poruszyłam z Alteą bardzo ciekawy temat dotyczący ,,pracy nad sobą,,

Nasunął się On nie przypadkiem a po wczorajszym spotkaniu moim z bliskimi zanjomymi z ,,duchowej drogi,, i Naszych kilku godzinnych rozważaniach i opowiadaniach na tematy rozwoju i pracy nad Sobą.

Dziś rano Altea uświadomiła mi to co właściwie od samego początku mojej bardziej świadomej drogi towarzyszy mi jako moje rozumienie pracy nad sobą samym i utrwaliła w przekonaniu że od zawsze tak moje życie się układało aby właśnie zrozumieć ,że nie celem jest stosowanie wszelkich technik medytacyjnych ,uczestniczenie w kursach czy spotkaniach grupowych podejmujace jakiekolwiek działania oczyszczające itp. a poprostu proste życie w zgodzie ze sobą samym oraz tym wszystkim co mnie tak naprawdę otacza.

Nie neguję oczywiście pracy tych którzy oddają się takim medytacjom czy broń Boże pracy i mam ogromny szacunek dla odwagi jaką niesie za sobą praca w grupie (też kiedyś pracowałam w grupach) tylko uwazam tak samo jak Altea że często jest to naprawdę zbędne i nie o to w życiu tak naprawdę chodzi. Ważne jest też aby podchodzić do tego z dystansem a nie obsesją że ciągle jeszcze coś w sobie jest do przepracowania.

Miewałam takie obsesje.. ciągle czułam ,że zamiast pracy nad sobą mam pełne ręce obornika lub słomy .. że znowu musze iść wypielić ogród bo inaczej umrze zachwaszczony po same brzegi…  Czułam się nie doskonała w tym że nie jestem w stanie temu wszystkiemu sprostać a i tak mi brak grupy z którą motywując siebie nawzajem osiągniemy wyższy stopien rozwoju ktory jest jakby celem każdego z Nas.    ….Nic bardziej mylnego…

Nagle uświadomiłam sobie że praca na roli jest tym czego mi tak naprawdę potrzeba.. kształtuje nie tylko moją siłę ,charakter ale uczy wytrwałości czy odwagi w codziennych zmaganiach z zadaniami ktore tak naprawdę nie są dla mnie ciężarem czy obowiązkiem a zupełnie czymś innym niż w rzeczywistości to wygląda 😉 ..

Nigdy nie były ciężarem tylko czułam ,że pochłaniają mi każdą chwilę mojego czasu ale dziś wiem ,że tylko tak myslałam bo tak naprawdę czasu mam dość nawet na to aby usiąść napisać  posta, porozmawiać z ludzmi czy przeczytać książke.Tak naprawdę jest tym wszystkim o czym w całym swoim życiu marzyłam.   Zrozumiałam ,że tak naprawdę rozwojem jest nauka jedności ze sobą samym ,z przyrodą i obserwacją tego co we mnie się przemienia ,objawia i czego tak naprawdę doświadczam. Bedąc świadoma tego wszystkiego i czując to ,rozumiejąc i akceptując.

Samo to spowodowało że zaczełam rozumieć mowę zwierząt , widzieć okazy(owady,kwiaty czy rośliny) ktorych nigdy wcześniej nie potrafiłam dostrzec i mimo braku grupy czy spotkań na kursach roziwnełam się przez ten czas tak bardzo że osiągnełam chyba to wszystko czego na dany moment potrzebuję tak naprawdę. Nie jestem nikim wielkim ale kims zupełnie ,,szarym,, i kimś kim naprawdę od zawsze chciałam być.Po raz pierwszy w pełni akceptuję to kim jestem .. Bez maski i bez udawania kogoś kim tak naprawdę nie jestem…

Dopiero od kilku dni dostrzegam jak wielkie zmiany we mnie samej zaszły.. jak pracując z taczką pełną gnoju ktora wywracając się grzęźnie na kupie i przewraca się -zmienia moje wnetrze czasem przepełnione złością we wnetrze naprawdę pełne spokoju i siły.. Wnętrze, które docenia to co ma i z czym się zmierza.. Nawet jak nadal jest ciężko to złości już nie ma…

Altea w swojej wypowiedzi http://alteazgwiazd.wordpress.com/2013/11/25/chirurgia-duchowa/ fajnie ujeła to w słowa ,że zastanawia się czy to ciągłe oczyszczanie i praca nie zakończy się tym ,że tak naprawdę niewiele zostanie z nas prawdziwych i z naszego ,,ja,,.

Czy nie utracimy tym tak naprawdę tej części siebie ktora tu i teraz w tym życiu i w tym wymiarze ma i powinna doświadczać siebie taką jaką jest w całej okazałości ze złością czy słabością bo w końcu tego chciała tu doświadczać ???

No chyba że zamierzenia tejże istoty jest doświadczanie właśnie takiej drogi ,ktora właściwie moim zdaniem nie jest drogą jako celem duszy a tylko staraniem się za wszelką cenę udoskonalić to ciało czy ducha.. a przeciez duch sam w sobie jest doskonały… i wystarczy to zrozumieć a potrzeba pracy zamieni się w akceptację ktora naszej duszy jest zdecydowanie bardziej potrzebna niz wszelkie praktyki oczyszczania czy udoskonalania samych siebie..

1375971_658299400869722_1252384239_n

25 listopada 2013 Posted by | moje rozważania | 6 Komentarzy

diagnostyka karmiczna

W rozwoju duchowym ciągle człowiek osiąga jakieś przełomy czy chwile kiedy w zrozumieniu swoim dosięga prawdy swojego istnienia oraz życia w danym wcieleniu..

Wydawało mi się kiedyś ,że mimo tego że na mojej drodze stawali mistrzowie i nauczyciele ktorzy uczyli mnie ,inicjowali i dawali dyplomy tak naprawdę byli tylko częścią danego doświadczenia i tylko tyle ponieważ nigdy mimo wielkiej chęci nie poszłam dalej przekraczajac barierę bycia zwykłym człowiekiem w tym życiu. Miałam ambitne plany zostać radiestetą u boku samej Alicji Rospond czy zostaj mistrzem reiki inicjowanym z rąk Lusi Woronkiewicz … jednak coś mimo tego że trochę praktykowałam odwiodło mnie od drogi ktorą chciałam iść a jednak nie poszłam.

Godziłam się myśląc że tak ma być i czując że widocznie nie nadaję się ani na radiestetę ,ani na uzdrowiciela czy inną twórczą istotę w tym życiu podążyłam ścieżką zwykłego człeka zagłębiającego się ciągle to w nowe lektury książkowe.

Ale teraz… kiedy czytam Ogorevca ,,diagnostyka karmiczna,, nagle jak za trzaśnięciem magicznej różczki

dociera do mnie sens i prawda tamtych doświadczeń oraz -dlaczego nie mogłam wtedy poruszyć swoją energią aby iść w danym kierunku dalej.

Może przytoczę fragment książki która naprawdę trafiła do mnie w bardzo śmieszny sposób – została wciśnięta mi w ręcę przez mojego znajomego i pewnie gdyby nie On sam nigdy bym jej z półki nie wyciągneła.

Zasiadłam więc do czytania tej pozycji ponieważ po raz kolejny na mojej drodze pojawiła się możliwość pracy nie tylko nad sobą (co czynie niezmiennie od paru dobrych lat) ale także z pozytywnym skutkiem pracą nad innymi zagubionymi na drodze swojej ludzmi.

Pisałam juz o tym na innym blogu ,że odważyłam się po przestudiowaniu kilku ciekawych pozycji książkowych ,kilku zorganizowanych u mnie spotkań z regresją inkarnacyjną i za zachętą wspaniałego człowieka i hipnotyzera – Henryka Markowskiego odważyć się na pierwsze swoje poświęcenie i poddanie regresji chętnych z mojego bliskiego otoczenia.

Skutek oczywiście pozytywny we wszystkich przypadkach choć jest to zupełnie początek mojej drogi z odmiennymi stanami świadomości w które staram się wprowadzać chętne przeżycia osoby -ale to już materiał na inny temat.

Tu chciałam napisać niesamowite moje dzisiejsze spostrzeżenia i odczucia podczas czytania ,,diagnostyki karmicznej,,.

beznazwy

Ogorevc w swej książce opisuje strukturę inforamcyjno-energetyczną czyli biopole które jest częścią każdego istnienia na ziemi. Skupiając się na ludziach dzieli je na kilka warstw a dokładnie na 9.

Pisze też że często uzdrowiciele a także bioenergoterapeuci korzystają i pracują z danym człowiekiem na poziomie 1 i 2 warstwy i często nie zdają sobie sprawy ,że : przytoczę tu fragment z książki

Większość bioenergoterapeutów pracuje do tego poziomu (warstwa druga) i oczywiście nie jest w stanie odnaleźć przyczyn chorób ,ale ponieważ zostały ulokowane duzo głębiej ,leczenie na tym poziomie okazywało sie jedynie leczeniem symptomatycznym .Fakt ,że choroba ustępuje na jakis czas ,jest mylacy i wzbudza w nas przekonanie ,że usuneliśmy rónież przyczyny .Będąc na tym poziomie wiedzy i świadomości ,również oczyszczałem aurę ,równoważyłem lub otwierałem czakry ,odprowadzałem negatywne lub doprowadzałem pozytywne energie itp.

Oczywiście symptomy choroby były likwidowane i poprawiał się stan zdrowia pacjentów. W swojej nieświadomości myślałem ,że osoba została wyleczona.Jednak po upływie jakiegoś czasu (roku lub nawet kilku) symptomy wracały ,a ja nie wiedziałem dlaczego.

Dzisiaj rozumiem ,że likwidując symptomy ,przesuwam chorobe w czasie lub wypycham ja na glębsze poziomy. Jeżeli lecząc kogoś na pierwszym fizycznym poziomie możemy danej osobie zaszkodzić to co dopiero na poziomach wyższych. Im wyższy jest bowiem poziom na ktorym pracujemy ,tym większa skuteczność leczenia ale równocześnie wieksza odpowiedzialność za równo pozytywne jak i negatywne skutki naszej działalności .

Uboczne efekty bioenergetycznego leczenia symptomatycznego w głównej mierze polegają na tym ,że pacjent jest przekonany o skuteczności przeprowadzonego leczenia i nie zdaje sobie sprawy ,że został pozbawiony możliwości próby zrozumienia błędów i wprowadzania trwałych zmian w swoim postępowaniu.

Choroba zostaje przesunieta na nastepne wcielenia ,przechodzi na dzieci ,wnuki lub bioenergoterapeutę i jego najbliższych….

Jak widać powyższy fragment książki wyjaśnia całkowicie dlaczego zostałam odsunieta od wszelkiej pracy na rzecz innych do czasu kiedy sama posiadę wiedzę w stopniu takim jaki pozwoli mi nie narażać siebie i innych na wszelkiego rodzaju obciażenia związane z niewłaściwą pracą. Mogłam kiedyś dokonać tylko małych wglądów ,małych ingerencji tak aby zrozumieć że kiedyś będę mogła dośwaidczyć wiecej ale czas był nie odpowiedni na to aby cokolwiek bardziej w tym kierunku uczynić.

Nie straciłam oczywiście czasu ani na radiestezji ani na innych kursach zwiazanych z uzdrawianiem duchowym ale tamta wiedza była nie wystarczająca abym mogła podążyć właściwą drogą w zgodzie z moim własnym sumieniem i duszą. Nadal się waham zastanawiając na ile moja obecna pomoc nie jest pomocą ingerującą w doświadczenia innych ludzi ale myślę że tą pracę którą wykonuję obecnie bardziej mogę podpiąć pod pomoc innym z zobaczeniu ich własnych rozwiązań oraz wglądzie w minione lub obecne życie i zalegające przeżycia oraz energie które blokują ich dalszy rozwój w obecnym tu i teraz.

Myślę że każdy kto podąża ścieżką pracy z energiami oraz pracą nad samym sobą czy już tym bardziej jest bioenergoterapeutą lub nawet reikowcem czy regreserem powinien przeczytać tą pozycję albo Łazariewa na którego pracach opiera się właśnie Ogorevc.

Nadmienię jeszcze że na samym początku książki znalazło się zdanie które odrazu poczułam jako prawdę w swoim wnętrzu mianowicie to że jako terapeuta czy inna osoba pracująca na rzecz drugiego człowieka nie odnajdzie w nim tego czego sama wcześniej nie doświadczyła.To czego nie udało się doświadczyć w tym czy innym życiu nie będzie ,,odnalezione,, u osoby badanej bo nie jest w stanie tego dostrzec ani zdiagnozować.

 

5 sierpnia 2013 Posted by | moje rozważania | Dodaj komentarz

bycie w codzienności- powrót do swojego wnętrza

Ostatnio mało pisze na tym blogu i czasem dręczą mnie wyrzuty sumienia że nie poświęcam już tyle czasu na pisanie na ,,gwiezdnych dzieciach,,

Nie jest oczywiście to równoznaczne z tym ,że przestałam podążać drogą poszukiwacza ale na chwile obecną skupiłam się na ,,codzienności,, w pracy jaką wykonuję na gospodarstwie rolnym.. Pisałam o tym zakątku świata na którym osiadłam jakieś parę lat temu i które w tak dużym stopniu pomogło mi w ,,przebudzeniu,, mnie samej . Teraz to na nowo gospodartwo pełne zwierząt gospodarskich oraz cudnym uwieńczeniem moich dziecięcych marzeń -czyli bycie z końmi.

Kiedy zaczełam swoją podróż przez pamieć moich poprzednich żyć które przeplatały się z tą ziemią na przemian z życiami rownoległymi w najskrytszych nawet zakamarkach mojej świadomości nie spodziewałam się odnaleźć tego że tu – przed moim domem będzie pasło się stadko cudownych i pięknych koni. Są ze mną już od prawie 1,5 roku i każdego dnia poznaję siebie samą poprzez pracę wśród zwierząt i na rzecz zwierząt.

Jestem w codzienności.. Obserwuję siebie ,swoje reakcje i uczę się rozmawiać ze zwięrzętami zupełnie na innym poziomie.

Dziś widzę to czego nie zobaczyłabym gdyby nie dano mi szansy tego poznać – gdybym nie mogła stanąć i poczuć prawdziwego porozumienia na wyższej płaszczyźnie istnienia. nat jpeg

Mój pierwszy koń pokazał mi gdzie leżą we mnie największe moje ograniczenia i blokady – ile tak naprawdę jest we mnie strachu i co powinnam w sobie przepracować i zmienić . Nie powiem że strachu nie mam już wogóle -bo bym skłamała ale to jaka byłam te 1,5 roku temu a jaka jestem dziś mogę naprawde zawdzieczać właśnie temu że na co dzień pracuję przy koniach.One mnie wszystkiego uczą.

Świat zewnętrzny wogóle przestał się dla mnie liczyć. Nie tęsknię za cywilizacją i w jakiejś formie ograniczyłam wylewanie łez myśląc o ,,domu,, za ktorym moja dusza tak bardzo tęskni. Odnalazłam siebie po raz kolejny w tym co robię ,czego mi potrzeba aby czuć się ze sobą samą dobrze. Nauczyłam się przede wszystkim słuchać nie tylko tęsknoty ale takze mowy zwierząt i natury która jest nieodzowną częścią mojego życia tu na ziemi -co naprawdę z całego serca życzę wszystkim podążającym drogą duchowego przebudzenia.

Wyciszyłam siebie od wewnątrz. Całkowiecie odeszłam od ezoteryki ponieważ dopiero teraz wiem ,że naprawdę to do niczego nie jest potrzebne w życiu – mam na myśli prace wahadłem ,przeróżne inne metody uzdrawiania czy pracy z energiami. Wszystko tak naprawdę leży w Nas a tamte chwile kiedy kiedyś z tego korzystałam były tylko momentem aby pomóc mi samej dojść do chwili w ktorej jestem. Teraz wiem to czego wcześniej nie byłam świadoma a przebudziło się to wszystko z chwilą kiedy zaczełam słuchać siebie ,wewnetrznego głosu  który tak wiele zmienił w moim życiu.

Każda istota tu na ziemi dąży tylko i wyłącznie do chwili kiedy zaufa samej sobie i będzie szła za czystym głosem serca – mój głos często prowadzi mnie do stajni lub na łąkę i skupia moją uwagę na słuchaniu tego co niesłyszalne dla naszych uszu ..

Wszystko jest czystym przejawianiem się miłości Boga w każdej chwili naszego życia ,wszystko jest czystym doświadczeniem dla naszego duchowego wzrostu i zrozumienia – nawet codzienne sprzątanie stajni jest wspaniałą medytacją a patrzenie na ganiające się i galopujące konie po łące -cudem natury i darem od Boga.

Trzy z czterech moich koni to dar który otrzymałam –  to konie ktore trafiły do mnie wybrane przez moich opiekunów.. są adoptowane.. jpeg

Gdyby większość ludzi ,która każdego dnia zmaga się z iluzjami tego wymiaru zatrzymała się na chwile i posłuchała głosu natury ,życia i głosu swojej duszy – doświadczyła by najpiekniejszej chwili jakiej można doświadczyć w tym wymiarze… a gdyby każdego dnia poświęcić większą chwile na skupieniu swojej uwagi ? czy wszystko dookoła nie zaczeło by zmieniać się tak jak każdy z nas sercem pragnie?

Czy nagle nie stało by się możliwe żyć zgodnie z własnym wnętrzem i cieszyć się z piękna doświadczeń ??

Ja zmieniłam tylko swoją uwagę.. nic więcej nie udało mi się osiągnąć. Jestem świadoma iluzji ale już nie jestem jej aktywnym uczestnikiem. Jestem tu i teraz.. jestem ze sobą w zgodzie..

Myślę że programy na które godzimy się przepracować tu na ziemi -wszystkie kierują Nas do takiej właśnie chwili -a ta chwila to tylko początek kolejnego etapu Naszego istnienia. Myślę że warto było po drodze poznać przeróżne aspekty duchowego rozwoju , warto było poznać przeróżne metody do porozumienia się ze sobą samym – na końcu okazało się że to jest takie proste i na wyciągnięcie ręki tylko trzeba poprostu przestać szukać i zacząć poprostu ,,być,, -to jest cały czas z Nami 😉

16 grudnia 2012 Posted by | moje rozważania | Dodaj komentarz

czy naprawdę nastąpi koniec świata?

Rozmyślania na ten temat to temat rzeka .Sama czasem zastanawiam się co dalej? Czy to naprawdę mieć bedzie miejsce?

W internecie można znaleźć masę przepowiedni ,sugestii czy też artykułów z różnych źródeł i stron świata .. o to kilka fragmentów a i też -moje ciekawe doświadczenia z tym związane..

Uwaga! Ziemia 2012 – ostrzeżenie !!!
To jest doprawdy coś nadzwyczajnego. Kiedy to się dzieje, ogromne rozbłyski słoneczne sięgają biegunów Ziemi. I wtedy – bum! Pole magnetyczne Ziemi również się odwraca i zaczyna ona krążyć w odwrotnym kierunku. Biegun północny staje się południowym i na odwrót! Rozumiecie? Ziemia rusza w przeciwnym kierunku, a bieguny się odwracają!  Patrick Geryl / 05-04-2005
Z odczytów sejsmicznych urządzeń pomiarowych rozmieszczonych w różnych miejscach na naszej planecie wynika, że wnętrze Ziemi (tj. jądro) staje się coraz bardziej aktywne. Szczególny wzrost aktywności obserwuje się w sferze jej magnetyzmu – tutaj coraz częściej dochodzi do lokalnych odchyleń.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy na naszej planecie doszło do trzech najpotężniejszych trzęsień ziemi – biorąc za okres odniesienia ostatnie 200 lat. Znajdujące się w oceanach wulkany podniosły się w ostatnich trzech latach o 88%. Ilość trzęsień ziemi wzrosła w tym samym okresie o 62%. Nie jest to więc zbyt satysfakcjonujący obraz rzeczywistości, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę dość realną przepowiednię dotyczącą zmiany biegunowości Ziemi w grudniu 2012 roku. http://wszechocean.blogspot.com/2012/11/godzina-konca-swiata-1.html?spref=fb    polecam całość to tylko mały fragment!
To co działo i dzieje sie na świecie daje do myslenia. Czuć i widać że coś jest nie tak.Topniejące lody ,umieralność całych gromad przeróżnych gatunków zwierząt i ptaków oraz to co dzieje się pod nazwą anomalia pogodowe daje nam do myslenia. Ale czy naprawdę tego dnia co przewidują nagle wszystko przestanie istnieć? Jakoś ja sama nie mogę w to uwierzyć -a wierzcie mi -wiele widziałam ,czułam i wizją doświadczałam /I nagle kiedy znowu trafiłam na kolejny sensacyjny artykuł o końcu świata na facebooku pojawia się artykuł z ,,czwartego wymiaru,,

Koniec świata za siedem tysięcy lat? Inskrypcje odkryte w Xultún układają się w rzędy cyfr tworzących niezwykły kalendarz Majów, z którego wynika, że apokalipsa nadejdzie dopiero za siedem tysięcy lat. Są miejsca, które długo bronią swych tajemnic. Archeolodzy zdążyli się już do tego przyzwyczaić. Jednak nikt nie przewidział, że dokładnie w roku 2012, kiedy to według znanego nam kalendarza Majów ma nastąpić koniec świata, zostaną odkryte inskrypcje zaprzeczające jego interpretacji i proroctwu. Tak właśnie stało się w Xultún, w Gwatemali, sto lat po odkryciu dawnego miasta Majów. Przypadek? http://www.facebook.com/#!/CzwartyWymiarWarszawa

Ciekawe i jakoś bardzo do mnie przemawiające.
Pamiętam dobrze że koniec świata miał być też w maju – był przepowiedziany .Chyba miało to być 18 lub 19 maja.Tego dnia było u mnie spotkanie i zjechali się ludzie z Polski abyśmy razem we wspólnym gronie poprostu sobie pomedytowali.Przy okazji mieliśmy sesje z regresji inkarnacyjnej.
O godzinie 18 wszyscy ktorzy zebrali się u mnie z kocami w ręku czekali na całość grupy aby iść do Cornelii na gongi i misy
Ktoś z grupy krzyknął -koniec świata !
Uśmiechnięta i rozbawiona grupa ruszyła przed siebie na umówione spotkanie 😉  i wiecie co ? myślę że tak samo będzie 21 grudnia.
Może się mylę ,może mam się tym nie zamartwiać a może wizja której doświadczyłam dzisiejszej nocy naprawde bedzie miała miejsce??
A jaka wizja … o tym za chwilę
Dwa dni temu z wieczorka dostałam od zaprzyjaźnionej osoby link – rozmowa Nasza ostatnio często schodzi na tory końca świata choć Nasze powody są związne ściśle z tęsknotą za domem -to tez temat rzeka i moze kiedys go poruszę ale dziś myslę że na to jeszcze nie jestem gotowa.
Gdy poszłam spać przyjaciołka wrzuciła mi link ktory dopiero wczoraj przeczytałam .Co prawda miałam otwartą stronę od rana a po paru godzinach zabrałam się do przeczytania krótkiego artykułu na stronie której właściwie wcześniej nie byłam.. o to fragment :
W tajnym komunikacie wydanym przez swoje laboratorium, NASA ostrzega przed
gwałtownym i nieujawnianym publicznie przejściem naszej planety przez tzw. „galaktyczny zespół zero”. Co oznacza ten tajemniczy termin, z jakimi konsekwencjami i niebezpieczeństwami dla nas się wiąże?
1. Jesień i zima 2012/2013 to okres kiedy Ziemia wraz z Układem Słonecznym najprawdopodobniej będzie przechodzić przez tzw. „galaktyczny zespół zero.”
2. Około godz. 10.00 rano czasu moskiewskiego, dnia 21.12.2012 r. naszą planetę w ciągu kilku minut mogą objąć całkowite ciemności i absolutna cisza (!). Brak światła, elektryczności, zatrzymanie połączeń komunikacyjnych, to tylko niektóre ostrzeżenia z amerykańskiego komunikatu.
3. Całemu zjawisku towarzyszyć mają trwające kilka dni „kosmiczne złudzenia”, związane z eksplozją światła.
4. Zgodnie z komunikatem zaleca się przygotowanie zapasów żywności na ok. dwa miesiące od dnia „słonecznego porażenia”. Należy zabezpieczyć dopływ bieżącej wody do domu, zasłonić okna i nie patrzeć w kierunku słońca.
W nocy miałam sen
Jakbym weszła w to co NASA przewiduje ,Widziałam ten chaos ,patrzyłam co Nam udało się odłożyć z jedzenia i tak bardzo bałam się o moje zwierzaki.Bez prądu nie ma wody ,sprawdzałam czy w beczkach jest jej tyle aby nam to starczyło. Bałam się konie zostawić na dworze aż w końcu opusciłam to miejsce bo scenariusz był okropny.
Jest to jedna z możliwych wersji wydarzeń ale po tym co widziałam w tym ,,śnie,, bo sama nie wiem czy to był bardziej sen czy podróż do przyszłości i wejście w zapis możliwych wydarzeń.  Jak to nastąpi to naprawdę stanie się coś więcej niż brak światła przez zaledwie kilka dni.
Ja mam tez odczucie ze widziałam coś więcej niż tylko wizję chaosu ale teraz za nic nie mogę sobie tego przypomnieć.  Wydaje mi sie że brały w tym udział dziwne istoty ale teraz już nawet nie pamiętam ich wyglądu, jak się poruszały i czym tu przybyły.Wprowadzali zamęt wśród ludzi i strach.
Oby to tylko wizja ktora nigdy się nie wydarzy.
 i coś na zakończenie bardziej pozytywnego 😉 :
Ludzkość przeżyła już tysiące przepowiadanych końców świata. O tegorocznym, wyznaczonym na 21 grudnia, od wielu lat mówiło się jednak najgłośniej. To właśnie tego dnia, w przesilenie zimowe, kończy się kalendarz Majów. Według niektórych, zakończenie trwającego 5125 lat cyklu w majańskim systemie Długiej Rachuby zwiastuje przebiegunowanie Ziemi o skutkach, jakie znamy choćby z zainspirowanego przepowiedniami filmu Rolanda Emmericha „2012”.
Czy 21 grudnia 2012 r. Ziemia zacznie się kręcić w przeciwnym kierunku? Czy oceany zaleją lądy? Czy biblijny Potop miał miejsce właśnie, gdy kończył się poprzedni kalendarz Majów? Czy lądy zapadną się pod morza, jak mityczna Atlantyda? Odpowiedzi na te pytania możemy szukać w tysiącach książek i filmach poświęconych przepowiedniom związanym z przesileniem zimowym. Jednak, o ile nie lubimy dreszczyku emocji i tajemniczych historii rodem z dalekich, zapomnianych już czasów, wystarczy, że zapoznamy się z oświadczeniami NASA w sprawie 21.12.2012 r. i zagwarantujemy sobie spokojny grudzień w tym roku
Więc ktory komunikat  NASA jest nieprawdziwy 😉

28 listopada 2012 Posted by | moje rozważania | 1 komentarz

nasilające się zmiany klimatu

Coraz wiecej o tym słychać w telewizji a internet zawalony jest informacjami z kraju i ze świata o kolejnych klimatycznych anomaliach.

Kiedyś patrzyłam na to ze smutkiem i współczuciem dla ludzi ktorych to bezpośrednio dosięgało.. ostatnio patrzę też z przerażeniem na niebo które rozciąga sie nad moją głową i ziemią…

Mieszkając w mieście czułam sie jakoś bardziej stabilnie i bezpiecznie ale mimo tego że wtedy już bywały sygnały ze świata o powodziach oraz potężnych huraganach burze i silne wiatry nie były tym czym są teraz i dla ziemi ,otoczenia i dla mnie samej..

Pewnie wiekszość z Was czyta nowości w portalu Zmiany na ziemi -a dla tych co nie czytają wrzucę tu link z tematem który w jakiejś formie przyczynił sie do napisania postu na blogu http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/anomalie-pogodowe-dotykaja-praktycznie-calego-swiata

Gradobicia, tornada, nagłe powodzie to teraz nasz dzień powszedni. Jak tak dalej pójdzie to uodpornimy się na te informacje i przestaną na nas robić wrażenie. W każdym razie wielkie wrażenie na całym świecie zrobiły polskie tornada. Wszystkie media, nawet amerykańskie zwracają uwagę na to zjawisko, jako coś anomalnego. cyt.z powyższej strony

Z jednej strony czuję się wewnętrznie spokojna,  uciszana energią opiekunów a z drugiej strony przerażona tym co widzę i czytam na łamach internetu. Kiedy pierwszy silny wiatr rozerwał na strzępy mój ulubiony namiot poczułam że naprawde coś złego nadciąga i kiedy zaczełam skupiać sie na wszystkich poprzedzających sygnałach zaczełam zbierać zaskakujące spostrzeżenia..

Zaczeło sie właściwie wszystko od pierwszych komunikatów zawiadamiających nas o wybuchach na słońcu i o tym że to może mieć znaczny wpływ na ziemie. Zaobserwowałam wtedy dziwne zachowanie moich zwierząt ,szczególnie koni które z nieznanego mi powodu lękały się ,,czegoś,, co było po za zasięgniem moich oczu a za to bardzo dobrze odbierane przez nich samych. Potrafiły zerwać sie do biegu i uciec w najdalszy kąt na padoku i stać tam jak porażone prądem nieruchomo przez 1,5 do 2 godzin bojąc sie wrócić w miejsce z ktorego odebrały dziwne wibracje? czy uderzenie ??

W tej samej chwili kury bedące w kurniku potrafiły narobić takiej wrzawy że bieglam co sił zobaczyć co sie wydarzyło.. Nie było żadnych sladów a mimo usilnej proby ściąbnięcia koni z powrotem pod dom też kończyło sie fiaskiem. Dałam im święty psokój

One usadowiły sie o dziwo w najwyższym dostepnym punkcie tegoż wybiegu 😉 w samym rogu ogrodzenia.

Zdarzyło sie to jeszcze może z dwa razy -takowe zachowanie ale bywały też troszkę inne jak panika przed gradobiciem które przeszło nad nami ktoregoś popołudnia w czerwcowy dzień -od tamtej pory nie zostawiam koni podczas jakiejkolwiek pogody wskazującej na ulewę czy burzę na dworze .. Uderzenia piorunów w okoliczne drzewa dość wywołują u mnie uczucie strachu a sama świadomość zwierząt z ograniczonym polem do ucieczki powoduje u mnie potęgowanie tego strachu.

Nie pamietam jak w tym życiu jestem na tej ziemi -takowych burz i porywów wiatru gdzie drzewa kładą sie do samej ziemi pod wpływem silnych podmuchów wiatru.. gromadzeniem sie z tak przewrotną prędkością ogromnych czarnych chmur na niebie oraz takich wyładowań burzowych jakie mają miejsce w ostatnim czasie.

Wyczytałam w necie że kiedy takie wyładowania miały miejsce w innym kraju -bodajże Bułgarii czy Belgii to u Nas nikt nie zwracał na to uwagi a jak to przyszło do Polski to próbują wmówić nam że to normalne na nasza strefę klimatyczną. Nie wiem czy to ze strachu czy niewiedzy podają takie coś do wiadomości ludzi bo to co sie dzieje i w Polsce i na świecie nie jest tuż ta samą ,,normą,, jaka była przez ostatnie lata .

Same burze i wyładowania tworzą sie bardzo nisko na niebie -tuż jakby nad naszymi głowami bo te pioruny które ja miałam okazje widzieć (pioryn kulisty) przelatywały mi tuż nad głową i dachem domu. Te ostanie trąby powietrzne na pomorzu napewno nie były czymś spotykanym a raczej czymś ,,nienormalnym,, na naszych niebie w Polsce. Widziałam te gnające czarne chmury ,ktore parę kilometrów dalej uformowały sie w niszczycielskie tornado które swoją obecnością zaszczycilo 7 powiatów.. Oglądałam filmiki i zdjęcia

(zdjęcia z internetu)

***********************************************************************************************************************

To co pozostało po przejściu tegoż zjawiska nie będę już tu zamieszczać bo tego w internecie można obejżeć pod dostatkiem 😉 .. Mogę tylko powiedzieć ,że jestem niezmiernie wdzięczna że moje gospodarstwo to omineło i że mimo skali tego wydarzenia w trakcie nie byłam świadoma tego co sie dzieje bo pewnie bym spokoju w sobie nie odnalazła..

Gradobicie nas też nawiedziło choć skala tego była dużo mniejsza niż ta w środkowej polsce. Wichury i burze oszczedziły nam dachy na gospodarce a pioruny wybrały drzewa za domem i stajnią … mimo wszystko gdy o tym zaczynam myslec boję sie tego co będzie dalej i czy to co sie dzieje naprawdę nie oznacza wiekszego globalnego kataklizmu. Nie wiem czy mimo swojego poziomu rozumienia życia na ziemi i cyklu inkarnacji jestem gotowa na takie przeżycia..

Jedno jeszcze moje przemyślenie dotyczące tego co dzieje sie z naszym klimatem -jak napisałam na początku -poprzedzane było komunikatem wybuchów na słoncu i dziwnym zachowanie moich zwierząt.. Nadal na słońcu coś sie dzieje a do tego na portalu o którym mowa w tym temacie wyczytałam o odkryciu portalu łączącego ziemie ze słońcem 😉 Myślę że to ma wpływ na to co obecnie sie dzieje na ziemi..

Emisje protonów zdarzają się, co jakiś czas. W tym roku było już kilka takich przypadków. Najbardziej widocznym efektem są zakłócenia, jakie od razu pojawiają się na zdjęciach transmitowanych ze słonecznych obserwatoriów. Te zjawiska są wprost proporcjonalnie niebezpieczne do prędkości, z jaką przemieszczają się protony.

Zwykle, gdy docierają do Ziemi wywołują burze radiacyjną jednak bywają takie wydarzenia protonowe, w których prędkość protonów sięga aż jednej czwartej prędkości światła. Wtedy zdarzenie protonowe nazywamy relatywistycznym właśnie ze względu na jego prędkość. To właśnie takich zjawisk należy się obawiać.

Ze względu na prędkość promieniowanie dociera po minutach a nie dniach. Jeśli będzie wystarczająco duża prędkość nasza atmosfera może nie wytrzymać naporu cząstek. Jedna z hipotez odnośnie nagłych zmian klimatu i wymierania, do jakiego doszło 13 tysięcy lat temu zakłada, że kłopoty Ziemi w tym okresie spowodowało właśnie relatywistyczne zdarzenie protonowe. Inne hipotezy zakładają wybuch roju meteorytów w atmosferze, ale skutki byłyby podobne.

Głównym propagatorem wyjaśnienia w postaci wydarzenia protonowego, a właściwie serii takich wydarzeń jest dr Paul LaViolette. Według niego Słońce wyprodukowało kilka wysokoenergetycznych zdarzeń tego typu, które zdmuchnęły ochronną magnetosferę, jonosferę i dosłownie zniszczyły ziemskie pole magnetyczne.

Wymieranie, jakiego Ziemia doświadczyła 13 tysięcy lat temu bywa przez  naukowców określane największym tego typu zjawiskiem od czasu wyginięcia dinozaurów. Większość dużych ssaków nie przetrwała tego okresu. Oblicze katastrofy dodatkowo pogarszał epoka lodowcowa, która nastała mniej więcej 13 tysięcy lat temu.

Zniknięcie tak wielu gatunków zwierząt w relatywnie krótkim czasie zastanawia naukowców. Sugerują oni kosmiczną katastrofę, ponieważ w wielu miejscach na terenie Ameryki Północnej znajdowano nanodiamenty, które mogły powstać w wyniku na przykład eksplozji komety lub meteorytu w podobny sposób jak zakłada się, że eksplodował rzekomy meteoryt tunguski, czyli wysoko nad ziemią w atmosferze. Ślady mogłyby być wtedy rozproszone na dużym obszarze.

źródło : http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/sloneczne-wydarzenie-protonowe-moze-byc-bardziej-niebezpieczne-niz-rozblysk

17 lipca 2012 Posted by | moje rozważania | 3 Komentarze

lightworkers

dziś dostałam linka od znajomej z bardzo fajnej strony http://jeszua.blogspot.com/

myslę że wiekszość z Was zagląda na te strony -są One dla Nas jakby uzupełnieniem dodatkowej wiedzy ktorej poszukujemy w Nas samych i odnajdujemy we własnym wnętrzu.

dla tych co jeszcze nie czytali lub czytali ale dla przypomnienia http://jeszua.blogspot.com/2011/04/lightworker-i.html 

Ja na swoim blogu pisałam o gwiezdnych dzieciach ,pisałam też o walk-in a tu spotykam sie z inną nazwą istot ktore doświadczają ,,ziemi,,- lingtworkers– dla wyższych celów i misji. Bardzo spodobał mi sie ten przekaz i zainspirował mnie do poświecenia chwili nad tekstem .. aby oprzeć to choć w małej mierze nad własną analizą doświadczeń i zdarzeń na ziemi..

cytuję fragmenty :

Historyczne korzenie lightworkers.

Lightworkers niosą w sobie umiejętność osiągnięcia duchowego przebudzenia szybciej niż inni ludzie. Oni niosą wewnętrzne nasiona dla szybkiego duchowego przebudzenia. W związku z tym, oni wydają się być na szybszym torze niż większość ludzi, jeśli oni tak wybierają. Tu ponownie, to nie dlatego, że oni są w jakiś sposób duszami „lepszymi” czy „gorszymi”. Oni są, jednakże, starsi od większości dusz obecnie przyjmujących postać cielesną na ziemi. Ten starszy wiek najlepiej powinien być zrozumiany pod względem doświadczenia a nie czasu.

Lightworkers osiągnęli szczególne stadium oświecenia wcześniej, zanim przyjęli postać cielesną na ziemi i przyjęli swoją misję. Oni świadomie postanowili stać się uwikłanymi w “karmicznym kole życia” i doświadczyć wszystkich form zamieszania i iluzji z tym związanych.

Oni robią to, aby w pełni rozumieć, “doświadczenie ziemi”. To umożliwi im spełnienie ich misji. Przez przedostawanie się przez wszystkie etapy niewiedzy i iluzji, oni chcą sami ostatecznie posiadać narzędzia do pomocy innym w osiąganiu stanu prawdziwego szczęścia i oświecenia.

Zagubienie się: problem lightworker’s.

Lightworkers mogą nadrabiać straty w takich samych stanach niewiedzy i iluzji jak nikt inny. Chociaż oni wyruszają z innego punktu wyjścia, ich zdolność do przedzierania się przez strach i iluzję w zadaniu osiągnięcia oświecenia może być zablokowana przez wiele czynników. (oświeceniem nazywamy tu stan bycia w rzeczywistości, w której uświadamiasz sobie, że jesteś przede wszystkim ze Światła, zdolny wybierać światło o każdej porze.)

Jednym z czynników blokujących drogę do oświecenia dla lightworkers jest fakt, że oni niosą ciężki karmiczny ciężar, który może wprowadzać ich w błąd całkiem jak kiedyś. Jak stwierdziliśmy wcześniej, ten karmiczny ciężar jest związany z decyzjami, które kiedyś podjęli w związku z ludzkością, w jej dziecięcych stadiach. Te decyzje były zasadniczo nieokazujące szacunku dla życia (będziemy mówić o tym później w tym rozdziale). Wszyscy lightworkers teraz żyjący, mają pragnienie zrozumienia jakiegoś prawa z ich przeszłości opacznie zrozumianego, i pragną przywrócić i ożywić to, co zostało zniszczone z powodu tych błędów.

szukając materiału na temat lightworkers natrafiłam na kolejny przekaz skierowany do tej grupy istot którą nazywa sie właśnie w ten sposób http://www.shaumbra.pl/przekazy/rozne/Lightworkers.html oraz jako dodatek http://www.oczyandromedy.pl/lightworkers_-_czyli_jak_latwo_zarobic_na_naiwnych.html ..

ja akurat pozostanę przy analizie swoich doświadczeń w oparciu o fragmenty przekazu z podanego pierwszego linku.

czuć jest inną energetykę tego miejsca i bardziej dla mnie samej jest to zbliżone do mojej wewnetrzej wiedzy.

zwróciłam uwagę na ten tekst ponieważ jest on dość zbieżny ze słowami jakie kierował do mnie opiekun na samym początku moich poszukiwań kiedy to dość mocno błądziłam pomiędzy światem widzianym a tym który czuję ,,innymi zmysłami,,  . wtedy poznałam po raz pierwszy słowo -iluzja oraz poczułam czym jest ,,zamieszanie,,

nie będę starała sie tego wytłumaczyć ponieważ nie sądze aby mi sie to udało. kilka razy już próbowałam do tego podejść właśnie w taki sposób ale wielokrotnie kończyło sie tylko na tym że mówiłam – że nie jestem w stanie tego przekazać jak to czułam i doświadczałam i brakło mi słów. W opraciu o ten tekst mogę przybliżyć własne podejście do zamierzonych doświadczeń.

fragment z II części o linghtworker

Galaktyczna historia lightworker.

Narodziny duszy

Dusze lightworker zrodziły się dużo wcześniej nim powstała ziemia i ludzkość.

Dusze rodziły się falami. W pewnym sensie dusze są wieczne, nie mają początku ani końca. Ale w innym sensie, one rodzą się w pewnym momencie. To następuje w takim punkcie, kiedy ich świadomość osiąga poczucie indywidualnego, własnego ja. Wcześniej istnieje to jako potencjał. Nie ma jakiejkolwiek świadomości siebie i innych.

Świadomość “siebie” powstaje, gdy zostaje rozciągnięta jakaś linia graniczna między grupami energii. Musimy powrócić do metafory, aby to wyjaśnić.

Pomyślcie przez moment o oceanie i wyobraźcie sobie, że jest to olbrzymie pole płynnej energii, strumieni, które ciągle mieszają się ze sobą. Wyobraźcie sobie, że rozproszona świadomość przepaja cały ocean. Nazwijcie to duchem oceanu, jeśli chcecie. Po chwili, w pewnych miejscach oceanu powstaje koncentracja świadomości. Świadomość tu jest skupiona, mniej rozproszona niż w jego bezpośrednim otoczeniu. W oceanie zaczyna istnieć rozróżnienie, które prowadzi do rozwinięcia pewnych form w oceanie. Te formy, które są w stanie skupienia świadomości, poruszają się niezależnie od ich środowiska. One doświadczają siebie jako czegoś innego niż ocean (duch). To, co tu następuje, jest narodzinami pierwotnej świadomości własnego ja albo świadomość jaźni.

Dlaczego skupione stany świadomości powstały w jakichś częściach oceanu a w innych nie? To jest bardzo trudne do wyjaśnienia. Możesz jednakże poczuć, że jest coś bardzo naturalnego w tej procedurze? Gdy rzucacie nasiona na ziemię, widzicie że małe rośliny wypuszczają pędy, każde w swoim własnym czasie i rytmie. Jedno nie staje się tak duże, albo nie tak łatwo jako inne. Niektóre nie wyrastają wcale. Jest rozróżnienie na polu. Dlaczego? Energia oceanu (duch oceanu) intuicyjnie szuka najlepszego wyrażenia potencjału dla wszystkich jego wielorakich strumieni albo warstw świadomości.

Podczas formowania się indywidualnych form świadomości w oceanie, jest moc, która działa na ocean od zewnątrz, czy coś w tym stylu. To jest moc boskiego natchnienia, które można poczuć jako męski aspekt, która stworzyła cię. Podczas kiedy ocean oznacza żeńską, chłonną stronę, męski aspekt może być wyobrażony sobie jako wiązki światła wlewające się do oceanu, które wzmacniają proces rozróżnienia i oddzielenia do indywidualnych brył świadomości. One są jak promienie słońca ogrzewające rozsadnik.

Ocean i wiązki światła wspólnie tworzą jednostkę albo istnienie, które możemy nazwać archaniołem. To jest archetypowa energia, zarówno męski jak i żeński aspekt, i taka jest też anielska energia, która okazuje się czy wyraża przez ciebie.

Kiedy światło duszy urodzi się jako indywidualna jednostka świadomości, wolno oddala się od oceanicznego stanu jedności, który był dla niego domem przez długi czas. Dusza coraz bardziej uświadamia sobie bycie sobą i oddzielną.

Z tą świadomością, poczucie straty albo braku powstaje w duszy po raz pierwszy. Kiedy dusza będzie przebywać swoją drogę poszukiwania siebie jako indywidualnej jednostki, dusza będzie nieść w sobie pewną tęsknotę za „całkowitością”, pragnienie, by należeć do czegoś większego niż to. Głęboko w duszy zachowa wspomnienie stanu świadomości, w którym wszystko jest jednym, w którym nie ma żadnego „ja” i „inni”. To jest to, co uważa za „dom” – stan ekstatycznej jedności, miejsce pełnego bezpieczeństwa i płynności.

Z tą pamięcią w głębi siebie, dusza zaczyna swoje podróże przez rzeczywistość, w niezliczonych dziedzinach doświadczenia i wewnętrznego poszukiwania. Nowo narodzona dusza jest gnana ciekawością i ma wielką potrzebę doświadczenia. To był element, który był nieobecny w oceanicznym stanie jedności. Dusza jest teraz zdolna aby swobodnie badać wszystko, co życzy sobie badać. Teraz ma czas do poszukiwań „całkowitości” na różnorakie sposoby.

We wszechświecie, są niezliczone wymiary do badania rzeczywistości. Ziemia jest po prostu jednym z ich i powstała stosunkowo późno, mówiąc na ten temat w kosmicznej skali. Przestrzenie rzeczywistości albo wymiarów, zawsze pochodzą z wewnętrznych potrzeb albo pragnień. Wszystkie stworzenia są oznaką wewnętrznych wizji i przemyśleń. Ziemia została stworzona z wewnętrznego pragnienia, by zgromadzić elementy różnych rzeczywistości, które starły się ze sobą. Ziemia była w zamierzeniu tyglem dla wielkiego, szerokiego wachlarza wpływów. Wyjaśnimy to dalej poniżej. Na teraz wystarczy, by powiedzieć, że ziemia jest względnie spóźnioną na kosmicznym etapie, i że wiele dusz przeżyło wiele wcieleń w poszukiwaniu i rozwoju w innych przestrzeniach rzeczywistości (planety, wymiary, układy gwiezdne, etc.), dużo wcześniej zanim zrodziła się ziemia.

Dusze lightworkers żyły wiele, wiele wcieleń w tych innych wymiarach, wcześniej zanim kiedykolwiek przyjęli postać cielesną na ziemi. To jest to, co rozróżnia ich od “ziemskich dusz” jak nazwiemy to dla uproszczenia. Dusze ziemskie są duszami, które przyjęły postać cielesną w ciałach fizycznych na ziemi stosunkowo wcześnie w swoim rozwoju, jako zindywidualizowanej jednostki świadomości. Rzec by można, że zaczęli swój cykl ziemskiego życia, gdy ich dusze były w swoim dziecięcym stadium. W tym czasie, dusze lightworker były już „dorosłe” One przeszły już przez wiele doświadczeń i ten związek z ziemskimi duszami może być przyrównany do rodzica i dziecka.

do dalszego przekazu na temat rozwoju życia i świadomości ziemi zapraszam na stronę http://jeszua.blogspot.com/2011/04/lightworker-ii.html 

cytuję: Życie toczyło się na ziemi pod przewodnictwem i ochroną duchowych istot z królestw anielskich i królestwa devów.. (Devy pracują na eterycznym poziomie, bliższym światu fizycznemu niż anioły .) Eteryczne ciała roślin i zwierząt przyjmowały bez zastrzeżeń opiekę i energię z królestwa anielskiego i devów. Nie mieli pragnienia “wyrywać się na wolność” czy odejść i znajdować swój własny sposób robienia rzeczy. Wciąż był ogromny zmysł jedności i harmonii wśród wszystkich żywych istot.    ……. Kiedy ziemskie dusze były gotowe wejść do etapu ego, stworzenie człowieka umożliwiło tym duszom doświadczenia organizmu żywego z wolną wolą. To również obdarzyło przyjmującą postać cielesną świadomość, większą świadomością “ja” w przeciwieństwie do “innych.”

oraz galaktyczne wpływy na człowieka i ziemię

Zainteresowanie, które galaktyczne społeczeństwa okazywały ziemi było głównie egocentryczne. Poczuli tam okazję do wywierania wpływu w nowe i potężne sposoby. Możemy powiedzieć, że w tym punkcie międzygalaktyczne bitwy znalazły się w martwym miejscu. Kiedy wciąż walczyli ze sobą, doszli do pewnego typu równowagi po jakimś czasie, podział mocy dzieli na strefy, że tak powiem. Znacie siebie tak dobrze. Sytuacja znalazła się w impasie w taki oto sposób i galaktyczni wrogowie mieli nadzieję na nową okazję na ziemi. Pomyśleli, że ziemia może dostarczyć sceny do wznowienia bitwy i przezwyciężenie impasu.

Wyjściem, którego poszukiwały galaktyczne społeczeństwa, było wywarcie wpływu na ziemię, przez manipulowanie świadomością ziemskich dusz. Ziemskie dusze były szczególnie otwarte na ten wpływ, ponieważ doszły do etapu ego. Zanim do tego doszły, były uodpornione na wszelką moc, ponieważ nie miały ochoty wykorzystywać własnej mocy. Jesteś uodporniony na agresję i walkę, kiedy nie ma niczego w tobie, do czego te energie mogą się przywiązać. Więc galaktyczne energie nie mogły wejść do świadomości ziemskich dusz, dopóki one same nie postanowiły zbadać tej energii walki.

waracając do lightworkers

Galaktyczne korzenie dusz lightworker.

Czy już macie pojęcie, jak dusze lightworker pokrywają się z tą historią? Zanim przyszli na ziemię i przyjęli postać cielesną w ludzkich ciałach, dusze lightworker zamieszkiwały kilka systemów gwiezdnych od dłuższego czasu. Pod względem punktu trzeciego w rozwoju świadomości, osiągnęli tam większą dojrzałość. W tym etapie zgłębili ego-świadomość i wszystkie powiązane z tym kwestie energetyczne. Ten był etap, w którym zbadali ciemność iznacznie nadużyli swej mocy.

Na tym galaktycznym etapie rozwoju byli lightworkers, współtwórcy powstania człowieka. Właśnie jak inne galaktyczne siły, mieli zamiar używać ludzi jako marionetek aby zdobyć dominację w innych częściach wszechświata. To może pomóc wyjaśnić metody, jakich galaktyczne moce używały w swoich bitwach, ponieważ to nie pasuje do niczego w waszym świecie, przynajmniej nie w rozmiarach, w jakich oni to udoskonalili. W gruncie rzeczy, galaktyczna technika wojenna opierała się na nie-materialistycznej nauce energii. Znali moc psychiki i wiedzieli, że świadomość wywołuje rzeczywistość fizyczną.. Ich metafizyka była odpowiedniejsza niż materialistyczne opinie, jakie wasi obecni naukowcy obejmują. Ponieważ założenia waszej nauki wynikają ze świadomości materialnych procesów a nie odwrotnie, to nie mogą oni sondować twórczych i przyczynowych mocy umysłu.

W wieku Cro-Magnon,dusze lightworker ograniczały naturalny rozwój człowieka na genetycznym poziomie. Powinieneś wyobrazić sobie tę genetyczną ingerencję jako zstępująca procedurę związaną z manipulacją; odcisnęli w ludzkiej mózgowej/świadomości, szczególnej formy myśli, które dotyczyły fizycznej, komórkowej warstwy organizmu. Skutek tych umysłowych odcisków był taki, że zautomatyzowany, mechaniczny element został zainstalowany w ludzkim mózgu, który zabrał część naturalnej siły i świadomość własnego ja w istnieniu człowieka. Dokonano sztucznego wszczepu, który uczynił człowieka dogodniejszym jako instrument dla istot pozaziemskich, ich „strategicznych celów”.
***************************************************************************************************

Na wewnętrznym poziomie, dusza staje się rozdarta podczas tego etapu. Stadium ego wiąże się z atakiem na integralność duszy. Przez integralność mamy na myśli naturalną jedność i całkowitość duszy. Z wejściem świadomości opartej na ego, dusza przechodzi stan schizofrenii. Traci swoją niewinność. Z jednej strony, dusza walczy i podbija; z drugiej strony, zdaje sobie sprawę, że nie ma racji w ranieniu czy niszczeniu innych istot żywych. Nie dlatego, że jest to niezgodne z jakimś obiektywnym prawem albo sądem. Ale dusza podświadomie zdaje sobie sprawę, że robi coś, co sprzeciwia się swojej własnej boskości. To ma w naturze swojej własnej, boskiej istoty stworzyć i uświęcać życie. Gdy dusza funkcjonuje z pragnieniem osobistej mocy, głęboko wewnątrz powstaje poczucie winy. Co więcej, nie jest to zewnętrzny werdykt duszy, która ogłasza bycie winnym. Dusza sama zdaje sobie sprawę, że traci swoją niewinność i czystość. Podczas, kiedy dusza dąży do mocy na zewnątrz, narastające poczucie marności gryzie ją od wewnątrz.

Etap świadomości opartej na ego jest naturalnym etapem podróży duszy. Tak naprawdę to obejmuje pełne zgłębianie jednego aspektu duszy, którym jest: wola. Twoja wola ustanawia most pośrodku wewnętrznego i innego świata. Wola jest tą twoją częścią, która skupia energię twojej duszy w materialnym świecie. Wola może być szczęśliwa pożądając władzy albo przez pragnienie jedności. To zależy od stanu twojej wewnętrznej świadomości. Gdy dusza dochodzi do końca etapu ego, wola staje się coraz bardziej przyciągana do serca. Ego albo osobista wola nie jest zniszczona, ale płynie wspólnie z mądrością serca i natchnieniem. W tym miejscu ego radośnie akceptuje serce jako swego duchowego przewodnika. Naturalna pełnia duszy jest przywrócona.

fragmenty wybrane ze strony
http://jeszua.blogspot.com/

20 września 2011 Posted by | moje rozważania | , , | 1 komentarz

ziemia…. walka natury i ludzi

już jakiś czas temu śledziłam zdarzenia wywoływane zmianami na ziemi..

 nie rozumiałam jeszcze znaczenia przemiany ziemi ale analizowałam wtedy ,,przepowiednie,, i patrzyłam ile z tych katastrof ,ktore mają sie pojawić na ziemi ma miejsce….  pamiętam jak spisywałam trzesienia ziemi ,huragany , tornada i ataki terrorystyczne.. 

spisywałam ile ludzi zgineło… potem już nie mogłam na to patrzeć.. co dzień w radiu w wiadomościach o kolejnej katastrofie… czasem parę dni spokoju..

znalazłam nawet zapisek z tej analizy  – wkleję tu tylko fragment

5 wrzesień 2004        –atak terrorystów na szkołę w BIESŁANIE. Zginęło ok. 339 osób

13 września 04          –wykolejenie się pociągu w północnych Włoszech (3 osoby zginęło, pozostali ranni)

14 września 04          – szaleje huragan na Kubie (IWAN)

21 września              –trzęsienie ziemi w Rosji i w północnej Polsce

24 września              –nadal szaleje huragan  tym razem na  Haiti . Zginęło około 1000 osób podczas huraganu i        

                                      powodzi

 dziś otworzyłam stronę wiadomości.wp.pl i tylko przez ostatnie parę godzin miało miejsce trzęsienie ziemi w Birmie http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Trzesienie-ziemi-w-Birmie-75-osob-nie-zyje,wid,13257450,wiadomosc.html

 przez ostatnie parę dni ofiary osuwającej się ziemi na Filipinach http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Ziemia-porwala-27-osob—tragedia-na-Filipinach,wid,13345510,wiadomosc.html

ulewy zabijają ludzi http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Ulewy-zabijaja-ludzi-w-Brazylii,wid,13348852,wiadomosc.html

gradobicie u Nas  http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Grad-runal-z-nieba-uszkodzil-dachy-i-samochody,wid,13349866,wiadomosc.html?ticaid=1c320

 te nasilające sie wichury .. gradobicia i ulewne burze .. od kiedy tu mieszkam – na wsi- zauważyłam jak bardzo zmieniła sie pogoda ile wiatr może zniszczyć i jak często On sie tu pojawia… kiedy wieje boję sie spać .. słyszę jak łamią sie drzewa a jak pojawia sie burza to siedzę na łóżku i proszę aby oszczędziła nasze domy… wiem ,ze to ma związek z przemianami i oczyszczeniami planety… i zdaję sobie sprawę że ten zywioł jest inteligentny… nigdy nie potrafiłam tego ignorować… wobec praw natury człowiek nie ma rzadnych szans…

 kiedyś bywaliśmy bez prądu parę godzin.. teraz zdarza sie kilka dni..

widziałam jak opadający lód łamie grube drzewa.. do tej pory nikt ich nie posprzątał a w lasach jest dużo starych sosen ktore nie wytrzymały pod naporem lodu na gałęziach.. zawsze jest mi przykro…i nawet teraz mam łzy w oczach jak o tym piszę…

to lato będzie suszą… pola obsiane a ziarno wysycha.

patrzę na to ze smutkiem…

myślę że to wszystko jest bardzo zależne od tego -jak ludzie patrzą na ten świat… jak patrzą na siebie…

czym bardziej skupiają sie na fizyczności i dobrach tego świata (materialnych) tym bardziej matka natura kieruje każdego z Nas do własnego wnętrza .. czym więcej takich wstrząsów i sytuacji z pogranicza życia i śmierci tym bardziej ludzie sie jednoczą i wspierają dbając juz nie o własne dobro ale pomagajac innym…

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Rosnie-bilans-zabojczego-tornada-w-USA-co-najmniej-295-ofiar-smiertelnych,wid,13361911,wiadomosc.html?ticaid=1c367

kolejne tornado….

ciekawi mnie tylko to ..czy istoty które kiedyś podawały do wiadomosci ,,przepowiednie,, i objawienia wiedziały że ludzie tak pogrążą sie w chaosie ( ewolucja na ziemi) …. czy same doprowadzały do tego że w chwili obecnej te proroctwa mają swój czynny udział na planecie ziemia?? ….     pewnie i jedno i drugie jest prawdą

wiem ,ze są cywilizacje ktore tej ziemi doglądają.. tego zresztą już dowiedli i ludzie i te istoty…

 jedni tylko obserwują.. inni czynnie biora udział pomagając ludziom przejść przez kolejny etap rozwoju tej planety..

jest tyle przekazów i channelingów…. i często są one ze sobą jakby -sprzeczne…. ale wydaje mi sie że roznica w tym leży pomiędzy poziomem postrzegania danej istoty ktora przemawia…. to obraz kilku stron biorących czynny udział w tym co sie dzieje…  do tego nie zawsze są ku temu należyte okoliczności ktore pozwolą bez zakłóceń przekazać całą prawdę i wiedze …. ale wiele z tego można przeanalizowac i zrozumieć…

czytałam wiele o tym ,ze obserwowanie ludzkości w swoich zmaganiach było w jakimś stopniu kontrolowane… dla rozwoju nie tylko Nas tu na ziemi ale także tych cywilizacji ktore czynnie biorą udział w planowaniu tego co tu ma miejsce.. oni poprzez Nas tak samo doświadczają i sie rozwijają.. obserwując Nas na ziemi mają czynny udział w naszym życiu i swoim jednocześnie…

jeżeli ktos jeszcze nie czytał –jedyną planetą ziemia … polecam dla poszerzenia kolejnej wiedzy o zależność naszych doświadczeń wzgledem innych istot.. już może z po za kręgu planetarnej przynaleźności…. do jakiejś cywilizacji..

ale jednak Nasz tu na ziemi żywot i nasze doświadczenia są w pełni wspólne i współzależne z innymi poziomami egzystencji przenikającej wszechświat….. ci co zrozumieli znaczenie doświadcznia fizycznosci wiedzą jak powinni przejsć przez te przemiany i jest takich coraz więcej….

ale wydaje mi sie że giną właśnie ci co nie wiele z tego rozumieją….  ten smutek jest związany z ich przeżyciami .. z ich strachem i bólem… Ci co są troche dalej w zrozumieniu takie przeżycia mają już za sobą -dlatego rozumieją ile jest w tym strachu i smutku.. cierpienia ale wiedzą też że nie mogą temu zapobiec….

w tym wszystkim martwi mnie tylko to -że ludzie tak bardzo zapętlili sie w te wszystkie iluzoryczne wierzenia że ciągle powtarzają ten sam schemat… nie mogąc wyrwać sie z ,,łap,, niszczycielskich i destrukcyjnych dla siebie energii…. wracają po raz kolejny i po raz koleny aby zrozumieć i przezyć to samo ale poprzez zrozumienie doswiadczenia….  tylko dlaczego jest to tak cieżkie? skoro jest tyle istot ktore pomagają?

skoro ci ludzie są nadal w kole inkarnacyjnym to znaczy że po każdym życiu stają przed radą starszych.. mogą przeanalizowac swoje życie… mają szanse wyboru.. dlaczego więc nadal tkwią w destrukcyjnych poziomach doświadczania tu na ziemi??   tego właśnie nie potrafię zrozumieć…..

26 kwietnia 2011 Posted by | moje rozważania | , | 3 Komentarze

maski… mojego życia

temat ten pojawia sie w moim życiu po raz kolejny… i pomyślałam aby może troche o tym napisać?

duszą siegam zapisu gdzieś wewnątrz mnie.. .. gdzieś dalekiej przeszłości… kiedy ,,maski,, mogły być częscią mojego bycia tu na ziemi…

 nie pamiętam ani miejsca … w tym życiu tam nie byłam ani fizycznie ani nie trafiłam na zdjęcia które były by tym miejscem choć na widok zdjęć i opisów zaginionej cywilizacji Majów , Inków i widoku ruin gdzieś pomiędzy lasami tropikalnymi czy górami powoduje u mnie niesamowite uczucie ktorego nie potrafie blizej okreslić.. nie pamiętam też skąd było to plemię i jakiej nazwy używali…i za nic nie mogę sobie tego przypomnieć  ale są pewne zapiski ktore wstrzymują mój oddech jak czytam o starych plemionach które były wierne swoim tradycjom i wierzeniom…  kiedy czytałam wierzenia Olmeków to pojawiła sie moja pamięć dzieciństwa i częste moje naśladowania jaguara… ten jaguar tkwił w mojej pamięci i bardzo dobrze pamiętałam jak On wygląda…

 gdzieś we mnie budzi sie moje serce … czasem mam odczucie że za cieńką zasłoną widzę to plemię.. jej członków.. starszyznę indiańską i wystarczy zę wyciągnę rękę i wejdę w ten zapis…  ale kiedy ja wyciągam wszystko znika jak bym dotkneła tafli wody i rozmywa sie obraz….

za dziecka byłam bliżej marzeniom i pamieci życia indiańskiej dziewczyny… kiedy tylko zaczełam czytać sięgałam po książki Karola Maya .. Winnetou był moim ideałem i moim marzeniem takiego życia wśród indiańskich plemion.. i obraz ktory towarzyszył mi podczas czytania tej że książki towarzyszy mi do dziś dnia….

nie pamiętam już prawie nic z tych książek ale pamiętam ,że dziecięca fascynacja nigdy nie -umarła …  do dnia dziesiejszego nadal o tym myślę…. nadal szukam tej pamięci… nadal mam słabość do muzyki , indiańskich kontaktów z przyrodą i ich szacunku dla ziemi i wszelkiego stworzenia….. taki czysty pierwotny kontakt z naturą.. i z duchem przyrody…

kiedy zaczełam czytać ezoteryczne książki to własnie te o szamanizmie budziły mojego ,,ducha,, ..  czułam wewnętrzną ekscytację i fascynację ale było też cos jeszcze -innego…

budowałam krąg z agatów na podłodze w moim małym mieszkanku i siadałam do medytacji …podkładem muzycznym bębnów wchodziłam w trans.. wiele rzeczy robiłam instynktownie lub poprzez potrzebę ,która była moim drogowskazem i wychodziła  po za osobowość ziemską… jak zaczynałam nad tym sie zastanawiać to wszystko znikało ..

mam czasem uczucie ze dobrze rozumiem  mowę zwierząt i potrafiłam też myślami pokierować ich zachowaniem… co prawda zdarza sie to sporadycznie ale…. jest to bardzo ciekawym doświadczeniem…  i wiąże sie z wyższą świadomością pojawiającą sie tylko w chwilach wyjątkowych…  

to sie pojawia i znika.. jakby ktoś pilnował abym o czymś nie zapomniała i  co jakiś czas pojawia sie dziwne ,,uczucie,, ciągnięcia mnie w określonym kierunku…  ta pamięć ktora czasem swoją siłą pojawia sie wyrywkowo w moim życiu daje mi tylko wgląd w dany obraz i znika abym nie skupiała sie na tym co już było i nie opierała za bardzo na tamtych przeżyciach .. doświadczenia tamtego życia zbudowały mnie -tą kim jestem i dały mi pewną wiedzę którą w jakiś sposób mogę wykorzystać ale nie pozwalają mi oprzeć sie na niej całkowicie..  zaraz gdy tylko staram sie cofnąć w przeszłość znika ona niczym bańka mydlana a pojawia sie głos –tu i teraz

kiedy zaczełam pisać ten temat – poczułam znowu ten dziwny przypływ tęsknoty i potrzebę szukania… i tak znalazłam to co zamieszczam poniżej…

Przelatujące nad świeżo wyciętymi obszarami Amazonii satelity odkryły ślady zaginionej cywilizacji, mogącej konkurować z Inkami czy Aztekami pod względem zaawansowania.Badacze już dekadę temu natknęli się na tajemnicze geometryczne okopy i inne pozostałości prac ziemnych wyżłobionych w powierzchni krajobrazu , ale dzięki satelitom odkryto ponad 200 kolejnych gigantycznych struktur.

Jak można przeczytać na łamach pisma ‚Antiquity’, badacze twierdzą, że formacje rozciągają się na 250 kilometrów (155 mil) w poprzek górnego dorzecza Amazonki, na wschód od pasma Andów i wydają się być do siebie podobne, co może świadczyć o zamieszkaniu przez jedną, dużą cywilizację mogącą liczyć około 60 000 członków.
http://www.paranormalne.pl/topic/22381-wyciecie-lasow-odkrywa-zaginiona-cywilizacje-w-amazonii/

http://archeowiesci.pl/2010/01/07/kolejne-niesamowite-pozostalosci-po-zaginionych-ludach-amazonii/

co prawda odkrycia tego dokonano rok temu (nie wiem czemu tego wcześniej nie odnalazłam) ale znowu pojawiło sie to -uczucie we mnie… i powrócił temat masek…

pierwsza ,którą znalazłam – w bardzo dziwnym miejscu , czyli wśród rupieci na targowisku- obudziła we mnie jakąś część mnie ,która zaczeła poszukiwać ….    sporzedał mi ją młody chłopak ,który rozstawał sie z nią z powodu (potrzeby pieniędzy -jak sie domyślam na alkochol)  powiedział mi ,ze jest orginalna i ze pochodzi z Meksyku… dałam mu za nią tylko 17 zł.. bo tylko tyle przy sobie miałam …   ale ja i ta maska od chwili kiedy ją dotknełam stałyśmy sie częścią siebie…. nie mogłam odejść od stoiska bez niej…

wiem ,ze jest warta dużo wiecej i wiem ,ze ten chłopak to wiedział ale cos co sie wtedy wydarzyło było czymś z po za nas… coś zaistniało nad czym nie mieliśmy kontroli…. ja nie miałam…

powiesiłam ją na ścianie i ciagle na nią patrzyłam.. wiem ,ze takie maski mają w sobie zaklętego ducha ale nigdy nie poczułam od niej zła…

nie tak dużo później .. na tym samym rynku moja znajoma ktora woziła towar z niemiec położyła wśród swoich ciuchów jedną małą rzecz która nie tylko obudziła we mnie kolejną radość serca ale jak pierwsza -była moim pragnieniem posiadania jej … była to o 2/3 mniejsza maska pochodząca z tego samego miejsca

to był taki dziwny okres w moim życiu… pojawiały sie maski ,figurki za bezcen mimo wartości ich znacznie większych .. płaciłam tyle na ile było mnie stać a ludzie oddawali mi to z serca..

ja nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście ze łzami w oczach targałam kolejne moje trofea do domu.. gdzie sie nie pojawiłam było coś dla mnie…

już nie tylko Meksyk ale też i afrykańskie posągi i maski… bębenki …. i każde ze swoją wyjątkową energetyką…

 mam też i 2 maski z indonezji które kupiłam gdzieś na targach..

  teraz jest pod dostatkiem wszelkiego rodzaju orginalnych masek i figurek gdzie stoją na stoiskach przedstawiciele tych krajów…  na jarmarku dominikańskim nie mogę obejść stoiska z afrykańskimi wyrobami z bardzo fajnym murzynem na stoisku 🙂 zawsze jest pełen ciepła i życzliwości ..  ale juz nic nie kupuję….  tylko patrzę z tą wewnetrzną nutą podziwu i miłości do piękna jakim są te drobiazgi wykonane z drewna .. nici i piór… mam słabość do takich przedmiotów ale nie czuję już takiej potrzeby aby je mieć…

wydaje mi sie ,ze sama ich obecność w moim życiu i energetyka tych przedmiotów miała ogromne znaczenie w ,,przebudzeniu sie,, mojej drogi.. w przypomnieniu mi mnie… w obudzeniu przeszłości … myślę ze było czymś jeszcze…

w takich chwilach czułam sie jak ktoś zupełnie inny wiedziona nie tylko instynktem ale pragnieniem duszy… potrzebą sięgnięcia w głąb siebie a te przedmioty pomagały mi w osiągnięciu pewnego stanu…

…może tamtego życia (z ktorym kojarzą mi sie te maski) doszłam do pewnego stanu mojej świadomości  ktory pozwolił mi osiągnąć pełniejsze zrozumienie życia i kiedy w tym zyciu ,,one,, sie pojawiły zaczełam sięgać dalej od momentu w ktorym zakonczyłam tamto poznawanie….

słowo ,,maska,, możemy też rozumieć w inny sposób- tu na ziemi przybieramy różne osobowości które mogą nam dać nowe doświadczenie poznania siebie w kolejnej roli jaką wybralismy na to życie… poznajemy siebie… ta prawdziwą istotę która jest ukryta za maską osobwości..  czuję ,że te moje ,,maski, z życia obecnego są i po części fizycznym obrazem energii którą noszą w sobie i jest ona nie widzialna dla naszego oka fizycznego i są one symboliką ,która miała nakierować mnie na szukanie wewnętrznego istnienia , zwrócenie uwagi na wnętrze… i sprawiły że mogłam to poczuć .. zrozumieć ,doświadczyć .. 

zaczełam też szukać w sobie to czego szukać miałam..

dziś widzę ,,ile ról,, odebrałam w tym życiu , ile masek założyłam na siebie ale dopiero poznanie wewnętrznych odczuć siebie samej dało mi to uczucie spełnienia… dzis nadal gram.. jestem tylko sobą podczas medytacji i wyrażania siebie poprzez twórczość -choć i tu często pomagają mi istoty ktore towarzyszą mi co dnia.. ale zmieniło sie to ,że teraz jestem tego świadoma i inaczej traktuję doświadczenia siebie samej podczas tej drogi na ziemi…

myślę że w jakiej formie nie przedstawiłabym roli tych ,,masek,,w moim życiu to będzie to zawsze moją prawdą.. jednej chwili wraca pamięć z innego życia na ziemi ,w drugiej myślę o masce osobowości… w trzeciej jako o przedmiocie posiadajacym duszę i energetycznym zapisie….  a jeszcze w innym jako o pieknym twórczym wyrażeniem sie osoby ktora swoimi dłońmi tworzyła to czym teraz ja tam bardzo sie zachwycam…

ale skoro powróciłam do energetyki tych przedmiotów to chciałabym nadmienić ,ze trafiłam na dwie maski ktore miały w sobie zakletą energetykę demona….

pierwsza była ,,duchem gór,,  zrobiona z drewna -myślę że przywieziona gdzieś z Polski…

syn ktoregos dnia przyniósł mi to do domu mówiąc ,ze znalazł na śmietniku… ja oczywiście byłam pełna radości z takiego prezentu…:)   jak wybudowaliśmy dom powiesiłam go przed drzwiami wejściowymi . wisiał tam aż ktoregoś dnia istota ktora pojawiła sie w moim domu powiedziała –ze moze czas abyś zdjęła z przed drzwi wejsciowych ta maskę zła która tam wisi ponieważ jej energetyka nie współgra z tym domem i z tą ziemią… 

  pamiętam ,że towarzyszyła temu jeszcze taka dziwna wibracja ,że bez zastanowienia zdjęłam ten kawałek drewna i pytając sie co mam z nim zrobić -otworzyłam kominek i włożyłam go do ognia… uwalniając wpływ tej energii na to miejsce

  zmieniła sie energia…. przestali pojawiać sie ludzie zawistni i nieżyczliwi i gdybym tego nie doświadczyła nie zrozumiałabym ,że naprawdę w kawałku drzewa moze być zaklety duch…

drugą taką maskę spotkałam kiedyś -w sklepie spożywczym w kartuzach..:) wisiała na ściane…   nie mogłam wyjść ze sklepu a jak wyszłam to wracałam tam i czułam jak ciągnie mnie do siebie  mówiąc –kup.. zabierz do domu… ale coś było nie tak bo wprawiała mnie w przerażenie…  czułam że nie jest to dobra energia ale nie mogłam jej sie przeciwstawić… chyba opiekun mi wtedy pomógł bo nagle chwyciłam do ręki maskę wiszącą niedaleko i która właściwe nie wiele mi sie podobała -w porównaniu do tamtej ale miałam tylko tyle pieniędzy aby kupić jedną  .. położyłam ją na ladzie i kupiłam wychodząc ze sklepu z ulgą…  jak pojechałam tam z dwa miesiace później nie było już tamtej maski .. nie pytałam nawet o nią…

ale ta ktorą mam jest naprawdę wyjątkowa i orginalna .. a duch tej maski nikomu nie przeszkadza 🙂

26 marca 2011 Posted by | moje rozważania | , , | 2 Komentarze

..droga mistrza..

za ten wpis jestem wdzięczna Kubusiowi.. ponieważ to jej sen dał mi tą chwilę przemysleń i rozważań nad sensem mojej tęsknoty i mojej wewnętrznej potrzeby  …

 pamieci która jest dla mnie inspiracją do prawdy i drogi.. którą idę..

… sen był realistyczny… była kuźnia.. paliłam w niej ogień.. i stały tam ławki jakby odbywał sie jakiś kurs…..

kuźnia wyglądała jak teraz… pełna rupieci i sterta drzewa które nie wiem kto przywiózł…

a potem nagle przeniosłam sie do innego świata… byłam w dużym mieście.. troche podobnym do Holenderskiego albo Duńskiego… ale miał dużo starych budynków.. wszędzie były na nich szyldy oferujace jakieś usługi…

weszłam do jednego , bo chciałam wyremontować mój stary dom.. ale pani pokazała mi rachunek na milion wiec podziekowałam i powiedziałam ,że wrócę jak będę miała ten milion…  a potem spotkałam mojego starego mistrza… który leżał bardzo chory…

niby było wszystko ok ale widać byłoże chyba  tracił po mału siły..

rozmawiałam z nim i z innymi koleżankami… i wtedy sensej (bo tak kazał sie nazywać) przytulił mnie.. i wtedy zaczełam płakać…

powiedziałam ,że nie wiem jak sobie poradzę jak jego zabraknie i wtedy zaczełam strasznie szlochać…

wczoraj odwiozłam Emilkę na przystanek i przy okazji zrobiłam zakupy w Biedronce.. przy wózkach stał totalnie pijany facet… miał problem żeby utrzymać sie na nogach..

kiedy wyszłam ze sklepu siedział na zmrożonym śniegu… powiedziałam do Emilki że moze sobie odmrozić ręce,, chyba był bezdomny..

wsiadłyśmy do samochodu aby sie ugrzać a ten pijak wygramolił sie jakoś z ziemi i podszedł do naszego samochodu . zastawił mi drzwi tak ze nie mogłam ich zamknąć. śmierdział denaturatem… mamrotał coś niezrozumiale

w końcu odszedł

ten senssej z mojego snu i ten pijak to jedna i ta sama istota..

przy sensei we śnie była przy nim Madzia ,która się do niego przytulała ,kiedy leżał na łóżku a u jego głowy stałaś chyba Ty…

po tych słowach Kubusia poczułam jak moja pamieć oddala sie w jakieś -nieznane mi miejsce i przypomina mi coś za czym i w tym życiu czasem tęskniłam… 

mam sentyment do samuraji ale jest w tym zawarta idea w którą Oni wierzyli…  sztuki walki które były nie tylko stylem obronnym ale były i są głębią ducha… 

 i o to chyba mi zawwsze chodziło -o tą szlachetność serca… o  tą madorść i wiedzę którą kształciła ducha .. nie tylko ciało fizyczne…  

wiele korzystałam na swojej obecnej drodze z mądrosci książek wschodu i wiem ,ze nie ma znaczenia obrana przeze mnie droga w tym życiu bo wewnątrz mnie cały czas jest ta sama idea i ta sama potrzeba zdobywania wiedzy która prowadzi mnie do tego samego żródła….  

za dziecka moim westchnieniem był film -Karate Kids..  podziwiałam tą wytrwałość i sens tego czego mistrz uczył tego chłopca.. tęskniłam za taką nauką i mam wrażenie że ja całe swoje życie tak właśnie sie uczyłam…  nadal tęsknię za taką czystością ducha i podążam wytrwale do celu który obrałam..

… droga mistrza….  

 same słowa mają dla mnie głębszy sens…..  wewnętrznie czuję istotę która podąża drogą w samotności zmierzając sie z przeciwnościami losu wiedząc ,ze jest to lekcją życia… kolejną lekcją do doskonalenia siebie samego…  czuję potrzebę i tęsknotę za taką wizją siebie…   i choć mam część z tej drogi przed sobą i za sobą to w pełni jeszcze nie widzę tego co chciałabym zobaczyć…  cały czas się uczę… poszukuję.. pracuję nad sobą… 

 to ma bardzo duże powiązanie dla mnie z wizją wędrowca oraz z wojownikiem światła , który momentami przepełnia moje serce…  to ta sama tęsknota i czuję że są pewne aspekty osobowości które zblizają mnie bardziej do tego co czuję niż inne które wypełniają moje życie… te chwile kiedy zbliżam sie do tego co serce moje pamięta lub pragnie -czuję sie jakbym unosiła sie gdzieś w przestrzeni marzeń i celów mojej duszy… daje mi to niesamowite poczucie jedności z wizją .. z drogą którą podążam i którą obrałam wieki temu dla siebie… tak jak i szamanizm jest dla mnie drogą bardzo zbliżoną do samotnego mistrza tak i inne ktore w tym kierunku zmierzają są mi bliskie sercu… cel jest dla wszystkich ten sam…

  czuję też że Kubusia sen to prawdziwa wizja…. poczułam ,ze właśnie z tamtego miejsca ,,gdziekolwiek ono jest w czasoprzestrzeni,, znamy sie wszyscy i w tym życiu po raz kolejny odnajdujemy na swojej drodze….

te nauki naszego sensei nadal w Nas są… wartości ,ktore zostały nam przekazane nadal towarzyszą nam co dnia… a droga którą podąrzamy jest drogą wewnetrznego mistrza…

Kubuś napisała mi jeszcze – tęsknię za tym sensei… ta tęsknota mnie rozdziera…

a ja czuję ,że podążam drogą którą mistrz dla Nas przewidział… gdziekolwiek On jest…

zawsze gdy widzę bezdomnych czy pijaków-  jak ze spotkania Kubusia -czuję dla nich ogromny szacunek za życie ,ktore dla siebie wybrali… chyba mam tak od bardzo dawna…  może i od zawsze…

 i to też dzis Kubuś zobaczyła w tym pijaku -istotę wyższą doświadczającą takiego istnienia tu na ziemi..   to są chwile kiedy widzimy więcej niż zwykle ale w samym sęsie widzenia jest wyższa idea.. ta której poszukuję od kiedy tu jestem.. we wszystkim co spotykam i w każdym doświadczeniu…. 

 dziekuję Kubusiu za tą chwilę… i to Tobie dedykuję ten tekst…

PRZYGOTOWANIE

Pięć stopni, o których przeczytałeś dotychczas, tworzy razem, jak wiesz, ścieżkę przygotowawczą. Przez siedem lat będziesz miał dość pracy nad sobą i będziesz mógł nazwać się szczęśliwym, jeżeli w ciągu siedmiu lat osiągniesz na niej tyle, aby być dostatecznie dojrzałym do wstępu na ścieżkę czeladnika. Jeżeli niektóre z zadań wykonasz mniej doskonale niż inne, wolno ci będzie mimo to wstąpić, ale na ścieżkę czeladnika próbnego. Nie jest warunkiem koniecznym, abyś najpierw wykonał całkowicie przygotowanie, zanim dostąpisz oświecenia. Dopuszczalne jest, abyś w niektórych kierunkach uprawiał nadal przygotowanie, podczas gdy w innych otrzymujesz już oświecenie. Jest tu podobnie, jak w szkołach. Jeżeli w niektórych przedmiotach wykażesz tylko mierne postępy, ale w innych bardzo dobre, to wynik ogólny świadectwa uprawni cię do przejścia do wyższej klasy. W niej musisz oczywiście uzupełnić braki, bo inaczej nie podołasz jej zadaniom.

Przygotowanie to tylko jedna klasa, a jama, nama, asana, pranajama i pratjahara to różne przedmioty nauki. Szczeble te nie następują kolejno po sobie, lecz biegną równocześnie obok siebie. Jeżeli czytałeś o pranajamie np. później niż o jamie, to powód jest ten, że bez pewnego, choćby bardzo początkowego, oczyszczenia się, niemożliwe jest oddawanie się ćwiczeniom stopni dalszych. Podobnie będzie w klasie wyższej. I tam dharana, dhjana i samadhi biegną równolegle obok siebie, tworząc razem samjamę, ale bez pewnej biegłości w dharanie nie zdołasz owocnie uprawiać dhjany.

Wprawdzie o trzech wyższych stopniach mógłbyś nie wiedzieć nic i odłożyć zainteresowanie nimi aż do czasu, gdy po siedmiu latach okażesz się dojrzałym do oświecenia, ale na tych stopniach pojawią się owoce tego, co zasiałeś, uprawiając przygotowanie, a każda prawdziwa szkoła tajemna, dając uczniowi jakiekolwiek zadania, zawsze wyjaśnia mu, jaki będzie wynik. Powinieneś zatem wiedzieć, do jakich wyników dojdziesz przez przygotowanie.

Ogólnym zadaniem okresu przygotowawczego jest, jak wiesz, oczyszczenie i opanowanie twego ciała myślowego, astralnego i eterycznego, a przez to i fizycznego. Po ich całkowitym opanowaniu, będziesz dopiero mógł je przekształcić, czyli „prześwietlić” tym, co da ci oświecenie. To przetwarzanie siebie w innego człowieka jest właśnie wynikiem jogi. Twoja jaźń wyższa prześwietli twe ciała tak, że blask jej będzie się przez nie przebijał. Stopnie przygotowawcze mają tylko umożliwić jej to prześwietlenie. Mają oczyścić twe ciała, dać ci do ręki całkowitą władzę nad nimi i naprawić ich funkcje tak, aby były dla ciebie sprawnymi narzędziami, posłusznymi ci na każde skinienie i funkcjonującymi bez zarzutu.

U kresu tej ścieżki oświecenia czeka cię próg wtajemniczenia. Abyś mógł ten próg przestąpić, musisz być gotów zostawić przed nim wszystko, co wiąże cię z ziemią i z jej sprawami. A liczenie na owoce twych czynów wiązałoby cię do nich podobnie jak liczenie na wdzięczność ludzi za twą pomoc wiązałoby cię z tymi ludźmi. Jako „czeladnik” masz być dosłownie „umarłym dla świata”, bo dopiero wtedy będziesz mógł działać dla świata owocnie, gdy w nim tkwić przestaniesz. Nie mógłbyś obsługiwać maszyny, gdybyś sam był jej częścią składową. Musisz być poza nią, nie tkwić w niej swą istotą. Dlatego masz stanąć u wrót śmierci, dlatego masz przez śmierć przejść, aby dostąpić wtajemniczenia.

Masz przejść przez śmierć, a jednak żyć dalej na ziemi, nosić w sobie tajemnicę tego, co jest po tamtej stronie zgonu. Tajemnic takich nie powierza się byle komu. Zdarza się, że i ludzie zwyczajni powracają jeszcze do życia, przeszedłszy przez śmierć czy to w letargu, czy w chorobach, ale przechodzą ją nieświadomie, nie pamiętając nic, co tam widzieli. Ty zaś masz przejść przez śmierć świadomie, masz zapamiętać wszystkie szczegóły tego zdarzenia i nie wolno ci nikomu ich wyjawić. Dostąpienia tej tajemnicy musisz być godnym bez zastrzeżeń i dlatego ścieżka oświecenia ciągle jeszcze jest tylko „ścieżką próby”, której możesz nie przetrwać.

to fragment mojej ulubionej książki DROGA W ŚWIATY NADZMYSŁOWE J.A.S

Na twoją drogę, szarą i niewdzięczną, lecz pełną niewysłowionej błogości, pragnę ci dać – nie wskazówki, nie pouczenia ani nakazy, lecz mały promyczek światła, który w twym sercu powinien podtrzymywać święty ogień wszechogarniającej miłości, aby opromieniała ci każdą chwilę twej pracy. Masz iść między ludzi, a to nie znaczy rzucić wszystko, czym zajmowałeś się dotychczas i wystąpić jako wędrowny kaznodzieja, oznacza to coś bez porównania trudniejszego. Masz zostać tam, gdzie jesteś, nie zmieniać w niczym twego dotychczasowego życia, a mimo to działać na ludzi i dla ludzi. Sam rozmiesz, że nie masz działać fizycznie, materialnie, lecz duchowo. Masz wrastać w dusze ludzi, nie w ich zajęcia codzienne, a wrastać tak, aby oni wcale tego nie spostrzegli. Masz stać się im drogim i pożądanym, chociaż będą stronili od ciebie, spotwarzali cię i nienawidzili. Masz zachowywać się tak, aby nie mogli spostrzec, że właśnie kamienują tego, bez kogo żyć im trudno.

Pamiętaj o tym bez przerwy, ile to zdolności wyrobiłeś w sobie, ile dzięki nim masz możliwości dobrego działania, zatem ile powinieneś dać twym bliźnim.

Pozostań milczący, choćby to miało uchodzić za twoje potwierdzenia, a tylko myślami prostuj błędne sądy. Twoje myślaki potężne będą działały powoli, ale stale i może sam po pewnym czasie usłyszysz od tych samych ludzi sąd wprost przeciwny do poprzedniego, a zgodny z twoim. Myślami swymi dasz ludziom po prostu inspirację, natchniesz ich myślami prawdziwymi.

 

Gdy będziesz stale pamiętał o tym, że nie ma ludzi złych, a są tylko nie wiedzący, łatwiej ci będzie ustrzec się nawet najlżejszego uczucia niechęci do ludzi, odrazy lub pogardy. Na to nie pozwól sobie nigdy, lecz przeciwnie, do ludzi podchodź zawsze z szacunkiem i sympatią, bo w każdym z nich tli się Iskra Boża taka sama, jak w tobie. Nie patrz na ich wady i ułomności, lecz staraj się widzieć w każdym jego strony dodatnie. Zauważysz, że nie ma takiego człowieka, choćby to był najgorszy zbrodniarz, w którym nie można znaleźć nic dobrego. Nieraz zalety ludzi kryją się pod powłoką szorstką, nawet odpychającą, nieraz oni sami zatajają je w sobie, zniechęceni oziębłością otoczenia lub jego niewdzięcznością. Ty jednak masz właśnie za zadanie odgrzebywać spod popiołu te iskry dobre, ledwie się tlące. Więc staraj się odnaleźć je w każdym człowieku, bez względu na jego wygląd, stanowisko, opinię, jaką często nawet niesłusznie, mają o nim inni ludzie.

Twą najwyraźniejszą cechą w stosunku do ludzi niech będzie, przede wszystkim, wyrozumiałość jak największa, a nawet bez granic. Wyrozumiałość dla ich wad, ich niewiedzy i błędów, lecz także, co jest znacznie trudniejsze, dla ich postępowania wobec ciebie.

1 marca 2011 Posted by | moje rozważania | , , , | 1 komentarz

rozwój duchowy…

kiedy stajemy przed tym wyzwaniem i obieramy ten kierunek drogi -szukamy w nim oparcia , zrozumienia ,oświecenia…

niby jest to częścia naszej natury.. czymś do czego dąży kazda istota.. cos co jest naszym przeznaczeniem… ale kiedy stajemy na tej drodze okazuje sie że czasem nie wiemy jak nią iść..

zaczynamy szukać ,czytać i odnajdywać ludzi ktorzy mogą nam pokazać – jak tą drogą podążać… potrzebujemy drogowskazu…

to co chcę opisać tutaj jest moją drogą wewnętrzną..  i sądzę ,ze nie jedego z Was…

  nie umiem inaczej wyrazić tego co czułam i co czuję dzis…. więc dlatego  po prostu -opowiem..

zawsze w naszym życiu dzieje sie cos co kieruje nas na tą drogę – na drogę rozwoju duchowego… swój poczatek opisałam w ,,kim jestem,, ale tu nie o tym chcę pisać…

jak każdy na poczatku szukałam punktu zaczepienia…. zaczełam czytać książki ,analizowac swoje zycie i to co wskazywało na jakieś uzdolnienia .. coś na czy mogłabym sie skupić..

odrazu na drodze pojawiają sie -mistrzowie.. ja miałam o tyle dobrze że dobrano mi takich którzy mogli wnieść cos w moje życie.. zaczełam od reiki… potem uzdrawianie duchowe..  spotkania .. wspolna praca..

byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie.. najbardziej zależało mi na wiedzy wiec zawsze słuchałam ,chłonęłam doświadczenia innych.. ale czasem ktoś lub cos odwracało moją uwagę od danej sytuacji lub rozmowy.. potem byłam zła ,ze nie mogłam w tym uczestniczyć.. no ale .. -dziś wiem ,ze mój opiekun to robił bo nie chciał abym słuchała czegoś co do niczego mi sie nie przyda…a moze zmącić moją wiarę…

 dążyłam dalej do wiedzy… niby wszystko bardzo dobrze rozumiałam.. ale zdarzały sie takie chwile kiedy brakowało mi …. słów..

tak po prostu ich nie było.. siedziałam z arkuszami na kolanach i z wahadełkiem w ręku patrząc na to co mam przed sobą i nie widząc nic.. nie wiedziałam co robić ., kogo o co pytać.. i jak sie za to zabrać..

ten brak wiary w to co robię popychał mnie na kolejne kursy… na kolejne spotkania i dalej chłonełam tą wiedzę.. potem nagle przyszło =zwątpienie.. w sens tego czym sie zajmuje ponieważ nic nie mogłam z tą wiedzą zrobić. słuchałam mistrzów.. podziwiałam ich za niesamowitą wiedzę ,za otwartość i bezpośredniość i tak patrzyłam na większość z naszej ,,grupy,,   ja nigdy sie nie odzywałam… bo co miałam powiedzieć?

tak spędziłam kilka lat… nie dużo -może z 4…  dyplomy wrzuciłam do piwnicy uważając że ze mnie fachowiec jak z koziej  d… trąba..

nie wierzyłam ,ze mogę coś potrafić.. i wiem ,ze tak też mnie odbierano w grupie… ale sama na to zapracowałam..

    zdarzały sie sytuacje na kursach po których marszczyłam brwi zastanawiając sie czy to rzeczywiście moze być -prawda. jakoś ja czułam inaczej.. 

zaczął sie we mnie też jakiś dziwny -bunt przed wiedzą i narzucaniem mi reguł i zasad..czułam ,że to nie do końca mi pasuje ale milczałam.. zaczełam w środku buntować sie  mówiąc sobie ,ze ktoregoś dnia opracuję sobie właśną metodę i tą bede rozumieć i nią -pracować…

ale potrzebowałam mistrzów i przewodników..  nie wierzyłam w siebie…

nagle moim przebudzeniem i wstrząsem okazał sie -właściwie już ostatni kurs w jakim barałam udział.. ale miał on dla mnie wtedy ogromną wagę..

po tym spotkaniu prowadzący powiedział mojej mistrzyni i organizatorce cos co wywołało ogólne poruszenie nie tylko w grupie ale też i w moim wnetrzu… 

zorganizowałam u siebie spotkanie.. jeśli dobrze pamiętam -noc Kupały… na drugi dzień prosto w oczy moja mistrzyni i ktoś w kim czułam w jakimś sensie oparcie powiedziała mi  stojąc przede mną -że nasz mistrz po kursie  powiedział ,ze z całej naszej grupy tylko ja i jeden z chłopaków mamy największy potencjał.. i powiedziała mi z żalem -powiedz –dlaczego właśnie ty??

nie rozumiałam oczym  mówi..?!.  moze to śmieszne ale szukałam w słowniku słowa –potencjał  ,bo miałam taką pustke w sobie że nie rozumiałam – co to oznacza….

to było moje ostatnie spotkanie w tym gronie…. to moja decyzja..  dopiero po wszystkim dobry znajomy powiedział mi co sie stało w grupie ,ze zaczeli jeden drugiego sprawdzać kto z jakiego poziomu jest i kim jest…  poczułam sie wypalona.. na tej drodze…

nie musze chyba mówic -dlaczego… dla mnie to była fałszywa droga duchowego oświecenia…rywalizacja ? o co?   ja czułam sie zwykłą istotą ktorej bardzo brakowało wiary w siebie.. i do tej pory to czuję ale teraz przynajmniej wiem …. dlaczego..

weszłam na drogę samotnego mistrza… 

 były jeszcze odzewy towarzystwa uważającego ,że mam kłopoty i coś sie do mnie przyczepiło.. że powinnam przyjechać na kolejny kurs i uzdrowić siebie… a ja po prostu -przestraszyłam sie myśląc ,że jak to okaże sie prawdą to mogę zatracić siebie… nie pojechałam -ze strachu..

owszem ,.nie powiem że nie toczyłam walki i że nie było chwili kiedy upadałam prosząc o litość i łaski.. ale teraz wiem czym to było -moją drogą i moimi ograniczeniami.. czymś do czego musiałam dojść ale sama…

gdybm była w błędzie to na tych wszytkich kursach ktos dostrzegł by to z czym miałam sobie poradzić..napewno istoty ,ktore nam pomagają nakierowały by pomoc abym uwolniła siebie od ciężaru a tego nikt nie widział.. a kiedy prosiłam o pomoc to nikt nic nie mógł zrobić.. miałam jawną zasłonę… za którą nikt nie mógł sięgnąć..

gdyby nie pomoc istot światła nie przepracowałabym tego jak dla siebie przewidziałam..  te kursy były tylko wprowadzeniem,, zaznajomieniem mnie w temacie i podporą.. ale całą drogę i uwalnianie musiałam przejść w pojedynkę..

dopiero kiedy osiągnęłam kolejną lekcję , która poszerzyła mi świadomość dostałam do ręki książki które dokładnie opisują taką drogę jaką przebyłam.. i są to piękne opowiadania mistrzów którzy swoją drogę przebyli właśnie -w samotności… w pojedynkę… tylko oni i siła i miłóść Ojca….

dziś czytam te książki z ogromnym szacunkiem dla drogi jaką przebyli autorowie tych publikacji…  ponieważ wiem czym ona jest..  droga ,którą tak bardzo poszukujemy  biegnie przez nasze serce.. 

nie będę odwodzić innych od podążania tą droga w grupach i w oparciu o mistrza.. to nie dlatego to opisałam ale dlatego ,że czasem cos na pozór bardzo dla /nas właściwego okazę sie czymś zupełnie innym..  opierajmy sie na innych autorytetach ale nie zatracajmy w tym siebie…

gdyby nie reakcja mojej mistrzyni na zaistniałą sytuację to może nadal byłabym w cieniu innych i za zasłoną własnych nieśmiałości..?? ograniczeń…

 pokazała mi właściwą drogę..  dodała mi odwagi abym odeszła od grupy..

ale nadal mam cos do przepracowania w tym -temacie… spotkałyśmy sie całkiem niedawno a ja spuścilam oczy jak dziecko ktore boi sie odkrycia -prawdy? tego kim jestem i czym sie zajmuję..   że mimo wszystko poszłam dalej i odnalazłam swoją drogę..

nie chcę sie nikomu tłumaczyć.. nie czuję potrzeby…

ale  jest jeszcze coś..coś do zrobienia… a sam temat -rywalizacji budzi we mnie jakieś dziwne odczucia … wewnętrzny krzyk..

19 stycznia 2011 Posted by | moje rozważania | , , | 2 Komentarze